2009
10.22

opowiadanie #1

Pewnego słonecznego dnia wstałam i dowiedziałam się, że rodzice wygrali wycieczkę na 2 miesiące do Chin dla 4 osób i pieniądze. Zdziwiłam się, bo jak to można jechać na wycieczkę na 2 miesiące :/. Poszłam do mojej najlepszej przyjaciółki (Anny) pochwalić się wiadomościami:
- Wiesz co Ania… mam Ci coś do powiedzenia! – powiedziałam podniesionym głosem.
- O boże, co się stało. – odpowiedziała przerażona z uśmiechem na twarzy.
- Nic takiego tylko moi rodzice jadą na wakacje do Chin dla czterech osób. Tylko jest jeden problem.
- No to fajnie tylko jaki to jest ten problem?? – powiedziała ze skwaszoną miną.
- Ja nie chce jechać. – odrapałam ze spuszczoną głową.
- Przecież akurat dla Twojej rodziny jest ta wycieczka.
- No tak… właśnie moja mama jest zawiedziona na mnie i na Agacie, bo Agata też nie chce jechać i mama chce nas wysłać do Niemiec na wakacje z ciotką.
- No to fajnie! – próbowała z bananem na twarzy pocieszając mnie choć jej to nie wychodziło.
- A zgadnij z kim!!
- No nie mam pojęcia…
- Z ciocią Anią… a ona powiedziała, będzie dla nas opiekuńcza i takie tam. – powiedziałam z rezygnującym głosem.
- No ale do Niemiec! To sama frajda, że do Niemiec przecież tam mieszkają Tokio Hotel!
– wywrzeszczała Anka.
- A no fakt. No to jedziesz ze mną bez żadnej dyskusji!!

***********

No i pojechałyśmy ma te wakacje z
moją najukochańszą ciocią pod słońcem, ale już bez Agaty, bo pojechała do Płocka do innej ciotki. (Ale nią teraz nie będziemy się zajmować :P ) Ja z Anką się bardzo bałyśmy latać samolotem w czasie podróży tylko latałyśmy do kibla.

W Niemczech:
Czekał tam na nas jakiś dziwny facio. Zabrał mnie z Anią a ciocia pojechała na miasto. Wsiadłyśmy do jakiegoś czarnego wozu i ruszyłyśmy. W czasie jazdy tylko komentowałyśmy naszego tymczasowego opiekuna. Podjechałyśmy pod wielki hotel.
- Ależ on wielki! – powiedziała podniesionym głosem Ania.
- Nom…- powiedziałam podniecona
- Dajcie mi bagaż nie będziecie dźwigać. – powiedziała grubym głosem facet.
Spojrzałyśmy na siebie pytającym wzrokiem. Maczo (tak go nazwałyśmy) zaniósł nasze bagaże na samą góre gdzie był nasz pokój. Był on wielki, pięknie wyposażony lecz było dla mnie zastanowieniem dlaczego był 4 sypialnie.
- Anka dlaczego są 4 sypialnie?? – powiedziałam pytającym wzrokiem.
- No tak my mamy po jednej i Twoja ciotka jeszcze, a może jeszcze pojechała po kogoś na miasto?? – odparła nie zachwycająco.
- Dobra mniejsza z tym nich mieszka byle kto ale nie nasz Maczo. – wybuchłam śmiechem.
A on spojrzał się na mnie dziwnym wzrokiem. Przestraszyłam się więc uciekłam do łazienki i tam gadałam z Anią na Temat chłopców z Tokio Hotel.
- Fajowsko by było jakby przyjechali do tego hotelu. – powiedziałam mrużąc oczy.
- Nom… – przytaknęła mi Ania.
- No weź coś powiedz a nie tylko przytakujesz ja się teraz wykąpie i zanurzę w marzeniach.- powiedziałam śmiejąc się wypychając Anie z łazienki.
Po godzinie:
Wróciła moja ciotka. Była sama. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Ciociu co robi ten kierowca jeszcze u nas??
- No przecież on z nami będzie mieszkał. Masz coś przeciwko?? – powiedziała chamsko.
- Nie no oczywiście, że tak. Ja się nieswojo czuje z mężczyzną jeszcze nieznanym w pidżamie. – powiedziałam już z podniesionym głosem.
- Przepraszam Sylwia. Nie chciałam żebyś się złościła powiem mu zaraz żeby poszedł obok nas. Tam jest dla jednej osoby pokój.
- Nie no spoko… niech zostanie z nami może się polubimy, raźniej mu będzie :D .
- No pewnie, że mi będzie raźniej. – wtrącił się Maczo.
- Cześć jestem Sylwia.
- Cześć ja jestem Paweł. – przywitał mnie pocałunkiem w policzek.
- Co, to miało być?? – powiedziałam oburzona.
- Nic. Nie pamiętasz mnie??! Byłem ratownikiem na Twoich koloniach. – powiedział patrząc mi się w oczy.
- Serio…?? To Ty!!! – rzuciłam mu się w ramiona nie wiem dlaczego przecież to tylko ratownik z koloni.
- A mnie się nie przedstawisz?? – powiedziała Anka.
Wszyscy się poznaliśmy i zeszliśmy na kolacje, bo już było późno. Gdy nagle /Anka mnie szturchnęła w rękę. Zobaczyłam…

Komentarze są zamknięte.