Nikt się nie odzywał przez dłużysz czas. Po kilku minutach, Bobby podszedł do mnie i wręczył mi kwiaty i pocałował mnie w policzek.
- Jak się czujesz?? – zapytał.
- Dobrze…
- Sorry, ale nie chciałem, żeby tak wyszło. To wszystko przeze mnie, przepraszam. – sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe pudełeczko a w nim pierścionek.
- Nie mogę tego przyjąć…
- No przyjmij to, proszę. – uśmiechnął się do mnie czule, wyciągnęłam rękę zaplątaną w kabelki. Włożył mi pierścionek i Tom wybiegł wkurzony z sali.
- Dzięki… – nachylił się nade mną i pocałował delikatnie w usta. Anka poszła za Tomem, a Magda została z nami.
- Sylwia, jak się czujesz? – podeszła do mnie.
- Już słyszałaś, dobrze. – uśmiechnęłam się.
- Musimy chyba poważnie porozmawiać. – podniosła głos Magda.
- Zamieniam się w słuch…
- Bobby, możesz wyjść na chwilę?
- Ja i tak muszę już spadać. Na razie. – miał mi dać buziaka na pożegnanie, ale Magda stała i tamowała przejście.
- Sylwia… kochasz go??
- Nie wiem…
- Jak przyjmujesz od niego takie prezenty i dajecie sobie buzi nie wiadomo, jakie to on sobie robi nadzieję i jeszcze go dobrze nie znamy. Mam nadzieję, że nie muszę Ci przypominać jak się przejechałaś na takim związku?
- Wiem… ale ja go chyba kocham.
- Ale musisz się upewnić jaki on jest. Zastanów się troszkę.
- Dzięki, dałaś mi trochę do zrozumienia, ale ja sama to powinnam wiedzieć. Chodź do mnie. – rozłożyłam ramiona i przytuliłyśmy się jak najmocniej się dało.
- Czemu na mnie nie poczekałyście? – weszła w tej chwili Anka do pokoju. Podeszła do nas i dołączyła.
- A gdzie Tom?? – spytałam.
- Poszedł do łazienki i gdzieś tam jeszcze. – Anka. – A gdzie Bobby.
- Wyszedł przed chwilą. – Magda.
- Aha… Kasia zaraz przyjdzie i Ci przyniesie pyszny obiadek. – Anka.
- Już się nie mogę doczekać. Niby byłam też osłabiona a w ogóle prawie jedzenia tu nie dostaje… – skrzywiłam się.
Pogadałyśmy trochę i przyszła Kasia z obiadkiem. Nakarmiła mnie i przyszedł lekarz:
- Co pani robi?? – spytał wjeżdżając z wózkiem jedzenia, gdy na to patrzyłam to robiło mi się niedobrze.
- Nic, nakarmiłam ją… – odpowiedziała przestraszona Kasia.
- Ale Sylwia dostaje dietetyczne dania, które ja jej przepisałem, żeby szybciej wyzdrowiała.
- A to przepraszam…
- Pani mnie nie przeprasza tylko Sylwie. – zaśmiał się.
- Dobra. A co ma pan dziś dla niej?? – spytała.
- Takie miksturki. Jeśli pani chce to może ją pani nakarmić. – zaproponował.
- To ja nie mam rąk?? – wtrąciłam. Chciałam podnieść rękę, ale nie mogłam przez te wszystkie przewody.
- Jeśli chcesz to oczywiście. – uśmiechnął się do mnie.
- Już dziękuję. Kasiu nakarmisz swoje maleństwo?? – zaczęłam się śmiać.
Kasia podeszła po jedzenie i zaczęła mnie karmić. Gdy już skończyła przyszedł Tom, widać było, że był strasznie smutny. Wszyscy się rozeszli, został oczywiście Tom.
- Co się stało?? – spytałam delikatnie.
- Kur…! Jeszcze pytasz?? – poniosły go emocje i walnął w parapet rękoma.
- Co się z Tobą dzieje??
- Nie pytaj…!!!! – powtórzył z podniesionym głosem.
- Jak ta rozmowa będzie się tak toczyła to możesz stąd wyjść!!
- Przepraszam, ale zrozum. Ja Cię kocham i nie mogę tego znieść jak się z nim…
- Przestań!! Ja go nie kocham!! – zaczęłam płakać (;)). Popatrzyliśmy się na siebie i Tom popatrzył na mnie ja opuściłam głowę.
- Przepraszam… – po woli podszedł do mnie. – Nie chciałem na Ciebie nakrzyczeć.
- Nie szkodzi… – popatrzyłam na niego mokrymi oczami od łez.
- Nie płacz. Nie mogłem opanować swoich emocji. Przepraszam. – nachylił się nade mną, wytarł łzy.
- Zostajesz tu na noc??
- A chcesz?? – pokiwałam głową. – Dobrze, zostanę. A dlaczego chcesz żebym został??
- No, bo… nie chcę siedzieć tu sama.
- Może niedługo przywiozą Ci koleżankę, albo kolegę. – Tom uśmiechnął się do mnie.
- Może… – odwzajemniłam uśmiech (;])
Lekarz przyniósł mi kolację, a Tom mnie nakarmił. Było przy tym trochę śmiechu, ale się najadłam. Gdy już zjedliśmy kolację poszliśmy spać. Tom spał obok na łóżku, ja nie mogłam spać, patrzyłam się na gwiazdy za oknem. Wyjęłam MP3 z szuflady i włączyłam wolną piosenkę „Avril Lavigne – My happy ending”. Po jakimś czasie zasnęłam. W nocy przyszła pielęgniarka i położyła sprzęt na szafce, żebym się nie udusiła przez kabelki od słuchawek. Następnego dnia rano o szóstej zdjęli mi trochę kabelków. Mogłam już sama jeść.
Minął tydzień pobytu w szpitalu, wkońcu mnie wypisali, był to czwartek. w szpitalu byłam trzy tygodnie a spałam dwa. Przyjechał po mnie Mateusz, Tom poszedł do domu. Gdy weszliśmy do lokalu (była to noc) chciałam zapalić światło, ale się nie dało:
- Mateusz, co jest ze światłem?? – spytałam bawiąc się pstryczkiem.
- Nie wiem… – położył moje walizki przy drzwiach i poszedł do kuchni.
- Zapal świeczkę! – krzyknęłam do niego.
- Chodź na chwilę do salonu!! – zawołał mnie.
- Myślałam, że jesteś w kuchni! – poszłam za głosem Mateusza, po drodze miałam kilka przeszkód ale pokonałam je bez żadnej przewrotki. Kiedy już doszłam do salonu, szłam przed siebie nie myśląc o niczym. Nagle poczułam coś uderzającego mnie w pasie. Była to kanapa, zrobiłam na niej fikołka i zalałam się podłodze po drugiej stronie. Nagle światło zapaliło się.
- Witamy w domu!!!!!! – krzyknęli wszyscy (Kasia, Mateusz, Ania, Magda, Bill, Tom, Gustav, Georg). Nie widzieli mnie. Popatrzyli po sobie.
- Ała… – powiedziałam wstając trzymając się za plecy. A wszyscy zaczęli się śmiać. – Bardzo śmieszne… Przed chwilą byłam w szpitalu i bym musiała jeszcze raz iść!
- A stało się coś?? – zaniepokoiła się Kasia.
- Nie… wszystko wporządku. – uśmiechnęłam się.
- No to bierzemy się za jedzenie! – krzyknęła Ania. Spojrzałam się na stół. Bardzo się ucieszyłam, bo było tak dużo pysznego jedzonka czego nie było w szpitalu. Gdy już zjedliśmy kolację wybraliśmy się na spacer do parku z chłopakami, a Kasia została posprzątać. Usiedliśmy na ławce i patrzyliśmy w gwizdy. Zrobiło się późno i wróciliśmy do domu. Uszykowałyśmy się do spania i zgasiłyśmy lampkę. Zasnęłam od razu, bardzo wygodnie mi się spało, bez żadnych kabelków i takich różnych pierdółek. Obudziłam się ok. 11. Dziewczyny były w szkole, poszłam do łazienki. Załatwiłam pewne sprawy i poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki, gdy poczułam zapach tego jedzenia od razu ją zamknęłam i poszłam do salonu na TV. Po kilku minutach przyszła Kasia z zakupów.
- Sylwia! Pomożesz mi zrobić obiad??
- Dobrze… a co będziemy robić??
- Schabowego z frytkami.
- No to już idę… – poszłam do kuchni rozpakowałam zakupy i zabrałyśmy się do roboty. Szybko nam to poszło, akurat dziewczyny wróciły ze szkoły, bo mamy w piątki 5 lekcji.
- Jak miło, że jesteś w domu. – oznajmiła Anka, a ja tylko się do niej uśmiechnęłam. – Idziesz z nami do centrum z chłopakami??
- No mogę iść. A o której?
- Po obiedzie do nas zadzwonią.
- Dobra. – zasiedliśmy do stołu. Gdy już skończyłyśmy wrócił do domu Mateusz. Odeszłyśmy od stołu i poszłyśmy do swojego pokoju. Przepisałam zeszyty i położyłyśmy się na łóżku (jednym) czekając na telefon od chłopaków. Była cisza nikt się nie odzywał nagle zadzwonił telefon w salonie.
- Sylwia to do Was!!! – krzyczał Mateusz.
- Już idę…!! – przeszłam przez Ankę i zeszłam z łóżka.
*- Halo. – ja.
*- No cześć. – odezwał się Bill. – My przyjdziemy do… po Was za chwilkę tylko Tom się musi uszykować. – powiedział wesołym głosem.
*- Ok… – powiedziałam szybko.
*- No to do zobaczenia.
*- Pa… – i odłożyłam słuchawkę. Poszłam do pokoju i ubrałam się w ciuchy, (bo byłam jeszcze piżamie) Byłyśmy już gotowe czekałyśmy aż zadzwoni dzwonek do drzwi, wkońcu się doczekałyśmy.
- Ja otworzę! – pobiegłam do drzwi i je otworzyłam.
- Cześć kochanie. – ujrzałam w nich Bobbiego. Nie czekając na nic zamknęłam mu drzwi przed nosem, ale on je zatrzymał.
- Co chcesz?!?
- Przyszedłem Cię odwiedzić… Nie cieszysz się??
- Cieszę się. Ale nie mogłeś zadzwonić?? – z końca korytarza wyszedł Tom z paczką. Gdy zobaczył Bobbiego zaczął biec w naszą stronę (ale on śmiesznie wyglądał w tych ciuchach biegnąć
P). Rzucił się na Bobbiego i nawalał po twarzy.
- Tom!!! Przestań!! – zaczęłam się drzeć. Gdy Bill to zobaczył zerwał się i podbiegł z Gustavem i odciągnęli ich od siebie.
- Tom!! Uspokój się do cholery!! – Bill.
- Weźcie go z moich oczu, bo mu coś zrobię!!! – Tom.
- Uspokój się!! – Bill mu ścisnął ręce biorąc do tyłu (tak jak policjanci robią
) on tylko się skrzywił z bólu.
- Co tu się dzieje?? – przybiegł Mateusz. Niestety nie zastał ich w dobrym stanie. Tom miał rozciętą wargę koło kolczyka i Bobby brew. Spojrzał na mnie.
- Co się tak na mnie patrzysz?? – ja.
Wszyscy przechodni patrzyli się na nas z zaciekawieniem. Mateusz zaprosił chłopców (wszystkich) do domu i zrobił im opatrunki.
- Zachowaliście się jak dzieci. – śmiał się Mateusz z Kasią.
- To on zaczął!. – Kasia przyłożyła Bobbiemu do brwi lód. – Ałł… – syknął. Bobby poszedł do domu a Tom został z paczką. Wzięłam Toma na balkon, postaliśmy patrząc się na miasto.
- O co ci chodziło?? – spytałam po chwili.
- To przez niego byłaś w szpitalu… Musi coś mu się należeć za to.
- Ale nie w taki sposób! A wiesz, co się wydarzyło wtedy na trybunach??
- Nie, wiem tylko tyle, że to przez niego. I to wystarczy żeby…
- Nie musisz mu nic robić poradzę sobie sama!
- Jak chcesz. – spojrzał się na mnie i poszedł do pokoju, ja zostałam. Po chwili przyszedł Gustav.
- Co tam?? Nie kłóćcie się przez Bobbiego.
- To on zaczął! Nie potrzebnie się z nim lał! – zdenerwowałam się.
- Ale jemu nie jest łatwo, on Cię jeszcze kocha i nie mógł tego znieść. Powiedział mi, że poniosłoby go w szpitalu jak się dowiedział o tym, że to przez niego. Powiedz mu żeby już o tym zapomniał, albo nawet poproś… – wytłumaczył mi spokojnym głosem. Nie odpowiedziałam. Po poliku spłynęła mi łza, wtuliłam się w Gucia ramię, w drzwiach pojawił się Tom (ja go nie widziałam), lecz Gustav go wygonił machając ręką.
i dopiero to co jest pod tamtą notką
…opowiadanie #30…
18:30
Dobrze mi było w jego ramionach, ale nie tak jak u Toma, po kilku minutach mi przeszło i przestałam płakać:
- Już dobrze. – blondynek zrobił mi żółwika na głowie i uśmiechnął się.
- No. Idziemy do pokoju??
- Nie Ty tu zostań ja zawołam Toma. – po chwili stał obok mnie dredziaż.
– Przepraszam, Cię. – ja.
- Ale za co…?? – on.
- Nie wiem, ale zapomnij o tym, co się wydarzyło na trybunach i o tym że to było przez Bobbiego. – Tom złożył dłoń w piąstkę i wziął jedną z nich do buzi i ugryzł delikatnie.
- Nie będzie łatwo… – westchnął.
- Ale spróbuj.
- Spróbować zawsze można.
- No to?? – wzięłam go za rękę i spojrzałam mu w oczy. – Zrób to dla mnie. – gdy to mówiłam czułam się jak jego dziewczyna i w głowie pokazywał mi się tylko jeden obraz „jak go całuję”. Nie mogłam się powstrzymać i to zrobiłam. On się zdziwił na początku nie wykonywał żadnych ruchów rękoma, ale po chwili doszło do niego to, co się dzieje. Tylko odwzajemnił namiętny pocałunek i złapał mnie za pośladki i podniósł do góry wszyscy, co byli w pokoju wynieśli się do salonu, Tom to wiedział i zaniósł mnie do pokoju wchodząc przez drzwi pociągnął za sznurek i zasłoniły się żaluzje i położyliśmy się na moje łóżko. Dredziaż po woli zdejmował mi bluzkę, gdy już byłam bez niej ja mu zdjęłam bluzę i koszulkę. To, co się działo nie było kontrolowane przez żadne z nas. Jego ręka kierowała się do rozpięcia spodni, Lecz na kontynuacje tego czynu nie pozwolił nam Bill, bo zapukał do drzwi, po czym wszedł bez naszej odpowiedzi:
- Wychoddddzzzziiiiimmmmyyyy… – przedłużał widząc Toma leżącego na mnie bez koszulek.
- Bill to nie jest tak jak myślisz. – próbowałam mu to wytłumaczyć ubierając bluzkę.
- Później porozmawiamy! – zamknął za sobą drzwi, był bardzo zdenerwowany po tym co zobaczył. Gdy już wyszliśmy z pokoju nie wiedziałam jak się zachowywać w stosunku do Billa. Wkońcu wzięłam go na bok i powiedziałam:
- Nie mów tego nikomu. – poprosiłam.
- Bardzo mnie zaskoczyłaś tym, co zobaczyłem. Jak bym nie wszedł to nie wiem do czego by doszło.
- Do niczego by nie doszło ja znam granice.
- Jak Was zastałem w takiej sytuacji to na to nie wyglądało. – skrzywił się.
- Proszę nie mów tego nikomu. Dziewczynom sama powiem.
- Dobra. Jak nie powiesz tego w ciągu tygodnia to ja to zrobię.
- Co Wy tak tam szepczecie?? – zapytała Anka.
- Dobra. – odpowiedziałam Billowi. – A nic… – machnęłam ręką i wszyscy poszliśmy w kierunku naszego parku.
19.00
Tym razem nie było wolnych ławek, postanowiliśmy iść do baru na rogu skrzyżowania. Usiedliśmy na dworze pod parasolem, po kilku minutach przyszła kelnerka.
- Co podać?? – spytała przygotowując sobie karteczkę, żeby zanotować.
- Ja poproszę dwie Warki. – Georg. – Dziewczyny chcecie coś do picia?? – spytał.
- Nom. Po jednym Kasztelanie. – uśmiechnęłam się do niego.
- No to dwie Warki i trzy Kasztelany. – potwierdził.
- A dla panów. – spojrzała się na Gustava. Wiedziała, że on jest już pełnoletni.
- Ja poproszę pięć Żubrów. – pani się uśmiechnęła i poszła po zamówienie.
- Proszę. I poproszę Was, żebyście puszki wyrzucili do tego śmietnika. – pokazała nam na specjalny pojemnik na puszki.
- Dobrze… – Gucio.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się na koniec gdy już odeszła wszyscy otworzyli sobie puszkę.
- Ten, kto pierwszy wypije… śpi dzisiaj ze mną! – ogłosił Tom. Nikt nie zareagował. – Fajnie… – posmucił się, nagle ja zaczęłam pić i ze mną dziewczyny. Nie wypiłam do końca ani Anka ani Magda. Chłopcy sprawdzili, kto wypił najwięcej wypadło, że Magda.
- Sylwia, odstąpcie Ci moje miejsce, ja wolę z Guciem się przespać. – puściła mu oczko.
- Mi też to pasuje. – wtrącił Tom popijając z puszki. Gdy już opróżniliśmy wszystko Georg poszedł ślaczkiem wyrzucić puszki. Wszyscy mu się przyglądali, a my się śmialiśmy. Bill, aż się położył na stole ze śmiechu. Byliśmy bardzo głośno i nas wyproszono z baru, poszliśmy do parku, wkońcu zwolniła się jedna ławka, ale nie wszyscy się zmieścili. Gustav stał.
- Nudzi mi się. Chcecie piwo jeszcze?? – blondynek.
- Ja chce… – uśmiechnęłam się do niego.
- Ok. Ktoś jeszcze??
- Ja. – Anka.
- I ja… – Magda.
- Ja zaraz wracam. – Gucio wstąpił do najbliższego sklepu i po chwili zjawił się. Wręczył nam picie i po chwili go już nie było.
20.30
Robiło się po woli ciemno. Mi się ostro kręciło w głowie. Jednym zdaniem upiłam się (:PP).
21.15
Już mi było troszeczkę lepiej, więc wstałam, ale zakręciło mi się w głowie, o mało się nie przewróciłam. Postałam chwile:
- Ale mi się chce spać. – i przewróciłam się. Nikt nie zareagował, oczywiście Bobbiego nie mogło nigdzie zabraknąć. Zauważył chłopaków siedzących na ławce i dziewczyny, niestety mnie nie widział, bo leżałam pod krzakami. Powiedział kolegom i podeszli do nas.
- Sylwia, co się stało?? – podniósł mi głowę.
- Śpię… śpię… śpię. – cały czas to powtarzałam z wielkim uśmiechem.
- Obudź się. – poklepał mnie po polikach i obudziłam się (;))
- Cześć. Co Ty tutaj robisz?? – spytałam podnosząc się.
- Dobrze się czujesz?? – próbował mi pomóc lecz ja na to nie wyraziłam zgody i go kopałam w nogę. – O boże, sorry nie chciałam. – złapałam się za głowę i zakręciło mi się znów w głowie. Nagle poczułam się jak w śnie, nogi mi się ugięły na szczęście jego koledzy byli mnie w stanie złapać nad ziemią.
- Chodźmy je zaprowadzimy do domu. – zaproponował Doug (jeden z kolegów Bobbiego).
- Co z wypłoszami?? – zapytał drugi.
- Nie przezywajcie ich! – pokiwałam palcem i przekręciłam oczami. – To są moi przyjaciele.
- Dobra, bierzemy ich. – wzięli wszystkich i odprowadzili do nas.
22.00
Otworzyła drzwi Kasia. Bardzo się zdziwiła to, co zobaczyła.
- Co to ma być?? – zapytała Bobbiego niosącego mnie na rękach, gdy przeszedł ze mną koło Kasi zajechało jej alkoholem. – Jak Ty ją tu przyniosłeś w takim stanie. – Bobby popatrzył po sobie, był cały czysty.
- Słucham?? – spytał po chwili.
- No przecież czuję, że wypiłeś. – Kasia chciała zamknąć drzwi, lecz zatamował je Doug. – Przepraszam, ale co się dzieje?!? – wkurzyła się Kasia, otwierając po raz kolejny drzwi.
- Znaleźliśmy ich w parku na ławce w takim stanie. I postanowiliśmy ich przynieść do domu.
- Ale połowa z nich to nie do mnie należą.
- Wiem, ale nie wiedzieliśmy gdzie mieszkają. – Bobby podszedł do drzwi. – Przepraszamy za zamieszanie. Do widzenia. – wszyscy wyszli i Kasia zamknęła za nimi drzwi. Gdy weszła do salonu zobaczyła ciała leżące na łóżkach i na podłodze.
- Boże, co oni wzięli. – zdziwiła się Kasia.
Położyła na oddzielnych łóżkach i tak nas zostawiła.
23.30
- Cześć kochanie!! – krzyczał Mateusz z drzwi, podchodząc do Kasi całując ją w policzek.
- Cześć. – odpowiedziała. – A jak tam w pracy??
- Dobrze. – spojrzał się na fotel, był na nim Georg. – Co on tu robi??
- Jest ich więcej. – zaśmiała się. Mateusz skrzywił się. – Chodź ci pokaże. – Kasia wstała, wzięła go pod pachę i zaprowadziła do naszego pokoju. Gdy otworzyła pokuj, Mateusz nie wiedział, o co chodzi.
- Co się im stało??
- Chyba coś wzięli albo wypili. Koledzy przynieśli ich do domu w takim stanie. – Mateusz podszedł do mnie i otworzył jedno oko.
- Upili się. – zaśmiał się.
- Niech wytrzeźwieją to z nimi porozmawiamy.
- Z wszystkimi?? – zdziwił się.
- Nie tylko z naszymi dziewczynkami.
- Ciekawe, co teraz sąsiedzi o nas powiedzą, raz chłopcy się pobili a teraz przyszli upici. Chyba musimy im to wszystko ograniczyć. – postanowił Mateusz wychodząc z pokoju. Kasia popędziła za nim.
0.10 w nocy
Zrobili sobie kolację przy świecach i ja się obudziłam. Weszłam do salonu, paliły się tylko świeczki.
- Dzień dobry. – powiedziałam wracając się do łazienki.
- Chyba dobry wieczór. – Kasia. Po mnie ślad zniknął. Mateusz zaniepokoił się i zapukał do drzwi.
- Coś się stało?? Odezwij się czy żyjesz??! – zaśmiał się.
- Biorę prysznic. – odkręciłam wodę. Usiadłam w wannie i woda leciała mi po twarzy. Musiałam się trochę orzeźwić. Pomogło mi to trochę. Zakręciłam wodę i ubrałam się w piżamę Mateusza. Później poszłam do kuchni.
- Sylwia… no bez przesady zdejmij moją piżamę. – narzekał Mateusz.
- Ciiiicho. Proszę Cię. – zamknęłam oczy z bólu głowy.
- Teraz ona będzie leczyła kaca. – powiedział pod nosem. Ja sięgnęłam po szklankę i nalałam sobie wody owocowej. Ze szklanką powędrowałam do pokoju. Postawiłam ją na szafce i zarzuciłam na siebie i Toma kołdrę (bo z nim spałam
) przez przypadek pościel zahaczyła o szklankę z wodą. Gdy już znalazła się na podłodze złapałam się za uszy i wszyscy się pobudzili. Po chwili w pokoju zjawili się Kasia i Mateusz.
- Co się stało?? – spytał Mateusz.
- Nic, chyba… – odpowiedziała Anka z przymrużonymi oczami.
- Gdzie Sylwia?? – Kasia.
- Tutaj. – wtrącił zaspany Tom, pokazując na mnie schowaną pod pościel. Kasia podeszła do naszego łóżka, w tym czasie Tom położył się z powrotem spać. Opiekunka delikatnie podniosła pościel, zobaczyła tam mnie już z zamkniętymi oczami.
- Już śpi… – uśmiechnęła się i wyszli z Mateuszem z pokoju.