2009
11.07

opowiadanie #5

Danke za komety :* oby tak dalej :D !!

Gdy Tom otworzył drzwi poczułam swąd spalenizny. Spojrzałam na Toma, a on na mnie:
- Co tu się stało?? – spytałam Anki wchodząc do zadymionej kuchni.
- Nic Bill spalił jajecznicę… – odpowiedziała Anka.
- Taaa… ja a kto wpadł na pomysł, żeby… łaj tam nie ważne! – krzyknął Bill.
- No to może ja otworze okna?? – powiedziałam machając sobie ręką przed nosem.
- Dobra. – Anka.
Ja poszłam do pokoju, a Tom do sypialni. Męczyliśmy się z tym smrodem z 15 minut. Po długim wietrzeniu Anka się wzięła za mycie patelni, było bardzo trudno domyć spaleniznę. Po jakimś czasie wszyscy usiedliśmy na kanapie (no nie wszyscy, bo się nie zmieścili) ja usiadłam na fotelu (:]). Siedzieliśmy w milczeniu, ale Bill przerwał tą ciszę:
- Co nic nie mówicie… nie obraźcie się, że Wam spaliłem śniadanie. – Bill
- Spoko… – Tom.
- A co Wy robiliście, że się spaliło. – rzekłam patrząc się na Billa.
- To nie ja…! To był jej pomysł. – Bill pokazał palcem na Ankę.
- Anka powiedz nam, bo z nim się nie dogadamy… – Tom.
- No, bo ja chciałam iść na góre pościelić łóżko, a on poszedł za mną. Nie wiem, po co… no i zagadaliśmy się na górze. – wytłumaczyła się Anka.
- Taaa… ja Ci nie wierzę. Mi się zdaje, że coś tu zaszło jak nas nie było
tylko ona się wykiwała i zadzwoniła to Sylwii. – powiedział Tom jednym tchem.
- No nie zdaje mi się my się dopiero zszyliśmy poznać a Ty od razu myślisz tylko o jednym… – powiedziała wkurzony Bill i wyszedł z pokoju.
- No i co Ty zrobiłeś. Musisz wszystko mówić to, co myślisz?? – Gustav.
- O boże, a on taki wrażliwy jak dziewczynka. – Tom.
- A Tobie było by miło gdyby on o Tobie tak mówił, że przeleciałaś Sylwię??!! – krzyknął Gustav.
- No nie, ale… – Tom zaciął się i spojrzał na mnie.
Miałam łzy w oczach i wybiegłam na dwór. Anka podbiegła do mnie i przytuliła się, bo wiedziała, że tego potrzebuję. Poszłyśmy z Anką na krótki spacer. Gdy już wróciłyśmy czekał na nas Paweł:
- Gdzie Wy byłyście?? – spytał patrząc się w podłogę.
- Po plaży chodziłyśmy… – podeszłam do niego i podniosłam mu głowę – co się stało??
- Nic… martwiliśmy się o Ciebie. Twoja Ciocia o mało nie zadzwoniła do mamy, a wiesz, co by było jak by zadzwoniła.
- Wiem. Już by mnie nigdy nie puściła na koncert. – rzekłam przytulają się do Pawła i łza mi poleciała po policzku.
- Nie płacz już. Idź do samochodu, a ja porozmawiam z chłopcami chwilkę. – Paweł.
- Ok… – ja.
Anka już czekała w samochodzie. Paweł wrócił dojechaliśmy w milczeniu pod hotel. Czekała przed nim zdenerwowana ciocia:
- Boże dziecko gdzie Ty byłaś?? – powiedziała przytulając mnie mocno.
- Za kulisami… – odpowiedziałam szptem.
- Coś mówiłaś?? – ciocia.
- Nie… – ja.
- No to chodźmy na górę pewnie nie jadłyście śniadania… – ciocia.
- Skąd wiedziałaś?? – wytknęłam Ance język.

Teraz Paweł miał oczy dookoła siebie. Jak odeszłam na chwilkę zaczął mnie wołać. I tak minęła reszta dnia poszłyśmy spać. Tym razem pilnowali nas żebym, chociaż jedną noc przespała tutaj.

Rano:

Obudziła mnie ciocia odsłaniając zasłonki:
- Sylwia wstawaj! – ciocia.
- Juuuużż… – ja.
- Jedziemy zwiedzać Niemcy!
- Ja nie jadę… nie chce mi się. A po za tym źle się czuję. – powiedziałam zasłaniając ręką słońce.
- Na pewno?? Ja Cię dziś zamknę w lokalu, bo znów gdzieś mi uciekniesz. .
- No nie. Nie pójdę nigdzie przyrzekam. – ja.
- No dobrze to my już jedziemy… – ciocia.
- A wszyscy jadą?? – spytałam.
- No tak… – ciocia już wyszła z pokoju.

Gdy wyjechali położyłam się z powrotem spać. Następnie wstałam ok. 13, ledwo ruszyłam się z łóżka. Bolała mnie głowa, brzuch i co najgorsze rzygałam, więc położyłam się spać. Gdy już wrócili obudził mnie Paweł:
- Co Ty wyprawiasz?? – zapytałam chowając głowę w poduszkę.
Obudź się w końcu! Ileż to można spać!
- Gdybyś wypił tyle, co ja… to można. – dokończyłam niepewnie.
- Na kaca nie jest dobre spanie. Ja za dziesięć minut wrócę i masz być już ubrana. – rzekł Paweł zamykając drzwi sypialni.
- Łap ciupagę… – szepnęłam, gdy zamknął drzwi.
Przyszedł po 10 minutach, a ja nadal leżę w łóżku, (ale nie spałam):
- Źle się czujesz?? – podszedł do mnie i położył rękę na moje czoło.
- I co…??
- Masz gorączkę i strasznie blada jesteś. Chyba przesadziłaś z tym piciem. Zaraz Ci coś przyniosę i zmierzę Ci temperaturę.
Miałam ok. 40o gorączki. Ciocia zadzwoniła po doktorka i powiedział, że muszę leżeć do póki nie minął stany gorączkowe. Zbliżała się noc. Spałam u cioci, bo nie chciałam zarazić dziewczyn. Budziłam się w nocy do łazienki. Ciocia chciała mnie zawieść do szpitala, ale to by była już przesada (:PP).

Tydzień później:

Gdy już wyzdrowiałam pojechaliśmy wszyscy do LunaParku i się świetnie bawiliśmy, lecz ja i Anka jak zawsze się nażarłyśmy wszystkiego i miałyśmy chorobę lokomocyjną (). Jak już dojechaliśmy do hotelu (już nam trochę przeszło) i się położyłyśmy spać, choć był wczesna godzina (ok. 16).
Wstałyśmy o 20:00. Nie spałyśmy w nocy, ciocia kilka razy nas uciszała w nocy, lecz na marne. Końcu Magda się obudziła i siedziała z nami:
- Wiecie, co…?? – zapytała Magda.
- Nie. – powiedziałyśmy chórem patrząc pytającym wzrokiem na Magdę.
- Ja się chyba zakochałam… – rozmarzyła się Madzia.
- Kto jest tym szczęśliwcem?? – spytałam nieśmiało ruszają brwiami.
- Nie ważne…
- Gucio, ja się mogę założyć. – Magda rzuciła we mnie poduszą, tak mocno, że aż spadłam z krzesła. Anka jej oddała za mnie, bo ja nie byłam na razie w stanie (i tak zaczęła się wojna na poduszki :P P). Gdy Anka próbowała rzucić we mnie stałam wtedy przed drzwiami na balkon i je otworzyłam. Poduszka wypadła za okno. Popatrzyłyśmy się na siebie i ruszyłyśmy w stronę balkonu:
- Jest…! – krzyknęłam niezbyt głośno. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Anka poszła otworzyć, a ja z Magdą siedziałyśmy w pokoju:
- Kto to?? – zapytała Anka zbliżają się do drzwi.
- Proszę otworzyć. – odezwał się gruby głos.
- Już… (chodźcie tu szybko) – Anka zawołała nas szeptem i otworzyła drzwi. W drzwiach stał Georg z Gustav, a za nimi Tom i Bill z rękami założonymi na brzuchach.
- Co się tu dzieje?! Ludzie nie mogą spać… – powiedziała z poważną miną Georg.
Anka stała jak wryta, ale ja wiedziałam, że oni tak na jaja:
- Możemy wejść?? – spytał Tom wychylając głowę zza Gustava.
- Proszę… – rzekłam.
- Chcecie coś do picia?? – szepnęłam.
- Ja poproszę coś mocniejszego. – odrzekł Bill z bananem na twarzy.
- Przyszliśmy do Was na pizzę. – Tom wytknął mi język.
- Ha, ha! – zaśmiała się Anka.
Bill spojrzał na nią porywającym wzrokiem i wyszli na balkon. Georg poleciał za nimi i zaraz wrócił ze smutną miną, bo go Bill wygonił (:PP)
- Co się stało?? – ja.
- Nic… – rzekł sięgając po jabłko i uśmiechnął i się do mnie.
Zbliżała się godzina 3 w nocy wszyscy zasiedliśmy przed telewizorem nie włączając go (siedzieliśmy tak: Bill, Anka i Magda na kanapie, Georg na fotelu, Gustav na podłodze przed telewizor mija z Tomem na jednym fotelu):
- Włączycie telewizor?? – spytał błagalnie Gustav.
- A co jest o tej porze w telewizji?? – Anka.
- Pornosy… Gucio uwielbia pornosy. – powiedział śmiejąc się Tom.
- Nie na EuroSporcie jest boks. – Gucio.
- Już Ci włączam. – odrzekłam wstając po pilot.
- Dzięki… – Gucio.
Gdy włączyłam telewizor usłyszeliśmy kroki z pokoju Pawła:
- Cicho ktoś idzie… – szepnął przestraszony Bill.
- To tylko Paweł. – rzekłam spokojnym głosem
- Co Wy tu robicie?? Skąd Was tu tyle się wzięło?? – zapytał Paweł ziewając.
- No… (yyYyY)… – jąkałam się.
- Dobra, ale możecie trochę ciszej??
- Nom… – gdy to powiedziałam Tom zaczął się do mnie podlizywać. Paweł tylko popatrzył na niego dziwnie i poszedł do siebie.
- Tom… nie w miejscu publicznym. – Bill.
- No, co… – Tom.

W sypialni Cioci:

- Pani Ani… widziała pani, co tam się dzieje?? Lepiej pani tam zajrzy, bo do czegoś zajdzie. – Paweł.
- O ja tam… to młodzież jest muszą korzystać z życia… – odpowiedziała zarzucając kołdrę na głowę.
- Tylko, żeby nie było później na mnie jak coś się stanie. – Paweł wyszedł z sypialni cioci i poszedł spać do siebie.

U nas:

- My to już chyba idziemy… – powiedział podniesionym głosem Georg i patrzył się na reakcje Gustava. Nawet nie drgną, wszyscy się zaczęli śmiać, a on nadal nie kontaktował ().
- Dajcie mu spokój. Niech sobie obejrzy ten mecz. – rzekła Magda.
- UUuUuUuU (wszyscy)!! Nie broń go… – dokończył Bill.
- Ja go nie bronie… – wytłumaczył się krótko Magda.
- Ja muszę się przewietrzyć… – podniosłam się z fotela.
- Idę z Tobą. – Tom podniósł się za mną i poszliśmy na balkon.
- Ooo… znalazły się dwa gołąbki (:P)). – powiedział Bill.

Na balkonie:
Tom wyją z kieszeni papierosy i chciał zapalić, lecz ja mu wyciągnęłam z buzi:
- Co Ty wyrabiasz??
- Jeśli chcesz palić to nie przy mnie…
- Czemu??
- Bo tak!! – rzekłam odwracając się tyłem do Toma.
- Ależ Ty wrażliwa. – przytulił mnie zachodząc mnie od tyłu (bez skojarzeń)
- Tom przestań… – odwróciłam się do niego i chcieliśmy się pocałować, ale Bill wszedł na balkon i natychmiast się oderwałam od Toma i poszłam w inną stronę.
- Oj… Sorry już sobie idę… – Bill wyszedł na paluszkach.
- I na czym my to skończyliśmy. – Tom podszedł do mnie i zaczął mnie całować.
- Mamy chyba publiczność… – wskazałam palcem na okno a za nim stali: Bill, Anka, Magda, Gustav i Georg. Tom odwrócił się i podszedł do okna i zasłonił żaluzję, czy coś tam:
- Nie masz tu swojego pokoju??
- Mam, ale… – Tom przerwał mi całując mnie.
- Nie mów nic… – Tom delikatnie pocierał palcem o moje usta.
- Tom!!! Musimy iść! – krzyknął dyskretnie Bill.
- Już idę… – Tom przytulił się do mnie i wyszeptał, ale nie wiem, co, bo nie słyszałam.
- Pa… – ja.
- Do jutra. – wytknął mi język.

Gdy poszli miałyśmy trochę sprzątania w salonie i w kuchni.
- Co Wy robiliście na balkonie?? – zapytała Anka pociągając mnie za ręce na kanapę.
- A nic szczególnego…
- No powiedz… wszyscy śpią, a Magda nie słyszy.
- Magda może wiedzieć… – machnęłam jej ręką przed nosem.
- No to, w czym problem??
- Nie wiem… – wtuliłam się w jej ramię i zaczęłam płakać.
- Co się stało??
- Ja go kocham…
- Boże… – powiedziała szeptem Anka.
- Wiem już Ci to wiele razy mówiłam przed wyjazdem, ale ja nie mogę w to wszystko uwierzyć… – zaczęłam tak płakać, że aż Magda wychyliła głowę zza szafki.
- Chodź tu. – Anka pomachała ręką, żeby do nas przyszła.
Jak już posprzątałyśmy poszłyśmy spać.