2009
11.01

opowiadanie #4

Zaskoczyliście mnie! Nie myślałam, że będzie tyle komentarzy :D
Cieszę się, że podobają się Wam moje opowiadania. Komentujcie! Dzięx :*

Następnego dnia:

Spałyśmy do południa. Anka mnie obudziła, bo dzwoniła do mnie mama z Chin, a Magda już siedziała przed telewizorem z Pawłem (coś się zaprzyjaźnili ;) ). Gdy mamie powiedziałam o Tokio Hotel, że jadę na ich Koncert, bardziej się zdenerwowała i chciała rozmawiać z ciocią Anią. Mama zawsze ich nie lubiła, ale ciocia jakoś ją namówiła. Ciocia rozmawiała bardzo długo my w tym czasie (ja Anka i Magda) wyszłyśmy na spacer do parku. Tam zamierzałyśmy namówić Magdę, aby z nami pojechała na koncert:
- Dlaczego nie chcesz z nami jechać?? – spytała Anka.
- Nie wiem… nie chce mi się i szkoda na teki coś kasy. – odpowiedziała Magda.
- Spoko…A lubisz ich tak wogóle?? – ja.
- No nie za bardzo… tylko Gustava najbardziej z całej czwórki. – Magda.
- Dobra to nie będziemy Cię zmuszać. Jeśli ich nie lubisz nie chcesz. – ja.
Magda uśmiechnęła się i ruszyłyśmy w stronę domu żeby się nie zgubić.

W domu:

Anka zaczęła się szykować na koncert, ale ktoś zapukał do drzwi:
(puk, puk…)
- Kto tam?? – spytał Anka wkładając z powrotem na siebie bluzkę, którą zaczęła zdejmować:
- To my… – rozległ się gruby głos Gustava.
- Wejdźcie! – krzyknęłam.
- Cześć… – powiedział Tom z Billem.
- Hej. – odpowiedziałyśmy.
- Co tam u Was. Gdzie się dziś wybieracie?? – Tom
- Właśnie miałyśmy się szykować na Wasz koncert… – ja.
- Aha… – powiedział Tom z smutną miną.
- A co Was tu sprowadza?? – Anka.
- No, bo chcieliśmy Wam powiedzieć…, że mamy dla Was trzech wejściówki na koncert.
- odpowiedział Bill.
- O ja… szkoda. To, co my zrobimy z tymi biletami?? – ja.
- Możemy oddać je z powrotem. – Gustav.
Magda w tym czasie otworzyła drzwi:
- Cześć. – Magda.
- Cześć… – odpowiedzieli chórem (:])
- Sorry, ale niechcący podsłuchałam Waszą rozmowę i… – Magda zacięła się.
- Spoko. Tylko dokończ to, co zaczęłaś. – powiedział Gustav.
- No ja nie mam ochoty na Wasz Koncert jechać. – odpowiedziała z wymuszonym uśmieszkiem.
Wszyscy zrobili kwaśne miny (chłopcy):
- A dlaczego nie chcesz iść…?? – Bill.
- Nie chce mi się. – Magda.
- Dobra nie będziemy Cię zmuszać jeśli nie chcesz. – stwierdził mądrze Gustav.
Nie wiesz, co tracisz. – wtrącił Georg.
- Może…To ja idę, bo się umówiłam z Pawłem i jedziemy na miasto. – Magda.
- Mam nadzieję, że wrócicie przed 20… – ja.
- No pewnie, że tak! – Magda.

Chłopcy jeszcze zostali chwilkę u nas, później poszliśmy oddać bilety (nasze). Wróciliśmy do hotelu chłopcy się spóźnili na miejsce, w którym miał się odbywać Koncert. Ja z Anką zaczęłyśmy się szykować… Włożyłam na siebie dżnsowe (z poszyciami zielonymi)spodnie i bluzę beżową z kapturem, pod bluzą miałam bokserkę koloru zielonego. Anka założyła spodnie moro i czarną bluzę i podkoszulkę też czarną. Makijażu nie miałam, bo nie nienawidzę się malować (no może troszkę), ale Anka miała i to niezły (podobał mi się :D ).Wyszłyśmy przed hotel. Czekałyśmy na Pawła z 5 minut, bo jeszcze nie wrócił z miasta. Magda poszła na górę oglądać telewizję.

Na koncercie:

Stałyśmy w kolejce z pół godziny. W końcu się dostałyśmy i na scenę weszły dziewczyny z Blogu tłenti sewen (:P). Koncert odbył się nad morzem, (bo tam wybraliśmy się na wczasy.

Od razu jak je zobaczyłyśmy zaczęłyśmy je wyzywać, od czego popadnie. Poszłyśmy po piwo wypiłyśmy jedno i poprosiłyśmy jakieś faceta żeby nam postawił, bo już nam nie chcieli sprzedać. Trochę tego piwa wypiłyśmy nawet nie wiedziałyśmy, kiedy te lumpeksiary zeszły. Weszli na scenę Tokio hotel. Wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć to od razu się zorientowałyśmy, kto wszedł na scenę. Jakoś się dostałyśmy pod scenę, balowałyśmy jak nigdy w życiu. Zanim nastroili instrumenty minęło gdzieś z pół godziny przez ten czas nie dało się wytrzymać pod sceną. Darły się jak nie wiem, co… Nareszcie pierwsza piosenka „ Beichte”!. Ja z Anką skakałyśmy do kamery, zrobiłyśmy kółko tańczyłyśmy w środku. Tak minęła połowa koncertu TH. Nagle Bill powiedział do mikrofonu:
- Tę piosenkę dedykujemy dziewczynom w pierwszym rzędzie – spojrzałyśmy się na niego – O! Właśnie dla nich! Będzie nią… Rette mich!
Wszystkie dookoła nas zaczęły jeszcze głośniej piszczeć, a my zaczęłyśmy się brechtać o mało się nie posikałam (nie tylko od śmiechu:P). Na tej piosence opierałam się o barierkę przy scenie. Anka się wpatrywała w Billa, a ja na Toma, był bardzo skupiony na tym, co gra. Nagle spojrzał się na mnie, uśmiechnęłam się do niego a on mi puścił oczko. Na szczęście nikt tego nie zauważył, bo bym nie wytrzymała. Po „Rette mich” było „Schrei!”. Bill wziął nas na scenę zaśpiewaliśmy z nimi całą piosenkę, (ale większość to my) zrobiłyśmy niezłą zadymę (;)). Po tej piosence czekaliśmy na nich za kulisami na kanapie z piwem w ręku. Na śmierć zapomniałyśmy o Pawle, który się nami opiekował przez cały czas, ale pewnie poznał, jaką laskę i o nas zapomniał.
- Dziewczyny co Wy tu robicie?? – spytał Tom, a ja w tym czasie wstałam ledwo trzymają się na nogach. Chciałam usiąść, ale Anka mi odsunęła krzesło. To było żałosne. Upadłam na ziemię tym razem nie uderzyłam się w głowę. Tom mi pomógł usiąść na krzesło tym razem z daleka od Anki(:P). Zasnęłyśmy na krzesłach. Mnie położyli bezmyślnie na łóżku Gustava a Ankę na Toma. Gustav wrócił z łazienki i położył się koło mnie nie wiedząc, że ja tam leżę:
- Boże!! Co ona robi w moim łóżku?!?– Gustav.
- Ciszej… śpi- syknął Bill.
- Wiem, że śpi. A gdzie ja będę spał?? – spytał ze skwaszoną miną.
- Na kanapie z Tomem, bo Anka śpi na jego. – odpowiedział mu szeptem Bill.
- Jezu… To będzie najgorsza noc w moim życiu. – rzekł pod nosem Gustav.
- Co Ty powiedziałeś?? – Tom rzucił się na Gustava.
- Tom! Co Ty robisz??! – Bill się śmiał i zaczął odciągać chłopców od siebie.
Przyszedł Georg do pokoju było już po bitwie:
- Co tu się działo. – Georg rozejrzał się po pokoju i natkną się na Gustava leżącego na Tomie. Wybuchnął śmiechem. Tom tylko uśmiechnął się do niego i jakoś zepchnął z siebie Gustava. Nagle ja przebudziłam się:
- Co się dzieję?? – spytał przerażony Tom.
- Podaj mi wody… – odpowiedziałam z trudem.
- Już…idę… – Tom

Chłopcy się rozeszli, Tom został i czekał aż wrócę do przerwanego snu. Po jakimś czasie Tom odszedł ode mnie i próbował się położyć koło Gustava. Było trudno, bo Gustav już spał bardzo mocno i rozłożył się na całej kanapie. Tom zrezygnował po krótkiej walce z Gustawem i położył się na ziemi na dwóch kocach.

Przebudziłam się w nocy z bólem głowy. Zobaczyłam, że Tom śpi na podłodze, więc podeszłam do niego:
- Tom… obudź się.- powiedziałam szturchając go za ramię.
- Co…?? – odrzekł zaspany Tom
- Czemu Ty śpisz na podłodze?? – ja.
- No, bo Gustav mnie nie wpuścił na kanapę. – Tom.
- Nie wygłupiaj się, chodź do mnie… – jeszcze wtedy nie otrzeźwiałam.
- Jesteś tego pewna?? – Tom.
- Nie marudź tylko chodź! – podniosłam na niego głos i wpuściłam pod kołdrę.
- Ale ciepło tu masz… – rzekł rozmarzony Tom.
Lecz ja nie odpowiedziałam, bo nie miałam siły.

Rano:

Obudziłam się ok. 6. Wszyscy jeszcze spali, ale był jeden wyjątek, Tom już nie spał. Patrzył się na mnie swoimi pięknymi oczkami:
- Boże, co się tak patrzysz?? – spytałam kładąc rękę na głowę.
- Ładnie wyglądasz jak śpisz. – rzekł z uśmiechem.
- Dzięki… – zarumieniłam się.
- Boli Cię głowa, bo dużo wczoraj wypiłaś…? – Tom.
- Jeszcze pytasz… Fatalnie się czuję. – powiedziałam
- Przynieść Ci wody i tabletki?? – Tom.
- Nom, jeśli chce Ci się wstawać… – zwróciłam się z bananem na twarzy.
- No tak. Inaczej bym się nie pytał. – Tom.
Tom poszedł po tą wodę na paluszkach, żeby nikogo nie obudzić.
- Proszę… – powiedział Tom kładąc szklankę na szafce.
- Dzięki. – ja.
Po pięciu minutach:
- Wiesz, co… masz ochotę się przejść?? – Tom.
- Nom, ale nie daleko, bo nie wrócę później. Najwyżej, że chcesz mnie nieść. – rzekłam
- Mogę Cię nieść. – Tom wytknął język.
- Boże… al…– ja.
- Polałaś się trochę piwem, jak Ci Anka odsunęła krzesło. – wtrącił Tom.
- Jak ja wyjdę. Chyba nici z naszego wyjścia… – powiedziałam ze smutną miną.
- Pożyczę Ci jakąś bluzę. – Tom dał pierwszą z brzegu.
- Utopię się w tej bluzie. – zaczęłam się śmiać pod nosem, żeby nikogo nie obudzić.
Ubrałam się i wyszliśmy. Poszliśmy na plażę, był zimny wiatr:
- Zimno Ci?? – spytał Tom.
- Nom trochę…– ja.
- To chodź szybciej. – Tom.
Ja zaczęłam biec brzegiem morza. Dredziaż nie mógł mnie dogonić w tych wielkich gaciach (:P):
- Proszę Cię wolniej! – krzyknął Tom zatrzymując się i podpierając rękoma o kolana.
- Haha… cienki jesteś. – rzekłam dobiegając do niego.
Znając moje szczęście potknęłam się o jakiś patyk i wpadliśmy do morza:
- Sorry… potknęłam się – powiedziałam próbując zejść z niego, lecz on trzymał mnie za łokcie i zbliżył swe usta do moich i cmoknęliśmy się. Ja szybko wstałam i poszłam pod drzewo, bo zaczęło kropić. Tom podszedł do mnie i klapną koło mnie:
- Zimno Ci?? – spytał.
- Nooom… – ja.
- To chodź tu… – Tom pokazał miejsce przed jego nogami. Przytulił się do mnie. Nigdy się nie czułam tak jak wtedy. Było mi z nim dobrze, ale musiał ktoś tą chwilę przerwać:
- O ktoś od mnie dzwoni. – wyjęłam telefon to była Anka

- Halo. – ja.
- Gdzie Ty jesteś?? Martwię się o Ciebie! – Anka.
- Ja jestem na plaży poszłam się przewietrzyć, bo mnie głowa bolała. – ja.
- Nie czekaj na nią… – powiedział szeptem Tom.
- Kto jest z Tobą?? – Anka.
- Tom. – ja.
- Dooooobra… to siedź z nim, ale nie jest Wam zimno?? Ja zadzwonię do Pawła jeszcze, żeby przyjechał po nas za 2 godzinki. Oki?? – Anka.
- Ok. Nam jest tu ciepło. – patrzyłam się w dal morza a Tom mnie przytulił jeszcze mocniej, gdy powiedziałam słowo “ciepło”.
-Dobra. To narazie. – Anka.
- No cześć… – włożyłam telefon do bluzy i wtuliłam się w Toma.
- Myślałem, że będziemy musieli wracać do domu. – odrzekł Tom.
- Ja tez. – ja.
Tom znów zbliżył swe usta do moich…, lecz ten pocałunek trwał dłużej. Siedzieliśmy tam z kilka minut. Wstaliśmy spojrzałam na Toma tyłek miał cały w piasku. Oddaliliśmy się od domu zbyt daleko:
- Zmęczona jestem… – ja.
- To wskakuj mi na barana. – powiedział przekonująco Tom w tym poruszył brwiami..
- Ok… – podeszłam do niego i próbowałam na niego wejść, lecz nie udawało się, bo on jest strasznie wysoki. Ale jakoś nam to się udało. Szliśmy tak brzegiem morza (raczej on szedł) rozmawiając. W końcu doszliśmy do domu.