2010
06.27

Cześć duży

Obudził mnie budzik stojący na szafce nocnej, była godzina 6.25, a ja nie wiedząc czemu wstałam i skierowałam się do łazienki aby wykonać wszystkie poranne czynności związane właśnie z tym pomieszczeniem. Przez dłuższą chwilę rozważałam czy umyć głowę czy też nie?(Ja mam problemy^^). Zdecydowałam się że, lepiej będzie jak wejdę pod prysznic.
Siedziałam sobie na sedesie z turbanem na głowie i malowałam paznokcie rozmyślając co dzisiaj ubiorę do szkoły(coś za dużo myślę dzisiaj). W pewnej chwili ktoś otworzył dziwi do pomieszczenie w którym się znajdowałam. Zobaczyłam kogoś w czarnych kłakach, gdy to coś mnie zobaczyło zamknęło dziwi tak szybko jak je otworzyło. Nie przejmowałam się tym dalej wykonywałam swoją dotychczasową czynność. Po skończeniu ubrałam się w mój ulubiony strój czarne spodnie z paskiem nabijanym ćwiekami do tego czarny top z białym krzyżem, trampy, stały punkt programu czyli makijaż na ‘statnistkie’ i gotowe.
Zeszłam do kuchni słuchając jak zwykle Green Day’a, otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu sera. Gdy zobaczyłam zawartość lodówki to normalnie nie wiedziałam czy ja mam się śmiać czy płakać. Była pełna po brzegi, nawet palca wetknąć tam nie mogłam. Zamknęłam lodówkę i dopiero teraz zobaczyłam kartkę od Simony:
„Wyjechaliśmy o 6 wczoraj, zrobiłam zakupy mam nadzieje że Ci starczy jak nie to zostawiłam pieniądze na stole w salonie. Pozdrawiam Simone, jak coś by się działo to dzwoń telefon jest do twojej dyspozycji. Telefony do nas są również w salonie.”
Otworzyłam jeszcze raz „szafę mrożącą” (tak moja siostra nazywa lodówkę), znalazłam ser, wzięłam tosta i poszłam do salonu. Na kanapie siedziało czterech gostków, gdy tylko przekroczyłam próg spojrzeli na mnie a ja na nich.
-Co się tak gapicie? Nigdy nie widzieliście dziewczyny?
-Co TY tutaj robisz?-spytał koleś z dredami
-yyy…od niedawna mieszkam bo co?-teraz to koleś w czarnych włosach się odwrócił
-Jak to?
-A, tak to. Jestem z Polski, na wymianie.
-Czekaj, czekaj. Mama coś wspomniała-stukną się w czoło czarnulek
-Mama,mama…czekaj, czekaj już pamiętam to wy jesteście Ci słynni bracia bliźniacy?-spojrzeli na mnie jak na idotkie, a potem kiwnęli głowami.-Acha, to super ja jestem Klaudia, wasza mama wyjechała, Jörg też.
-I zostawili tobie dom, samej dom?
-Tak, a dlaczego nie?
-Bo jesteś, tu nowa i wogóle- nadal kontynuował rozmowę czarnulek, pozostali parzyli to na mnie to na niego.
- Nie martw się, nie znam tu jeszcze nikogo oprócz Martina i Andreas’a więc imprezy bym nie zrobiła. Sorry ludziska ale ja musze się już zbierać do szkoły, jestem umówiona właśnie z chłopakami, żeby oprowadzili mnie po okolicy.- już chciałam się kierować do tylnych dziwi, kiedy poczułam szarpnięcie za ramię.
-Poczekaj pojedziemy z tobą. Ja i Tom musimy załatwić kilka spraw związanych z naszą szkołą, a jaki się domyślał chodzisz właśnie tam gdzie my.-kiwnęłam głową. Reszta ruszyła się z miejsc siedzących i wszyscy ruszyliśmy na tyły gdzie stał Chris czekał na mnie.
-Cześć, mała!
-Siema duży.
-Cześć, Chris- przywiali się chłopcy.
-O! Witam dawno was nie widziałem tutaj.
-A, wiesz tak się złożyło że mamy chwilę wolnego, pozatym musimy coś załatwić w szkole.
-Rozumiem, czyli jedziemy busem?
-Tak, daliśmy wolne Kacprowi.
-To, ładujcie się. Klaudia musi być o 9 pod szkołą.- powiedział i zaprosił nas ręką do samochodu.
-Sorry, nie przedstawiłem się- zagodną po chwili blondyn- Gustav miło mi Cię poznać.
-Mi, również.
-Georg- powiedział drugi koleś- a to bliźniacy Bill i Tom.
-Ej, mam język żeby się przedstawić- odpowedzał Tom
-Serio? Wątpię gadasz z Klaudią od jakiś 10 minut i jakoś się nie przedstawiłeś-pociągną dalej Georg.-Może powiesz nam coś więcej o sobie?
-Jak chcecie-kiwneli głowami- Więc tak, jak już wiecie mam na imię Klaudia jestem z Polski a konkretnie z takiego małego miasteczka Puck. Mam lat 16 i chodziłam do III klasy gimnazjum. Mam trzy kumpele z którymi się prawie nigdy nie rozstaje, miały jechać tez na wymianę ale nie mogły. Lubię czytać książki, grać na gitarze, pisać wiersze, gotować a moim ulubionym zespołem jest Green Day.-skończyłam, a my nadal jechaliśmy. Wczoraj było jakoś krócej, Chris chyba jechał na około.
-Serio, słuchasz Zielonych?- spytał Bill
-Serio, serio to najlepszy zespół na świecie.
-A, nasze kawałki słyszałaś? -spytał się Gustav, ten facet jest ciekawy.
-Tak, słyszałam bo co?
-I, co o nich sądzisz?
-No wiesz jak dla mnie one są za słabe, chociaż teksty są niczego sobie, muzykę też da się znieść, tylko wokal nie taki. Głos do tych tekstów musi być głęboki, a ten mi za ni cholery nie pasuje.-czarny spojrzał na mnie tak jakoś dziwnie.-Nie żebym miała do kogoś presje, ale słychać że to śpiewa chłopak, który jest przed mutacją. –po raz kolejny spojrzeli na mnie jak na idiotkę.
- Skąd to wszystko wiesz? Mama Ci mówiła? -spytał Bill
-Nie, tyle wywnioskowałam gdy słuchałam waszej płyty. Trochę się interesuje się muzyką i wychwytuję takie rzeczy.
-Super, dzięki że tak nas oceniłaś przynajmniej wiemy co musimy zmienić.
-Wystarczy aż poczekacie do mutacji głosu wokalisty i będzie git, chociaż podobają mi się dwie wasze piosenki z płyty.
-Jakie?- spytali razem
-„Rette mich” i „Ich bin nich ich”, te piosenki przypadły mi do gustu.-gdy skończyłam to zdanie, zobaczyłam znajomą bramę. Uf…nareście dotarliśmy, jestem pewna że Chris jechał dłużą drogą, zabiję, roszrapię. Myślałam że jednak pierwsza rozmowa z bliźniakami będzie gorsza, a o Gustav’ie i Georg’u nie wspominał, a tu miła niespodzianka przyjęli mnie miło, nie wiem czego tak się bałam, może myślałam że mnie zjedzą albo cuś.
Wyszłam z samochodu kierując się na plac, gdzie mieli na mnie czekać Martin i jego brat.
-Poczekasz na nas?- spytał się Tom
-Jeśli chcecie moje towarzystwo to chętnie poczekam.-szliśmy tak se w piątkę przez plac, dziewczyny gapiły się na mnie z nienawiścią, a chłopcy tak jakby zauważyli mnie.
-Czy, ja o czymś znowu nie wiem?
-No, jak to przeciesz wiesz, my to….
-TOKIO HOTEL!!!-wydarły się dziewczyny, zanim zdążyłam się zoriętować chłopcy już rozdawali autografy, wymknęłam się cichcem i poszłam do chłopaków.
-Sorry, ale sami widzicie co się dzieje.
-Ty, znasz ten zespół „Tokio Hotel”
-No, tak jakby dopiero dzisiaj ich poznałam, ale tak ogólnie rzecz biorąc to mieszkałam u mamy Tom’a i Bill’a.
-A, to pozdrów ich od nas.
-Spoko, a co znacie ich?
-To znaczy mój brat jest ich najlepszym kumplem-odpowedzał za brata, Martin. Tak się składa że Martin i Andreas też są bliźniakami. Chłopcy pokazali mi wszystko zaczynając od piwnicy w szkole kończąc na pobliskiej okolicy. Szczerze, dobrze że mi pokazali to wszystko bo bym się zgubiła i by nie było za wesoło.
***
Postanowiłam dodać nową notkę bo, ponoć za razdko dodaję. Mam nadzieję że się spodoba, jeśli nie to sorry. A i nowa pojawi się jak będzie 5- 7 komów muszę wiedzieć czy ktoś to czyta. Pozdrawiam wszystkich:*

2010
06.21

Nie na niby

Tydzień mną bardzo, ale to bardzo szybko. Przez ten tydzień posłuchałam Tokio Hotel, który przekształciłam z kumpelkami na Tokio Burdel, przy okazji każdy członek zespołu otrzymał od nas przezwisko. Tęsknie tylko za Magdą i Anią oraz Darią, które nie mogły przyjechać, ale da się znieść, lekcje na gitarze całkiem nieźle mi idą, robię coraz większe postępy, i się bardzo z tego cieszę.
***
Obudziły mnie ostatnie promienia wakacyjnego słońca.
Dziś mój pierwszy dzień w szkole, nigdy się nie zdarzyło żeby w Niemczech rozpoczęcie roku szkolnego było we wrześniu.
Wstałam z mojego wygodnego łóżka i udałam się do łazienki, wykonałam wszystkie niezbędne czynności, zastanawiając się co ubrać, i wymyśliłam.
Ubrałam czarną spódniczkę do tego biała koszula z czarnym krawatem, czarne trampy i strój gotowy, zaczesałam włosy w kitkę i wymalowałam się normalnie czyli jak ‘stanistka’ tak twierdzili wszyscy w Pucku.
Zeszłam do kuchni gdzie zastałam tylko kartkę od ‘rodziców’ oraz listę moich obowiązków, jak zwykle nie było tego dużo, odkurzyć mieszkanie.
Simone i Jörg przychodzą zazwyczaj z pracy ok. 18.00, więc mam chatę wolną ^^. Przegryzłam kanapkę i popędziłam na tyły domu, stał tam Chris, mój ochroniarz
-Cześć- rzuciłam
-Hej, dziś kierunek szkoła?
-A, jak już się doczekać nie mogę…
-Wiesz że, będziesz chodzić do tej samej szkoły co bliźniacy?
-Że jak?
-Do tej samej co Bill i Tom.
-Aaa, to ja wiem Simona mi wspominała, to co ruszamy?-zaprosił mnie ręką do samochodu, zanim przebiliśmy się przez tłum natrętnych fanek minęło dobre 10 min.
-Czy one, nie idą do szkoły?-zapytał się mnie Chris
-Wiesz chyba wrzeszczenie do bramy, jest bardziej interesującym zajęciem- powiedziałam z uśmiechem. Podjechaliśmy pod szkołę.
-‘Całkiem niezła’-pomyślałam. Wyszłam z samochodu, powolnym krokiem poszłam w kierunku dziwi prowadzących do ‘mojej’ szkoły. Pchnęłam dziwi, i weszłam do budynku. No korytarzach było pełno uczniów, większość z nich to puste lalki. Spojrzeli na mnie jak na jakąś chorą. No tak, nie potyka się dziewczyny w czarnych paznokciach i glanach na rozpoczęcie roku. Zignorowałam ich, kwestia przyzwyczajenia, w Pucku było to samo więc będę się czuła jak u siebie. Skierowałam się do gabinetu dyrektora, pamiętam że na spotkaniu organizacyjnym coś tam wspominano.
Jak kultura wymaga, zapukałam do dębowych dziwi.
-Proszę.
-Dzień dobry, jestem Klaudia Koss z Pucka miałam się….
-Tak, tak wiem usiądź pan Hircht zaraz Cię przyjmie.-powiedziała kobieta wcale na mnie nie patrząc, wykonałam polecenia rozglądając się wokół. Moją uwagę przykuł dyplom ..”za zajęcie pierwszego miejsca w międzynarodowym konkursie muzyki rockowe dla Bill’a i Tom’a Kaulitz.”- ‘Czekaj znam z skądś to nazwisko, tylko kurde z skąd?!”-zastanawiałam się przez dłuższą chwilę, z rozmyśleń wyrwał mnie głos.
-Proszę!- wstałam z krzesła kierując się dogłosu.
-Dzień dobry jestem…
-Tak, tak usiądź-powtórzył słowa sekretarki facet- To ty jesteś tą dziewczyną która jest z Poski?-kiwnęłam głową- Miło mi cię poznać jestem Martin Hircht, dyrektor tutejszej szkoły, ty zapewne masz na imię Klaudia?-poraz drugi kiwnęłam głową- Mam nadzieje że będzie Ci się u na podobać, teraz biegnij pod salę 21.-zakończył dyro, wyszłam z stamtąd nie mówiąc nawet „Dowidzenia”. Ten facet niby był miły, ale nie umie pożądanie złożyć zdania, nasza pani Dębicka (moja nauczycielka od Polskiego) nauczyła by go jak się składa zdanie.
Długo nie błądziłam po budynku. Znalazłam odpowiednią sale po 5 minutach, wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę.
-Macie…o chyba już przyszła-powedziała jakaś kobita- Witam Cię Klaudio jestem Viktoria Vitchsz jestem wychowawczynią klasy 10, mam nadzieje że będziesz się dobrze czuć w naszej klasie. Martin i Andreas oprowadzicie jutro koleżankę po szkolę, o lekcje się nie martwcie zwolnie was, pokarzcie je wszystko dobrze?
-Tak jest…- opowiedzieli chórem
-Usiądź proszę- poszłam na koniec Sali, znalazłam odpowiednie miejsce dla siebie. „Plastiki” spojrzały na mnie z odrazą a inni z podziwem. Dziwie się w ogóle że ani dyrektor, ani wychowawca nie skrytykowali mój ubiór, u mnie w gimnazjum to by mnie do klasy nie wpuścili w glanach a tu, pełny luzik. Myślę że polubię tę szkołę^^. Gościówa rozdała plany zajęć przeczytała nowy regulamin i pozwoliła nam wyjść.
-Poczekaj!!-usłyszałam za sobą
-Tak?
-Musimy się przeciesz umówić-powedzał jakiś chłopak o błękitnych tęczówkach, Spojrzałam na niego nie kumając o co chodzi- No ja, i mój brat mamy Cię jutro oprowadzić po szkole.
Ja, to Martin a, to Andreas.
-A, już wiem miło mi was poznać jest Klaudia, to której?
-O 9 pod szkołą?
-Ok., jesteśmy umówienia- skończyłam i poszłam szybkim krokiem do wyjścia, jakie szczęcie że Chris poczekał na mnie.
- I jak było?
- Żyję więc jakoś poszło- odpowiedziałam z uśmiechem, wpakowałam się do samochodu, nie czekając na nic, rozłożyłam się na tylnym siedzeniu, wyjęłam z torby MP3 odpłynęłam w świat Zielonego Dnia^^.
***
-I jak, tam pierwszy dzień w szkole?- zagadnęła Simona przy obiedzie.
-Mogło być gorzej…
-Mam tą odpowiedzieć traktować jako odpowiedzieć pozytywną?
-yy… tak można tą odpowiedzieć traktować pozytywnie.
-Cieszę się że Ci się podobało- Jörg, siedział i nic nie mówił- musze Ci coś powiedzieć-kontynułowała Simona-muszę wyjechać na dwa tygodnie do Londynu.- na te słowa Jörg się ożywił a tak, z jakąś z przymuloną miną
-Co?! Ty też musisz wyjechać?
-A, co ty też?- kiwną głową
-Z tego co, zrozumiałam z tej rozmowy musicie wyjechać w delegacje na dwa tygodnie?-ich wzrok mówił „Tak”-nie martwcie się o mnie, już nie raz zostawałam sama, poradzie sobie.
-Ale, jak to wygląda przyjechałaś na wymianę a my musimy wyjechać.
-Przeciesz to jest wasza praca, przeciesz nikt wam tego za złe mieć nie będzie.
-Naprawdę?
-Nie, na niby. Chyba że tak, nic się nie stanie. Kiedy jedziecie?
-Jutro rano- odpowiedzieli chórem.
***
Dziękuje za wszystkie komęty, jest mi naprawdę bardzo miło i dzięki wam dostłam wene. Jeśli pod tą notkę zobacze 5, 7 komów to napewno coś się pojawi. Dzięki jeszcze raz

2010
06.12

Gość zrobił oczy, jak pięć złotych

-Witam wszystkich na wymianie mam nadzieje, że będzie wam się tu podobać.
Przydzieliliśmy was już do rodzin gdzie spędzicie rok.-skończył jakiś facet.
Zaczęłam rozglądać się za moją ‘nową rodziną’, wkrótce zauważyłam jakiegoś gościa, który trzymał karton z napisem’ Klaudia Koss z Pucka’. Poszłam w tamtą stronę.
-Dzień dobry-przywitałam się
-Witamy..-przywitał się gość który trzymał transparent- choć pomogę ci z bagażami- zaproponował. Poszliśmy w stronę autokaru moje torby były położone jedno na drugim.
Gość zrobił oczy jak pięć złotych- ile tyś tego wzięła?
-Tyle ile pan widzi, czyli trzy torby, no przecież przyjechałam tutaj na rok..
-Dobra rozumiem, ale po co ci tyle ciuchów u nas też są sklepy..
-No wiem, ale ja w obcym miejscu muszę mieć swoje rzeczy.-powedzałam, pomogłam mu, on wziął moje dwie a, ja jedną torbę.
***
Jechaliśmy dość długo do mojego ‘nowego domu’. Wiem tylko ze moja ‘nowa mama’ ma na imię Simone a ‘ nowy tata’ma na imię Jörg.
Moim oczom ukazał się dom, ogrodzony bardzo ładnym żywopłotem, a przy bramie tłumy dziewczyn krzyczące:’Tokio Hotel!!’albo’Kocham Cię Bill’, albo’Kocham Cię Tom’
-yy… mam pytanie-zaczełam, kiedy wjechaliśmy na podwórko-, co to jest? –pani Simone spojrzała na mnie jak na wariatkę, natomiast pan Jörg zaczął się śmiać.-Ja chyba jestem zacofana…
-To ty nie ogłaszasz telewizji?
-Oglądam i co to ma do rzeczy?
-No to, że jestem matką wokalisty i gitarzysty z Tokio Hotel..
-yy… nie znam ich, a pyzatym pani nic nie wspominała, że posiada pani synów.
-Nie mów do mnie pani! Ile razy mam powtarzać nie jestem pani tylko Simone!
Tak mam dwóch synów..
-Bill’a i Tom’a jak się domyślam
-Dokładnie, tylko nie ma ich w domu, bo są w trasie..
-To zrozumiałe.-odpowedzałam. Ja na prawdę jestem za cofana a oglądam telewizję bardzo często. Weszliśmy do domu, mojego nowego domu.
Na zewnątrz był ładny, ale w środku był jeszcze ładniejszy.Salon duży, kuchnia też [będę mieć gdzie gotować > oraz sypiania moich ‘rodziców’, natomiast na górze były cztery pokoje, a na drzwiach napisy imiona ‘Bill’, ‘Tom’, oraz ‘gość’ a tagrze ‘Klaudia’
-Wybrałam tobie ten pokuj-powedzała Simona, kiedy trzymała w ręku klamkę mojego nowego pokoju.Otworzyła drzwi a moim oczom ukazał się piękny duży pokuj z łazienką. Pokuj był koloru niebieskiego z czarnymi pięknymi różami aż zapierało dech w piersiach.
-Tej pokój jest twój-zaczęła-podoba ci się?- mnie zamurowało
-Tak, jest przepiękny, Jezu, jaki duży… ile tu miejsca, a to, co?-wskazałam na dużą plamie białego miejsca.
-A, to jest miejsce na twoje rzeczy plakaty, pisania, tu w tym pokoju możesz robić wszystko, tylko żeby dom nadal miał całe ściany i szyby w oknach.
-Obiecuję, że będę grzeczna!-powedziałam i wyszczerzyłam zęby- tylko mam jedną prośbę do ciebie..
-Słucham?
-Traktuj mnie jak córkę, a nie jak gościa. Napisz mi na lodówce moje obowiązki, nie chce być wyręczana. Chcę żeby było jak w normalnym domu, a nie jak na pół wakacjach.- Simone po patrzyła na mnie ze zdziwieniem-no, co, przeciesz jestem teraz wasza córką prawda? Chcę mieć obowiązki!
-Dorze, napiszę ci. Po książki pojedziemy jutro a do szkoły idziesz dopiero za tydzień.
-Super, a co z tą zgrają za na ulicy? Jak ja będę chodzić do szkoły?
-Będziemy cię zawozić, a jak nie my to ktoś inny.
-Oki, no to chyba czas się rozpakować.
-Jak będzie obiad to cię zawołam- powedzała Simona i wyszła.
Zaczęłam rozpakowywać moje torby, nawet szybko mi poszło, na pustej ścianie poweśiłam plakat Zielonych (czyt. Greek Dey).
‘Może ten wyjazd to wcale nie taki głupi pomysł’ –pomyślałam, kiedy byłam w swoim pokoju i czytałam książkę z polski o gitarach elektrycznych. Moim marzeniem zawsze było granie na jakimś instrumęcie, tylko niestety do szkoły muzycznej chodzić nie chciała, a tata, który umie nigdy nie miał czasu, dlatego pozostała mi tylko lektura.
Rozległo się pukanie do drzwi:
-Mogę?-zapytał Jörg
-Jasne…proszę
-Chciałem ci coś pokazać chcesz? Oo…, co to?- wskazał na tytuł polskiej ksiązki.
-‘Gitary elektryczne, wszystko w jednym palcu’-przetłumaczyłam na niemiecki.
-Grasz?-zapytał na schodach
-Niestety nie, ale interesuje się tym…- chwila na namysłu-no.. Dość długo, ale nigdy nie miałam okazji dotknąć gitary.- Popatrzył na mnie i się uśmiechną, nie wiem, co w tej wypowiedzi było śmieszne, no ale się nie czepiam.
-W prawo-kierował mnie, gdy spojrzałam w tamtą stronę zobaczyłam dziwi-no, na co czekasz wejdź. Otworzyłam, były tam jakieś schody, które prowadziły chyba do piwnicy.
Jörg popchną mnie do przodu,zeszłam licząc schody, gdy naliczyłam 20, zobaczyłam coś jakby salę prób, w której były instrumenty (no trudno się dziwić) i..
-Gitara, o boże jaka ona piękna- przyczepiłam się do gitary, która byłą czarna z białym napisem ‘Tokio Hotel’.
-Podoba ci się?-zapytał się
-Cóż, to za pytanie?!
-A, ja myślałem, że tylko Tom’owi się podoba…
-Komu?
-A, głupi jestem ty nie znasz ich. –palną się w czoło- zobacz, to oni –wskazał na zdjęcie i mówił- To Bill, Tom, Gustav i Georg.- i mówił dalej jak powstał zespół że teraz są sławni , dlatego tyle dziewczyn jest przed domem, każda się zakochała w Bill’u albo w Tom’ie zależy od gustu.
-Acha, rozumiem, czyli oni założyli zespół, wydali płytę, są sławni, połowa globu się w nich kocha. To jest po prostu chore, nie ludzie. A mnie w Polsce wyśmiewali, że kocham Green Dey, i mam marzenia, że pojadę na ich koncert. A tu połowa lasek kocha ich, nie to normalnie paranoja. –skomętowałam.-ale gitara taki tak jest cudna, gdym umiała coś zagrać….
-Chcesz, nuczę cię- wziął drugą gitarę, i pokazał mi kilka chwytów.- I ty twierdzisz, że w ogóle nie grałaś na gitarze?
-No, bo taka jest prawda.
-Jak, dla mnie to ty lepiej grasz lepiej niż mój kolega z zespołu,no a gra dość długo.
- Tak, oczywiście. Uważaj, bo Ci u wierze…
- Serio mówię, jestem ciekaw, jakie zdanie o tobie powie Tom, który gra na gitarze od ok.5 lat.
-Wiem ci powie:-powedziałam z uśmiechem, spojrzał na mnie z ukosa-, że gram beznadziejnie i że gorzej gitarzystki nie widział. O, pasuje idealnie do mnie..
-Tu jesteście, już się bałam, że Klaudia pojechała do domu…
-Przepraszam bardzo ja jestem w domu…-wyszczerzyłam zęby.
Zobaczyłam uśmiech i iskierki w obu parach oczu, które na mnie patrzyły.

***
Dziex za komz prosze o wiecej, napewno sie odwdziecze. POZDRAWIAM

2010
06.01

Wyjazd

-W, co ja się wpakowałam-zaczełam rozmowę w samochodzie, który pędził z prędkością 100km/h do Gdyni Głównej.
-Nie marudź, sama chciałaś jechać na wymianę do Niemiec-odparł ojciec patrząc na mnie z lusterka.
-No wiem, ale Ania nie jedzie, Magda też nie.Jak ja sobie dam rade w obcym miejscu bez nikogo?
-Teraz jest zapóźno na zmiany, pozatym wiesz ile osób chciałoby być na twoim miejscu?-wtrąciła się mama
-No,tak rozumiem, ale..
-Nie ma żadnego, ale, jedziesz i tyle-zakończył rozmowę tata-prawie jesteśmy na miejscu
Gdy parę minut później taszczyłam moją torbę , wiedziałam że za chwilę coś się stanie.
PAC!
-Ała, uważaj jak chodzisz!-wrzasnełam
-Och, przepraszam -odpowedzała ze skruchom nieznajoma, mniej więcej w moim wieku-śpieszę się zaraz mam zbiórkę a się zgubiłam
-Ty, też jedziesz na tą wymianę?
-Tak, bo co?
-A, wiesz tak się składa,że ja też-powedzałam- Klaudia jestem..-wyciągnełam rękę
-Miło mi cię poznać, ja jestem Lili..-uścisneła moją dłoń- może chodźmy już na zbiórkę bo się spóźnimy?- zrobiła kilka kroków, gdyż zatrzymałam ją
-Poczekaj jeszcze chwilę, moi rodzice muszę zjawić się niosą jeszcze moje dwie torby..-moja nowa kumpelka spojrzała na mój obecny bagaż
-Ile tyś tego zabrała?
-Niech policzę- chwila namysłu- trzy torby moimi rzeczami i plecak na drogę-Lili spojrzała na mnie jak na chorą psichcznie-Ej, jak byś nie zauważyła chodzę inaczej ubrana niż inni
-No fakt, ubierasz się inaczej
-Po prostu mam własny styl-powedzałam odgarniając włosy do tyłu.
-Idziemy, czy będziemy tak stać?-zapytał tata stając za mną.
***
-Tak, będę pamiętać-mówiłam do mamy-sama mówiłaś, że taki wyjazd jest dla mnie szansą na lepszą szkołę po gimnazjum
-Tak, ale nie wiedziałam, że będzie mi tak trudno się z tobą pożegnać..
-Mamo, przyjadę za kilka miesięcy zobaczysz jak ten czas szybko z leci-powedzałam i odwróciłam się do taty- Pa tato, pamiętaj opiekuj się mamą..
-Obiecuję będę, tylko zadzwoń jak tam dojedziecie dobrze?
-Obiecuję,pa muszę już iść-pocałowałam jeszcze mamę w policzek i wsiadłam do autokaru.
Z przodu wszystkie miejsca były zajęte, czułam na sobie wzrok innych, kiedy szłam do tyłu. Nie dziwie się.Na co dzień nie spotyka się dziewczyny ubierającej się na czarno z pieszczochem i trampolami prawda?. Usiadłam tam gdzie było wolne, czyli, na końcu.
-Czy to miejsce jest wolne?-zagadną ktoś, poznałam ten głos
-Lili,wcale się nie pytaj tylko siadaj.
-Dzięki, jak na razie znam tylko ciebie z tej całej gromatki
-Ja, też znam tylko ciebie-gadałyśmy o wszystkim i niczym
Po kilku godzinach zmuliło mnie i poszłam w kimono, moja towarzyszka też tak zrobiła.
Jechaliśmy całą noc.Obudziły mnie blade promienie słoneczne, które padały na moją twarz.
-Cholera, Julita zasuń te firany!- wrzasnęłam
-Klaudia pobóka, wstawaj jesteśmy już na miejscu-próbował mnie ktoś obudzić-wstawaj no!!-ktoś wydarł mi się
-Co jak, gdzie?
-Jesteśmy na miejscu moja królewno.
-Suuuper-odpowiedziałam jeszcze zaspana.
Autobus zwalniał, każdy już powoli wstawał i się zbierał do wyjścia ja również. Pojazd się zatrzymał, a uczestnicy podróży wysypywali się na zbiórkę. Wysiadłam z Lili jako ostatnie, stanęłyśmy w szeregu.

***
Hey, mam na imi Klaudia i będę zamieszczać na tym blogu swoje opowiadanie o chłopakach z zespołu Tokio Hotel, jest to opowiadanie czysto wymyślone przezemnie i mam nadzieje że będzie wam się podobać, i proszę o komęty napewno się odwdzięcze. Pozdrawiam wszystkich fanów i antyfanów Tokio Hotel!

2010
05.23

Ja tylko nie potrafię

- Rozumiem… Poczekam!
- Bill słuchaj! Nie! …
-… słucham…
- To nie tak jak myślisz… ty myślisz sobie, że ja nie chcę a ja tylko nie potrafię….
Po moich słowach Bill przytulił mnie, a ja rozpłakałam się.
- Postaram się zrozumieć… ale pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć. Zawsze będę cię kochał…
- Bill… ale proszę cię tylko o jedno…
- Takk?
- Na razie daj mi tylko trochę czasu.. bądź wyrozumiały…
- Dobrze… dla ciebie wszystko.
Bill pocałował mnie delikatnie po czym wróciliśmy do Gustawa i Gosi. Widać było, że świetnie się dogadywali.
Po jakimś czasie poszłam w stronę domu Emilki. Chciałam tam iść wygadać się.. powiedzieć co czuje.
Gdy doszła do jej domu. Zapukałam do drzwi.
- Puk, puk, puk…
Otworzyła mi jej mama.
Dzień dobry, jest Emila?
- Nie ma jej, poszła na zakupy.
- Aha dobrze to dowidzenia.
No trudno nie ma jej – pomyślałam po czym poszłam do domu. W domu był tylko Sebastian.
Pogadałam z nim troszkę i poszłam do siebie. Byłam bardzo zmęczona, nie wiedziałam co myśleć o Billu. Położyłam się na łóżku… po pewnym czasie usnęłam.
* 3 dni później *

Zadzwonił mój telefon… to była Emila…
- Słucham?
- No cześć!
- Hyh.. cześć
- Wiesz co? Dzwonie po to żeby powiedzieć ci że wyjeżdżamy na tydzień pod namioty.
- Żartujesz?
- Nie!
- Super, a kto jedzie?
- No ty, ja, Gosia, Bill, Tom, Gustaw i Gorg.
- Aha…
- To co jedziesz nie?
- No raczej.
- Słuchaj ! Idź do bliźniaków zapytaj się czy jadą ok.?
- No ok. odpowiedziałam bezradnie
- Dobra to ja kończę… zadzwonię jeszcze do Gosi.
- No pa.
Po tej rozmowie zeszłam na dół. Wszyscy tam siedzieli (mama, tato, Ada i Sebastian)
- Cześć!
- Cześć – odpowiedzieli wszyscy.
- Mamo ja wychodzę
- OK. kiedy wrócisz?
- Nie wiem za godzinę
- ok.
Poszłam do Billa i Toma.
Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi pani Simone.
- Dzień dobry… ja do Billa i Toma.
- Wejdź są u siebie.
- Dziękuje…
Poszłam na górę. Zapukałam do drzwi pokoju Billa. Nikt nie odpowiadał to postanowiłam wejść do środka.
Weszłam i zobaczyłam że Bill jeszcze śpi.
Usiadłam obok niego.
- Bill wstawaj… szybko…
- Madzia? Co ty tutaj robisz??
- Przyszłam ci coś powiedzieć…
- OK. już wstaje… Powiedział po czym wstał i skierował się do łazienki.
- Poczekaj chwilkę.
- OK.
Po jakiś 5 minutach Bill wrócił już ubrany.
- No co chciałoś mi powiedzieć? Powiedział siadając obok mnie.
- Bo.. Emilka dzisiaj rano do mnie zadzwoniła i zaproponowała mi.. żebyśmy wszyscy pojechali pod namiot. Co ty na to?
- Acha.. super.
- To co jedziesz?
- Nie wiem.. jak ty jedziesz to ja też.
- OK. ja jadę.
- No to pewnie że ja też..
- Heh… zapytaj się Toma, Gustawa i Gorga.
- OK.
- To ja już mykam.
- Już? Tak szybko?
- No tak…
- Szkoda..
Powiedział o czym pocałował mnie w policzek.
- Dobra ja już lece. Pa
Wyszłam z pokoju czarnego. Na schodach spotkałam Toma.
- Cześć Tom.
- Hey! Co ty tutaj robisz?
- Przyszłam powiedzieć coś Billowi.
- Acha, a co?
- Wiesz co? Idź do Billa to ci powie.
- OK., to pa.
- No pa.
Wyszłam z domu Kaulitzów i skierowałam się w stronę mojego.
* O godzinie 23:00 *

Właśnie leżałam w łóżku jak przyszedł Sms:

,, Co tam robisz koffanie?.. Bill”
Odpisałam:
,, A nic.. właśnie próbuje zasnąć, a ty?”
Po jakimś czasie dostałam drugiego smsa:
,, Ja oglądam film, ale zaraz ide też spać. Kocham Cię”
Kurcze… ile razy będzie mi to powtarzał? Nie wiem co mam o tym myśleć…
Odpisałam:
„ Aha.. wiem, że mnie kochasz… wież mi naprawdę mi trudno teraz pokochać”
Po jakiejś godzinie nadszedł jeszcze jeden Sms, a treść jego była:
C.D.N

Hey! =* mam nadzieje, że notka się podoba :)
Chcialam napisać ze niedlugo wyjeżdżam nad morze na 3 tygodnie :|
Więc raczej to ostatnia notka w tym miesiącu… wracam dopiero 8 sierpnia.
Więc chyba nie zdąrze napisać nowej notki, chyba że będzie bardzo dużo komentarzy. Więc mam nadzieje, że się postaracie. :) Papa =**