2009
10.28

Lilith

Lilith obudziła się na parapecie, z twarzą opartą o szybę. Kotka nadal grzecznie spała. Wyglądało na to, że jest jeszcze przed świtem. Ułożyła kotkę na poduszce, a sama poszła się umyć. Po kąpieli znowu wyjrzała przez okno. Słońce dopiero wschodziło. Lilith uznała, że jeszcze za wcześnie na śniadanie, za to w sam raz pora na zabawę z kotem.

Arian wskazał mu krzesło.
-Wina?
Sario skinął głową. Jego przyjaciel zawołał służącego, który w chwilę później wrócił z winem.
-Były zamieszki, jacyś buntownicy czy inni rewolucjoniści podpalili gmach Rady Porządku.
-To chyba dosyć normalne?
Rzeczywiście, nawet we względnie spokojnym miejscu, za jakie można było uważać Niebiosa, dosyć często dochodziło do zamieszek. A siedziba Rady Porządku, mieszcząca w sobie także więzienie i kilka sal rozpraw, była najczęściej podpalanym i niszczonym budynkiem w mieście.
Arian skrzywił się trochę.
-Rzecz w tym, że na ścianie napisano: „Nadejdą dni gniewu i pogardy i pozostanie tylko proch i pył na wietrze”.
-Zamalujcie.
-Próbowaliśmy. Nie da się.
-Zasłońcie.
-Sario! To jest frontowa ściana! Zasłonimy, to pół miasta się zleci…
-Duży ten napis?
-Spory. Do tego dziesięć metrów nad ziemią.
Sario gwizdnął z nieukrywanym podziwem i uśmiechnął się złośliwie.
-Ładnie was urządzili. Ale nadal nie wiem, co ja mam z tym wspólnego.
-Rada podejrzewa, ze to ma coś wspólnego z tą osobą, którą zabrałeś z Ziemi.
-Niby dlaczego?
-Możesz być ze mną przez chwilę szczery?
Sario przekrzywił głowę i spojrzał na Ariana z lekkim powątpiewaniem. Jednak skinął głową.

2009
10.28

opowiadanie #3

Tym razem się postaraliście z komentami, ale następnym razem będzie lepiej (mam nadzieję). Musicie pobić rekord!! A teraz opowiadanie:

Ruszyłyśmy w stronę drzwi, pociągnęłam za klamkę, ale nie mogłam ich otworzyć, bo Gustav zatrzymywał popychając drzwi:
- Gustav, co Ty robisz?? – spytał zdziwiony Tom.
- Nic… – odpowiedział jak gdyby nic, ale widać było, ze chce nam coś powiedzieć.
- Dobra no to cześć. – Anka
- Nom na razie. – ja
- Do zobaczenia… – powiedział niepewnie Bill.
Zamykając drzwi od zewnątrz zobaczyłam nasz przyjaciółkę Magdę idącą z Pawłem:
- O boże ja własnym oczom nie mogę uwierzyć. – rzekłam z niedowierzaniem podchodząc do Magdy.
- Cześć! – krzyknęła Magda.
- Hej. – Anka przytuliła Magdę i pocałowała w policzek.
- Dlaczego beze mnie wyjechałyście?? –Magda
- No, bo w tym czasie, co my wyjeżdżałyśmy to Ty pojechałaś do babci. – Anka.
- No tak, ale nie mogłyście się ze mną skontaktować jakoś?? – Magda.
- No tak, ale… nie miałyśmy no to zbytnio czasu. – ja.
- No dobra wybaczam Wam. – odparła Magda wytykając język.
Po jakimś czasie rozmowy poszłyśmy do naszego pokoju, żeby się trochę przespać, bo było już bardzo późno. Magda spała ze mną i Anką na dwóch złączonych łóżkach, a reszta jak zawsze.

Obudziłam się o 4 w nocy. Nie mogłam spać przez złe sny. Poszłam się czegoś napić do kuchni i wróciłam do pokoju, ale coś nie dało mi spokoju. Ktoś się kręcił po korytarzu. Wyszłam, bardzo się bałam. Nagle usłyszałam, że ktoś się zbliża w moją stronę. Odwróciłam się i zobaczyłam Gustava:
- Omg!! Co Ty tu robisz…?!? wystraszyłeś mnie! – spytałam podniesionym głosem.
- Sorry… – powiedział z uśmiechem.
- Nic się nie stało, ale następnym razem nie rób czegoś takiego. – ja.
- Spoko. – Gustav.
- A co Ty tu robisz o tej porze?? – ja.
- Nic wyszedłem, bo nie mogłem spać, Bill strasznie chrapie. – Gustav.
- Ja też nie mogłam spać… – ja.
- No to może zajdziemy na dół?? Czegoś się napijemy.- spytał z niewinną miną.
- Dobra, ale Ty stawiasz. – odpowiedziałam wytykając mu język.
Szliśmy korytarzem rozmawiają i po drodze spotkaliśmy Toma wychodzącego z ich pokoju:
- Tom, co Ty tu robisz?? Zapytał Gustav z dziwną miną.
- Obudziłem się, bo Bill chrapie. – rzekł poważnie Tom.
- Idziesz z nami na… (yyyy)… herbatę?? – spytałam jąkając się.
- No mogę iść. – Tom.
W drodze do restauracji opowiadaliśmy o sobie, śmialiśmy się z historyjek Toma, bo były bardzo zabawne ja aż się zwijałam ze śmiechu i kładłam na podłogę, bo po prostu nie dało się wytrzymać.

W restauracji:

Podszedł do nas kelner i spytał:
- Co dla Was podać??
- Dla mnie nich będzie kawa z mlekiem. – Gustav
- Dla mnie także. – Tom.
- A dla pani?? – spytał uśmiechając się do mnie.
- Ja poproszę wodę gazowaną. – ja
- Zaraz ktoś przyniesie Wam zamówienie. A tak po za tym, co państwo robicie o tak późnej porze w restauracji i sami??
- Przyszliśmy się napić proszę pana. – odpowiedział Tom śmiejąc się.
Gdy podali nam picie wypiliśmy. W czasie, gdy siedzieliśmy przy stole Tom się mnie spytał:
- Co Wy robicie w Niemczech??
- Mam Wam wszystko od początku opowiedzieć??
- No raczej tak. – Tom.
- To było tak…
Skończyłam opowiadać chłopcy byli bardzo wsłuchani, zaskoczył mnie to bardzo, bo myślałam, że będą mi przerywać, co chwilę, ale się myliłam:
- I to wszystko?? – spytał zdziwiony Gustav.
- No tak… – ja.
- Dobra no to my może już pójdziemy na górę, bo Bill się wkurzony. – zwrócił się Tom bardziej do Gustava.
- Nom no to idziemy?? – spytał mnie Gustav.
Lecz ja już leżałam z głową na stole:
- O jeny… jak można tak szybko zasnąć?? A może ona kituje. – Tom.
- Nie wiem, ale widocznie można, ale ja jej się nie dziwie. – Gustav.
- No to, co z nią zrobimy? Zostawimy ją tu?!? – spytał Tom śmiejąc się.
- Ty chyba głupi jesteś. Cicho bądź, bo ją obudzisz. – powiedział Gustav patrząc się na mnie i zastanawiając się co ze mną zrobić.
- Co Ty taki nad opiekuńczy się zrobiłeś?? – Tom
- Oj przestań. Ty ją bierzesz czy ja?? – Gustav.
- Ta ja nie mam zam… – Tom zaciął się i spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczkami i dokończył. … Dobra ja ją wezmę, jakoś sobie poradzę. – mówiąc to miał łzy w oczach. Chyba sobie coś przypomniał.
- Co Ty Tom?? Poryczałeś się czy zakochałeś?? – spytał Gustav śmiejąc się pod nosem.
No i wzięli mnie zanieśli na górę, ale nie po schodach tylko windą (:P).

Rano:

Obudziłam się w dziwnym miejscu wogóle mi nieznanym, ale już kiedyś widziałam:
- Co ja tu robię?? – spytałam zrywając się ze snu.
- Co?!? Zobacz, która godzina daj ludziom pospać – powiedział zaspany Tom kładąc poduszkę na głowę.
Powoli się odsuwałam od Toma nie zauważając końca łóżka i nieświadomie spadłam z niego. Tom zaczął się śmiać i mówić coś do mnie, lecz ja nie reagowałam:
- Sylwia nie wygłupiaj się. – mówiąc to podniósł się by zobaczyć czy wszystko dobrze.
Leżałam bezwładnie na ziemi. Tom zaczął wszystkich wołać by mu pomogli. Bill przyniósł zimny opatrunek. Tak leżałam kilka godzin może z godzinkę. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zaskakujący widok. Siedzieli wpatrzeni we mnie jak w jakiś obraz:
- Ej chłopaki, co się tak patrzycie…?? – spytałam ocierając oczy.
- Czekaliśmy aż się obudzisz. – odpowiedział Bill z szerokim uśmiechem.
- Spoko… a czemu ja tu jestem?? Jak pamiętam to się obudziłam z Tomem i ….
- Spadłaś z łóżka. – dokończył Tom.
- O mój boshe, tak mi wstyd. – ja.
- Nie no… każdemu się zdarza. – mrukną pod nosem Tom.
- Dobra to ja się po woli zbieram do siebie. – ja.
- Spoko… Tam są Twoje ciuchy… – Bill wskazał palcem na fotel stojący obok łóżka.
- To, w czym ja śpię…!!?? – spojrzałam na siebie i zaczęłam się śmiać, była to koszulka Toma.
- Nie pasuje Ci… najfajniejszą Ci dałem. – Tom spuścił głowę.
- Nie no podoba mi się, ale jak Wy mnie przebraliście?? – zapytałam nieśmiało.
- Jeszcze pytasz. Normalnie… – Bill wybuchną śmiechem.
- Wiecie, co… my się wogóle nie znamy i… – nie dokończyłam, bo mi brakło słów.
- Nie no już bez przesady… zobacz, pod spodem masz jakąś podkoszulkę [swoją]… – Bill.
- Huuuu… ej no bo ciotka się wkurzy ja lecę… – i wyszłam w piżamie na korytarz, ale się wróciłam bo ktoś stał na korytarzu. To była Anka
- Boshe… Sylwia, co Ty robisz na korytarzu… w tym czymś?? – Anka po woli przybliżała się do mnie i przyglądała uważnie.
- Nic… – odpowiedziałam.
- Chodź już, bo ciotka się naprawdę na Ciebie wkurzyła, a Ty masz jeszcze telefon wyłączony.
- Nie ja mam tam ciuchy… Pewnie się rozładował. – Anka spojrzała w miejsce, które jej wskazałam i zza drzwi wychyliła się głowa, Georga.
- Gdzie Ty byłaś w nocy?? – próbowała się dowiedzieć Anka (:P)
- No… [yyyyy[… u nich… – wreszcie wykrztusiłam to z siebie.
- Spoko… – zaczęła się śmiać.
- Nie ma się, z czego śmiać. – powiedziałam wytykając jej język.
- Dobra idź po rzeczy i wracaj, bo zaraz ciotka wróci z miasta. Po zakupy pojechała. – Anka.
- To ja za 5 minut będę. A co z Pawłem pytał się o mnie, denerwował się?? – ja.
- Nie nic nie mówił… gada teraz z Magdą, bo do mnie dzwonił tata czy wszystko dobrze. – Anka.
- To ja zaraz przyjdę do Was. – ja.
- Dobra… – Anka.

W pokoju chłopców:

- Co się stało?? – spytał Tom.
- Nic… spotkałam Ankę na korytarzu i mnie zatrzymała na chwilkę. – ja.
- Spoko no to się ubieraj, bo My już jedziemy do… gdzieś tam nawet nie wiem. – Tom.
- Już…- ja.
- Narazie!! – krzyknął Bill z kuchni ale teraz już wiedział, że się jeszcze spotkamy (:P).
- Nom Narazie! – ja.
Wyszłam z pokoju chłopców. Poszłam w stronę swojego pokoju (:P) i myślałam, co się wydarzyło dzisiejszej nocy. Zaczęłam się sama do siebie śmiać ludzie przechodzący koło mnie patrzyli się na mnie dziwnym wzrokiem, a ja tylko uciekałam od nich wzrokiem. Doszłam do mojego pokoju nie było daleko, więc mi to szybko poszło (:)). Otworzyłam drzwi nikogo nie było w salonie. Zdziwiłam się, bo były otwarte drzwi i przecież Anka przed chwilą wchodziła do pokoju. Zobaczyłam na stoliku karteczkę. Napisane była na niej:
„Zeszliśmy już na śniadanie. Czekamy na Ciebie, ale nie musisz schodzić. Są w lodówce kanapki z serem możesz sobie zjeść:). Sama zrobiłam :P P!
Anka”.
Postanowiłam zostać na górze, skoro mogę zostać i zjeść kanapki przed telewizorem (:)). Czekałam na nich z pół godzinki. Po śniadaniu wybraliśmy się wszyscy na miasto:
- Anka zobacz!! Koncert Tokio Hotel jest jutro!! Idziemy?? – spytałam podniecona i klaszcząc w ręce (odziedziczyłam ten nawyk od Anki, (a Anka od Billa) ale nie zawsze stosowany tylko w nagłych sytuacjach.)
- A za ile jest wejście?? – wtrąciła ciocia.
- Ciociu proszę… – ja.
- No dobrze, ale ile kosztuje wstęp?!? – ciocia.
- No 50 euro… – ja.
- To 200 złotych… No dobrze, ale spytaj się Pawła czy pójdzie z Wami jako opiekun o ja nie mam zamiaru słuchać nawet nie wiem jak ta muzyka się nawet nazywa (:/).
Podeszłam do Pawła i spytałam:
- Pawełku… pójdziesz jutro z nami na koncert Tokio Hotel?? – spytałam z pięknymi oczkami.
- Nie ma mowy… ja z Wami… nie ja nie idę!! – odpowiedział Paweł.
- Czemu?? Przecież… może poznasz jakąś laskę… – zwróciłam się z bananem na twarzy i zaczęłam się śmiać.
- Bardzo śmieszne. A kto po za mną może z Wami iść?? – Paweł
- Nikt… – ja.
- No to pójdę, jeśli tak bardzo chcecie. Ale, o której??– Paweł.
- O 20:00 się zaczyna. – ja.
Bardzo się cieszyłam, że się zgodził. Przy okazji jak byliśmy na mieście ja z Anką wybrałyśmy się na zakupy oczywiście z ciocią (:P).

2009
10.26

opowiadanie #23

Wczoraj zrobiłam w dziele o mnie przedstawienie postaci którzy grają w opowiadanieu. Jak chcesz ich bliżej poznać możesz zajrzeć.
Przypominam, że ten kto chce być informowany o nowej notce proszę się wpisywać do Księgi gości ;] A teraz opowiadanie:

Siedzieliśmy przy fontannie na murku. Wszyscy się nam przyglądali. Nie dziwie im się, przecież w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy nawet uśmiechu u żadnego z nas nie było. Postanowiłam to zmienić, więc zaczęłam go chlapać wodą przy tym zbliżając się do niego:
- Co Ty wyprawiasz?!? – wydarł się.
- Nic… – nie przestałam chlapać.
- Przestań! – Tom zasłaniał się ręką, ale to nic nie dawało już miał całą mokrą bluzę. – Tego już za wiele! – złapał mnie za ręce i zaczął mnie chlapać też byłam cała mokra, ale nie dawałam za wygraną! Murek był bardzo niski, więc postanowiłam go wrzucić do wody. Wyrwałam mu się i przechyliłam przez murek. Wpadł. – Nie!! – to były jego ostatnie słowa przed wpadnięciem do wody. Ja się prawie posikałam ze śmiechu, aż się położyłam na ziemi. Nagle go zobaczyłam przed oczami. Zaczął mnie gonić wokół fontanny. Gdy mnie złapał wpadliśmy razem do wody.
- Tom… co zrobiłeś. Jak my wrócimy do domu? – śmiałam się.
- Normalnie… – usiadł na czymś mając nogi w wodzie. – Wiesz, co…
- Nie.
- Możemy już iść, bo jest zimno.
- Też o tym myślałam. – wyszliśmy z wody.
- Idziemy do nas do hotelu. Dam ci jakieś ciuch.
- No możemy iść, ale o tych ciuchach pomyślimy. – zaśmiałam się pod nosem.
Poszliśmy dłuższą drogą, za nami ciągnęła się mokra plama (:PP). Troszkę wyschneliśmy przez drogę, ale było strasznie zimno. Weszliśmy do windy, byliśmy w niej sami. To patrzył na mnie jakoś dziwnie:
- Masz na mnie ochotę, co?? – zaczęłam się śmiać.
- Żebyś wiedziała. – odwrócił się.
- No coś Ty nie w windzie. – spojrzał się na mnie, puściłam mu oczko.
- Dlaczego??
- No przestań… Dlaczego ta winda tak długo jedzie??
- To jest znak.
- Jaki znak. – Tom zbliżył się do mnie ścisnął mnie mocno w pasie i uniósł do góry. Zaczął mnie delikatnie smerać po ustach, nie protestowałam, nie wiedziałam, czego teraz chce. Dotykał mnie po plecach, przechodziły mnie ciarki po całym ciele. Jego ręka kierowała się w dół. Na to nie byłam jeszcze gotowa, więc złapałam go za tą nieszczęśliwą rękę. – Ahh… te znaki…
- No, co?? – ucieszył się, ale ja go delikatnie odepchnęłam. Akurat się otworzyły drzwi windy. Stał tam Bill z tą koleżanką.
- Jak wy wyglądacie! – zaśmiał się. – Idź się przebrać, bo siary narobisz. Jutro będą w gazecie pisać, że nie umie przypilnować brata. – skrzywił się.
- Mnie to nie obchodzi, co będą pisać w gazetach!!
- To nich zacznie! Idźcie już, macie klucz, bo nikogo nie ma. – podał mu kluczyk, widać, że Tom był zadowolony. Weszliśmy do lokalu, Tom poszedł się przebrać w suche ciuchy a ja na niego poczekałam w salonie przy wielkim stole. Długo na niego nie czekałam:
- Chcesz coś do jedzenia?? – z drzwi ukazał mi się chudy chłopak bez koszulki w samych spodenkach.
- Poproszę colę… – nalał picia do szklanki i przysiadł się do mnie. – Możesz się ubrać, bo mnie rozpraszasz… – zaśmiałam się.
- Przyzwyczajaj się, kochanie. – powiedział podkreślając słowo „Kochanie”.
- Raczej nie. – pokiwałam głową na „nie”.
- Musisz. – puścił mi oczko. – Oglądamy jakiś film na DVD??
- A jakie masz?
- Dużo mam. Chodź zobaczysz. – wziął mnie za rękę i zaprowadził do wielkich pudeł w szafie.
- Wy je wozicie ze sobą??
- Te wszystkie filmy są Billa. On je ze sobą wozi.
- Dobra jest! – ukucnęłam przy szafie a koło mnie Tom. – Ten jest dobry. – wyjęłam z pudełka kopertę z napisem „Ona to on”.
- Nieee… Lepszy będzie w rzeczywistości.
- Nie wiem, o co Ci chodzi…
- O to. – Tom zaczął mnie całować, dotykając pośladków. Na początku protestowałam, ale on ze mną wygrał. Położyliśmy się w szafie. Zdjął mi bluzkę, nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Ktoś pukał do drzwi. – przestałam go całować.
- No to, co…
- Idź otwórz ja się ubiorę. – odepchnęłam go i ubrałam się.
Tom otworzył drzwi a w nich nikogo nie było. Bardzo się wkurzył, bo gdy wrócił ja już siedziałam ubrana na kanapie.
- Już włączam film.
- Ok… – włączył film i usiadł koło mnie. Po pięciu mamutach filmu poszedł do kuchni po coś do jedzenia. Przyniósł chipsy i cukierki.
- Chcesz?? – spytał podając mi cukierka.
- Nie dzięki… – oglądaliśmy dalej film.
Nikt się nie odzywał, nie za bardzo swojo się czułam po tym, co zrobiliśmy. Po filmie poszłam do domu. Gdy już byłam w domu była godzina ok. 16. Kasia mnie trochę postawiła do pionu i teraz nie mogę wychodzić na dwór przed obiadem, tylko przyjmować gości mi pozwoliła. Po obiedzie poszłam na spacer, żeby się z nimi bliżej zapoznać. Obeszliśmy chyba całe miasto, nie byłam aż tak zmęczona. Namówiłam ich, żebyśmy poszli jeszcze do dużego parku. Było bardzo dużo ludzi, miałam nadzieję, że będzie tam Tom, ale nie było. Miałam taką nadzieję. Później poszliśmy wyczerpani do domu. Umyłam się i poszłam spać, tamci jeszcze oglądali romantyczne filmy przytuleni do siebie.

Obudziłam się ok. 12. Poszłam do kuchni, Kasia już nie spała. Siedziała nad książkami:
- Od dawna już nie śpisz?? – spytałam sięgając do lodówki po sok.
- Już od 10… – odpowiedziała zamykając książki.
- A czego się uczysz??
- Niemieckiego…
- Aha… O której jest obiad??
- O 13. Ale nie wiem czy się wyrobię. Postaram się…
- Mi to obojętnie. Dziś jestem cały dzień w domu. – powiedziałam przeciągając się, po czy poszłam na TV do salonu. Włączyłam vive. Leciały sobie piosenki, a ja wskoczyłam pod kocyk i zasnęłam. Obudził mnie Mateusz na obiad. Usiedliśmy w trójkę przy stole i zjedliśmy w ciszy obiad:
- Idziemy dziś na zakupy. Idziesz z nami?? – zapytał Mateusz odkładając łyżeczkę.
- Nie wiem… Ale raczej tak. A po co idziecie??
- No, bo nie mamy się, w co ubrać na bal w weekend i musimy coś sobie kupić i Ty też byś mogła sobie coś wybrać.
- Jaki bal??
- Kasia Ci nie mówiła?? – zdziwił się. – No taki ze studiów.
- Aha, już wiem.
- No tak jak Ty masz dyskoteki w szkole to i my mamy takie coś na studiach. – wkurzył się.
- No widzisz i tak to jest z dzieckiem w domu. – powiedziałam chamsko i odeszłam od stołu.
- Co jej się stało?? – spytał patrząc na Kasię.
- Nie wiem… – pokiwała głową i pozmywała naczynia po obiedzie.
Uszykowaliśmy się i pojechaliśmy na zakupy do centrum. Jak przeliczałam euro na naszą walutę to tam strasznie drogo jest, ale jak Kasia miała dużo pieniędzy to się obkupiłam. Kupiłam sobie białą koszulkę i zieloną, spodnie dżinsy i zielone ze sztruksu no i do tego jakieś tam buty. Kasia kupiła sobie złotą sukienkę, a Mateusz ładny garnitur i do tego lakierki. Zajęło nam to ponad 5 godzin. Byliśmy głodni, więc poszliśmy na frytki do restauracji. Gdy zjedliśmy wróciliśmy do domu. Była godzina 19. Nie miałam ze sobą telefonu. Gdy spojrzałam na ekranik było aż 26 nieodebranych połączeń, był to Tom i jeszcze się nagrał na domowym. Czekałam aż jeszcze raz zadzwoni. No i doczekałam się:
*- Hallo? – wydarłam się do słuchawki.
*- Dlaczego nie odbierałaś… Co się stało?? – zdenerwował się.
*- Przepraszam. Byłam na mieście i nie miałam ze sobą telefonu.
*- Wybaczam Ci, ale Ty sobie nie wyobrażasz jak ja się denerwowałem. I weź skasuj tą pocztę, bo można zbankrutować.
*- Wyjdziesz na dwór?? – zapytałam. Dziwnie się czułam i nie przypuszczałam, że to powiem do Toma Kaulitza.
*- No to my po Ciebie przyjdziemy. Niestety muszę z Gustawem przyjść.
*- No to super…!! Czekam na Was!! Pa :* – rozłączyłam się.
Przebrałam się oczywiście w nowe ciuszki i czekałam na chłopców. Po kilku minutach przybyli zmachani chłopcy.
- Co Wy tacy zdyszani?? – skrzywiłam się.
- Biegliśmy całą drogę. Masz coś do picia?? – wydusił Gustav.
- No wejdźcie, zaraz wam coś przyniosę. – poszłam do kuchni po wodę niegazowaną.
- Tylko to masz?? – spytał smutny Tom.
- Nom. – podałam mu wodę i się napili.
Gdy ugasili swoje pragnienie wyszliśmy na dwór. Poszliśmy na jakiś plac zabaw przed blokiem. Siedzieliśmy sobie na huśtawkach i gadaliśmy:
- Kiedy przyjadą dziewczyny?? – Gucio.
- Nie wiem. Muszę do nich zadzwonić jutro rano. Jak chcesz to możemy razem zadzwonić na pewno się ucieszą.
- Ok. To jutro rano przyjdę do Ciebie. – poruszył brwiami, a Tom był taki zazdrosny, że aż go nosiło.
- Idziemy do sklepu? – Tom.
- A co stawiasz?? – zażartował Gustav.
- Nic… – powiedział wkurzony Tom i poszedł, a my za nim poruszając ramionami.
- Poczekaj na nas! – krzyknęłam i podbiegłam do niego. – Co się stało?? – zapytałam na poważnie.
- Nic. – uśmiechnął się i ruszyliśmy w stronę sklepu. Niestety był zamknięty.
- No to zbieramy się do domu… – westchnęłam.
- Nie idź jeszcze. – poprosił Tom.
- Nie mogę…
- Zabiorę Cię w fajne miejsce. Bez Gucia. – szepnął.
- I teraz mogę sobie pomyśleć coś złego o Tobie.
- Przestań. Idziemy tam gdzie miałem Cię od dawna zabrać. – objął mnie ramieniem, a Gucio poszedł do hotelu. To było zaplanowane.
- A dlaczego nie zabrałeś mnie tam wcześniej??
- No, bo nie było takiej okazji jak ta. – rzekł całując mnie czoło.
- To wygląda jak byśmy byli parą…
- Co??
- To, co wszystko teraz robimy. – wyrwałam się i oddaliłam o parę kroków.
- Dobra spoko… – wziął ręce do góry zgięte w łokciach.
Doszliśmy do mostu, na którym przejeżdżały samochody. Przeszliśmy na drugą stronę. Musieliśmy zejść w dół. Mijaliśmy duże drzewo które wszystko zasłaniało, Tom złapał mnie za ramię i rzekł:
- Zakryj sobie oczy…
- Po co?? – zaśmiałam się.
- No zakryj… – podszedł do mnie i zakrył mi swoimi rękoma. Minęliśmy duże drzewo i pokonaliśmy schody. Nagle zatrzymaliśmy się. – Zobacz… – Tom odkrył mi oczy, zobaczyłam piękny widok całego miasta. Był bardzo ładnie oświetlony, a po środku ułożone serce z latarni, które oświetlały drogę.

2009
10.25

opowiadanie #22

INFO:
Kto chce być informowany o nowej notce proszę napisać w “Księdze Gości” tak będzie mi łatewij poinformować o nowym opowiadaniu :)

no i opko :D :

Rozejrzeli się po naszym pokoju, nie znaleźli nas:
- Gdzie oni są?? – skrzywiła się Agata i usiadła rezygnująco na kanapie.
- Może się zasiedzieli w parku, bo zawsze lubili tam siedzieć. Poczekajmy na nich jeszcze z dwie godziny to przyjdą… – pocieszył ją Georg.
- Nie musisz mnie pocieszać. Wiem, że wróci! – wstała i poszła w kierunku kuchni. – Chce ktoś coś do picia?? – zapytała.
- Ja poproszę… colę. Jeśli macie. – powiedział nieśmiało Bill.
- Ok. Postaram się znaleźć w tym bałaganie. – Agata zaczęła szukać po szafkach. Wkońcu znalazła. Zaniosła do pokoju gdzie wszyscy zasiedli do stołu.
– Może się poznamy bliżej?? – zaproponował Bill.
- Też o tym myślałam… – uśmiechnęła się i usiadła na przeciwko Billa.
Zapoznanie zajęło im bardzo dużo czasu. Siedzieli tak i rozmawiali o sobie z dwie godziny:
- Która godzina?? – zapytał Gustav.
- Jest, 19.30. – odpowiedział Bill wyciągając telefon z kieszeni.
- No to powinni już być! – wkurzyła się Agata, gdy drzwi otworzyły się. Wszyscy mieli nadzieję, że to ja z Tomem, ale to była pani Kasia ze swoim męszczyzną. – Widziała pani gdzieś Sylwię po drodze?? – zaniepokoiła się.
- Tak siedzi z tym dredziażem z Tokio Hotel. – zaśmiała się nie widząc chłopców. – Może cały zespół przyprowadzi. – podniosła zakupy i spojrzała zakłopotana na siedzących przy stole towarki o których tak mówiła.
- Dzień dobry! – powiedzieli chórem.
- Ooo… dzień dobry. – uśmiechnęła się. – Jestem Kasia. – podeszła i podała każdemu rękę. – A to jest Mateusz… – pokazała ręką na przystojnego chłopaka (;))
- Cześć… – podeszli po kolei i przywitali się.
Agata zaprosiła ich do pokoju, a p. Kasia zrobiła kolację. Ja z Tomem siedzieliśmy na schodach przed hotelem i dzwoniliśmy do Anki. Była niezła zabawa, powiedziały, że od nas niedługo przyjadą.
Zbliżała się godzina 20:
- Może my już pójdziemy do domu?? – Tom.
- Nom… bo już się zimno robi.
- No jak Ty tak lekko jesteś ubrana to się nie dziwie. – Tom objął mnie ramieniem i weszliśmy na górę. Otworzyłam drzwi. Wszyscy się na nas patrzyli mieliśmy aż sine usta, od zimna (:PP)
- Gdzie Wy byliście??!
- Przed hotelem… – odpowiedział krótko Tom.
- A co robiliście, że macie takie sine usta?? – zadziwiła się p. Kasia.
- Całowaliśmy się!! – Tom zaczął się śmiać.
- Przestań… Nieprawda! – powiedziałam nawalając go za to co powiedział.
- No przecież wiadomo, że żartowałem!
- No nie wiem. Wy do wszystkiego jesteście zdolni. – powiedział poważnie Bill, wytknęłam mu język.
- Siadajcie do stołu nałożę Wam kolacji. – uśmiechnęła się p. Kasia.
- Już chwileczkę tylko się przebiorę, bo mi zimno jest.
- Dobrze tylko pośpiesz się, bo będzie zimne! – poszłam do łazienki i ubrałam ciepłe dresy i bluzę.
-Boże… jak już późno. – spojrzałam na zegarek i na Toma. – Wy możecie tak sobie chodzić bez ochrony?? I w ogóle nie macie koncertów??
- Nie wiem jak to robimy, ale nie musimy z ochroniarzami chodzić. Kiedyś to nie mogłem się ruszyć z domu. – zaśmiał się.
- No właśnie…
- A teraz się umówiliśmy, że koncerty zaczynamy dopiero w wakacje, bo musimy odpocząć.
- Jak odpocząć. Od tego, co kochacie? W ogóle Was nie rozumiem.
- No lubimy grać, ale kiedyś trzeba odpocząć. Jeszcze szkoła teraz dochodzi, ale i tak się prawie nie uczymy…
- Aha… – gdy już zjedliśmy chłopcy musieli iść do domu. Pożegnaliśmy się i szykowaliśmy do spania. Trochę zamieszania było z pościelą, ale jakoś sobie poradziliśmy. – Proszę panią! Mogę z panią porozmawiać?? – zapytałam podchodząc do p. Kasi.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim??
- Nie mów do mnie pani, bo się czuję za staro. – uśmiechnęła się miło.
- Postaram się…
- A o co chciałaś zapytać??
- No, dlaczego my tu musiałyśmy tu przyjechać?? Bo mama powiedziała Agacie, a mi nie…
- Myślę, że tego jeszcze nie zrozumiesz. – popukała mnie po ramieniu i zaprowadziła do łóżka. Poczułam się jak prawdziwe dziecko, które jeszcze nic nie wie i nie ma pojęciu o życiu, dokładnie jak pięciolatek. Szybko zasnęłam, ale nie mogłam się pogodzić z tym, że tylko ja nie wiem, dlaczego tu jestem!

******************

Obudziłam się ok. 11. Agata już nie spała. Była ubrana i siedziała wpatrując się w okno:
- Co się stało?? – zapytałam przecierając oczy.
- Muszę jechać do Polski.
- Co?!! – wydarłam się. – Nie rób m tego! – w moich oczach pojawiła się łza.
- Muszę…
- Wszyscy mnie okłamujecie. Nie rozumie Was. – skrzywiłam się.
- To jest akurat moja prywatna sprawa…
- Od kiedy siostry mają przed sobą tajemnice??
- Od dziś… Zamiast mnie będziesz miała chłopaków, powiedziałam im żeby się Tobą zaopiekowali no i dziewczyny do Ciebie przylecą na wymianę ze mną. – powiedziała uśmiechając się.
- No przynajmniej będę miała się, komu wypłakać. – położyłam się powrotem i resztę dnia mam już zepsuty…

Po śniadaniu odprowadziłam Agatę na lotnisko i poszłam po chłopców. Mieli bardzo duży hotel, więc znając moje szczęście… zgubiłam się:
- No nie jeszcze tego brakowało! – powiedziałam do siebie.
Postanowiłam zadzwonić do Toma.
*- No cześć! Jesteście w domu??
*- Nom… nudzimy się strasznie! – narzekał Tom wesołym głosem (;))
*- Bo wiesz.. ja jestem teraz u Was w hotelu i się zgubiłam. – Tom zaczął się śmiać. – Przyjdź po mnie pod pokuj 1934. Proszę.
*- Ok… – powiedział nadal się śmiejąc.
*- Bardzo śmieszne! – rozłączyłam się i usiadłam na podłodze. Czekałam na niego ponad 5 minut.
- Trzeba było powiedzieć, że przyjdziesz to bym po Ciebie wyszedł przed hotel… A gdzie masz siostrę?
- Trzeba było…! Pojechała do domu! – powiedziałam wkurzona i wyciągnęłam do niego rękę żeby pomógł mi wstać.
- Co Ty taka zdenerwowana jesteś??
- Nie pytaj…
- Powiedz. – zrobił ładne oczka i uśmiechnął się.
- Nikt mi nic nie mówi, bo uważają, że to nie moje sprawy, albo jestem za mała i tego nie zrozumiem!! – wydarłam się na cały korytarz.
- Dobra spokojnie… – próbował mnie złapać za rękę.
- Nie dotykaj się do mnie!! – zareagowałam bardzo agresywnie i kopnęłam go w nogę.
- Boże, co jest z Tobą?? – zapytał łapiąc się za nogę.
- Sorry… poniosło mnie trochę.
- Trochę?? Musimy coś z tym zrobić. – spojrzałam na niego z wymuszonym uśmiechem, a on mnie objął delikatnie ramieniem. Gdy doszliśmy do pokoju otworzył delikatnie drzwi zobaczyłam tam Billa z jakąś laską. Bardzo się zdziwiłam.
- Kto to jest?? – zapytałam szeptem Toma.
- Koleżanka z klasy Billa… – odpowiedział. – A co??
- No, bo Anka przyjeżdża niedługo. – mówiłam dalej szeptem.
- Anka??! – podniósł głos Tom, a Bill spojrzał na nas szybko i patrzył pytająco, a ja uśmiechnęłam się do niego i poszliśmy do pokoju Toma.
- Gdzie się dziś wybierzemy?? – zapytał Tom patrząc na mnie zabójczym wzrokiem.
- Nie wiem… Ty coś zaproponuj. Może posiedzimy w domu, bo nie chce mi się nigdzie łazić.
- Dobrze. Jak chcesz to posiedzimy w domu… – westchnął.
- A co chciałeś dziś robić??
- Chciałem Cię zabrać na romantyczny spacer po mieście.
- Aha… No to możemy iść. Jak Ci tak bardzo zależy. – wytknęłam mu język.
- Mi bardzo zależy… – wyjął z szafy czapkę i nie za dużą bluzę na siebie.
- Ale fajna bluza. – zaśmiałam się i wstałam z łóżka.
- No, co??
- Nic… idziemy??
- Nom, pewnie! – otworzył mi drzwi i pokazał ręką żebym wyszła, bo stałam i się na niego patrzyłam.
- Gdzie wychodzicie?? – spytał się Bill szykując posiłek dla swojej koleżanki.
- Przejść się… – odpowiedział błyskawicznie Tom.
- Aaahhaa… – przedłużał Bill.
- Niedługo powinniśmy wrócić. – poruszył brwiami Tom.
- Czekam! – pomachał nam i wyszliśmy.
Wsiedliśmy do windy. Tom nacisnął na przycisk, (czyli na sam dół). Staliśmy nieruchomo, nagle ja straciłam równowagę:
- Co się stało??! – złapał mnie Tom.
- Nic… słabo się poczułam.
- Wiesz, co…
- Co??
- Nie nic… – odpowiedział po chwali zastanowienia.
- Spoko. – powiedziałam wkładając ręce do kieszeni i opierając się o ścianę windy. Myślałam o tym, że chciałabym być z Tomem jako para i całować go, kiedy tyko zechcę. Ale czy tego naprawdę chcę (?)
- Nad czym myślisz?? – zapytał, ale ja nie odpowiedziałam. – Ej…! – puknął mnie.
- Co??
- Śpisz??
- Nie tylko się zamyśliłam. Co ta winda tak długo jedzie. – zdenerwowałam się i zaczęłam lekko walić w przyciski.
- Uspokój się to nic nie pomorze! Jeszcze zaszkodzi! – złapał mnie za ręce i powstrzymywał od moich bezmyślnych czynów. – Co Ty dziewczyno wyrabiasz!!??
- Nic… Wkurzona jestem!!
- Widać… – westchnął i winda się otworzyła.
Wyszliśmy z nieszczęsnego pomieszczenia i ruszyliśmy w stronę wielkich drzwi, które się automatycznie otwierały.
- Sylwia! Zaczekaj!
- Co??
- Przeprowadzę Cię przez te drzwi, bo nie zawsze się otwierają.
- Uważasz mnie za wariatkę??
- Nie… tylko możesz sobie coś zrobić.
- To, to samo! – skrzywiłam się i wyszliśmy razem.
Nie wiedzieliśmy gdzie mamy iść, przez ten mój humorek. Szliśmy nie odzywając się i metr od siebie. Chyba nie chciał mnie wkurzać:
- Gdzie idziemy?? – spytałam.
- Nie wiem…
- To może i lepiej.
- Dlaczego??
- Nie wiem… tak jakoś.
- Aha…
- Może pójdziemy do parku?? – zaproponował.
- Ok… – uśmiechnęłam się i poszliśmy w stronę naszego ulubionego parku.

2009
10.25

opowiadanie #10

Położyliśmy się spać u mnie w sypialni, ale na oddzielnych łóżkach. Usnęliśmy, za godzinę musieliśmy się obudzić, bo jechaliśmy w trasę:
- Sylwia! Obudź się! – Tom zaczął mnie szarpać za ramię i ściągnął ze nie kołdrę.
- Już, już…
- Jak nie chcesz jechać z nami to możesz zostać… – w tej chwili weszła do pokoju Anka z Billem.
- Co tu się dzieje?? Nich śpi, bo rano będzie marudziła… – odepchnęła Toma od mojego łóżka i przykryła mnie z powrotem kołdrą.
- Tom chodź na chwilkę… – Bill przyciągnął go za chabety i poszli w kącik.
- Ale ona musi wstać, bo jedzie z nami na trasę. – powiedział Tom swoje ostatnie słowo.
- Co?? Na jaką trasę.
- No tak jak chcesz to też możesz jechać… ale to trwa gdzieś z miesiąc. – rzekł Tom chwytając za moją walizkę, a ja w tym czasie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki.
Anka z Tomem poszli do cioci spytać się czy może jechać z nami Anka i Magda. Gdy wyszłam z łazienki wszyscy byli już spakowani, nawet moja torba:
- Nie mogłam się sama spakować??
- Nie zdążymy na samolot. Chodź już. Mam nadzieję, że jesteś już gotowa… – spytał Gustav biorąc mnie delikatnie pod pachę a Tom z Georgiem i Pawłem nieśli walizki. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Jechaliśmy bardzo szybko. Znając nasze szczęście zatrzymała nas policja. Nie chcieli nas puścić w zamian za bilety dla ich córek, ale jakoś się nie udało ich przekonać. Zatrzymali nas na 15 minut. Na lotnisku biegliśmy jak nienormalni, wszyscy się za nami oglądali. Ale to nam nie przeszkadzało. Wsiedliśmy do samolotu:
- Ja pierwszy raz lecę samolotem i się trochę boję… – próbowałam się wrócić, ale za mną szedł Gustav i mi się nie udało uciec (;)).
- Nie bój się nic się nie stanie.
- Ja myślę. – szepnęłam do siebie.
Doszliśmy do foteli usiedliśmy w jednym rzędzie: Georg, Gustav, ja, Tom, Bill i Anka na samym końcu.
- Dlaczego Magda nie jedzie?? – zapytał mnie Gustav zapinając mi pasy, Tom się na nas patrzył spod oka. My się uśmiechnęliśmy do niego i się odwrócił.
- Nie wiem. A czemu pytasz??
- No, bo fajnie by było z nią jechać.
- Może jeszcze nas dogoni. – powiedziałam śmiejąc się. Spojrzałam się w stronę wejścia i zobaczyłam Magdę i walizką. – Co Ty tutaj robisz?? – wstałam gwałtownie i zatrzymały mnie pasy. Nie mogłam oddychać, Tom i Gustawem nie wiedzieli, co ze mną się dzieje czy sobie żartuje czy nie. Ale chwycili za pasy i próbowali mnie z nich uwolnić. Położyli mnie z fotelu i pukali mnie w plecy.
- Nic Ci nie jest?? – Anka podbiegła do mnie, bo wcześniej nie miała do mnie dostępu (:PP).
- N…ii…ee – wykrztusiłam.
- Dzięki, boże. – odeszła ode mnie samolot gwałtownie ruszył. Pewnie było ostrzeżenie, ale my byliśmy zajęci. Bill wpadł na Ankę. Anka zaczęła się śmiać a on razem z nią. Usiedliśmy na swoich miejscach:
- Tom… ja się naprawdę boję. – złapałam go za rękę i przyciągnęłam ją do klatki piersiowej.
- Nie bój się. Spróbuj usnąć. – pocieszał mnie.
- Oke… – zamknęłam oczy i po kilku minutach zasnęłam.
Obudziłam się, wszyscy spali, a ja z Tomem nadal się trzymaliśmy za ręce. Podeszła stiuardessa i zapytała:
- Może coś podać??
- Poproszę colę dla wszystkich… a za ile lądujemy??
- Dobrze zaraz przyniosę. Jeszcze 10 minut lotu. – po czym weszła do kuchni.
Gdy już przyniosła colę obudził się Georg.
- Jak tam się spało?? – spytałam podając mu colę.
- Dobrze, przyzwyczaiłem się do spania w samolocie, ale trochę kark boli. – wziął ode mnie szklankę napoju i złapał się za plecy.
- Spoko.
- A co Ty tak trzymasz tego Toma za rękę?? – poruszał brwiami Georg i Tom się obudził.
- Bo go kocham… – szepnęłam do Georga.
- Aha… – przytaknął (:PP).
- Dawno się obudziłaś?? – Tom.
- Z jakieś 5 minut temu.
- A kiedy będziemy lądować??
- Stiuardessa mi powiedziała, że za 10 minut, ale to było 5 minut temu. – wytknęłam mu język i podałam colę.
- Dzięki… – odebrał ode mnie colę. Nachylił szklankę, aby się napić, nie przyłożył ust do krawędzi szklanki i picie się wylało na jego spodnie. – Kur**!!! – wydarł się na cały samolot.
- Tom możesz nie przeklinać?? – Bill wychylił głowę zza mnie i śmiał się z Toma. Dredziaż poszedł do przedziału z walizkami i się przebrał. Gdy wyszedł wysiadaliśmy już z samolotu. Było dużo fotografów. Zasłaniałyśmy się, czym się dało, żeby nas nikt nie rozpozna naszym ratunkiem był np. Gustav, albo Georg, bo za Billem lub Tomem to by nie dało rady się schować (:PP). Weszliśmy do białego busa za nami tłum fanek. Zawieźli nas do hotelu:
- Tu będziemy mieszkać?? – spytała Magda.
- Tak… przez dwa tygodnie. – odpowiedziała jej Bill.
- Ale jaja. – szepnęła do siebie rozglądając się dookoła.
Ja z Anką i Magdą poszłyśmy zwiedzać, a chłopcy nas zakwaterowali.
- Gdzie my tak w ogóle jesteśmy?? – Anka.
- Mnie się pytasz. To oni nas gdzieś wywieźli. – ja.
Zwiedziłyśmy cały hotel. Gdy wróciliśmy do miejsca gdzie się rozstaliśmy ich tam już nie było.
- Gdzie oni są?? – spytałam sięgając po telefon.
- Nie wiem… – wykręciłam Toma numer i okazało się, że stoją za nami ()
- Nie chodźcie nigdzie same, bo się zgubicie! – wykrzyczał na nas Georg.
Poszliśmy na górę. Nasz pokój był na 4 piętrze.
- Który jest nasz?? – zapytałam podchodząc do Magdy i Anki.
- Zamówiliśmy 3 pokoje. Ja z Anką Ty z Tomem i reszta w trzecim. – wytłumaczył Bill.
- Chyba sobie żartujecie. Nie lepiej było zamówić jednego dla wszystkich??
- No dobra nasz pokuj jest nr 459. Wszyscy w jednym… – weszliśmy do pokoju było jak w jakimś zamku.
- Jak tu pięknie. – rozmarzyłam się. – Kiedy macie ten koncert??
- Dziś o 20:00 koło rynku.
- Aha… – spojrzałam na zegarek była godzina 3 rano. – boże jaka godzina dziwna jest. Może położymy się spać??
- Nom. Fajny pomysł. – Georg.
- No to gdzie, kto śpi?? – spytałam i w tym czasie zdzwoniła do mnie ciocia. – Hallo??
*- Cześć gdzie jesteście?? – popatrzyłam na Toma. – We Francji. – szepnął Tom.
*- We Francji… – powtórzyłam mamie.
*- O mu Jezu kochany. – westchnęła. – A za ile wrócicie??
*- No za miesiąc…
*- Co??!! Myślałam, że pojedziecie tylko na jeden koncert!!!!! – wydzierała się ciocia aż odsunęłam telefon od ucha. Spojrzeli na mnie ze współczuciem. – Mam nadzieje, że nie będzie Cię w telewizji, bo jak Cię zobaczą rodzice to mam przechlapane!!!!! – rozłączyła się
- Ja wole nie wracać tam z powrotem… – poszłam szukać swojego łóżka. Wypadło, że śpię z Tomem i Georgiem na jednym łóżku (;/) Położyliśmy się spać około 5 rano.

****************

Gdy otworzyłam oczy ujrzałam przed sobą Georga. Przewróciłam się delikatnie na drugi bok i zobaczyłam Toma. Zrobiłam wielkie oczy, byłam zaskoczona, że śpię z dwoma chłopakami (:PP). Leżałam tak bezruchomo wpatrując się w Toma:
- Dzień dobry… Co się tak na mnie patrzysz?? – Tom pocałował mnie delikatnie w policzek, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. – Która godzina??
- Jest 16:26…
- No to chyba musimy wstawać. A Wy jedziecie z nami na koncert??
- Chyba nie jedziemy, ale jeszcze się spytam dziewczyn.
- Dobra… weź obudź Georga, bo on się później nie obudzi.
- Nom… – szturchałam go za ramię obudził się po kilku minutach. Później poszłam do Gustava i do Billa. Było z nimi o wiele trudniej, ale Bill dał się namówić, bo musi sobie zrobić makijaż (:PP).
Zbliżała się godzina 19:00. Chłopcy byli już gotowi, ale my z nimi nie jechaliśmy, bo będą w telewizji:
- Napewno nie jedziecie z nami?? – upewniał się Gustav.
- Tak… musimy trochę odpocząć i wogóle. – odpowiedziała mu Magda dając kopa na szczęście.
- Oj Madziu zamiast mu dać buzi to go kopiesz… – śmiała się Anka. Gustav popatrzył się na Magdę i ją pocałował. Zaczęliśmy bić brawa, po czym wyszli z lokalu.
Anka zaproponowała, że pójdziemy na TV, jak się skończy koncert w telewizji to zrobimy chłopcom pyszną kolację.
- Tom zaczekaj muszę Ci coś powiedzieć…! – Bill biegł w jego stronę.
- Co chcesz??
- Bo wiesz znając Ciebie to będziesz flirtował na koncercie i mam do Ciebie prośbę.
- Wiem już, o co Ci chodzi. Anka Cię o to poprosiła. – przerwał mu.
- Nie nikt mnie nie poprosił. Tylko nie chce, żeby Sylwia cierpiała. I weź się opanuj na koncercie. Nie podrywaj żadnych lasek. Ale jak jej nie kochasz to rób, co chcesz…
- Dobra, dobra… przypomnij mi jak coś się będzie działo. Ja Tobie też przypomnę.
- Oke… – pojechali na ten koncert, a my siedziałyśmy w domu i plotkowałyśmy.

Jak się skończył koncert, to zabrałyśmy się za kolację. Miałyśmy zrobić frytki ze schabowym, ale schabowe spaliłyśmy:
- Dziewczyny może zmówimy te schabowe… – zaproponowała Anka.
- No, ale to tak głupio zamówić. Albo możemy zmówić, ciekawe czy się skapną.
- Na pewno się skapną. – Magda wytknęła mi język.
Zamówiłyśmy te schabowe i przyjechali chłopcy:
- Co tak ładnie pachnie?? – spytał Gustav idąc za zapachem. – O rany!
Po tym jak powiedział Tom, Bill i Georg polecieli za nimi.
- To dla was… – podeszłam do Tom i pocałowałam go delikatnie w usta.
- Dziękujemy. – powiedzieli chórem i usiedli przed stołem biorąc się za jedzenie. Po pysznej kolacji poszliśmy spać.

Rano:

Obudził mnie Bill śpiewając do ucha:
- Schrei!!
- Bill! – podniosłam się z lóżka.
- Czekamy na Ciebie… Nie pamiętasz wczoraj jak gadaliśmy gdzie mamy dziś wyjść?? – poruszył brwiami.
- Nie pamiętam.
- Chyba za dużo wypiłaś. Na co czekasz ubieraj się.
- A gdzie idziemy?? – Bill zamykał drzwi, więc mnie już nie słyszał.
Gdy się ubrałam poszłam do kuchni czekali na mnie w milczeniu. – Chodźcie… – wstali i poszliśmy na dół. Jechaliśmy autobusem nie prywatnym samochodem. Kompletnie zapomnieliśmy o zamaskowaniu się. Po drodze spotkaliśmy fotografa i cyknął mam zdjęcie, ale my się nie skapnęliśmy. Dojechaliśmy do wielkiej hali:
- Po co my tu przyjechaliśmy?? – zapytała Anka.
- Chcieliśmy wam pokazać największą halę, w jakiej będziemy grać. – podniecał się Bill. Weszliśmy do środka.
- Ile tu przestrzeniu. Tu dopiero dacie czadu. – zaczęłam się śmiać (:PP).
- A jak… – powiedział Georg.
- A kiedy tu gracie??
- Pojutrze.
- To szybko.
- Wiecie, co i mamy jeszcze jedną prośbę. Bo wiecie, że to dla nas frajda grać w takiej wielkiej hali, ale bez tych trzech osób to trochę głupio. – Bill
- Ale jakich trzech osób?? – spytałam.
- Wy. – Tom.
- Taaa… ciekawe ile bilety kosztują. – rzekłam lekceważąco.
- Możemy wam załatwić darmowe wejście. – Gustav.
- Ale jak?? – Anka.
- Wejdziecie z nami przez kulisy… – dokończył Tom.
Zwiedziliśmy halę i wróciliśmy do hotelu.