2009
11.28

opowiadanie #11

Niedługo jadę na wycieczkę, więc dodaję nowe opowiadanko. Jak wrócę to może napiszę opowiadanie, bo nie wiem czy będę chciała jeszcze prowadzić tego bloga, bo spotkałam się z nieprzyjemnościami (ze strony mjej siostry i jej kolegów) A teraz opowiadanie:

Dwa dni później:

Musieliśmy wstać bardzo wcześnie. Nie wiem, po co my tam od początku (tzn. od tego jak nastrajają instrumenty itp.) Było takie zamieszania, że miałyśmy tego dosyć i poszłyśmy za kulisy:
- Ja nadal nie mogę w to uwierzyć… – rzekłam wzdychając.
- O co Ci chodzi?? – Anka spojrzała na mnie dziwnie.
- Nic już. – zamknęłam oczy i myślałam o tym co powie moja mama na to , że tutaj jestem. W tym momencie zadzwonił mój telefon. To była mama:
*- Hallo!! – wydarłam się, bo Gustav ćwiczył na perkusji.
*- Cześć córuś. Gdzie Ty jesteś??
*- Ja jestem… na dyskotece!!!
*- Dzwoniłam do ciocia i mi wszystko powiedziała… – wyjaśniła mama.
*- Aaahhaa… – przedłużałam.
* -Gdzie jesteś??
*- Jestem na hali koncertowej z Tokio Hotel. Przyjechałam tu około 8 rano… Jeszcze coś??
*- Nie… Muszę Ci coś powiedzieć, żeby nie było później rozczarowania.
*- Ale mamo możesz się pośpieszyć, bo nie mam za dużo czasu. Jak coś to do Ciebie zadzwonię jutro.
*- No, bo już minął miesiąc od naszych wyjazdów i chciałabym, żebyś wróciła do Polski. – odwróciłam głowę w stronę Toma i patrzyłam się na niego ze łzą w oczach. – Tam Agata na Ciebie już czeka. – milczałam przez chwilę, nie umiałam na to odpowiedzieć. – Sylwia, jesteś tam??
*- Tak, tak jestem… Dobra to na razie.
*- Papa… – rozłączyłam się i poszłam do chłopców. Omówili nam wszystko. To znaczy nie nam, ale reżyserom, a my podsłuchiwałyśmy (:PP)
Dochodziła godzina 17. Bill zaczął się szykować już godzinę temu:
- My wam tu nie przeszkadzamy?? – zapytała Magda mijającego Toma.
- Nie skąd!! – krzyknął Gustav z Billem z łazienki.
Żeby im nie utrudniać, poszłyśmy zając miejsca przy scenie. Czekałyśmy tam ponad godzinę:
- O której się zaczyna ten koncert?? – Anka.
- Za godzinę… – patrz już idą fanki. Zaczęłam się śmiać, wymalowały się jak nie wiem, co.
Podeszły do nas i zaczęły coś gadać, ale ja ich przynajmniej nie słuchałam. Od razu jak do nas podeszły to odeszłam od nich dziewczyny zostały same (Anka i Magda):
- Gdzie jest Anka?? – zapytała Bill od razu jak weszłam.
- Została z Magdą i gadają z jakimiś fankami…
- Co??!! – wykrzyczał. Spojrzałam na niego krzywo i pobiegł do nich.
- Tom, co się stało to tylko fanki. – ale mnie nie słuchał i poleciał za Billem. – Ja was nie rozumiem… – powiedziałam sama do siebie.
Usłyszałam jak ktoś się kłuci wybiegłam zza kulis i ujrzałam Ankę, która siedziała oparta o drabinkę koło sceny. Zasłaniał ją Bill krzycząc na tamte dziewczyny. Podeszłam do nich, Anka była pobita, leciała jej krew z nosa:
- Boże Anka! Co Ci się stało??
- Nic… – wstała ledwo o własnych siłach i poszła do łazienki.
- A gdzie Magda??
- Poszła gdzieś. Chyba jej tu nie było przez cały czas. – Bill.
Poszłam do Magdy:
- Dlaczego ją zostawiłaś z nimi samą!!!?? – krzyczałam mając łzy w oczach. – A jak by jej się coś stało!!!
- O co Ci chodzi?? – rzekła spokojnie Magda
- To Ty nie wiesz??!!! Gdzie jest Anka?!!
- Poszła do łazienki… – poszłam w stronę łazienki zapukałam do kabiny.
- Anka jesteś tam??
- Jestem…
- Nic Ci nie jest??
- Gdybyś to słyszała, co one na mnie mówiły. – odrzekła zapłakana. Nie odzywałam się przez chwilę. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wkońcu Anka wyszła z kabiny miała rozmazany lekki makijaż:
- Sylwia… – rzuciła mi się na szyje.
- Jak dobrze, że Ci nic nie zrobiły. – i wtedy wszedł Bill do łazienki.
- Co Ty robisz w kobiecej toalecie?? – spytałam z uśmiechem na twarzy. Spojrzał na mnie, zrozumiałam, jego gest i wyszłam z łazienki. Szłam korytarzem wolnym krokiem, nagle usłyszałam za sobą jakieś kroki, przyśpieszyłam w kroku, serce mi zaczęło bić jak młot. Ktoś mnie złapał za rękę, to był Tom:
- Jejku…! Jak mnie wystraszyłeś! Jak myślisz, za co one jej wlały??
- Przepraszam… Nie mam pojęcia. – poszliśmy do pokoju gdzie był wypoczynek. Siedzieli tam Anka i Bill:
- Skąd Wy się tu wzięliście?? – Tom.
- Przyszliśmy… – Anka była uśmiechnięta. To była zasługa Billa (:)).

Zrobiło się tłoczno przed sceną. Chłopcy wyszli na scenę, a my za nimi tylko zeszłyśmy ze sceny. Dziewczyny przed sceną zaczęły się drzeć, gdy tylko ujrzały Billa wychodzącego zza kulis. Bardzo fajnie się bawiłyśmy, ale nigdy nie zapomnę jak Bill wziął taką dziewczynę na scenę. Ale się podjadała, a my miałyśmy z niej polewę (;PP) Bardzo nam się podobał ten koncert, dali czadu jak nie wiem, co!!
My wróciłyśmy do hotelu, chłopcy zostali tam jeszcze do rana, żeby coś załatwić i rozdać autografy (:D)

Rano:

Obudziłyśmy się około 10 rano:
- Gdzie oni są?? – spytałam ocierając oczy.
- Nie wiem… – wymamrotała Anka.
- Może zadzwonimy po nich…??
- Oj daj im spokój. Idź już spać! – rzuciłam we mnie poduszką i się położyłam.
Znowu zasnęłyśmy. Chłopcy wrócili z koncertu:
- Gdzie one są?? – spytał Gustav zamykając za sobą drzwi.
- Śpią na kanapie… – Tom podszedł do mnie i nie pocałował w czoło. – Boże, co to jest!!!?? – wydarł się.
- Co się stało?? – podbiegł do niego Bill i Gustav.
- One chyba miały wczoraj imprezę. – Tom zabrał mi flaszę wina z ręki, a Bill się śmiał. – Nie ma się, z czego śmiać. One nie są za młode?? – skrzywił się Tom.
- To śmiesznie wygląda!!! Zróbmy im zdjęcie. – Bill sięgnął po aparat i zrobił zdjęcie.
Rozeszli się do kuchni i robili sobie śniadanie, Anka w tym czasie się przebudziła:
- Gdzie ja jestem?? – Anka przekręciła się na drugi bok i spadła z łóżka. Bill momentalnie wstał z krzesła i poleciał w jej stronę.
- Nic Ci nie jest??! – podniósł jej głowę i położył na swych kolanach.
- Bill podaj mi ziemniaki… – czarnowłosy zaczął się śmiać. Próbował wstać, lecz Ania mu na to nie pozwoliła, trzymając go w pasie. – Chłopaki pomóżcie mi!!! – krzyczał i Anka się szybko z niego podniosła.
- Gdzie ja jestem, co się stało??
- Powtarzasz to pytanie od godziny… – powiedział Bill.
- Spoko… Sorry nie chciałam. Trochę wczoraj wypiłyśmy. – Anka wstała i drapała się po głowie. Wyglądała jak jakiś niedbaluch, owinięta kocem z kątunami na głowie.
- Dobra, dobra… – Bill poszedł do kuchni i wziął talerz z płatkami. Anka z otwartą buzią patrzył jak odchodzi….
- Wiecie, co mi się śniło?!!? – wrzasnęłam budząc się, Billa noga podskoczyła do góry, a płatki się wylały. – Tom… – dokończyłam podniecona.
- Ja nie wytrzymam dziś cały dzień z Sylwią jak ma kaca… – szepnął do siebie Tom.
- Musisz. – odpowiedział mu z uśmiechem nieproszony Gustav.
- Ha, ha…
Chłopcy posprzątali po naszej imprezie i usiedli wykączeni na kanapie:
- Anka… podaj mi colę!! – krzyczał Bill do Anki siedziała w kuchni. – Co Ty robisz w tej kuchni?? – wstał i poszedł w jej stronę.
- Co mówiłeś??
- Nic, a co Ci się stało, że gotujesz obiad??
- Nie wiem. – rzekła Anka sięgając po przyprawę do szafki. Bill spojrzał na nią krzywo.
- Chyba za dużo wczoraj wypiłyście… – i wyszedł z kuchni.
- Najpierw się śmiejesz, a teraz na nią dziwnie patrzysz… – rzekł Tom, gdy tylko, Bill wszedł do salonu.
- O co Ci chodzi??
- O nic! – Bill usiadł na fotelu i popijał colę, siedzieli w ciszy. Anka gotowała obiad a ja z Magdą siedziałyśmy w sypialni grałyśmy w chińczyka. Magda się znudziła i poszła do salonu. Ja zostałam sama w pokoju:
- Gdzie jest Sylwia?? – spytał Tom Magdę.
- W pokoju siedzi. – Tom wstał i przyszedł do mnie.
- Cześć. – zamknął delikatnie drzwi i położył się koło mnie. Ja się nie odezwałam, byłam zwinięta w małą kulkę. – Nic Ci nie jest?? – zapytał biorąc mój rękę z twarzy.
- Nie, tylko mnie głowa strasznie boli. – odwróciłam się w jego stronę i mnie pocałował. Nie wiedziałam, co robię.
Położył swoją rękę na moim tyłku, położył się na mnie i zdjął bluzkę i w tej chwili wszedł Bill do pokoju. My byliśmy już tylko w bieliźnie:
- Wszedłem w samą porę… – rzekł Bill, po czym podszedł do nas i zabrał Toma ze sobą.
- Co Ty robisz!!! – krzyczał Bill.
- Oj nie przesadzaj.
- To Ty przesadzasz. Jeśli chcesz ją zranić to zastanów się kilka razu. Dobra?!
- Ty mi nie będziesz rozkazywać! I nie wtrącaj się więcej do mojego miłosnego życia!
- Dobrze. Jeżeli lubisz jak ludzie przez Ciebie cierpią to rób tak dalej! – Tom wrócił do mnie, popatrzył się i poleciała mu łza z prawego oka. Podszedł do mnie i ubrał mnie w jakąś koszulkę. Położył się koło mnie i przykrył nas kądrą. Bill zaglądał do nas, co 10 minut wkońcu zasnęliśmy i wtedy miał pewność, że nic się nie stanie.

Po dwóch godzinach:

Obudziłam się cała spocona. Siedzieli nade mną Anka, Tom i Gustav:
- Sylwia?? Słyszysz mnie?? – mówiła do mnie Anka.
- Tak… Strasznie boli mnie głowa. Ale serio mnie głowa boli.– marudziłam powtarzając cały czas to samo.
- Wiem. Tom idź zmocz trochę okład. – podała mu mokry ręcznik i poleciał do łazienki.
- Boże czy my się nigdy nie przekonamy, że ona tylko nie może pić… – Anka usiadła na łóżku i oparła głowę o ręce.
- Nie martw się to jest dla Was nauczka. – pocieszał Gustav Ankę.
- Ale ile było już tych nauczek. Bardzo dużo razy jest tak, że ona choruje po piciu.
- To jest już Wasza ostatnia…
- Zobaczymy. To zależy od niej.
- No tak, to jej wypominaj jak będzie chciała pić. – wszedł Bill z telefonem do pokoju.
- Mama Sylwii dzwoni. Co mam jej powiedzieć??
- Daj ja z nią porozmawiam… – odebrała słuchawkę od Billa i wyszła z pokoju.
Ja leżałam na łóżku i wszyscy się mi przyglądali:
- Może zadzwonimy po lekarza?? – zaproponował Gustav.
- Nom możemy. Ale nie mamy telefonu na razie.
- Jak Anka skończy gadać to zadzwonimy… – Anka wbiegła do pokoju z gazetą w ręku.
- Zobaczcie!! – pokazała nam okładkę gazety, a na niej byliśmy my jak jechaliśmy autobusem.
- To, dlatego Ci wlały… – powiedział Gustav po krótkim namyśle.
- Ale kto nam zrobił nam to zdjęcie…??
- Ja miałam przeczucia, że ktoś nas śledzi. – rzekł Bill.
- Dobra nie zastanawiajmy się, bo to bez sensu ten, kto zrobił to zdjęcie nieźle zarobił, a my nie musimy was teraz ukrywać… – przemówił jednym tchem Tom.
- Mam nadzieję, że to zdjęcie nie wyjdzie w Polsce. – rzekłam ze skrzywioną miną wstając z łóżka.
- Sylwia połóż się! – Tom.
- Nie mów mi, co mam robić. Dobrze się już czuje!
- No nie wiem 10 minut temu miałaś gorączkę.
- Ale ja nie mówię, że nie mam gorączki tylko się dobrze czuje. – wyszłam obrażona z pokoju napić się czegoś do kuchni.
- Kiedy macie następny koncert?? – spytała Anka.
- Chyba jutro…
- Ja myślałam, że inaczej te koncerty macie.
- Jak?? – wtrącił Georg.
- No, że nie siedzicie w hotelu tylko jeździcie gdzieś cały czas.
- No, bo Wy jesteście i nie chcemy żebyście były same, a my was do tego namówiliśmy. – wytłumaczył Bill.
- Spoko. Co dziś robimy??
- Nie wiem możemy się gdzieś przejść.
- A co z Sylwią…?? – Magda.
- Tom z nią zostanie.
- Nie ja nie mam zamiaru się z nią użerać i jeszcze jak się źle czuje, a co najuważniejsze chcę się z nią kłócić.
- Dobra to pójdzie z nami i się nie pytajmy czy się dobrze czuje. No to idziemy do… parku?? – zaproponował Gustav.
- Ja pójdę powiedzieć Sylwii, a wy się szykujcie. – Anka przyszła do mnie poszłam z nimi do tego parku.

!C.D.N!

2009
11.22

opowiadanie #9

Rano:

Obudziłam się dziewczyny jeszcze spały. Leżałam i myślałam nad tym, co się wydarzyło w ostatni miesiąc. Zdawało mi się, że to był sen uszczypnęłam się raz, potem drugi. Nie budziłam się z tego pięknego snu: „To dobrze” – myślałam. Nagle wpadł do pokoju Gustav:
- Wstawać!!!!!!!!! – wydarł się, a ja aż podskoczyłam na łóżku. A Anka i Magda momentalnie się obudziły.
- Co Ty wyprawiasz!! Nudzi Ci się??!! – wywrzeszczała na niego Magda. Gustav spojrzał na nią, przez chwilkę milczał, ale wkońcu wykrztusił to z siebie.
- Chciałem Was obudzić, bo niedługo wyjeżdżamy w trasę… – po czym wyszedł z pokoju. Magda spojrzała na mnie potem na Ankę:
- Kto idzie się pierwszy myć…?? – spytałam zmieniając temat.
- Ja!! – Anka poleciała przepychając się z Magdą to łazienki, a ja patrzyłam na nie i się cieszyłam, że je mam. Wygrała Anka. Magda przyszła po minucie. Po Ance weszła Magda a później ja (:]) Weszłyśmy do salonu chłopcy siedzieli na kanapie i oglądali mecz, a ciocia pichciła coś w kuchni:
- Co wy mecz oglądacie?? – zapytałam wchodząc do salony i każdemu podałam dłoń na powitanie.
- Nie ma nic w telewizji… – mruknął Bill kładąc głowę na ramieniu Georga.
- Bill Ty pedale idź do jakiejś laski, a nie do mnie się przylizujesz… – powiedział Georg patrząc się na Ankę stojącą nad nimi.
- Siadaj. – Bill się posuną i Anka usiadła. Tym razem się oparł o jej ramie.
- Ale ja się nie wyspałem na tej kanapie… – rzekł Tom rozkładając się na mnie
- Biedaczek. – próbowałam zdjąć nogę Toma z mojej nogi (:PP). Tom zamknął oczy i zasnął. Siedzieliśmy z pół godziny w milczeniu, ale Bill musiał przerwać (jak zawsze):
- Idziemy dziś do kina?? Bo dziś wyjeżdżamy i to trzeba jakoś…
- Uczcić. – przerwałam mu. Bill spojrzał na mnie spod oka i rzuciła się na mnie. To było okropne () Chciał mnie zagulgotać na śmierć (;( )
- Dzieci śniadanie!! – krzyknęła ciocia z kuchni. My spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Ciocia wychyliła głowę zza ściany i spojrzała na nas lekceważącym wzrokiem.
- A gdzie Paweł?? – zapytała ciocia podwajając kanapki.
- Śpi. Ja go obudzę. – wstałam z krzesła i poleciałam do Pawła.
- Tylko nie za ostro! – doradziła mi Anka.
- Dobra, dobra…- otworzyłam delikatnie drzwi pokoju Pawła i popatrzyłam się na niego prawie, że się posikałam ze śmiechu. Jego poza była dobijająca. Przestałam się śmiać i podeszłam do niego, usiadłam na wielkim łóżku i zastanawiałam się, co z nim zrobić. Nagle Paweł zarzucił na mnie rękę i nie mogłam się ruszyć:
- Ciociu!! Pomocy!! – krzyczałam zrozpaczona. Przybiegła w mgnieniu oka. Wzięła Pawła rękę i go próbowała go obudzić, ale nie dało rady. Zrezygnowaliśmy z budzenia Pawła i poszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu poszłam się ubrać w strój sędziego do piłki nożnej i wleciałam z piłką pod pachą do pokoju Pawła i zagwizdałam w gwizdek.
- Pobudka!!!!!! – Paweł otworzył oczy, a ja poruszyłam brwiami.
- Tylko nie to… – wymruczał Paweł wstając z łóżka i poszedł się ubrać do łazienki. Gdy on był w łazience ja ustalałam drużyny. Pierwsza: Ciocia Ania, Magda, Bill, Georg i Gustav. Nasza drużyna wyglądał tak: Ja, Anka, Tom i Paweł:
- A śmiesznie wyglądacie w ciuchach! – śmiałam się z Toma i z Billa. Bill wytknął mi język. Szliśmy schodami to znaczy biegliśmy, była to tylko rozgrzewka.
- Ja już nie mogę… – wysapał Bill z Tomem zatrzymując się na środku schodów.
- Co?? To tylko zbieganie ze schodów. Ale Wy macie super kondycje. – Złapałam Toma i Billa za rękę i zbiegliśmy na dół. Wsiedliśmy do czarnego busa:
- Dlaczego Ty nie kierujesz?? – spytałam Pawła.
- No, bo to nie jest mój samochód… – odpowiedział z bananem na twarzy ja odwzajemniałam uśmiech. Dojechaliśmy na boisko. Nie za duże, nie za małe:
- Bill pójdziesz na bramkę, a Ty Tom na atak.
- A gdzie to jest?? – zapytali dyskretnie. Paweł wszystko nam wytłumaczył, zasady przede wszystkim.
- Przegrana drużyna płaci za bilety do kina!! – krzyknęłam wbiegając na boisko.

*************

Po pierwszej połowie Tom i Bill byli wykończeni jak nie wiem, co:
- Może pół godziny przerwy?? – zaproponował Bill popijając wodę.
- Macie 10 minut… – odpowiedział jasno Paweł robiąc kapki (:PP).
Po krótkiej przerwie weszliśmy na boisko. Szłam z Billem nagle Billowi zrobiło się słabo:
- Nic Ci nie jest?? – zapytałam łapiąc go.
- Nie. Możemy grać… – młodszy Kaulitz wstał i podbiegł do Pawła i zabrał mu piłkę. Anka spojrzała na mnie wzruszając ramionami ja do niej podeszłam:
- Może chce się popisać… – wytknęłam jej język.
- Taaa… a jeśli mu się coś stanie. Jutro mają trasę.
- No to chodź udajemy, że już nie możemy to oni też nie będą grać…
- No dobra, ale to za 10 minut. – pobiegłam na bramkę (ba teraz była moja kolej). Mijały minuty wszystko się działo na środku boiska. Nagle była akcja i Ciocia biegła w moją stronę próbowałam obronić, ale ciocia strzeliła za mocno i wystawiłam ręce, ale piłka przeleciał mi przez palce i dostałam w buzię. Przewróciłam się. Paweł podbiegł do mnie i podniósł mi głowę. Leciała mi krew z nosa. Nikt nie wiedział, co się stało. Paweł zaniósł mnie na trybuny i tak się skończył mecz. Gdy już się dobrze poczułam mogliśmy dalej grać, a przez ten czas bliźniacy moli sobie odpocząć (:]). Po drugiej połowie pełnej wrażeń wróciliśmy do hotelu. Wszyscy się wykąpali i ciocia zamówiła coś do jedzenia:
- Boże… ja się mogę założyć, że będę miał zakwasy. – marudził Bill.
- Jak my będziemy grali na koncertach. – dołączył do niego Tom.
- To było pytanie czy twierdzenie?? – spytałam siadając koło Toma.
- Nie wiem… pytanie chyba.
- Ciociu!! Wiesz, że idziemy dziś do kina i Wasza drużyna płaci! – darłam się idąc w kierunku kuchni tam gdzie była ciocia. Podeszłam do barku i oparłam głowę na rękach i patrzyłam jak gada z moją mamą (;PP).
- Chcesz porozmawiać z mamą??
- Nie później porozmawiam… – uśmiechnęłam się do cioci i wyszłam z kuchni.
- Dobrze… / A jak tam w Chinach?? – ciocia ciągnęła rozmowę z mamą, a ja poszłam do salonu. Był tam Paweł leżał na kanapie:
- Gdzie są wszyscy?? – zapytałam.
- Nie wiem… – wymamrotał.
- Spoko. – poszłam do naszego pokoju. – O tu jesteście.
Posiedzieliśmy w pokoju, gadaliśmy, słuchaliśmy muzyki. Ale co najważniejsze się nie nudziliśmy (:PP). Tom wstał chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z pokoju. Tom zabrał mnie do restauracji, był tam nakryty stół dla dwóch osób. Podeszliśmy do stolika i Tom mi wysunął krzesło:
- Dziękuję.
- Co podać?? – zapytał kelner.
- Poprosimy, kurczaka z frytkami i do tego colę. – odpowiedział szybko Tom. Kelner odszedł.
- Tooomm… mógłbyś mówić za siebie. Ja nie lubię kurczaka (:/) – powiedziałam wkurzona.
- Jak nie można lubić kurczaka. – rzekł z niedowierzaniem.
- Oj… nie ważne.
- Mi możesz wszystko powiedzieć.
- Nie lubię się z nim bawić i tyle… – Tom zaczął się śmiać. – Nie ma się, z czego śmiać.
- Jak nie lubisz to mogę Cię nakarmić. – Tom momentalnie przestał się śmiać. Popatrzyłam na niego lekceważąco. – Jeśli nie chcesz to powiedz.
- Jeszcze zobaczymy. – kelner podszedł i podał nam wielki talerz na tacy a obok talerza kilkanaście łyżeczek. Popatrzyłam na nie pytająco. – Do czego są te wszystkie łyżeczki??
- Nie musisz wszystkich używać. Jedz tymi, co Ci pasują. – Tom wziął się do jedzenia. Ja się na niego popatrzyłam, a on na mnie. – Jedz, bo Ci ostygnie.
- Już, ale nie zjem tego kurczaka nie dość, że nie lubię to jeszcze taki wielki…
- Zjedz to, co chcesz.
- Sorry nie chciałam Ci sprawić przykrości. Ty za to zapłacisz wielka sumę a ja Ci takie głupoty gadam.
- Nie szkodzi. – położył swoją rękę na moją i spojrzał na mnie ślicznie. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. – uśmiechnął się do mnie i zabraliśmy się do jedzenia. Gdy już wszystko zjedliśmy zrobiło się ciemno. – Jak ten czas szybko leci.
- No to trzeba z niego korzystać… – Tom wstał i poszedł zapłacić za kolację.
- Idziemy się gdzieś przejść??
- Nom… a nie jest za późno. Przecież Ty masz jutro trasę.
- Pierwszy Koncert jest, blisko więc zdążymy. – wyszliśmy z hotelu, Tom założył kaptur i przykrył mnie swym ciałem, żeby nikt nam nie zrobił zdjęcia.
- Nie mogę oddychać. – zaczęłam się śmiać.
- Przestań, bo się oglądają za nami.
- Oke. – ja nadal się śmiałam, ale po cichu. Szliśmy tak z pięć minut dopóki nie oddaliliśmy się od hotelu. Tam było pełno ludzi pstrykających fotek (:/)
- Gdzie mnie znów prowadzisz?? – zapytałam wychylając głowę spod jego ramion.
Na plażę…
- Nie za daleko??
- Nie. Mam miłe wspomnienia z plaży. – szliśmy wtuleni w siebie, gadaliśmy o czym popadnie. Śmieliśmy się z najgłupszych rzeczy pod słońcem, ale było fajnie. Gdy doszliśmy na plażę spotkaliśmy tam Billa i Ankę:
- Co Wy tu robicie?? – spytałam podchodząc do nich, a od Toma się oderwałam.
- Na spacerek wszyliśmy… – Anka wytknęła mi język.
- A gdzie jest Magda i Georg i Gustav?? – Tom.
- W klubie jakimś są. Dobra my już idziemy, bo mamy coś do załatwienia. – Bill pociągnął Ankę do siebie i poszli brzegiem morza. Ja z Tomem szliśmy jedno za drugim:
- Poczekaj na mnie… – rzekł Tom.
- Co się stało?? – odwróciłam się już siedział na piasku.
- Nie nic…
- Ja widzę, że nic. Zmęczyłeś się?? To możemy trochę odpocząć. – usiadłam koło niego.
- Nie… ale chcę tu trochę posiedzieć. – Tom rozmarzył się i położył się na piasek obserwując gwiazdy. – Chodź tu do mnie… – Tom wstał i przytulił się do mnie.
- Co się stało?? Ty płaczesz. – spojrzałam się na niego. – Dlaczego płaczesz??
- Nie wiem, ale będzie mi Ciebie brakowało. Wiem, że to głupie.
- Mi Ciebie też… – przytuliliśmy się i położyliśmy na piasku. Po krótkim leżeniu poszliśmy do hotelu. Weszliśmy tak cicho, że nikt nie wiedział, że przyszliśmy, ale ciocia się obudziła:
- Gdzie Wy byliście?? – spytała ciocia wchodząc do salonu i drapiąc się po głowie.
- Byliśmy na dole w restauracji.
- Aha… to idźcie już spać, bo późno już jest.
- Dobra. A jest Anka i Magda w domu??
- Nie ma jeszcze. Nie wiem, co mam z Wami zrobić. Macie ze mną za dobrze… – powiedziała ciocia ziewając.
- Nom i to jak dobrze. – Tom pociągnął mnie do siebie.
- Pojedziesz ze mną w trasę?? – zapytał szeptem.
- Chyba nie poważny jesteś… W życiu mi nie pozwoli. – powiedziałam podchodząc do cioci. – Ciociu mam pytanie.
- Mów…
- Ale żeby Ci to udowodnić to nagram na dyktafon. – znalazłam dyktafon i go włączyłam.
- Ciociu mogę jechać z chłopakami na trasę??
- Możesz… – po czym wyszła z kuchni do sypialni. Stałam jak wryta, otworzyłam buzię i tak stałam.
- I co warto było spytać. – Tom podszedł do mnie i zaczął mnie całować, ale ja przerwałam to i zobaczyłam czy to się nagrało. Mieliśmy szczęście, że się nie wyłączył, bo to stary dyktafon (:PP).

!C.N.D!

2009
11.19

opowiadanie #8

A teraz opowiadanie :D :

Pierwsze, co zrobiłyśmy jak weszłyśmy do domu to ubrałyśmy się w piżamę i poszłyśmy spać. Po 5 minutach spałyśmy jak zabite.

Rano:

Obudziły mnie krzyki z łazienki. Szybko w stałam i pobiegłam w stronę WC:
- Co się stało?? – zapytałam zaglądając do łazienki, w tym czasie Anka wybiegła jak szalona z łazienki i schowała się za fotel. Weszłam do łazienki i zobaczyłam wielgachnego pająka, był naprawdę bardzo wielki. Wystraszyłam się i odeszłam o krok do tyłu, za mną stała Magda, więc na nią weszłam (:P):
- Co Ty chcesz zrobić z tym pająkiem?? – zapytałam ponownie Pawła.
- Nie wiem… – odpowiedział łapiąc się za głowę. Ja wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni się czegoś napić. Siedziała tam Anka, właśnie skończyła rozmowę przez telefon:
- Kto dzwonił?? – spytałam nalewając sobie soku.
- Tom.
- Co?!?! – wyplułam picie z powrotem do szklanki. – Chyba sobie ze mnie żartujesz… – powiedziałam z kwaśną miną.
- Jak nie wierzysz to się sama przekonasz, jak przyjedzie. – Anka wyszła z kuchni i ruszyła w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz??
- Co Ty od rana same pytania zadajesz… – pokiwała głową i poszła. Ja stałam z tą szklanką jak wryta.
- Sylwia, co Ci się stało?? – zapytała ciocia przechodząc przez korytarz.
- Nic… – potrząsałam głową i kierowałam się do pokoju. Poszłam do łazienki przyszykować się do kąpania, zupełnie zapomniałam o tym pająku, ale już go chyba tam nie było. Wyszłam po 15 minutach poszłam do pokoju pościelić łóżka. Przez myśli leciał mi tylko jeden film „Jak się całuję z Tomem.” Chowając pościel zauważyłam koło mojego łóżka coś świecącego:
- Co to jest?? – powiedziałam do siebie. – O to Toma komórka, ale skąd się tu wzięła ostatni raz miał ją przy mnie w kuchni… chyba ktoś do niego dzwoni. Odbiorę – myślałam. – ale nie zdążyłam odebrać, bo za długo się zastanawiałam. Wzięłam do ręki telefon i odpuściłam sygnała. Po tym jak puściłam sygnała nikt już nie dzwonił. Skończyłam ścielić łóżka i poszłam do salonu oglądać z Magdą i Pawłem telewizję. Wzięłam pilot leżący na stoliku do ręki i przełączyłam na VIVE leciało Tokio Hotel – Rette mich. Później Paweł mi zabrał pilot i przełączył na mecz (:/). Mecz był nudny, ale tak to lubię oglądać mecze (:PP) Zaczynał się pierwsza połowa meczu, gdy ja zasnęłam. Śnił mi się koszmar, że Tom chce mnie zgwałcić. Zaczęłam się szarpać z Pawłem leciały mi łzy nie mogłam się przebudzić końcu Magda poleciała do kuchni nalała wody do szklanki i mnie oblała. Po paru sekundach obudziłam się:
- Nic Ci nie jest?? – przytuliłam się do Pawła i zaczęłam płakać. – To tylko sen.
Po tym wszystkim napiłam się wody i Paweł zabrał nas na pizzę. Tylko jeszcze Anka nie wróciła z miasta to już na nią nie czekaliśmy:
- Gdzie jest Anka?? – zapyta Magda.
- Nie wiem wyszła gdzieś rano. – odpowiedziałam naciskając guzik od windy.
- Może zaraz wróci, bo jest już 14:00…
Zjechaliśmy na dół, otworzyły się drzwi windy i szła Anka:
- Idziesz z nami na pizzę?? – spytał Paweł.
- Raczej nie, bo jestem zmęczona. I muszę coś zjeść…
- No przecież jedziemy samochodem i na pizzę! Możesz się przebrać, jeśli chcesz, ale idziesz z nami! – wykrzyknęłam.
- Dobra… ale nie musisz się drzeć! – Anka odwróciła się i ruszyła w stronę windy.
- Czekamy na Ciebie w restauracji…!! – Paweł.
Anka nawet się nie odwróciła. Czekaliśmy na nią ponad pół godziny.
Dojechaliśmy do pizzerii (:D) zamówiliśmy dwie i jedną dostaliśmy gratis:
- Ciekawe, kto to zje…? – zaczęłam się śmiać.
- Ja… – Paweł masował się po brzuchu i wziął się za jedzenie. Gdy wszyscy się najedliśmy pojechaliśmy do hotelu. Ciocia czekała jeszcze z obiadem. To było okropne!:
- Cześć. Jak było na mieście?? – zapytała ciocia podając spaghetti. Spojrzałam na ciocię z otwartą buzią.
- Przecież było powiedziane, że my pojechaliśmy na obiad do pizzerii. – ciocia odwrócił się i wyszła z lokalu. – jakoś zjedliśmy ten obiad, ale ja się gryzłam z tym co powiedziałam. Cioci jest na pewno teraz przykro. Od dawna nie jedliśmy obiadu przez nią zrobionego, ani żadnego innego posiłku… Zbliżała się godzina kolacyjna. Ciocia jeszcze nie wróciła:
- Paweł gdzie jest ciocia?? – zapytałam z łzą w oczach.
- Nie wiem, ale na pewno zaraz wróci. – nagle otworzyły się drzwi. Ujrzałam tam ciocię z Tomem:
- Tom…! – podbiegłam do niego i przytuliłam się najmocniej jak mogłam. Wszystko działo się w zwolnionym tempie. Tom nie wiedział, co zrobić ze swoimi rękoma trzymał je wzdłuż swojego ciała.
- A nie mówiłem, że się kiedyś zobaczymy… – szepnął Tom przytulając mnie. Ja się nie odezwałam puściłam Toma i rozejrzałam się dookoła nikogo już nie było. Spojrzałam Tomowi w oczy:
- Kocham Cię… – rzekłam i w tej chwili Tom spojrzał się w stronę drzwi, stał tam Bill z niewinnymi oczkami.
- Sorry… nie chciałem Wam przeszkodzić w tak romantycznej chwili… – Tom spojrzał na mnie:
- Ja Ciebie też. – Bill zaczął klaskać i się śmiać. Nie wiedziałam, co w takiej chwili zrobić, więc go pocałowałam (Toma) Bill tylko patrzył z zazdrością (:PP):
- Nie ma, czego zazdrościć… – rzekłam, do Billa.
- Wiem, wiem. – odpowiedział wytykając język. Wzięłam ich za rękę (Billa i Toma) i poszliśmy do salonu tam ciocia szykowała kolacje. Wszyscy po kolacji poszli się umyć:
- Gdzie chcecie spać?? Nie wiem, po co pytam jak tylko jedno wyjście. Na kanapie… – powiedziała ciocia, a Tom spojrzał się na mnie. – Nie chłopcze raz Wam wystarczy.
- Ale ciociu… – zaczęłam się śmiać z tego co powiedziała ciocia „Raz Wam wystarczy”.
- Nic z tego. Wszyscy chłopcy śpią tutaj, bez żadnej dyskusji!! – wyszła z salonu do pokojówki po pościel.
- Nie patrz tak na mnie… – rzekłam do Toma.
- Ale dlaczego??
- Ale o co Ci chodzi?? – Tom zbliżał się do mnie, a ja oddalałam. Natknęłam się na ścianę nie miałam gdzie uciec. Tom zbliżył się do mnie zaczął całować po szyi:
- Tom przestań! – wyrwałam mu się i poszłam do Anki do pokoju. Byłam bardzo wkurzona na Toma.
- Sylwia, co się stało?? – zapytała Anka ze zmarszczonymi brwiami.
- Nic… Tom się zaczął do mnie dobierać. – usiadłam na łóżku i wszedł Tom.
- Przepraszam to nie tak miało być…
- Nie zbliżaj się do mnie! – Anka i Magda patrzyły na nas z dziwnymi minami, ale my na to nie reagowaliśmy (:PP).
- Przepraszam… – Tom zrobił ładne oczka, a ja złapałam się za głowę. Zbliżyłam się do niego i przytuliłam się (:)).
- Spoko. Ale i tak śpisz w salonie. – zaczęłam się śmiać.
- I co Cię tak śmieszy??
- Będziecie spać piętrowo… – położyłam się na łóżku Anki i zwijałam się ze śmiechu.
- Bardzo śmieszne. – Tom zaczął gilgotać mnie i Ankę. Magda nie był w zasięgu ręki, więc jej nie gilgotał (:PP). Nagle ciocia weszła do pokoju:
- Co tu się dzieje?? – wszyscy zrobili poważną minę, że niby nic się nie dzieje, a jeszcze się śmiałam.
- Nic… – rzekła Anka po kilku sekundach.
- Tom wyjdź stąd. Pościeliłam już Wam łóżka.
- Dobrze. Już idę. – Tom wyszedł z pokoju, a ja nadal się śmiałam.
- Sylwia… dobrze się czujesz?? – spytała ciocia.
- Tak… – przestałam się śmiać. Trzymałam się za brzuch, bo mnie bardzo bolał po tym śmianiu. Poszłam się umyć i wróciłam do dziewczyn. Położyłam się spać. Zauważyłam telefon Toma, którego już kiedyś znalazłam. Wzięła go do ręki i poszłam do salonu. Szłam na paluszkach, ale w jednym miejscu podłoga skrzypiała, na szczęście ciocia nie słyszała, ale Gustav musiał usłyszeć:
- Kto idzie?? – zapytał grubym głosem.
- To ja. Cicho bądź! – powiedziałam nie za bardzo cicho.
- Dobra, dobra… – i schował się pod kołdrę.
- Śpi już Tom?? – Gustav spojrzał na Toma, jeszcze nie spał.
- Śpi…
Podeszłam do Gustava i chciałam mu podać telefon i ktoś mnie złapał za lewą nogę. Przewróciłam się na podłogę. Trzymałam telefon w ręku, ale przed upadkiem. Leżał naprzeciw mnie rozwalony na części:
- Uupssss… – szepnął Tom wstając mi z pomocą. Ja ledwo wstałam. – Coś Ci się stało?
- Boli mnie ręka… – pokazałam rękę Tom posadził mnie na fotelu.
- Chyba ją zwichnęłaś… A po co tu przyszłaś??
- Przyniosłam Ci telefon. Zostawiłeś go jak byliście u Na… Aaaaałłł…ł!!! Jak byliście u Nas w nocy przed wyjazdem.
- Aha… Boli??
- Jeszcze pytasz. Przecież, że tak.
- Macie tu bandaż??
- Gdzieś tam jest… – Tom poszedł do kuchni. Przyniósł bandaż i owinął mi rękę.
- A gdzie jest telefon??
- Tam… – wskazałam na jedną z części komórki.
- Ale to nie mój telefon to jest Bila telefon… Gdzie go znalazłaś??
- Pod moim łóżkiem. – spojrzeliśmy się pytającym wzrokiem na Billa.
- No, co… – Bill wstał po telefon i go złożył. My nadal patrzyliśmy na Billa pytającym wzrokiem. Tom położył się już spać.

- Skąd on się tam wziął?? – zapytałam szeptem Billa kładąc się koło niego.
- Ale bez skojarzeń…
- Spoko… odpowiadaj jak było z Anką?? – Bill się spojrzał na mnie wielkimi oczyma. – Ja nic nie mówiłam.
- No, bo jak poszłaś z Tomem na balkon to ja poszedłem z Anką do sypialni. Muszę Ci wszystko mówić??
- Nom… – szeroko się uśmiechnęłam
- No i Anka usiadła na Twoim łóżku ja nie wiedziałem, że to Twoje i zacząłem ją całować…
- Ale ona chciała?? – przerwałam mu.
- Nie przerywaj mi… No położyłem rękę na jej tali i się położyła na mnie…To było nie kontrolowane.
- On nigdy by tego nie zrobiła…
- Ale możesz mnie posłuchać do końca. – spytał wkurzony Bill. – Ciesz się, że Ci w ogóle to opowiadam.
- Dobra już nie będę…
- No i jak się położyła na mnie to Gustav zaczął nas wołać i szedł w naszą stronę, więc Anka szybko wstała i przeprosiła mnie za to, co zrobiła. Nie dała mi dojść do słowa i do pokoju wszedł Gustav powiedział, że musimy już iść i wtedy wszedłem do was na balkon…
- A co z tym telefonem??
- No wypad mi z kieszeni pewnie. – Bill spojrzał w stronę korytarzu i zobaczył stojącego Pawła opierającego się o ścianę. Bill pukną mnie pod kołdrą w bolącą rękę, żebym się odwróciła:
- Co ty tu robisz?? – zapytał Paweł pukając nogą o podłogę.
- Ja… ja… – jąkałam się.
- Ona przyszła, bo spadłą z łóżka i rękę zwichnęła no i jej pomogłem zawinąć bandażem. – dokończył Bill.
- A jak się znalazła w Twoim łóżku?? Sylwia idź już spać. – wyszłam spod kołdry i puściłam do Billa oczko.
- Dobranoc… – powiedziałam chamsko do Pawła.
- Dobranoc. Ja tu będę pilnował. Lepiej siedź w pokoju. – zamknęłam drzwi od pokoju i położyłam się spać. Nie mogłam zasnąć przez bolącą rękę, ale jakoś mi się udało (;)).

W nocy:

Obudziła mnie Anka szarpiąc mnie za ramię:
- Anka!! Przestań… – otworzyłam jedno oko ujrzałam Ankę z Magdą stojące nade mną.
- Chodź coś Ci pokaże.
Już… Ale…
- Zobaczysz. – przerwała mi Magda.
- Tom, Tom… – te imię gadałam do póki nie doszłyśmy na miejsce.
- Już jesteśmy. – Anka spojrzała się na mnie i zaczęła się śmiać. – Sylwia obudź się! – Anka po raz drugi szarpała mnie za ramię. Gdy otworzyłam oczy nie mogła uwierzyć własnym oczom:
- On lunatykuje… – wybuchłam śmiechem i Paweł się obudził. Szybko pobiegłyśmy do pokoi i udawałyśmy, że śpimy. Paweł wszedł do pokoju i zapali światło. Ja się schowałam pod kołdrę, bo się śmiałam, a dziewczynom się udało uniknąć śmiechu. Paweł wyszedł i się położył spać u siebie w sypialni.

2009
11.16

opowiadanie #7

Tom bez słowa po paru sekundach otrzeźwiał i poszedł na śniadanie do jadalni. Usiadłam koło Anki, a Tom naprzeciw mnie. Cały czas się na mnie patrzył.
Po śniadaniu ciocia i Paweł wyszli na miasto, na zakupy. Zostaliśmy sami. Ja z Tomem siedzieliśmy w kuchni przy stole, a Anka z Magdą w salonie:
- Może zadzwonisz do Billa… – zaproponowałam popijając wodą.
- On wiem gdzie jestem…
- Aha… – wyszłam z kuchni do naszego pokoju. Usiadłam na łóżku i założyłam słuchawki od discmena i włączyłam na fula.
Tom poszedł do Anki, a Magda w tym czasie popędziła do łazienki. Zwolniło się miejsce koło Anki, więc Tom usiadł koło niej i oglądali telewizje. Po jakimś czasie przyjechał menadżer i zabrał Toma. Nawet się ze mną nie pożegnał. Ja siedziałam w pokoju tak do wieczora. Nikt do mnie nie mógł wejść, bo się zamknęłam na klucz, gdy Tom odjechał. Jak dziewczyny chciały iść spać to im otworzyłam, ale po dłuższym czasie (:P).

Następnego dnia:

Obudziłam się dziewczyny jeszcze spały. Leżałam nie odzywając się. Anka po 10 minutach obudziła się i przyszła do mnie do łóżka (bez skojarzeń :) ):
- Sylwia nie przejmuj się tym… – rzekła Anka wycierając łzę, która spływała mi po policzku.
- Ale ja już dłużej nie wytrzymam… nie mogłam uwierzyć, że go wogóle go spotkałam. Teraz się przekonałam, że szczęście nie trwa długo, musimy z niego korzystać póki trwa. – rzuciłam się Ance w ramiona.
- Nie płacz. Idziesz z nami na dyskotekę do klubu gdzieś tam :P P.
- Idziemy dziś?? – od razu gdy to usłyszałam uśmiechnęłam się. – A o której??
- Ok 21:00…
- Chyba sobie żartujesz… ciocia nam nie pozwoli. – rzekłam z rezygnacją.
- Ja wszystko załatwię…
- Oke… tylko zostaw mnie samą do śniadania.
- Ale pod jednym warunkiem… że nie będziesz płakać. – Anka zaczęła się śmiać.
- No dobra…
Anka wyszła z pokoju. Magda jeszcze spała, więc nie byłam jeszcze sama. Po 20 minutach ciocia zawołała na śniadanie. Magda nie obudziła się, chciałam ją obudzić! Postanowiłam rzucić się na nią. Gdy już na niej leżałam wydarła się, że wszyscy przylecieli popatrzyli po sobie i zrobiliśmy kanapkę:
- Ja chce być ketchup!!! JA!! – krzyczałam.
Ciocia tylko na nas patrzyła się z nas śmiała a szczególnie z Pawła. A Magda ledwo wstała z tego łóżka jak już wszyscy z niej zeszli.

Po śniadaniu:

Idziemy na plażę?? – zapytał Paweł.
- Jasne… – odpowiedziała Anka tańcząc salse później do niej dołączyłam i tańcząc poszłyśmy się przebrać w kostium. Gdy byłyśmy gotowi wyszliśmy z hotelu i ruszyliśmy w stronę plaży. Szliśmy przez las, były wielkie górki. Ja, Anka i Magda dałyśmy wszystkie doboły Pawłowi, a my ścigałyśmy się na górę:
- Pierwsza!! – krzyknęła zasapana Anka i odwróciła się za siebie. Zobaczyła tam piękną plażę. – Jaki piękny widok. – spojrzała na nas i zaczęła się śmiać, bo byliśmy dosyć daleko:
- A Ty, z czego się śmiejesz. Zamiast nam pomóc to się śmiejesz. – po tych słowach Anka zbiegła do nas i zabrała kilka rzeczy od Pawła. Doszliśmy na plażę. Było sporo ludzi, a piasek gorący. Rozłożyliśmy się daleko od wody. Gdy się rozłożyliśmy ja z Anką pobiegłyśmy do wody sypiąc wszystkich po kolei piaskiem. Gdy biegłyśmy Anka zahaczyła nogą o jakiś koszyk. Na szczęście nie wpadła na nikogo, ale musieliśmy oddawać kasę za koszyk, bo się trochę zepsuł (:P). Biegłyśmy przez plażę nie zatrzymując się, ale gdy zamoczyłyśmy stopę w wodzie od razu wróciłyśmy w stronę kocu. Gdy już dotarłyśmy Paweł się z nas śmiał, że taka ciepła woda, a my wybiegłyśmy z niej jak głupie. Przez następne 2 godziny opalałyśmy się. Zbliżała się godzina obiadowa i wszyscy się rozeszli. Paweł strasznie się nudził, więc postanowił wrzucić nas do wody. Ja poszłam w tym czasie po lody, a Anka i Magda leżały wygrzane na kocu:
- Zagracie w siatkę?? zapytał podrzucając piłkę, rzucając okulary na piasek.
- Jasne… – odpowiedziały chórem. Poszli zrobili małe kółeczko i zagrali. Po kilku odbiciach Paweł wziął dziewczyny na ramie i wrzucił do wody. Ja w tym czasie wracałam ze sklepu, gdy to widziałam aż ścisnęłam lody w rękach:
- A Ty, co się tak patrzysz…?? – Paweł zaczął mnie gonić po plaży aż końcu mnie dorwał i ja też wylądowałam w wodzie (:P).
- A gdzie są lody…?? – zapytała Anka.
- Tam… – wskazałam jej palcem na zgniecione lody leżące na piasku. Zaczęła się ze mnie śmiać. Po długiej kąpieli Paweł zawołał, bo zbliżała się godzina 17:00. Wychodziłyśmy już z wody i zobaczyłyśmy ciocię schodzącą po schodach na plażę. Była bardzo wkurzona:
- Ja się chowam do wody do póki jej nie przejdzie… – rzekłam zanurzają się w wodzie.
Ciocia powoli zbliżała się do Pawła. Rozmawiali bardzo długo. Miałyśmy już sine usta od siedzenia w wodzie:
- Dziewczynki!! Wychodźcie już!! Na kolacje idziemy!! – krzyczała ciocia.
- Już idziemy… – odpowiedziałyśmy drżącym głosem.
Wyszłyśmy z wody. Ogrzałyśmy się w ręcznikach, a Paweł drapał się po głowie:
- Szykujcie się. Ruszamy brzegiem morza. – powiedziała ciocia.
- Przecież musimy iść na kolację. – ja.
- Zjemy w restauracji.
- Oke… – rzekłam zakładając buty.
Byliśmy już gotowi, gdy Pawłowi się przypomniało, że miał okulary:
- Gdzie są moje okulary?? – zapytał zakłopotany.
- Nie wiem pewnie gdzieś w morzu leżą… – odpowiedziałam śmiejąc się.
- Nie ma się, z czego śmiać. To były moje ulubione…
- Nie przejmuj się kupimy nowe. – Magda podeszła do niego i pogłaskała po plecach. Doszliśmy do jakiś namiotów. W nich zjedliśmy kolacje w bardzo miłej atmosferze (:)).

- Wracamy już. Późno się robi i dziewczyny nie zdążą na dyskotekę. – zwrócił się Paweł do cioci.
Wracaliśmy taksówką. Gdy dojechaliśmy do hotelu zrobiło się tłoczno. Paweł od razu poleciał się dowiedzieć, co się dzieje. My poszłyśmy na górę do naszego pokoju. Paweł wrócił i poszedł rozmawiać z ciocią:
- Co się stało na dole?? – zapytałam wchodząc do kuchni.
- Jakąś dyskotekę robią… mam nadzieję, że wy się tam nie wybieracie. Jak zobaczyłem uczestników tej dyskoteki to… się przeraziłem.
- A jacy?? – zapytałam nalewają sobie soku do szklanki.
- Rocowce… – Paweł zrobił kwaśną minę.
- Aha…
- A Wy gdzie idziecie na dyskotekę?? – wtrąciła ciocia.
- Nie wiem Anka coś mówiła, ale nie wiem. Jej się zapytaj. – wyszłam z kuchni.
Anka rozmawiała z ciocią i wróciła do pokoju:
- Możesz się już szykować, bo nie zdążymy.
- Jak przekonałaś ciotkę??
- Ma się te sposoby… – Anka weszła do łazienki siedziała tam z godzinę może nawet i więcej. Ubrała się w dżinsową spódniczkę (nie za krótką) i białą bluzkę zawiązywaną na szyi:
- Łał… Super wyglądasz.
- Dzięki… Idź się szykuj, bo nie zdążymy.
- No jasne… Ty się szykowałaś godzinę, a ja mam być gotowa w pięć minut?!? – powiedziałam zamykając drzwi od łazienki.

Wyszłam po pół godzinie:

- Co tak szybko??
- Nie jestem taka jak Ty, że nakładam pięć centymetrów makijażu. – Anka popatrzyła spod oka i uśmiechnęła się.
- Masz tu rozmazane. – wytknęła mi język.
- Dzięki. A Magda idzie??
- Chyba tak… – Magda w tym czasie weszła wystrojona do pokoju i zaprezentowała się. Była ubrana w moniówkę (białą) i bluzkę na ramionka koloru błękitnego.
- UUuUuUuU!! Ale żeś się wystroiła… – Anka.
-Heh.. Ty też nieźle wyglądasz…
- Ale ja nie powiedziała, że dobrze wyglądasz. – Anka zaczęła się śmiać, a Magda popatrzyła na mnie.
- Co Ty masz na sobie. I Ty myślisz, że w tym pójdziesz?? Nie ma mowy. – byłam ubrana w zwykłe spodnie i bluzkę. Magda wyciągnęła jakieś super obcisłe rybaczki:
- Nie myśl, że to włożę…
- No to nie wiem, w co Cię ubrać…
- Mogę iść w tym, co mam na sobie.
- Chyba żartujesz! – Anka wyciągnęła bluzkę na krótki rękaw (białą z granatowymi, grubymi paskami) i spódniczkę z tiulem podszywana (biała).
- W to mogę się ubrać… – chwyciłam za wieszaki i poszłam się przebrać.
Gdy wyszłam zeszłyśmy na dół i pojechałyśmy autobusem na dyskotekę. Było sporawo ludzi, ale jakoś się dostałyśmy. Wnętrze było bardzo ładnie ozdobione, zamówiłyśmy wodę z lodem i usiadłyśmy przy stoliku na balkonie. Oglądałyśmy, jak kto tańczy, żeby zapoznać się z tutejszymi ruchami. Zupełnie inaczej się ruszali niż w Polsce. Jak my weszłyśmy na parkiet wszyscy się za nami oglądali. Po pierwszej piosence podeszli do nas chłopcy:
- Cześć dziewczyny. – okrążyli nas mierzyli oczami od góry do dołu.
- Jesteście z polski?? – zapytała Anka
- Nie, ale bardzo dobrze znamy polski. W szkole się uczymy. – powiedział podniecony nieznajomy.
- Aha… – Anka złapała nas za ręce i poszłyśmy do naszego stolika.
- Nie bójcie się nas. – poszli za nami i zamówili tekile dla wszystkich, ale my nawet jej nie tknęłyśmy.
- My się was nie boimy… – rzekłam po dłuższym czasie.
- Jak macie na imię?? – zapytała Magda.
- Ja mam na imię Jack – odpowiedział pierwszy.
- A ja John…
- A ja Nick. A Wy jak mace na imię??
- Anka.
- Sylwia.
- Magda. – każda podała rękę.
- Zatańczysz?? – zapytał mnie Jack (jeden z najładniejszych :P )
- Pewnie… – odpowiedziałam szybko i złapał mnie za rękę, lecz ja się wyrwałam.
Tańczyliśmy przy szybkiej piosence Anka zerkała do nas czy nic się nie dzieje. Wróciliśmy po trzech piosenkach:
- Fajnie razem wyglądacie… – rozmarzył się John. Ja spojrzałam na niego krzywo i wzruszył ramionami.
- Dziewczyny idziemy już?? – zapytałam.
- Nom… bo jest już dosyć późno. – przytaknęła Anka wstając powoli z krzesła.
- Nie idźcie jeszcze…
- Ale… – jąkała się Magda
- My nie możemy dłużej zostać. – dokończyłam
- Co mamusia nie pozwoliła późno wracać. – zaczęli się śmiać.
- Wiecie, co… bardzo żałuje, że was tu poznałam. – powiedziałam z poważną miną i wyszłyśmy z klubu.

- O której mamy autobus?? – Anka.
- Nie wiem trzeba sprawdzić… – podeszłam do tabliczki przejechałam palcem. – najwcześniej jest za pół godziny. – dokończyłam.
- No to zamówmy taksówkę, albo po Pawła trzeba zadzwonić.
- Dobra dzwonimy po Pawła. – wytknęłam język i sięgnęłam po telefon.

Paweł miał przyjechać za 10 minut, ale czekałyśmy na niego ponad 20 minut:
- Sorry za spóźnienie… Nie mogłem znaleźć kluczyków od samochodu.
- Spoko… – powiedziałam włączając radio.
- Proszę Cię tylko nie Tokio Hotel…
- Dlaczego?? – zapytałam (;/)
- Bo ich nie lubię. – Paweł znów ruszył z piskiem.
- To czas najwyższy polubić. – nacisnęłam przycisk play i podgłosiłam jak najgłośniej się dało, ale długo nie pograło to radio, bo Paweł zabrał kasetę:
- Co Ty robisz!!!? – ja.
- Włącz coś normalnego, a nie jakieś…
- Nie dokańczaj! – odwróciłam się w stronę okna i patrzyłam na mijające budynki. Jechaliśmy w kąpletnej ciszy.

2009
11.13

opowiadanie #6

Rano:
Obudziłyśmy się ok. 12. Zjadłyśmy śniadanie i chciałyśmy zajrzeć do chłopców z TH. Stałyśmy przed drzwiami i Anka się odważyła zapukać:
(puk, puk…):
- Wejść… – rozległ się z pokoju żeński głos.
Popatrzyłyśmy na siebie i pociągnęłyśmy za klamkę. Zobaczyłyśmy pokojówkę:
- Gdzie są chłopcy?? – zapytałam.
- Słucham…?? – pokojówka.
- Gdzie są mieszkańcy tego pokoju… – spytałam ponownie z uśmiechem.
- Aaaaa… wyjechali na Koncert do Hamburga godzinę temu i się przenieśli do innego hotelu. – wyjaśniła pokojówka.
Spojrzałam na nią ze smutną miną i wybiegłam z pokoju:
- Sylwia!! /Przepraszamy my już pójdziemy… – usprawiedliwiła się Magda i wybiegły za mną.
- Nie szkodzi… – pokojówka – Ach… ta dzisiejsza młodzież.

Na korytarzu:

- Sylwia, co Ci się stało?? – Anka podeszła do mnie.
- Nic… – podniosłam głowę i wstałam łapiąc Ankę i Magdę w pasie i poszłyśmy do lokalu.
Weszłyśmy w ciszy do swojego pokoju każda usiadła na swoim łóżku (ciocia zamówiła jedna dla Magdy :P ). Siedziałyśmy w ciszy do obiadu… przy stole jak zwykle było zabawnie, ale ja nie miałam humoru, więc nie było tak jak zawsze.
- Sylwia, co się stało?? Nic nawet nie tknęłaś.– ciocia położyła rękę na moją.
- Nic… – podniosłam się z krzesła i wszyłam z kuchni.
- Anka. Co się jej stało?? – ciocia.
- Nie wiem… – Anka spojrzała w talerz i dokończyła jedzenie.
Gdy wszyscy skończyli jeść rozeszli się do swoich pokoi.

W naszym pokoju:

Po długim milczeniu wyszłam na dwór trzaskając drzwiami. Nikt za mną nie wyszedł, bo wiedzieli, że muszę się gdzieś wyżyć. Pojechałam windą na dół. Wyszłam z hotelu zaczęło padać, biegłam po ulicy. Wszyscy się za mną oglądali, a ja biegłam dalej. Poszłam do parku, usiadłam na ławce i czekałam nie wiem, na co. Nagle zobaczyłam postać w oddali. Bardzo słabo widziałam, bo padał gęsty deszcz. Gdy był coraz bliżej zamknęłam oczy i się nie odzywałam:
- Co Ty tu robisz o tej porze?? – odezwał się nieznajomy ja nadal nie otworzyłam oczu. – coś Cię stało. Po woli otwierałam jedno oko ujrzałam… Toma.
- Co Ty tu robisz?? – zapytałam wstawiając gwałtowanie z ławki.
- Przyszedłem do Ciebie…
- Co?!?!
- Anka do mnie zadzwoniła i powiedziała mi wszystko…
- Skąd miała Twój numer.
- Ma się te sposoby. – Tom puścił mi oczko.
- No, ale, po co tu przyjechałeś?!?
- Do Ciebie… już Ci mówiłem.
- Ale tak konkretnie?? I przecież Ty masz Koncert, dlaczego tam nie jesteś??
-No konkretnie to… do Ciebie. A konert odwołany, bo pada niezły deszcz.
- Nie wierze… – z niedowierzeniem usiadłam na ławce.
- Chodź gdzieś, bo zmokniemy… – Tom wziął mnie pod pachę i ruszyliśmy w stornę hotelu.
- Jak byś nie zauważył to już zmoknęliśmy. – zaczęłam się śmiać.
- Bardzo śmieszne… – Tom zatrzymał się i spuścił głowę.
- Co się stało. – zapytałam podnosząc mu głowę do góry i zaczął mnie całować ja się wyrywałam, ale po chwili się uspokoiłam i odwzajemniałam pocałunek.
- Nic mi się nie stało, właśnie tego potrzebowałem… – powiedział z uśmiechem.
- Heh… – wzięłam go za rękę i szliśmy dalej.

Przed hotelem:

. Nagle deszcz przestał padać:
- Ooo… Przestało padać… – rzekłam patrząc się w niebo
-Nom… ale Ty jesteś mokra. – Tom zaczął się śmiać.
- Z czego się śmiejesz Ty nie jesteś wcale suchszy ode mnie.
- Gdzie teraz idziemy??
- Do hotelu. Przecież nie będziemy chodzić w mokrych ciuchach i jeszcze jak ktoś nas zobaczy to będzie źle. – weszłam do hotelu i Tom popędził za mną.
Gdy weszliśmy do hotelu było bardzo pusto, nie było żywej duszy:
- Gdzie są wszyscy??
- Jak nie zauważyłaś to jest 3 w nocy…
- No to, co…
- Idziemy schodami czy windą?? – zapytał Tom.
- Windą, bo mnie nogi bolą. – wytknęłam mu język.
Poszliśmy w stronę windy Tom nacisnął guzik, żeby winda zjechała na dół. Gdy otworzyły się drzwi ujrzałam lekarzy którzy wiżli jakąś kobietę na noszach:
- Boże, kto to jest??!
- Nie wiem… to jakaś starsza pani. – ja wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać – co się stało?? – zapytał zaskoczony Tom.
- Nic… myślałam, że to moja ciocia…
- Już spokojnie… – Tom głaskał mnie po głowie.
Nikt na nas nie zwrócił uwagi, a staliśmy prawie, że na środku ich drogi. Wjechaliśmy na górę staliśmy przed moimi drzwiami:
- Gdzie będziesz nocował??
- Nie wiem, pewnie zadzwonię po menadżera i po mnie przyjedzie za jakieś 3 godziny.
- Za ile…?? Chodź do mnie. Dziś śpisz u mnie rano zadzwonisz po menadżera.
- Nie no nie będę Ci sprawiał kłopotu.
- Proszę… – zrobiłam maślane oczka i wszedł do środka.
Wszyscy spali. Gdy weszłam do sypialni nikogo nie było:
- Gdzie one są…??
- Skąd ja mam wiedzieć… – odpowiedział Tom. Ja wyszłam z pokoju i poszłam w kierunku kuchni przez salon, a w salonie spały dziewczyny. Zatrzymałam się na chwilkę i zastanawiałam się, dlaczego one tu śpią. Wróciłam do sypialni Tom siedział na łóżku:
- Idź się pierwszy umyj. – wskazałam mu palcem łazienkę.
- Wolałbym z Tobą. – Tom puścił mi oczko.
- Chyba śnisz… – wygoniłam go do łazienki, a ja w tym czasie pościeliłam łóżko.

Po 20 minutach:

- Sylwia…! Chyba mamy problem. – krzyknął Tom z łazienki.
- Jaki??
- Nie mam się w co ubrać.
- Jeszcze tego brakowało. – szepnęłam.
- Coś mówiłaś. I daj mi coś od spania!!
- Zaraz! – odpowiedziałam wkurzona.
Poszłam do Pawła pokoju i pożyczyłam jakąś bluzkę. Doszłam do drzwi łazienki:
- Długo będę czekać??
- Już Ci daje otwórz drzwi… – Tom uchylił drzwi i podałam mu piżamę.
- Dzięki, byś nie miała ze mną problemu gdybym zadzwonił po menadżera i…
- Ubieraj się bo ja też chcę się umyć… – poszłam w stronę pokoju i uszykowałam sobie wszystko do mycia. Tom właśnie wrócił z łazienki, a ja siedziałam patrząc się w podłogę:
- I jak?? Ładny mam szlafrok??– zaprezentował się przede mną, a ja wybuchłam śmiechem.
- O Ty… on jest mój! – ja zaczęłam go gonić, ale w pewnym momencie gdy biegliśmy przez salon nadepnęłam mu na sznurek od szlafroku. Tom niefortunnie upadł na ziemie, a ja na niego:
- Ał!! – wymamrotał Tom po upadku.
- Nic Ci nie jest?? – zapytałam wstając z niego.
- Jeszcze pytasz Ty miałaś miękkie lądowanie, a ja… – Tom wstał trzymając się za plecy poszedł w stonę taboretu w kuchni.
- Boże sorry…. Ja nie chciałam. – zaczęłam się z niego śmiać.
- Bardzo śmieszne.
- Żebyś wiedział. – przestałam się śmiać i usiadłam na fotelu patrząc się za okno.
Tom wstał i poszedł do mojej sypialni. Ja poszłam za nim po piżamę i poszłam się myć. Wróciłam Tom już spał, ale nie było w planach, że ze mną na łóżku. Nie zwlekając położyłam się koło niego. Był odwrócony w moją stronę. Patrzyłam się na niego dopóki nie zasnęłam, a zasnęłam ok. 6 rano. Obudziłam się po dwóch godzinach, bo Tom się strasznie wiercił:
- Tom… przestań się wiercić. – rzekłam zaspanym głosem.
- Co?? – zapytał.
- Długo już nie śpisz??
- Z dwie godziny…
- Serio… to ja dwie godziny temu zasnęłam.
- Minęliśmy się… – Tom mnie pocałował i wszedł Paweł.
- Przepraszam… – powiedział Paweł zamykając drzwi.
- Nie szkodzi. – ja i Tom zaczęliśmy się brechtać.
- No to na czym skończyliśmy…
- Pora już wstawać. – usiadłam gwałtownie na łóżku, a Tom chciał mnie pocałować, ale mnie już tam nie było, więc pocałował poduszkę (:P):
- Co jest…?? – zapytał Tom
- Nic… – położyłam się spowrotem na łóżko, odwrócona od Toma.
Później obudziłam się o 11. Leżałam w stronę Tom, otworzyłam jedno oko i Tom jeszcze spał. Nagle Tom otworzył oczy:
- Dzień dobry… – pocałowałam go na dzień dobry (:P).
- Dzień dobry. Co się stało??
- A co miałoby się stać??
- No nic… myślałem, że się na mnie obraziłaś…
- A niby, za co??
- Właśnie nie wiem… – Tom spojrzał na zegarek – boże jak już późno! – wybiegł z pokoju w stronę łazienki. Po jakimś czasie wrócił do mnie.
- Zadzwoń po menadżera. – podałam mu telefon i zaczęłam ścielić łóżko.
- Przecież się jeszcze zobaczymy… – powiedział przytulając mnie.
- Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz. Zostaniesz na śniadaniu??
- Zostanę… – Tom pocałował mnie w czoło i popatrzył na mnie z uśmiechem. – pomogę Ci pościelić łóżko.
- Spoko… – zabraliśmy się za ścielenie łóżka.
- Chodźcie już na śniadanie… – weszła ciocia patrząc na nas dziwnym wzrokiem.
- Już idziemy. – podeszłam do drzwi i zamknęłam je przed nosem cioci.
- Idziemy… – Tom pokazał ręką na drzwi.
- Zaraz… – podeszłam do niego – muszę Ci coś powiedzieć.
- No mów.
- Kocham Cię. – odwróciłam się i wyszłam z pokoju na śniadanie.