10.25
INFO:
Kto chce być informowany o nowej notce proszę napisać w “Księdze Gości” tak będzie mi łatewij poinformować o nowym opowiadaniu
no i opko
:
Rozejrzeli się po naszym pokoju, nie znaleźli nas:
- Gdzie oni są?? – skrzywiła się Agata i usiadła rezygnująco na kanapie.
- Może się zasiedzieli w parku, bo zawsze lubili tam siedzieć. Poczekajmy na nich jeszcze z dwie godziny to przyjdą… – pocieszył ją Georg.
- Nie musisz mnie pocieszać. Wiem, że wróci! – wstała i poszła w kierunku kuchni. – Chce ktoś coś do picia?? – zapytała.
- Ja poproszę… colę. Jeśli macie. – powiedział nieśmiało Bill.
- Ok. Postaram się znaleźć w tym bałaganie. – Agata zaczęła szukać po szafkach. Wkońcu znalazła. Zaniosła do pokoju gdzie wszyscy zasiedli do stołu.
– Może się poznamy bliżej?? – zaproponował Bill.
- Też o tym myślałam… – uśmiechnęła się i usiadła na przeciwko Billa.
Zapoznanie zajęło im bardzo dużo czasu. Siedzieli tak i rozmawiali o sobie z dwie godziny:
- Która godzina?? – zapytał Gustav.
- Jest, 19.30. – odpowiedział Bill wyciągając telefon z kieszeni.
- No to powinni już być! – wkurzyła się Agata, gdy drzwi otworzyły się. Wszyscy mieli nadzieję, że to ja z Tomem, ale to była pani Kasia ze swoim męszczyzną. – Widziała pani gdzieś Sylwię po drodze?? – zaniepokoiła się.
- Tak siedzi z tym dredziażem z Tokio Hotel. – zaśmiała się nie widząc chłopców. – Może cały zespół przyprowadzi. – podniosła zakupy i spojrzała zakłopotana na siedzących przy stole towarki o których tak mówiła.
- Dzień dobry! – powiedzieli chórem.
- Ooo… dzień dobry. – uśmiechnęła się. – Jestem Kasia. – podeszła i podała każdemu rękę. – A to jest Mateusz… – pokazała ręką na przystojnego chłopaka (;))
- Cześć… – podeszli po kolei i przywitali się.
Agata zaprosiła ich do pokoju, a p. Kasia zrobiła kolację. Ja z Tomem siedzieliśmy na schodach przed hotelem i dzwoniliśmy do Anki. Była niezła zabawa, powiedziały, że od nas niedługo przyjadą.
Zbliżała się godzina 20:
- Może my już pójdziemy do domu?? – Tom.
- Nom… bo już się zimno robi.
- No jak Ty tak lekko jesteś ubrana to się nie dziwie. – Tom objął mnie ramieniem i weszliśmy na górę. Otworzyłam drzwi. Wszyscy się na nas patrzyli mieliśmy aż sine usta, od zimna (:PP)
- Gdzie Wy byliście??!
- Przed hotelem… – odpowiedział krótko Tom.
- A co robiliście, że macie takie sine usta?? – zadziwiła się p. Kasia.
- Całowaliśmy się!! – Tom zaczął się śmiać.
- Przestań… Nieprawda! – powiedziałam nawalając go za to co powiedział.
- No przecież wiadomo, że żartowałem!
- No nie wiem. Wy do wszystkiego jesteście zdolni. – powiedział poważnie Bill, wytknęłam mu język.
- Siadajcie do stołu nałożę Wam kolacji. – uśmiechnęła się p. Kasia.
- Już chwileczkę tylko się przebiorę, bo mi zimno jest.
- Dobrze tylko pośpiesz się, bo będzie zimne! – poszłam do łazienki i ubrałam ciepłe dresy i bluzę.
-Boże… jak już późno. – spojrzałam na zegarek i na Toma. – Wy możecie tak sobie chodzić bez ochrony?? I w ogóle nie macie koncertów??
- Nie wiem jak to robimy, ale nie musimy z ochroniarzami chodzić. Kiedyś to nie mogłem się ruszyć z domu. – zaśmiał się.
- No właśnie…
- A teraz się umówiliśmy, że koncerty zaczynamy dopiero w wakacje, bo musimy odpocząć.
- Jak odpocząć. Od tego, co kochacie? W ogóle Was nie rozumiem.
- No lubimy grać, ale kiedyś trzeba odpocząć. Jeszcze szkoła teraz dochodzi, ale i tak się prawie nie uczymy…
- Aha… – gdy już zjedliśmy chłopcy musieli iść do domu. Pożegnaliśmy się i szykowaliśmy do spania. Trochę zamieszania było z pościelą, ale jakoś sobie poradziliśmy. – Proszę panią! Mogę z panią porozmawiać?? – zapytałam podchodząc do p. Kasi.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim??
- Nie mów do mnie pani, bo się czuję za staro. – uśmiechnęła się miło.
- Postaram się…
- A o co chciałaś zapytać??
- No, dlaczego my tu musiałyśmy tu przyjechać?? Bo mama powiedziała Agacie, a mi nie…
- Myślę, że tego jeszcze nie zrozumiesz. – popukała mnie po ramieniu i zaprowadziła do łóżka. Poczułam się jak prawdziwe dziecko, które jeszcze nic nie wie i nie ma pojęciu o życiu, dokładnie jak pięciolatek. Szybko zasnęłam, ale nie mogłam się pogodzić z tym, że tylko ja nie wiem, dlaczego tu jestem!
******************
Obudziłam się ok. 11. Agata już nie spała. Była ubrana i siedziała wpatrując się w okno:
- Co się stało?? – zapytałam przecierając oczy.
- Muszę jechać do Polski.
- Co?!! – wydarłam się. – Nie rób m tego! – w moich oczach pojawiła się łza.
- Muszę…
- Wszyscy mnie okłamujecie. Nie rozumie Was. – skrzywiłam się.
- To jest akurat moja prywatna sprawa…
- Od kiedy siostry mają przed sobą tajemnice??
- Od dziś… Zamiast mnie będziesz miała chłopaków, powiedziałam im żeby się Tobą zaopiekowali no i dziewczyny do Ciebie przylecą na wymianę ze mną. – powiedziała uśmiechając się.
- No przynajmniej będę miała się, komu wypłakać. – położyłam się powrotem i resztę dnia mam już zepsuty…
Po śniadaniu odprowadziłam Agatę na lotnisko i poszłam po chłopców. Mieli bardzo duży hotel, więc znając moje szczęście… zgubiłam się:
- No nie jeszcze tego brakowało! – powiedziałam do siebie.
Postanowiłam zadzwonić do Toma.
*- No cześć! Jesteście w domu??
*- Nom… nudzimy się strasznie! – narzekał Tom wesołym głosem (;))
*- Bo wiesz.. ja jestem teraz u Was w hotelu i się zgubiłam. – Tom zaczął się śmiać. – Przyjdź po mnie pod pokuj 1934. Proszę.
*- Ok… – powiedział nadal się śmiejąc.
*- Bardzo śmieszne! – rozłączyłam się i usiadłam na podłodze. Czekałam na niego ponad 5 minut.
- Trzeba było powiedzieć, że przyjdziesz to bym po Ciebie wyszedł przed hotel… A gdzie masz siostrę?
- Trzeba było…! Pojechała do domu! – powiedziałam wkurzona i wyciągnęłam do niego rękę żeby pomógł mi wstać.
- Co Ty taka zdenerwowana jesteś??
- Nie pytaj…
- Powiedz. – zrobił ładne oczka i uśmiechnął się.
- Nikt mi nic nie mówi, bo uważają, że to nie moje sprawy, albo jestem za mała i tego nie zrozumiem!! – wydarłam się na cały korytarz.
- Dobra spokojnie… – próbował mnie złapać za rękę.
- Nie dotykaj się do mnie!! – zareagowałam bardzo agresywnie i kopnęłam go w nogę.
- Boże, co jest z Tobą?? – zapytał łapiąc się za nogę.
- Sorry… poniosło mnie trochę.
- Trochę?? Musimy coś z tym zrobić. – spojrzałam na niego z wymuszonym uśmiechem, a on mnie objął delikatnie ramieniem. Gdy doszliśmy do pokoju otworzył delikatnie drzwi zobaczyłam tam Billa z jakąś laską. Bardzo się zdziwiłam.
- Kto to jest?? – zapytałam szeptem Toma.
- Koleżanka z klasy Billa… – odpowiedział. – A co??
- No, bo Anka przyjeżdża niedługo. – mówiłam dalej szeptem.
- Anka??! – podniósł głos Tom, a Bill spojrzał na nas szybko i patrzył pytająco, a ja uśmiechnęłam się do niego i poszliśmy do pokoju Toma.
- Gdzie się dziś wybierzemy?? – zapytał Tom patrząc na mnie zabójczym wzrokiem.
- Nie wiem… Ty coś zaproponuj. Może posiedzimy w domu, bo nie chce mi się nigdzie łazić.
- Dobrze. Jak chcesz to posiedzimy w domu… – westchnął.
- A co chciałeś dziś robić??
- Chciałem Cię zabrać na romantyczny spacer po mieście.
- Aha… No to możemy iść. Jak Ci tak bardzo zależy. – wytknęłam mu język.
- Mi bardzo zależy… – wyjął z szafy czapkę i nie za dużą bluzę na siebie.
- Ale fajna bluza. – zaśmiałam się i wstałam z łóżka.
- No, co??
- Nic… idziemy??
- Nom, pewnie! – otworzył mi drzwi i pokazał ręką żebym wyszła, bo stałam i się na niego patrzyłam.
- Gdzie wychodzicie?? – spytał się Bill szykując posiłek dla swojej koleżanki.
- Przejść się… – odpowiedział błyskawicznie Tom.
- Aaahhaa… – przedłużał Bill.
- Niedługo powinniśmy wrócić. – poruszył brwiami Tom.
- Czekam! – pomachał nam i wyszliśmy.
Wsiedliśmy do windy. Tom nacisnął na przycisk, (czyli na sam dół). Staliśmy nieruchomo, nagle ja straciłam równowagę:
- Co się stało??! – złapał mnie Tom.
- Nic… słabo się poczułam.
- Wiesz, co…
- Co??
- Nie nic… – odpowiedział po chwali zastanowienia.
- Spoko. – powiedziałam wkładając ręce do kieszeni i opierając się o ścianę windy. Myślałam o tym, że chciałabym być z Tomem jako para i całować go, kiedy tyko zechcę. Ale czy tego naprawdę chcę (?)
- Nad czym myślisz?? – zapytał, ale ja nie odpowiedziałam. – Ej…! – puknął mnie.
- Co??
- Śpisz??
- Nie tylko się zamyśliłam. Co ta winda tak długo jedzie. – zdenerwowałam się i zaczęłam lekko walić w przyciski.
- Uspokój się to nic nie pomorze! Jeszcze zaszkodzi! – złapał mnie za ręce i powstrzymywał od moich bezmyślnych czynów. – Co Ty dziewczyno wyrabiasz!!??
- Nic… Wkurzona jestem!!
- Widać… – westchnął i winda się otworzyła.
Wyszliśmy z nieszczęsnego pomieszczenia i ruszyliśmy w stronę wielkich drzwi, które się automatycznie otwierały.
- Sylwia! Zaczekaj!
- Co??
- Przeprowadzę Cię przez te drzwi, bo nie zawsze się otwierają.
- Uważasz mnie za wariatkę??
- Nie… tylko możesz sobie coś zrobić.
- To, to samo! – skrzywiłam się i wyszliśmy razem.
Nie wiedzieliśmy gdzie mamy iść, przez ten mój humorek. Szliśmy nie odzywając się i metr od siebie. Chyba nie chciał mnie wkurzać:
- Gdzie idziemy?? – spytałam.
- Nie wiem…
- To może i lepiej.
- Dlaczego??
- Nie wiem… tak jakoś.
- Aha…
- Może pójdziemy do parku?? – zaproponował.
- Ok… – uśmiechnęłam się i poszliśmy w stronę naszego ulubionego parku.
