10.25
Specjalnie na rzecz opowiadania wszyscy mówią po polsku (:))
Zobaczyłam… Georga
. Popatrzyłam na niego chwilkę i odwróciłam się szybko w stronę Anki i poruszyłam brwiami. Ona już wiedziała, o co mi chodzi. Spojrzała w stronę drzwi wejściowy do restauracji, (bo tam ciocia postanowiła zjeść pierwszą kolację) spuściła wzrok i zaczęła się dusić. Nie wiedziałam, co miałam robić.
- Boże ciociu pomóż jej!! – krzyknęłam.
Ciocia się rzuciła na Ankę (przenośnia) i zaczęła ją bohatersko ratować. Naszczęście nic jej się nie stało.
Po kilku minutach:
- Dziękuję pani za… – Anka przerwała to co mówiła, bo nadal widziała Georga ale nie samego tylko z Billem.
- Ohhh… nie ma, za co. – powiedziała podniecona ciocia.
Gdy wracałyśmy z kolacji zobaczyłyśmy zachwycający widok. Stał tam Bill pukający do drzwi:
- Georg, Otwórz. – rzekł szeptem Bill, pukając w drzwi.
Jednak Georg się zawziął i z całej siły ciągnął drzwi od środka, żeby chłopak nie mógł wejść. Bliźniak zerknął na nas i ukradkiem puścił do Ani oczko. Sekundę później drzwi pokoju się otworzyły i Bill wpadł do niego całym swoim ciężarem uderzając o podłogę…
Położyłyśmy się bardzo późno ok. 5. Nie mogłyśmy przez to wszystko zasnąć i uwierzyć, że ich kiedykolwiek spotkamy.
Rano:
Obudziła nas głośna muzyka, którą puszczał nasz opiekun pan Paweł. Było ok. 9. Weszłyśmy do salony i szukałyśmy naszego Maczo:
- Boże gdzie on jest, przecież on się nie mógł nigdzie schować ma taką masę ciała, że to trudno sobie wyobrazić. – przemówiła z cichym głosem Ania.
- Taaa… bez kitu. – zaczęłam się śmiać.
- Buuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyknął wyskakując zza ściany.
- AaaaaAAaaaA…!!!!!! – ja
AaAaAAAaaa…!!!!!! – powtórzyła za mną Anka.
- No ciszej trochę, co??!! – Paweł
- No dobra a Ty sobie za dużo nie pozwalasz?? – odrzekła Ania z kwaśną miną.
- Chcecie śniadanie??
- Co już nie masz co powiedzieć to proponujesz śniadanie (:P)
– powiedziała puszczając oczka do Pawła.
- A jak… Wybieracie się do miasta po śniadaniu, bo jadę coś załatwić w mieście i mogę was zawieść po drodze. Jak chcecie oczywiście?
- No dobra, a o której gdzieś tak będziemy jechać??
- No o 11.
- No dobra. – powiedziałam uśmiechając się do Pawła.
Po śniadaniu (przed wyjazdem na miasto):
- Już gotowe?? – krzyknął z salonu Paweł.
- No już… chwilka! – Ania
- No to ja czekam na dole na Was tylko się streszczajcie!
- Ok. – odpowiedziała Ania (:))
Włożyłyśmy szybko coś seksownego na siebie, (bo nie byłyśmy jeszcze gotowe jak zwykle
) i wyszłyśmy. Szłyśmy przez korytarz wolny krokiem i doszłyśmy do windy, zjechałyśmy na dół i wsiadłyśmy do samochodu. Ja jak zawsze włączyłam radio i Tokio Hotel na fula i dajemy przez miasto!
- Sylwia możesz to przyciszyć??!! – spytał nerwowo Paweł.
- Co??!!
- Pytam się czy możesz to przyciszyć??!!
- No przecież, że mogę trzeba było tak od razu. – powiedziałam z bananem na twarzy i puszczając oczko do Pawła.
Gdy już wysiadłyśmy z samochodu zobaczyłam taką ładną bluzę w sklepie:
- Paweł mam takie jedno pytanie… – odwracając się do niego mówiąc nieśmiało.
- Ile chcesz??
- Skąd wiedziałeś, że mi o to chodzi?? – wytknęłam mu język
- Znam Cię od jakiegoś czasu. Przyjadę po Was ok. 15.
- Spoko, oddam Ci w domu te pieniądze!
Pierwszy sklep, który odwiedziłyśmy był „House” (w tym sklepie widziałam tą bluzę). Kupiłam ją bez wahania. Anka była zazdrosna (:P):
- To jest nies…- Anka
- Aniu nie martw się jeszcze nie jeden sklep przed nami. – wtrąciłam obejmując ją ramieniem.
Dochodziła już 15 a my nadal łaziłyśmy po sklepach. Po jakimś czasie spojrzałam na zegarek była już 15.35.
- Wychodzisz już…??! Jesteśmy już spóźnione 35 minut. – Ja
- No już… chwileczkę! Tylko się ubiorę. – powiedziała trochę wkurzona. Anka
Przy kasie:
Ile płacę?? – Anka
- Poproszę… 269 złotych. – odpowiedziała jąkając się kasjerka.
- Proszę. – Anka podała bez wahania pieniądze i wyszłyśmy ze sklepu.
Gdy już wsiadłyśmy do samochodu widać było, że Paweł długo czeka:
- Długo czekasz?? – ja
- Czekam 35 minut. – mówiąc to ruszył z piskiem samochodu.
- Możesz zwolnić jedziesz z dziećmi.
Spojrzałam na Ankę był naburmuszona (:P) Jechaliśmy bardzo szybko, nie wiem dlaczego czy przez nas ma taki humor czy coś się stało na mieście (:/)
Przed hotelem:
Gdy już dojechaliśmy przed hotel Paweł jak ruszył tak i się zatrzymał.
- Paweł, co Ty wyprawiasz!! – krzyknęłam na smutnego Pawła
- Nie nic tylko chciałem trochę poszaleć. – odpowiedział wymuszonym uśmiechem.
- Dobra pogadamy jak wrócisz, a Ty jedziesz gdzieś jeszcze??
- Nom jeszcze raz na miasto, ale to zajmie mi tylko chwile.
- Spoko… do zobaczenia!
Paweł ruszył jeszcze szybciej niż jak z nami jechał. Weszłyśmy do hotelu i poszłyśmy sobie schodami ścigałyśmy się na górę i jeszcze z tymi zakupami biegłyśmy, ale szybko zrezygnowałyśmy (;]) więc resztę drogi pojechałyśmy windą. Jak dojechałyśmy na górę miałyśmy długi korytarz przed sobą. Szłyśmy bardzo wolna, bo pisałam sms-a. Ankę bardzo to wkurzało:
-Możesz iść trochę szybciej. – wtedy ja przyśpieszyłam w kroku ale zaraz znów zwolniłam.
- No poczekaj… napisze do końca, ale przecież nie musisz iść ze mną.
- No tak, ale chce Ci coś powiedzieć zanim wejdziemy do pokoju.
- Ok… już wyłączam telefon. – powiedziałam z uśmiechem. Gadałyśmy przez 5 minut i otworzyłyśmy drzwi pokoju. Gdy weszłyśmy zobaczyłyśmy nieznane nam osoby:
- Sorry… pomyliłyśmy pokoje. – odrzekłam po jakimś czasie zakłopotana zamykając drzwi lecz ktoś stał za drzwiami i ciągnął za klamkę.
- No wejdźcie. Zapraszamy Was na pizzę, bo właśnie Gustav zamówił. – zakomunikował Tom.
- No dobra ja nalegacie. – zwróciła się Ania z zachwytem.
- No to poczekamy z 5 minut. O ja was gdzieś już widziałem, jeżeli się nie mylę.
- Nom nie mylisz się, w restauracji jak jedliśmy kolację. – powiedziała Ania
- No i jak Cię zobaczyła to się prawie udusiła. – mówiąc to śmiałam się jak nie wiem ledwo wytrzymałam.
- Bardzo śmieszne. – Anka
- No to może powiemy sobie coś o sobie?? – spytał Bill.
- No dobra… ja jestem Anka…(itd.)
- Ja jestem Sylwia…(itd.)
- Wy nas chyba znacie?? No nie?? – spytał podniecony Tom.
- No nie wiem… żartuje. – ja
- No jak już się trochę znamy no to… – przerwało Billowi pukanie do drzwi.
- Nareszcie… – odrzekł Tom oblizują się.
Widać, że nie jedli przez cały dzień. Zjedli prawie całe pizze sami, ale zresztą to oni zamówili nas tylko zaproszono. Po jakimś czasie musiałyśmy iść do pokoju:
- My będziemy już spadać. – Ania
- Nom naraz… – Bill
- Szkoda tak fajnie się rozmawiało. – wtrącił Tom.
- „Narazie.”! – powtórzył Bill podkreślając słowo.
- Może się jeszcze kiedyś zobaczymy. – powiedział końcu Gustav.
Wogóle ni nie mówił jak byłyśmy u nich.
