2009
11.13

opowiadanie #6

Rano:
Obudziłyśmy się ok. 12. Zjadłyśmy śniadanie i chciałyśmy zajrzeć do chłopców z TH. Stałyśmy przed drzwiami i Anka się odważyła zapukać:
(puk, puk…):
- Wejść… – rozległ się z pokoju żeński głos.
Popatrzyłyśmy na siebie i pociągnęłyśmy za klamkę. Zobaczyłyśmy pokojówkę:
- Gdzie są chłopcy?? – zapytałam.
- Słucham…?? – pokojówka.
- Gdzie są mieszkańcy tego pokoju… – spytałam ponownie z uśmiechem.
- Aaaaa… wyjechali na Koncert do Hamburga godzinę temu i się przenieśli do innego hotelu. – wyjaśniła pokojówka.
Spojrzałam na nią ze smutną miną i wybiegłam z pokoju:
- Sylwia!! /Przepraszamy my już pójdziemy… – usprawiedliwiła się Magda i wybiegły za mną.
- Nie szkodzi… – pokojówka – Ach… ta dzisiejsza młodzież.

Na korytarzu:

- Sylwia, co Ci się stało?? – Anka podeszła do mnie.
- Nic… – podniosłam głowę i wstałam łapiąc Ankę i Magdę w pasie i poszłyśmy do lokalu.
Weszłyśmy w ciszy do swojego pokoju każda usiadła na swoim łóżku (ciocia zamówiła jedna dla Magdy :P ). Siedziałyśmy w ciszy do obiadu… przy stole jak zwykle było zabawnie, ale ja nie miałam humoru, więc nie było tak jak zawsze.
- Sylwia, co się stało?? Nic nawet nie tknęłaś.– ciocia położyła rękę na moją.
- Nic… – podniosłam się z krzesła i wszyłam z kuchni.
- Anka. Co się jej stało?? – ciocia.
- Nie wiem… – Anka spojrzała w talerz i dokończyła jedzenie.
Gdy wszyscy skończyli jeść rozeszli się do swoich pokoi.

W naszym pokoju:

Po długim milczeniu wyszłam na dwór trzaskając drzwiami. Nikt za mną nie wyszedł, bo wiedzieli, że muszę się gdzieś wyżyć. Pojechałam windą na dół. Wyszłam z hotelu zaczęło padać, biegłam po ulicy. Wszyscy się za mną oglądali, a ja biegłam dalej. Poszłam do parku, usiadłam na ławce i czekałam nie wiem, na co. Nagle zobaczyłam postać w oddali. Bardzo słabo widziałam, bo padał gęsty deszcz. Gdy był coraz bliżej zamknęłam oczy i się nie odzywałam:
- Co Ty tu robisz o tej porze?? – odezwał się nieznajomy ja nadal nie otworzyłam oczu. – coś Cię stało. Po woli otwierałam jedno oko ujrzałam… Toma.
- Co Ty tu robisz?? – zapytałam wstawiając gwałtowanie z ławki.
- Przyszedłem do Ciebie…
- Co?!?!
- Anka do mnie zadzwoniła i powiedziała mi wszystko…
- Skąd miała Twój numer.
- Ma się te sposoby. – Tom puścił mi oczko.
- No, ale, po co tu przyjechałeś?!?
- Do Ciebie… już Ci mówiłem.
- Ale tak konkretnie?? I przecież Ty masz Koncert, dlaczego tam nie jesteś??
-No konkretnie to… do Ciebie. A konert odwołany, bo pada niezły deszcz.
- Nie wierze… – z niedowierzeniem usiadłam na ławce.
- Chodź gdzieś, bo zmokniemy… – Tom wziął mnie pod pachę i ruszyliśmy w stornę hotelu.
- Jak byś nie zauważył to już zmoknęliśmy. – zaczęłam się śmiać.
- Bardzo śmieszne… – Tom zatrzymał się i spuścił głowę.
- Co się stało. – zapytałam podnosząc mu głowę do góry i zaczął mnie całować ja się wyrywałam, ale po chwili się uspokoiłam i odwzajemniałam pocałunek.
- Nic mi się nie stało, właśnie tego potrzebowałem… – powiedział z uśmiechem.
- Heh… – wzięłam go za rękę i szliśmy dalej.

Przed hotelem:

. Nagle deszcz przestał padać:
- Ooo… Przestało padać… – rzekłam patrząc się w niebo
-Nom… ale Ty jesteś mokra. – Tom zaczął się śmiać.
- Z czego się śmiejesz Ty nie jesteś wcale suchszy ode mnie.
- Gdzie teraz idziemy??
- Do hotelu. Przecież nie będziemy chodzić w mokrych ciuchach i jeszcze jak ktoś nas zobaczy to będzie źle. – weszłam do hotelu i Tom popędził za mną.
Gdy weszliśmy do hotelu było bardzo pusto, nie było żywej duszy:
- Gdzie są wszyscy??
- Jak nie zauważyłaś to jest 3 w nocy…
- No to, co…
- Idziemy schodami czy windą?? – zapytał Tom.
- Windą, bo mnie nogi bolą. – wytknęłam mu język.
Poszliśmy w stronę windy Tom nacisnął guzik, żeby winda zjechała na dół. Gdy otworzyły się drzwi ujrzałam lekarzy którzy wiżli jakąś kobietę na noszach:
- Boże, kto to jest??!
- Nie wiem… to jakaś starsza pani. – ja wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać – co się stało?? – zapytał zaskoczony Tom.
- Nic… myślałam, że to moja ciocia…
- Już spokojnie… – Tom głaskał mnie po głowie.
Nikt na nas nie zwrócił uwagi, a staliśmy prawie, że na środku ich drogi. Wjechaliśmy na górę staliśmy przed moimi drzwiami:
- Gdzie będziesz nocował??
- Nie wiem, pewnie zadzwonię po menadżera i po mnie przyjedzie za jakieś 3 godziny.
- Za ile…?? Chodź do mnie. Dziś śpisz u mnie rano zadzwonisz po menadżera.
- Nie no nie będę Ci sprawiał kłopotu.
- Proszę… – zrobiłam maślane oczka i wszedł do środka.
Wszyscy spali. Gdy weszłam do sypialni nikogo nie było:
- Gdzie one są…??
- Skąd ja mam wiedzieć… – odpowiedział Tom. Ja wyszłam z pokoju i poszłam w kierunku kuchni przez salon, a w salonie spały dziewczyny. Zatrzymałam się na chwilkę i zastanawiałam się, dlaczego one tu śpią. Wróciłam do sypialni Tom siedział na łóżku:
- Idź się pierwszy umyj. – wskazałam mu palcem łazienkę.
- Wolałbym z Tobą. – Tom puścił mi oczko.
- Chyba śnisz… – wygoniłam go do łazienki, a ja w tym czasie pościeliłam łóżko.

Po 20 minutach:

- Sylwia…! Chyba mamy problem. – krzyknął Tom z łazienki.
- Jaki??
- Nie mam się w co ubrać.
- Jeszcze tego brakowało. – szepnęłam.
- Coś mówiłaś. I daj mi coś od spania!!
- Zaraz! – odpowiedziałam wkurzona.
Poszłam do Pawła pokoju i pożyczyłam jakąś bluzkę. Doszłam do drzwi łazienki:
- Długo będę czekać??
- Już Ci daje otwórz drzwi… – Tom uchylił drzwi i podałam mu piżamę.
- Dzięki, byś nie miała ze mną problemu gdybym zadzwonił po menadżera i…
- Ubieraj się bo ja też chcę się umyć… – poszłam w stronę pokoju i uszykowałam sobie wszystko do mycia. Tom właśnie wrócił z łazienki, a ja siedziałam patrząc się w podłogę:
- I jak?? Ładny mam szlafrok??– zaprezentował się przede mną, a ja wybuchłam śmiechem.
- O Ty… on jest mój! – ja zaczęłam go gonić, ale w pewnym momencie gdy biegliśmy przez salon nadepnęłam mu na sznurek od szlafroku. Tom niefortunnie upadł na ziemie, a ja na niego:
- Ał!! – wymamrotał Tom po upadku.
- Nic Ci nie jest?? – zapytałam wstając z niego.
- Jeszcze pytasz Ty miałaś miękkie lądowanie, a ja… – Tom wstał trzymając się za plecy poszedł w stonę taboretu w kuchni.
- Boże sorry…. Ja nie chciałam. – zaczęłam się z niego śmiać.
- Bardzo śmieszne.
- Żebyś wiedział. – przestałam się śmiać i usiadłam na fotelu patrząc się za okno.
Tom wstał i poszedł do mojej sypialni. Ja poszłam za nim po piżamę i poszłam się myć. Wróciłam Tom już spał, ale nie było w planach, że ze mną na łóżku. Nie zwlekając położyłam się koło niego. Był odwrócony w moją stronę. Patrzyłam się na niego dopóki nie zasnęłam, a zasnęłam ok. 6 rano. Obudziłam się po dwóch godzinach, bo Tom się strasznie wiercił:
- Tom… przestań się wiercić. – rzekłam zaspanym głosem.
- Co?? – zapytał.
- Długo już nie śpisz??
- Z dwie godziny…
- Serio… to ja dwie godziny temu zasnęłam.
- Minęliśmy się… – Tom mnie pocałował i wszedł Paweł.
- Przepraszam… – powiedział Paweł zamykając drzwi.
- Nie szkodzi. – ja i Tom zaczęliśmy się brechtać.
- No to na czym skończyliśmy…
- Pora już wstawać. – usiadłam gwałtownie na łóżku, a Tom chciał mnie pocałować, ale mnie już tam nie było, więc pocałował poduszkę (:P):
- Co jest…?? – zapytał Tom
- Nic… – położyłam się spowrotem na łóżko, odwrócona od Toma.
Później obudziłam się o 11. Leżałam w stronę Tom, otworzyłam jedno oko i Tom jeszcze spał. Nagle Tom otworzył oczy:
- Dzień dobry… – pocałowałam go na dzień dobry (:P).
- Dzień dobry. Co się stało??
- A co miałoby się stać??
- No nic… myślałem, że się na mnie obraziłaś…
- A niby, za co??
- Właśnie nie wiem… – Tom spojrzał na zegarek – boże jak już późno! – wybiegł z pokoju w stronę łazienki. Po jakimś czasie wrócił do mnie.
- Zadzwoń po menadżera. – podałam mu telefon i zaczęłam ścielić łóżko.
- Przecież się jeszcze zobaczymy… – powiedział przytulając mnie.
- Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz. Zostaniesz na śniadaniu??
- Zostanę… – Tom pocałował mnie w czoło i popatrzył na mnie z uśmiechem. – pomogę Ci pościelić łóżko.
- Spoko… – zabraliśmy się za ścielenie łóżka.
- Chodźcie już na śniadanie… – weszła ciocia patrząc na nas dziwnym wzrokiem.
- Już idziemy. – podeszłam do drzwi i zamknęłam je przed nosem cioci.
- Idziemy… – Tom pokazał ręką na drzwi.
- Zaraz… – podeszłam do niego – muszę Ci coś powiedzieć.
- No mów.
- Kocham Cię. – odwróciłam się i wyszłam z pokoju na śniadanie.