06.27
Obudził mnie budzik stojący na szafce nocnej, była godzina 6.25, a ja nie wiedząc czemu wstałam i skierowałam się do łazienki aby wykonać wszystkie poranne czynności związane właśnie z tym pomieszczeniem. Przez dłuższą chwilę rozważałam czy umyć głowę czy też nie?(Ja mam problemy^^). Zdecydowałam się że, lepiej będzie jak wejdę pod prysznic.
Siedziałam sobie na sedesie z turbanem na głowie i malowałam paznokcie rozmyślając co dzisiaj ubiorę do szkoły(coś za dużo myślę dzisiaj). W pewnej chwili ktoś otworzył dziwi do pomieszczenie w którym się znajdowałam. Zobaczyłam kogoś w czarnych kłakach, gdy to coś mnie zobaczyło zamknęło dziwi tak szybko jak je otworzyło. Nie przejmowałam się tym dalej wykonywałam swoją dotychczasową czynność. Po skończeniu ubrałam się w mój ulubiony strój czarne spodnie z paskiem nabijanym ćwiekami do tego czarny top z białym krzyżem, trampy, stały punkt programu czyli makijaż na ‘statnistkie’ i gotowe.
Zeszłam do kuchni słuchając jak zwykle Green Day’a, otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu sera. Gdy zobaczyłam zawartość lodówki to normalnie nie wiedziałam czy ja mam się śmiać czy płakać. Była pełna po brzegi, nawet palca wetknąć tam nie mogłam. Zamknęłam lodówkę i dopiero teraz zobaczyłam kartkę od Simony:
„Wyjechaliśmy o 6 wczoraj, zrobiłam zakupy mam nadzieje że Ci starczy jak nie to zostawiłam pieniądze na stole w salonie. Pozdrawiam Simone, jak coś by się działo to dzwoń telefon jest do twojej dyspozycji. Telefony do nas są również w salonie.”
Otworzyłam jeszcze raz „szafę mrożącą” (tak moja siostra nazywa lodówkę), znalazłam ser, wzięłam tosta i poszłam do salonu. Na kanapie siedziało czterech gostków, gdy tylko przekroczyłam próg spojrzeli na mnie a ja na nich.
-Co się tak gapicie? Nigdy nie widzieliście dziewczyny?
-Co TY tutaj robisz?-spytał koleś z dredami
-yyy…od niedawna mieszkam bo co?-teraz to koleś w czarnych włosach się odwrócił
-Jak to?
-A, tak to. Jestem z Polski, na wymianie.
-Czekaj, czekaj. Mama coś wspomniała-stukną się w czoło czarnulek
-Mama,mama…czekaj, czekaj już pamiętam to wy jesteście Ci słynni bracia bliźniacy?-spojrzeli na mnie jak na idotkie, a potem kiwnęli głowami.-Acha, to super ja jestem Klaudia, wasza mama wyjechała, Jörg też.
-I zostawili tobie dom, samej dom?
-Tak, a dlaczego nie?
-Bo jesteś, tu nowa i wogóle- nadal kontynuował rozmowę czarnulek, pozostali parzyli to na mnie to na niego.
- Nie martw się, nie znam tu jeszcze nikogo oprócz Martina i Andreas’a więc imprezy bym nie zrobiła. Sorry ludziska ale ja musze się już zbierać do szkoły, jestem umówiona właśnie z chłopakami, żeby oprowadzili mnie po okolicy.- już chciałam się kierować do tylnych dziwi, kiedy poczułam szarpnięcie za ramię.
-Poczekaj pojedziemy z tobą. Ja i Tom musimy załatwić kilka spraw związanych z naszą szkołą, a jaki się domyślał chodzisz właśnie tam gdzie my.-kiwnęłam głową. Reszta ruszyła się z miejsc siedzących i wszyscy ruszyliśmy na tyły gdzie stał Chris czekał na mnie.
-Cześć, mała!
-Siema duży.
-Cześć, Chris- przywiali się chłopcy.
-O! Witam dawno was nie widziałem tutaj.
-A, wiesz tak się złożyło że mamy chwilę wolnego, pozatym musimy coś załatwić w szkole.
-Rozumiem, czyli jedziemy busem?
-Tak, daliśmy wolne Kacprowi.
-To, ładujcie się. Klaudia musi być o 9 pod szkołą.- powiedział i zaprosił nas ręką do samochodu.
-Sorry, nie przedstawiłem się- zagodną po chwili blondyn- Gustav miło mi Cię poznać.
-Mi, również.
-Georg- powiedział drugi koleś- a to bliźniacy Bill i Tom.
-Ej, mam język żeby się przedstawić- odpowedzał Tom
-Serio? Wątpię gadasz z Klaudią od jakiś 10 minut i jakoś się nie przedstawiłeś-pociągną dalej Georg.-Może powiesz nam coś więcej o sobie?
-Jak chcecie-kiwneli głowami- Więc tak, jak już wiecie mam na imię Klaudia jestem z Polski a konkretnie z takiego małego miasteczka Puck. Mam lat 16 i chodziłam do III klasy gimnazjum. Mam trzy kumpele z którymi się prawie nigdy nie rozstaje, miały jechać tez na wymianę ale nie mogły. Lubię czytać książki, grać na gitarze, pisać wiersze, gotować a moim ulubionym zespołem jest Green Day.-skończyłam, a my nadal jechaliśmy. Wczoraj było jakoś krócej, Chris chyba jechał na około.
-Serio, słuchasz Zielonych?- spytał Bill
-Serio, serio to najlepszy zespół na świecie.
-A, nasze kawałki słyszałaś? -spytał się Gustav, ten facet jest ciekawy.
-Tak, słyszałam bo co?
-I, co o nich sądzisz?
-No wiesz jak dla mnie one są za słabe, chociaż teksty są niczego sobie, muzykę też da się znieść, tylko wokal nie taki. Głos do tych tekstów musi być głęboki, a ten mi za ni cholery nie pasuje.-czarny spojrzał na mnie tak jakoś dziwnie.-Nie żebym miała do kogoś presje, ale słychać że to śpiewa chłopak, który jest przed mutacją. –po raz kolejny spojrzeli na mnie jak na idiotkę.
- Skąd to wszystko wiesz? Mama Ci mówiła? -spytał Bill
-Nie, tyle wywnioskowałam gdy słuchałam waszej płyty. Trochę się interesuje się muzyką i wychwytuję takie rzeczy.
-Super, dzięki że tak nas oceniłaś przynajmniej wiemy co musimy zmienić.
-Wystarczy aż poczekacie do mutacji głosu wokalisty i będzie git, chociaż podobają mi się dwie wasze piosenki z płyty.
-Jakie?- spytali razem
-„Rette mich” i „Ich bin nich ich”, te piosenki przypadły mi do gustu.-gdy skończyłam to zdanie, zobaczyłam znajomą bramę. Uf…nareście dotarliśmy, jestem pewna że Chris jechał dłużą drogą, zabiję, roszrapię. Myślałam że jednak pierwsza rozmowa z bliźniakami będzie gorsza, a o Gustav’ie i Georg’u nie wspominał, a tu miła niespodzianka przyjęli mnie miło, nie wiem czego tak się bałam, może myślałam że mnie zjedzą albo cuś.
Wyszłam z samochodu kierując się na plac, gdzie mieli na mnie czekać Martin i jego brat.
-Poczekasz na nas?- spytał się Tom
-Jeśli chcecie moje towarzystwo to chętnie poczekam.-szliśmy tak se w piątkę przez plac, dziewczyny gapiły się na mnie z nienawiścią, a chłopcy tak jakby zauważyli mnie.
-Czy, ja o czymś znowu nie wiem?
-No, jak to przeciesz wiesz, my to….
-TOKIO HOTEL!!!-wydarły się dziewczyny, zanim zdążyłam się zoriętować chłopcy już rozdawali autografy, wymknęłam się cichcem i poszłam do chłopaków.
-Sorry, ale sami widzicie co się dzieje.
-Ty, znasz ten zespół „Tokio Hotel”
-No, tak jakby dopiero dzisiaj ich poznałam, ale tak ogólnie rzecz biorąc to mieszkałam u mamy Tom’a i Bill’a.
-A, to pozdrów ich od nas.
-Spoko, a co znacie ich?
-To znaczy mój brat jest ich najlepszym kumplem-odpowedzał za brata, Martin. Tak się składa że Martin i Andreas też są bliźniakami. Chłopcy pokazali mi wszystko zaczynając od piwnicy w szkole kończąc na pobliskiej okolicy. Szczerze, dobrze że mi pokazali to wszystko bo bym się zgubiła i by nie było za wesoło.
***
Postanowiłam dodać nową notkę bo, ponoć za razdko dodaję. Mam nadzieję że się spodoba, jeśli nie to sorry. A i nowa pojawi się jak będzie 5- 7 komów muszę wiedzieć czy ktoś to czyta. Pozdrawiam wszystkich:*
