2009
10.25

opowiadanie #22

INFO:
Kto chce być informowany o nowej notce proszę napisać w “Księdze Gości” tak będzie mi łatewij poinformować o nowym opowiadaniu :)

no i opko :D :

Rozejrzeli się po naszym pokoju, nie znaleźli nas:
- Gdzie oni są?? – skrzywiła się Agata i usiadła rezygnująco na kanapie.
- Może się zasiedzieli w parku, bo zawsze lubili tam siedzieć. Poczekajmy na nich jeszcze z dwie godziny to przyjdą… – pocieszył ją Georg.
- Nie musisz mnie pocieszać. Wiem, że wróci! – wstała i poszła w kierunku kuchni. – Chce ktoś coś do picia?? – zapytała.
- Ja poproszę… colę. Jeśli macie. – powiedział nieśmiało Bill.
- Ok. Postaram się znaleźć w tym bałaganie. – Agata zaczęła szukać po szafkach. Wkońcu znalazła. Zaniosła do pokoju gdzie wszyscy zasiedli do stołu.
– Może się poznamy bliżej?? – zaproponował Bill.
- Też o tym myślałam… – uśmiechnęła się i usiadła na przeciwko Billa.
Zapoznanie zajęło im bardzo dużo czasu. Siedzieli tak i rozmawiali o sobie z dwie godziny:
- Która godzina?? – zapytał Gustav.
- Jest, 19.30. – odpowiedział Bill wyciągając telefon z kieszeni.
- No to powinni już być! – wkurzyła się Agata, gdy drzwi otworzyły się. Wszyscy mieli nadzieję, że to ja z Tomem, ale to była pani Kasia ze swoim męszczyzną. – Widziała pani gdzieś Sylwię po drodze?? – zaniepokoiła się.
- Tak siedzi z tym dredziażem z Tokio Hotel. – zaśmiała się nie widząc chłopców. – Może cały zespół przyprowadzi. – podniosła zakupy i spojrzała zakłopotana na siedzących przy stole towarki o których tak mówiła.
- Dzień dobry! – powiedzieli chórem.
- Ooo… dzień dobry. – uśmiechnęła się. – Jestem Kasia. – podeszła i podała każdemu rękę. – A to jest Mateusz… – pokazała ręką na przystojnego chłopaka (;))
- Cześć… – podeszli po kolei i przywitali się.
Agata zaprosiła ich do pokoju, a p. Kasia zrobiła kolację. Ja z Tomem siedzieliśmy na schodach przed hotelem i dzwoniliśmy do Anki. Była niezła zabawa, powiedziały, że od nas niedługo przyjadą.
Zbliżała się godzina 20:
- Może my już pójdziemy do domu?? – Tom.
- Nom… bo już się zimno robi.
- No jak Ty tak lekko jesteś ubrana to się nie dziwie. – Tom objął mnie ramieniem i weszliśmy na górę. Otworzyłam drzwi. Wszyscy się na nas patrzyli mieliśmy aż sine usta, od zimna (:PP)
- Gdzie Wy byliście??!
- Przed hotelem… – odpowiedział krótko Tom.
- A co robiliście, że macie takie sine usta?? – zadziwiła się p. Kasia.
- Całowaliśmy się!! – Tom zaczął się śmiać.
- Przestań… Nieprawda! – powiedziałam nawalając go za to co powiedział.
- No przecież wiadomo, że żartowałem!
- No nie wiem. Wy do wszystkiego jesteście zdolni. – powiedział poważnie Bill, wytknęłam mu język.
- Siadajcie do stołu nałożę Wam kolacji. – uśmiechnęła się p. Kasia.
- Już chwileczkę tylko się przebiorę, bo mi zimno jest.
- Dobrze tylko pośpiesz się, bo będzie zimne! – poszłam do łazienki i ubrałam ciepłe dresy i bluzę.
-Boże… jak już późno. – spojrzałam na zegarek i na Toma. – Wy możecie tak sobie chodzić bez ochrony?? I w ogóle nie macie koncertów??
- Nie wiem jak to robimy, ale nie musimy z ochroniarzami chodzić. Kiedyś to nie mogłem się ruszyć z domu. – zaśmiał się.
- No właśnie…
- A teraz się umówiliśmy, że koncerty zaczynamy dopiero w wakacje, bo musimy odpocząć.
- Jak odpocząć. Od tego, co kochacie? W ogóle Was nie rozumiem.
- No lubimy grać, ale kiedyś trzeba odpocząć. Jeszcze szkoła teraz dochodzi, ale i tak się prawie nie uczymy…
- Aha… – gdy już zjedliśmy chłopcy musieli iść do domu. Pożegnaliśmy się i szykowaliśmy do spania. Trochę zamieszania było z pościelą, ale jakoś sobie poradziliśmy. – Proszę panią! Mogę z panią porozmawiać?? – zapytałam podchodząc do p. Kasi.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim??
- Nie mów do mnie pani, bo się czuję za staro. – uśmiechnęła się miło.
- Postaram się…
- A o co chciałaś zapytać??
- No, dlaczego my tu musiałyśmy tu przyjechać?? Bo mama powiedziała Agacie, a mi nie…
- Myślę, że tego jeszcze nie zrozumiesz. – popukała mnie po ramieniu i zaprowadziła do łóżka. Poczułam się jak prawdziwe dziecko, które jeszcze nic nie wie i nie ma pojęciu o życiu, dokładnie jak pięciolatek. Szybko zasnęłam, ale nie mogłam się pogodzić z tym, że tylko ja nie wiem, dlaczego tu jestem!

******************

Obudziłam się ok. 11. Agata już nie spała. Była ubrana i siedziała wpatrując się w okno:
- Co się stało?? – zapytałam przecierając oczy.
- Muszę jechać do Polski.
- Co?!! – wydarłam się. – Nie rób m tego! – w moich oczach pojawiła się łza.
- Muszę…
- Wszyscy mnie okłamujecie. Nie rozumie Was. – skrzywiłam się.
- To jest akurat moja prywatna sprawa…
- Od kiedy siostry mają przed sobą tajemnice??
- Od dziś… Zamiast mnie będziesz miała chłopaków, powiedziałam im żeby się Tobą zaopiekowali no i dziewczyny do Ciebie przylecą na wymianę ze mną. – powiedziała uśmiechając się.
- No przynajmniej będę miała się, komu wypłakać. – położyłam się powrotem i resztę dnia mam już zepsuty…

Po śniadaniu odprowadziłam Agatę na lotnisko i poszłam po chłopców. Mieli bardzo duży hotel, więc znając moje szczęście… zgubiłam się:
- No nie jeszcze tego brakowało! – powiedziałam do siebie.
Postanowiłam zadzwonić do Toma.
*- No cześć! Jesteście w domu??
*- Nom… nudzimy się strasznie! – narzekał Tom wesołym głosem (;))
*- Bo wiesz.. ja jestem teraz u Was w hotelu i się zgubiłam. – Tom zaczął się śmiać. – Przyjdź po mnie pod pokuj 1934. Proszę.
*- Ok… – powiedział nadal się śmiejąc.
*- Bardzo śmieszne! – rozłączyłam się i usiadłam na podłodze. Czekałam na niego ponad 5 minut.
- Trzeba było powiedzieć, że przyjdziesz to bym po Ciebie wyszedł przed hotel… A gdzie masz siostrę?
- Trzeba było…! Pojechała do domu! – powiedziałam wkurzona i wyciągnęłam do niego rękę żeby pomógł mi wstać.
- Co Ty taka zdenerwowana jesteś??
- Nie pytaj…
- Powiedz. – zrobił ładne oczka i uśmiechnął się.
- Nikt mi nic nie mówi, bo uważają, że to nie moje sprawy, albo jestem za mała i tego nie zrozumiem!! – wydarłam się na cały korytarz.
- Dobra spokojnie… – próbował mnie złapać za rękę.
- Nie dotykaj się do mnie!! – zareagowałam bardzo agresywnie i kopnęłam go w nogę.
- Boże, co jest z Tobą?? – zapytał łapiąc się za nogę.
- Sorry… poniosło mnie trochę.
- Trochę?? Musimy coś z tym zrobić. – spojrzałam na niego z wymuszonym uśmiechem, a on mnie objął delikatnie ramieniem. Gdy doszliśmy do pokoju otworzył delikatnie drzwi zobaczyłam tam Billa z jakąś laską. Bardzo się zdziwiłam.
- Kto to jest?? – zapytałam szeptem Toma.
- Koleżanka z klasy Billa… – odpowiedział. – A co??
- No, bo Anka przyjeżdża niedługo. – mówiłam dalej szeptem.
- Anka??! – podniósł głos Tom, a Bill spojrzał na nas szybko i patrzył pytająco, a ja uśmiechnęłam się do niego i poszliśmy do pokoju Toma.
- Gdzie się dziś wybierzemy?? – zapytał Tom patrząc na mnie zabójczym wzrokiem.
- Nie wiem… Ty coś zaproponuj. Może posiedzimy w domu, bo nie chce mi się nigdzie łazić.
- Dobrze. Jak chcesz to posiedzimy w domu… – westchnął.
- A co chciałeś dziś robić??
- Chciałem Cię zabrać na romantyczny spacer po mieście.
- Aha… No to możemy iść. Jak Ci tak bardzo zależy. – wytknęłam mu język.
- Mi bardzo zależy… – wyjął z szafy czapkę i nie za dużą bluzę na siebie.
- Ale fajna bluza. – zaśmiałam się i wstałam z łóżka.
- No, co??
- Nic… idziemy??
- Nom, pewnie! – otworzył mi drzwi i pokazał ręką żebym wyszła, bo stałam i się na niego patrzyłam.
- Gdzie wychodzicie?? – spytał się Bill szykując posiłek dla swojej koleżanki.
- Przejść się… – odpowiedział błyskawicznie Tom.
- Aaahhaa… – przedłużał Bill.
- Niedługo powinniśmy wrócić. – poruszył brwiami Tom.
- Czekam! – pomachał nam i wyszliśmy.
Wsiedliśmy do windy. Tom nacisnął na przycisk, (czyli na sam dół). Staliśmy nieruchomo, nagle ja straciłam równowagę:
- Co się stało??! – złapał mnie Tom.
- Nic… słabo się poczułam.
- Wiesz, co…
- Co??
- Nie nic… – odpowiedział po chwali zastanowienia.
- Spoko. – powiedziałam wkładając ręce do kieszeni i opierając się o ścianę windy. Myślałam o tym, że chciałabym być z Tomem jako para i całować go, kiedy tyko zechcę. Ale czy tego naprawdę chcę (?)
- Nad czym myślisz?? – zapytał, ale ja nie odpowiedziałam. – Ej…! – puknął mnie.
- Co??
- Śpisz??
- Nie tylko się zamyśliłam. Co ta winda tak długo jedzie. – zdenerwowałam się i zaczęłam lekko walić w przyciski.
- Uspokój się to nic nie pomorze! Jeszcze zaszkodzi! – złapał mnie za ręce i powstrzymywał od moich bezmyślnych czynów. – Co Ty dziewczyno wyrabiasz!!??
- Nic… Wkurzona jestem!!
- Widać… – westchnął i winda się otworzyła.
Wyszliśmy z nieszczęsnego pomieszczenia i ruszyliśmy w stronę wielkich drzwi, które się automatycznie otwierały.
- Sylwia! Zaczekaj!
- Co??
- Przeprowadzę Cię przez te drzwi, bo nie zawsze się otwierają.
- Uważasz mnie za wariatkę??
- Nie… tylko możesz sobie coś zrobić.
- To, to samo! – skrzywiłam się i wyszliśmy razem.
Nie wiedzieliśmy gdzie mamy iść, przez ten mój humorek. Szliśmy nie odzywając się i metr od siebie. Chyba nie chciał mnie wkurzać:
- Gdzie idziemy?? – spytałam.
- Nie wiem…
- To może i lepiej.
- Dlaczego??
- Nie wiem… tak jakoś.
- Aha…
- Może pójdziemy do parku?? – zaproponował.
- Ok… – uśmiechnęłam się i poszliśmy w stronę naszego ulubionego parku.

2009
10.25

opowiadanie #10

Położyliśmy się spać u mnie w sypialni, ale na oddzielnych łóżkach. Usnęliśmy, za godzinę musieliśmy się obudzić, bo jechaliśmy w trasę:
- Sylwia! Obudź się! – Tom zaczął mnie szarpać za ramię i ściągnął ze nie kołdrę.
- Już, już…
- Jak nie chcesz jechać z nami to możesz zostać… – w tej chwili weszła do pokoju Anka z Billem.
- Co tu się dzieje?? Nich śpi, bo rano będzie marudziła… – odepchnęła Toma od mojego łóżka i przykryła mnie z powrotem kołdrą.
- Tom chodź na chwilkę… – Bill przyciągnął go za chabety i poszli w kącik.
- Ale ona musi wstać, bo jedzie z nami na trasę. – powiedział Tom swoje ostatnie słowo.
- Co?? Na jaką trasę.
- No tak jak chcesz to też możesz jechać… ale to trwa gdzieś z miesiąc. – rzekł Tom chwytając za moją walizkę, a ja w tym czasie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki.
Anka z Tomem poszli do cioci spytać się czy może jechać z nami Anka i Magda. Gdy wyszłam z łazienki wszyscy byli już spakowani, nawet moja torba:
- Nie mogłam się sama spakować??
- Nie zdążymy na samolot. Chodź już. Mam nadzieję, że jesteś już gotowa… – spytał Gustav biorąc mnie delikatnie pod pachę a Tom z Georgiem i Pawłem nieśli walizki. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Jechaliśmy bardzo szybko. Znając nasze szczęście zatrzymała nas policja. Nie chcieli nas puścić w zamian za bilety dla ich córek, ale jakoś się nie udało ich przekonać. Zatrzymali nas na 15 minut. Na lotnisku biegliśmy jak nienormalni, wszyscy się za nami oglądali. Ale to nam nie przeszkadzało. Wsiedliśmy do samolotu:
- Ja pierwszy raz lecę samolotem i się trochę boję… – próbowałam się wrócić, ale za mną szedł Gustav i mi się nie udało uciec (;)).
- Nie bój się nic się nie stanie.
- Ja myślę. – szepnęłam do siebie.
Doszliśmy do foteli usiedliśmy w jednym rzędzie: Georg, Gustav, ja, Tom, Bill i Anka na samym końcu.
- Dlaczego Magda nie jedzie?? – zapytał mnie Gustav zapinając mi pasy, Tom się na nas patrzył spod oka. My się uśmiechnęliśmy do niego i się odwrócił.
- Nie wiem. A czemu pytasz??
- No, bo fajnie by było z nią jechać.
- Może jeszcze nas dogoni. – powiedziałam śmiejąc się. Spojrzałam się w stronę wejścia i zobaczyłam Magdę i walizką. – Co Ty tutaj robisz?? – wstałam gwałtownie i zatrzymały mnie pasy. Nie mogłam oddychać, Tom i Gustawem nie wiedzieli, co ze mną się dzieje czy sobie żartuje czy nie. Ale chwycili za pasy i próbowali mnie z nich uwolnić. Położyli mnie z fotelu i pukali mnie w plecy.
- Nic Ci nie jest?? – Anka podbiegła do mnie, bo wcześniej nie miała do mnie dostępu (:PP).
- N…ii…ee – wykrztusiłam.
- Dzięki, boże. – odeszła ode mnie samolot gwałtownie ruszył. Pewnie było ostrzeżenie, ale my byliśmy zajęci. Bill wpadł na Ankę. Anka zaczęła się śmiać a on razem z nią. Usiedliśmy na swoich miejscach:
- Tom… ja się naprawdę boję. – złapałam go za rękę i przyciągnęłam ją do klatki piersiowej.
- Nie bój się. Spróbuj usnąć. – pocieszał mnie.
- Oke… – zamknęłam oczy i po kilku minutach zasnęłam.
Obudziłam się, wszyscy spali, a ja z Tomem nadal się trzymaliśmy za ręce. Podeszła stiuardessa i zapytała:
- Może coś podać??
- Poproszę colę dla wszystkich… a za ile lądujemy??
- Dobrze zaraz przyniosę. Jeszcze 10 minut lotu. – po czym weszła do kuchni.
Gdy już przyniosła colę obudził się Georg.
- Jak tam się spało?? – spytałam podając mu colę.
- Dobrze, przyzwyczaiłem się do spania w samolocie, ale trochę kark boli. – wziął ode mnie szklankę napoju i złapał się za plecy.
- Spoko.
- A co Ty tak trzymasz tego Toma za rękę?? – poruszał brwiami Georg i Tom się obudził.
- Bo go kocham… – szepnęłam do Georga.
- Aha… – przytaknął (:PP).
- Dawno się obudziłaś?? – Tom.
- Z jakieś 5 minut temu.
- A kiedy będziemy lądować??
- Stiuardessa mi powiedziała, że za 10 minut, ale to było 5 minut temu. – wytknęłam mu język i podałam colę.
- Dzięki… – odebrał ode mnie colę. Nachylił szklankę, aby się napić, nie przyłożył ust do krawędzi szklanki i picie się wylało na jego spodnie. – Kur**!!! – wydarł się na cały samolot.
- Tom możesz nie przeklinać?? – Bill wychylił głowę zza mnie i śmiał się z Toma. Dredziaż poszedł do przedziału z walizkami i się przebrał. Gdy wyszedł wysiadaliśmy już z samolotu. Było dużo fotografów. Zasłaniałyśmy się, czym się dało, żeby nas nikt nie rozpozna naszym ratunkiem był np. Gustav, albo Georg, bo za Billem lub Tomem to by nie dało rady się schować (:PP). Weszliśmy do białego busa za nami tłum fanek. Zawieźli nas do hotelu:
- Tu będziemy mieszkać?? – spytała Magda.
- Tak… przez dwa tygodnie. – odpowiedziała jej Bill.
- Ale jaja. – szepnęła do siebie rozglądając się dookoła.
Ja z Anką i Magdą poszłyśmy zwiedzać, a chłopcy nas zakwaterowali.
- Gdzie my tak w ogóle jesteśmy?? – Anka.
- Mnie się pytasz. To oni nas gdzieś wywieźli. – ja.
Zwiedziłyśmy cały hotel. Gdy wróciliśmy do miejsca gdzie się rozstaliśmy ich tam już nie było.
- Gdzie oni są?? – spytałam sięgając po telefon.
- Nie wiem… – wykręciłam Toma numer i okazało się, że stoją za nami ()
- Nie chodźcie nigdzie same, bo się zgubicie! – wykrzyczał na nas Georg.
Poszliśmy na górę. Nasz pokój był na 4 piętrze.
- Który jest nasz?? – zapytałam podchodząc do Magdy i Anki.
- Zamówiliśmy 3 pokoje. Ja z Anką Ty z Tomem i reszta w trzecim. – wytłumaczył Bill.
- Chyba sobie żartujecie. Nie lepiej było zamówić jednego dla wszystkich??
- No dobra nasz pokuj jest nr 459. Wszyscy w jednym… – weszliśmy do pokoju było jak w jakimś zamku.
- Jak tu pięknie. – rozmarzyłam się. – Kiedy macie ten koncert??
- Dziś o 20:00 koło rynku.
- Aha… – spojrzałam na zegarek była godzina 3 rano. – boże jaka godzina dziwna jest. Może położymy się spać??
- Nom. Fajny pomysł. – Georg.
- No to gdzie, kto śpi?? – spytałam i w tym czasie zdzwoniła do mnie ciocia. – Hallo??
*- Cześć gdzie jesteście?? – popatrzyłam na Toma. – We Francji. – szepnął Tom.
*- We Francji… – powtórzyłam mamie.
*- O mu Jezu kochany. – westchnęła. – A za ile wrócicie??
*- No za miesiąc…
*- Co??!! Myślałam, że pojedziecie tylko na jeden koncert!!!!! – wydzierała się ciocia aż odsunęłam telefon od ucha. Spojrzeli na mnie ze współczuciem. – Mam nadzieje, że nie będzie Cię w telewizji, bo jak Cię zobaczą rodzice to mam przechlapane!!!!! – rozłączyła się
- Ja wole nie wracać tam z powrotem… – poszłam szukać swojego łóżka. Wypadło, że śpię z Tomem i Georgiem na jednym łóżku (;/) Położyliśmy się spać około 5 rano.

****************

Gdy otworzyłam oczy ujrzałam przed sobą Georga. Przewróciłam się delikatnie na drugi bok i zobaczyłam Toma. Zrobiłam wielkie oczy, byłam zaskoczona, że śpię z dwoma chłopakami (:PP). Leżałam tak bezruchomo wpatrując się w Toma:
- Dzień dobry… Co się tak na mnie patrzysz?? – Tom pocałował mnie delikatnie w policzek, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. – Która godzina??
- Jest 16:26…
- No to chyba musimy wstawać. A Wy jedziecie z nami na koncert??
- Chyba nie jedziemy, ale jeszcze się spytam dziewczyn.
- Dobra… weź obudź Georga, bo on się później nie obudzi.
- Nom… – szturchałam go za ramię obudził się po kilku minutach. Później poszłam do Gustava i do Billa. Było z nimi o wiele trudniej, ale Bill dał się namówić, bo musi sobie zrobić makijaż (:PP).
Zbliżała się godzina 19:00. Chłopcy byli już gotowi, ale my z nimi nie jechaliśmy, bo będą w telewizji:
- Napewno nie jedziecie z nami?? – upewniał się Gustav.
- Tak… musimy trochę odpocząć i wogóle. – odpowiedziała mu Magda dając kopa na szczęście.
- Oj Madziu zamiast mu dać buzi to go kopiesz… – śmiała się Anka. Gustav popatrzył się na Magdę i ją pocałował. Zaczęliśmy bić brawa, po czym wyszli z lokalu.
Anka zaproponowała, że pójdziemy na TV, jak się skończy koncert w telewizji to zrobimy chłopcom pyszną kolację.
- Tom zaczekaj muszę Ci coś powiedzieć…! – Bill biegł w jego stronę.
- Co chcesz??
- Bo wiesz znając Ciebie to będziesz flirtował na koncercie i mam do Ciebie prośbę.
- Wiem już, o co Ci chodzi. Anka Cię o to poprosiła. – przerwał mu.
- Nie nikt mnie nie poprosił. Tylko nie chce, żeby Sylwia cierpiała. I weź się opanuj na koncercie. Nie podrywaj żadnych lasek. Ale jak jej nie kochasz to rób, co chcesz…
- Dobra, dobra… przypomnij mi jak coś się będzie działo. Ja Tobie też przypomnę.
- Oke… – pojechali na ten koncert, a my siedziałyśmy w domu i plotkowałyśmy.

Jak się skończył koncert, to zabrałyśmy się za kolację. Miałyśmy zrobić frytki ze schabowym, ale schabowe spaliłyśmy:
- Dziewczyny może zmówimy te schabowe… – zaproponowała Anka.
- No, ale to tak głupio zamówić. Albo możemy zmówić, ciekawe czy się skapną.
- Na pewno się skapną. – Magda wytknęła mi język.
Zamówiłyśmy te schabowe i przyjechali chłopcy:
- Co tak ładnie pachnie?? – spytał Gustav idąc za zapachem. – O rany!
Po tym jak powiedział Tom, Bill i Georg polecieli za nimi.
- To dla was… – podeszłam do Tom i pocałowałam go delikatnie w usta.
- Dziękujemy. – powiedzieli chórem i usiedli przed stołem biorąc się za jedzenie. Po pysznej kolacji poszliśmy spać.

Rano:

Obudził mnie Bill śpiewając do ucha:
- Schrei!!
- Bill! – podniosłam się z lóżka.
- Czekamy na Ciebie… Nie pamiętasz wczoraj jak gadaliśmy gdzie mamy dziś wyjść?? – poruszył brwiami.
- Nie pamiętam.
- Chyba za dużo wypiłaś. Na co czekasz ubieraj się.
- A gdzie idziemy?? – Bill zamykał drzwi, więc mnie już nie słyszał.
Gdy się ubrałam poszłam do kuchni czekali na mnie w milczeniu. – Chodźcie… – wstali i poszliśmy na dół. Jechaliśmy autobusem nie prywatnym samochodem. Kompletnie zapomnieliśmy o zamaskowaniu się. Po drodze spotkaliśmy fotografa i cyknął mam zdjęcie, ale my się nie skapnęliśmy. Dojechaliśmy do wielkiej hali:
- Po co my tu przyjechaliśmy?? – zapytała Anka.
- Chcieliśmy wam pokazać największą halę, w jakiej będziemy grać. – podniecał się Bill. Weszliśmy do środka.
- Ile tu przestrzeniu. Tu dopiero dacie czadu. – zaczęłam się śmiać (:PP).
- A jak… – powiedział Georg.
- A kiedy tu gracie??
- Pojutrze.
- To szybko.
- Wiecie, co i mamy jeszcze jedną prośbę. Bo wiecie, że to dla nas frajda grać w takiej wielkiej hali, ale bez tych trzech osób to trochę głupio. – Bill
- Ale jakich trzech osób?? – spytałam.
- Wy. – Tom.
- Taaa… ciekawe ile bilety kosztują. – rzekłam lekceważąco.
- Możemy wam załatwić darmowe wejście. – Gustav.
- Ale jak?? – Anka.
- Wejdziecie z nami przez kulisy… – dokończył Tom.
Zwiedziliśmy halę i wróciliśmy do hotelu.

2009
10.25

opowiadanie #2

Specjalnie na rzecz opowiadania wszyscy mówią po polsku (:))

Zobaczyłam… Georga :D . Popatrzyłam na niego chwilkę i odwróciłam się szybko w stronę Anki i poruszyłam brwiami. Ona już wiedziała, o co mi chodzi. Spojrzała w stronę drzwi wejściowy do restauracji, (bo tam ciocia postanowiła zjeść pierwszą kolację) spuściła wzrok i zaczęła się dusić. Nie wiedziałam, co miałam robić.
- Boże ciociu pomóż jej!! – krzyknęłam.
Ciocia się rzuciła na Ankę (przenośnia) i zaczęła ją bohatersko ratować. Naszczęście nic jej się nie stało.

Po kilku minutach:

- Dziękuję pani za… – Anka przerwała to co mówiła, bo nadal widziała Georga ale nie samego tylko z Billem.
- Ohhh… nie ma, za co. – powiedziała podniecona ciocia.

Gdy wracałyśmy z kolacji zobaczyłyśmy zachwycający widok. Stał tam Bill pukający do drzwi:
- Georg, Otwórz. – rzekł szeptem Bill, pukając w drzwi.
Jednak Georg się zawziął i z całej siły ciągnął drzwi od środka, żeby chłopak nie mógł wejść. Bliźniak zerknął na nas i ukradkiem puścił do Ani oczko. Sekundę później drzwi pokoju się otworzyły i Bill wpadł do niego całym swoim ciężarem uderzając o podłogę…
Położyłyśmy się bardzo późno ok. 5. Nie mogłyśmy przez to wszystko zasnąć i uwierzyć, że ich kiedykolwiek spotkamy.

Rano:

Obudziła nas głośna muzyka, którą puszczał nasz opiekun pan Paweł. Było ok. 9. Weszłyśmy do salony i szukałyśmy naszego Maczo:
- Boże gdzie on jest, przecież on się nie mógł nigdzie schować ma taką masę ciała, że to trudno sobie wyobrazić. – przemówiła z cichym głosem Ania.
- Taaa… bez kitu. – zaczęłam się śmiać.
- Buuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyknął wyskakując zza ściany.
- AaaaaAAaaaA…!!!!!! – ja
AaAaAAAaaa…!!!!!! – powtórzyła za mną Anka.
- No ciszej trochę, co??!! – Paweł
- No dobra a Ty sobie za dużo nie pozwalasz?? – odrzekła Ania z kwaśną miną.
- Chcecie śniadanie??
- Co już nie masz co powiedzieć to proponujesz śniadanie (:P)
– powiedziała puszczając oczka do Pawła.
- A jak… Wybieracie się do miasta po śniadaniu, bo jadę coś załatwić w mieście i mogę was zawieść po drodze. Jak chcecie oczywiście?
- No dobra, a o której gdzieś tak będziemy jechać??
- No o 11.
- No dobra. – powiedziałam uśmiechając się do Pawła.

Po śniadaniu (przed wyjazdem na miasto):

- Już gotowe?? – krzyknął z salonu Paweł.
- No już… chwilka! – Ania
- No to ja czekam na dole na Was tylko się streszczajcie!
- Ok. – odpowiedziała Ania (:))
Włożyłyśmy szybko coś seksownego na siebie, (bo nie byłyśmy jeszcze gotowe jak zwykle :P ) i wyszłyśmy. Szłyśmy przez korytarz wolny krokiem i doszłyśmy do windy, zjechałyśmy na dół i wsiadłyśmy do samochodu. Ja jak zawsze włączyłam radio i Tokio Hotel na fula i dajemy przez miasto!
- Sylwia możesz to przyciszyć??!! – spytał nerwowo Paweł.
- Co??!!
- Pytam się czy możesz to przyciszyć??!!
- No przecież, że mogę trzeba było tak od razu. – powiedziałam z bananem na twarzy i puszczając oczko do Pawła.
Gdy już wysiadłyśmy z samochodu zobaczyłam taką ładną bluzę w sklepie:
- Paweł mam takie jedno pytanie… – odwracając się do niego mówiąc nieśmiało.
- Ile chcesz??
- Skąd wiedziałeś, że mi o to chodzi?? – wytknęłam mu język
- Znam Cię od jakiegoś czasu. Przyjadę po Was ok. 15.
- Spoko, oddam Ci w domu te pieniądze!
Pierwszy sklep, który odwiedziłyśmy był „House” (w tym sklepie widziałam tą bluzę). Kupiłam ją bez wahania. Anka była zazdrosna (:P):
- To jest nies…- Anka
- Aniu nie martw się jeszcze nie jeden sklep przed nami. – wtrąciłam obejmując ją ramieniem.
Dochodziła już 15 a my nadal łaziłyśmy po sklepach. Po jakimś czasie spojrzałam na zegarek była już 15.35.
- Wychodzisz już…??! Jesteśmy już spóźnione 35 minut. – Ja
- No już… chwileczkę! Tylko się ubiorę. – powiedziała trochę wkurzona. Anka

Przy kasie:
Ile płacę?? – Anka
- Poproszę… 269 złotych. – odpowiedziała jąkając się kasjerka.
- Proszę. – Anka podała bez wahania pieniądze i wyszłyśmy ze sklepu.

Gdy już wsiadłyśmy do samochodu widać było, że Paweł długo czeka:
- Długo czekasz?? – ja
- Czekam 35 minut. – mówiąc to ruszył z piskiem samochodu.
- Możesz zwolnić jedziesz z dziećmi.
Spojrzałam na Ankę był naburmuszona (:P) Jechaliśmy bardzo szybko, nie wiem dlaczego czy przez nas ma taki humor czy coś się stało na mieście (:/)

Przed hotelem:
Gdy już dojechaliśmy przed hotel Paweł jak ruszył tak i się zatrzymał.
- Paweł, co Ty wyprawiasz!! – krzyknęłam na smutnego Pawła
- Nie nic tylko chciałem trochę poszaleć. – odpowiedział wymuszonym uśmiechem.
- Dobra pogadamy jak wrócisz, a Ty jedziesz gdzieś jeszcze??
- Nom jeszcze raz na miasto, ale to zajmie mi tylko chwile.
- Spoko… do zobaczenia!
Paweł ruszył jeszcze szybciej niż jak z nami jechał. Weszłyśmy do hotelu i poszłyśmy sobie schodami ścigałyśmy się na górę i jeszcze z tymi zakupami biegłyśmy, ale szybko zrezygnowałyśmy (;]) więc resztę drogi pojechałyśmy windą. Jak dojechałyśmy na górę miałyśmy długi korytarz przed sobą. Szłyśmy bardzo wolna, bo pisałam sms-a. Ankę bardzo to wkurzało:
-Możesz iść trochę szybciej. – wtedy ja przyśpieszyłam w kroku ale zaraz znów zwolniłam.
- No poczekaj… napisze do końca, ale przecież nie musisz iść ze mną.
- No tak, ale chce Ci coś powiedzieć zanim wejdziemy do pokoju.
- Ok… już wyłączam telefon. – powiedziałam z uśmiechem. Gadałyśmy przez 5 minut i otworzyłyśmy drzwi pokoju. Gdy weszłyśmy zobaczyłyśmy nieznane nam osoby:
- Sorry… pomyliłyśmy pokoje. – odrzekłam po jakimś czasie zakłopotana zamykając drzwi lecz ktoś stał za drzwiami i ciągnął za klamkę.
- No wejdźcie. Zapraszamy Was na pizzę, bo właśnie Gustav zamówił. – zakomunikował Tom.
- No dobra ja nalegacie. – zwróciła się Ania z zachwytem.
- No to poczekamy z 5 minut. O ja was gdzieś już widziałem, jeżeli się nie mylę.
- Nom nie mylisz się, w restauracji jak jedliśmy kolację. – powiedziała Ania
- No i jak Cię zobaczyła to się prawie udusiła. – mówiąc to śmiałam się jak nie wiem ledwo wytrzymałam.
- Bardzo śmieszne. – Anka
- No to może powiemy sobie coś o sobie?? – spytał Bill.
- No dobra… ja jestem Anka…(itd.)
- Ja jestem Sylwia…(itd.)
- Wy nas chyba znacie?? No nie?? – spytał podniecony Tom.
- No nie wiem… żartuje. – ja
- No jak już się trochę znamy no to… – przerwało Billowi pukanie do drzwi.
- Nareszcie… – odrzekł Tom oblizują się.
Widać, że nie jedli przez cały dzień. Zjedli prawie całe pizze sami, ale zresztą to oni zamówili nas tylko zaproszono. Po jakimś czasie musiałyśmy iść do pokoju:
- My będziemy już spadać. – Ania
- Nom naraz… – Bill
- Szkoda tak fajnie się rozmawiało. – wtrącił Tom.
- „Narazie.”! – powtórzył Bill podkreślając słowo.
- Może się jeszcze kiedyś zobaczymy. – powiedział końcu Gustav.
Wogóle ni nie mówił jak byłyśmy u nich.