2009
11.16

opowiadanie #7

Tom bez słowa po paru sekundach otrzeźwiał i poszedł na śniadanie do jadalni. Usiadłam koło Anki, a Tom naprzeciw mnie. Cały czas się na mnie patrzył.
Po śniadaniu ciocia i Paweł wyszli na miasto, na zakupy. Zostaliśmy sami. Ja z Tomem siedzieliśmy w kuchni przy stole, a Anka z Magdą w salonie:
- Może zadzwonisz do Billa… – zaproponowałam popijając wodą.
- On wiem gdzie jestem…
- Aha… – wyszłam z kuchni do naszego pokoju. Usiadłam na łóżku i założyłam słuchawki od discmena i włączyłam na fula.
Tom poszedł do Anki, a Magda w tym czasie popędziła do łazienki. Zwolniło się miejsce koło Anki, więc Tom usiadł koło niej i oglądali telewizje. Po jakimś czasie przyjechał menadżer i zabrał Toma. Nawet się ze mną nie pożegnał. Ja siedziałam w pokoju tak do wieczora. Nikt do mnie nie mógł wejść, bo się zamknęłam na klucz, gdy Tom odjechał. Jak dziewczyny chciały iść spać to im otworzyłam, ale po dłuższym czasie (:P).

Następnego dnia:

Obudziłam się dziewczyny jeszcze spały. Leżałam nie odzywając się. Anka po 10 minutach obudziła się i przyszła do mnie do łóżka (bez skojarzeń :) ):
- Sylwia nie przejmuj się tym… – rzekła Anka wycierając łzę, która spływała mi po policzku.
- Ale ja już dłużej nie wytrzymam… nie mogłam uwierzyć, że go wogóle go spotkałam. Teraz się przekonałam, że szczęście nie trwa długo, musimy z niego korzystać póki trwa. – rzuciłam się Ance w ramiona.
- Nie płacz. Idziesz z nami na dyskotekę do klubu gdzieś tam :P P.
- Idziemy dziś?? – od razu gdy to usłyszałam uśmiechnęłam się. – A o której??
- Ok 21:00…
- Chyba sobie żartujesz… ciocia nam nie pozwoli. – rzekłam z rezygnacją.
- Ja wszystko załatwię…
- Oke… tylko zostaw mnie samą do śniadania.
- Ale pod jednym warunkiem… że nie będziesz płakać. – Anka zaczęła się śmiać.
- No dobra…
Anka wyszła z pokoju. Magda jeszcze spała, więc nie byłam jeszcze sama. Po 20 minutach ciocia zawołała na śniadanie. Magda nie obudziła się, chciałam ją obudzić! Postanowiłam rzucić się na nią. Gdy już na niej leżałam wydarła się, że wszyscy przylecieli popatrzyli po sobie i zrobiliśmy kanapkę:
- Ja chce być ketchup!!! JA!! – krzyczałam.
Ciocia tylko na nas patrzyła się z nas śmiała a szczególnie z Pawła. A Magda ledwo wstała z tego łóżka jak już wszyscy z niej zeszli.

Po śniadaniu:

Idziemy na plażę?? – zapytał Paweł.
- Jasne… – odpowiedziała Anka tańcząc salse później do niej dołączyłam i tańcząc poszłyśmy się przebrać w kostium. Gdy byłyśmy gotowi wyszliśmy z hotelu i ruszyliśmy w stronę plaży. Szliśmy przez las, były wielkie górki. Ja, Anka i Magda dałyśmy wszystkie doboły Pawłowi, a my ścigałyśmy się na górę:
- Pierwsza!! – krzyknęła zasapana Anka i odwróciła się za siebie. Zobaczyła tam piękną plażę. – Jaki piękny widok. – spojrzała na nas i zaczęła się śmiać, bo byliśmy dosyć daleko:
- A Ty, z czego się śmiejesz. Zamiast nam pomóc to się śmiejesz. – po tych słowach Anka zbiegła do nas i zabrała kilka rzeczy od Pawła. Doszliśmy na plażę. Było sporo ludzi, a piasek gorący. Rozłożyliśmy się daleko od wody. Gdy się rozłożyliśmy ja z Anką pobiegłyśmy do wody sypiąc wszystkich po kolei piaskiem. Gdy biegłyśmy Anka zahaczyła nogą o jakiś koszyk. Na szczęście nie wpadła na nikogo, ale musieliśmy oddawać kasę za koszyk, bo się trochę zepsuł (:P). Biegłyśmy przez plażę nie zatrzymując się, ale gdy zamoczyłyśmy stopę w wodzie od razu wróciłyśmy w stronę kocu. Gdy już dotarłyśmy Paweł się z nas śmiał, że taka ciepła woda, a my wybiegłyśmy z niej jak głupie. Przez następne 2 godziny opalałyśmy się. Zbliżała się godzina obiadowa i wszyscy się rozeszli. Paweł strasznie się nudził, więc postanowił wrzucić nas do wody. Ja poszłam w tym czasie po lody, a Anka i Magda leżały wygrzane na kocu:
- Zagracie w siatkę?? zapytał podrzucając piłkę, rzucając okulary na piasek.
- Jasne… – odpowiedziały chórem. Poszli zrobili małe kółeczko i zagrali. Po kilku odbiciach Paweł wziął dziewczyny na ramie i wrzucił do wody. Ja w tym czasie wracałam ze sklepu, gdy to widziałam aż ścisnęłam lody w rękach:
- A Ty, co się tak patrzysz…?? – Paweł zaczął mnie gonić po plaży aż końcu mnie dorwał i ja też wylądowałam w wodzie (:P).
- A gdzie są lody…?? – zapytała Anka.
- Tam… – wskazałam jej palcem na zgniecione lody leżące na piasku. Zaczęła się ze mnie śmiać. Po długiej kąpieli Paweł zawołał, bo zbliżała się godzina 17:00. Wychodziłyśmy już z wody i zobaczyłyśmy ciocię schodzącą po schodach na plażę. Była bardzo wkurzona:
- Ja się chowam do wody do póki jej nie przejdzie… – rzekłam zanurzają się w wodzie.
Ciocia powoli zbliżała się do Pawła. Rozmawiali bardzo długo. Miałyśmy już sine usta od siedzenia w wodzie:
- Dziewczynki!! Wychodźcie już!! Na kolacje idziemy!! – krzyczała ciocia.
- Już idziemy… – odpowiedziałyśmy drżącym głosem.
Wyszłyśmy z wody. Ogrzałyśmy się w ręcznikach, a Paweł drapał się po głowie:
- Szykujcie się. Ruszamy brzegiem morza. – powiedziała ciocia.
- Przecież musimy iść na kolację. – ja.
- Zjemy w restauracji.
- Oke… – rzekłam zakładając buty.
Byliśmy już gotowi, gdy Pawłowi się przypomniało, że miał okulary:
- Gdzie są moje okulary?? – zapytał zakłopotany.
- Nie wiem pewnie gdzieś w morzu leżą… – odpowiedziałam śmiejąc się.
- Nie ma się, z czego śmiać. To były moje ulubione…
- Nie przejmuj się kupimy nowe. – Magda podeszła do niego i pogłaskała po plecach. Doszliśmy do jakiś namiotów. W nich zjedliśmy kolacje w bardzo miłej atmosferze (:)).

- Wracamy już. Późno się robi i dziewczyny nie zdążą na dyskotekę. – zwrócił się Paweł do cioci.
Wracaliśmy taksówką. Gdy dojechaliśmy do hotelu zrobiło się tłoczno. Paweł od razu poleciał się dowiedzieć, co się dzieje. My poszłyśmy na górę do naszego pokoju. Paweł wrócił i poszedł rozmawiać z ciocią:
- Co się stało na dole?? – zapytałam wchodząc do kuchni.
- Jakąś dyskotekę robią… mam nadzieję, że wy się tam nie wybieracie. Jak zobaczyłem uczestników tej dyskoteki to… się przeraziłem.
- A jacy?? – zapytałam nalewają sobie soku do szklanki.
- Rocowce… – Paweł zrobił kwaśną minę.
- Aha…
- A Wy gdzie idziecie na dyskotekę?? – wtrąciła ciocia.
- Nie wiem Anka coś mówiła, ale nie wiem. Jej się zapytaj. – wyszłam z kuchni.
Anka rozmawiała z ciocią i wróciła do pokoju:
- Możesz się już szykować, bo nie zdążymy.
- Jak przekonałaś ciotkę??
- Ma się te sposoby… – Anka weszła do łazienki siedziała tam z godzinę może nawet i więcej. Ubrała się w dżinsową spódniczkę (nie za krótką) i białą bluzkę zawiązywaną na szyi:
- Łał… Super wyglądasz.
- Dzięki… Idź się szykuj, bo nie zdążymy.
- No jasne… Ty się szykowałaś godzinę, a ja mam być gotowa w pięć minut?!? – powiedziałam zamykając drzwi od łazienki.

Wyszłam po pół godzinie:

- Co tak szybko??
- Nie jestem taka jak Ty, że nakładam pięć centymetrów makijażu. – Anka popatrzyła spod oka i uśmiechnęła się.
- Masz tu rozmazane. – wytknęła mi język.
- Dzięki. A Magda idzie??
- Chyba tak… – Magda w tym czasie weszła wystrojona do pokoju i zaprezentowała się. Była ubrana w moniówkę (białą) i bluzkę na ramionka koloru błękitnego.
- UUuUuUuU!! Ale żeś się wystroiła… – Anka.
-Heh.. Ty też nieźle wyglądasz…
- Ale ja nie powiedziała, że dobrze wyglądasz. – Anka zaczęła się śmiać, a Magda popatrzyła na mnie.
- Co Ty masz na sobie. I Ty myślisz, że w tym pójdziesz?? Nie ma mowy. – byłam ubrana w zwykłe spodnie i bluzkę. Magda wyciągnęła jakieś super obcisłe rybaczki:
- Nie myśl, że to włożę…
- No to nie wiem, w co Cię ubrać…
- Mogę iść w tym, co mam na sobie.
- Chyba żartujesz! – Anka wyciągnęła bluzkę na krótki rękaw (białą z granatowymi, grubymi paskami) i spódniczkę z tiulem podszywana (biała).
- W to mogę się ubrać… – chwyciłam za wieszaki i poszłam się przebrać.
Gdy wyszłam zeszłyśmy na dół i pojechałyśmy autobusem na dyskotekę. Było sporawo ludzi, ale jakoś się dostałyśmy. Wnętrze było bardzo ładnie ozdobione, zamówiłyśmy wodę z lodem i usiadłyśmy przy stoliku na balkonie. Oglądałyśmy, jak kto tańczy, żeby zapoznać się z tutejszymi ruchami. Zupełnie inaczej się ruszali niż w Polsce. Jak my weszłyśmy na parkiet wszyscy się za nami oglądali. Po pierwszej piosence podeszli do nas chłopcy:
- Cześć dziewczyny. – okrążyli nas mierzyli oczami od góry do dołu.
- Jesteście z polski?? – zapytała Anka
- Nie, ale bardzo dobrze znamy polski. W szkole się uczymy. – powiedział podniecony nieznajomy.
- Aha… – Anka złapała nas za ręce i poszłyśmy do naszego stolika.
- Nie bójcie się nas. – poszli za nami i zamówili tekile dla wszystkich, ale my nawet jej nie tknęłyśmy.
- My się was nie boimy… – rzekłam po dłuższym czasie.
- Jak macie na imię?? – zapytała Magda.
- Ja mam na imię Jack – odpowiedział pierwszy.
- A ja John…
- A ja Nick. A Wy jak mace na imię??
- Anka.
- Sylwia.
- Magda. – każda podała rękę.
- Zatańczysz?? – zapytał mnie Jack (jeden z najładniejszych :P )
- Pewnie… – odpowiedziałam szybko i złapał mnie za rękę, lecz ja się wyrwałam.
Tańczyliśmy przy szybkiej piosence Anka zerkała do nas czy nic się nie dzieje. Wróciliśmy po trzech piosenkach:
- Fajnie razem wyglądacie… – rozmarzył się John. Ja spojrzałam na niego krzywo i wzruszył ramionami.
- Dziewczyny idziemy już?? – zapytałam.
- Nom… bo jest już dosyć późno. – przytaknęła Anka wstając powoli z krzesła.
- Nie idźcie jeszcze…
- Ale… – jąkała się Magda
- My nie możemy dłużej zostać. – dokończyłam
- Co mamusia nie pozwoliła późno wracać. – zaczęli się śmiać.
- Wiecie, co… bardzo żałuje, że was tu poznałam. – powiedziałam z poważną miną i wyszłyśmy z klubu.

- O której mamy autobus?? – Anka.
- Nie wiem trzeba sprawdzić… – podeszłam do tabliczki przejechałam palcem. – najwcześniej jest za pół godziny. – dokończyłam.
- No to zamówmy taksówkę, albo po Pawła trzeba zadzwonić.
- Dobra dzwonimy po Pawła. – wytknęłam język i sięgnęłam po telefon.

Paweł miał przyjechać za 10 minut, ale czekałyśmy na niego ponad 20 minut:
- Sorry za spóźnienie… Nie mogłem znaleźć kluczyków od samochodu.
- Spoko… – powiedziałam włączając radio.
- Proszę Cię tylko nie Tokio Hotel…
- Dlaczego?? – zapytałam (;/)
- Bo ich nie lubię. – Paweł znów ruszył z piskiem.
- To czas najwyższy polubić. – nacisnęłam przycisk play i podgłosiłam jak najgłośniej się dało, ale długo nie pograło to radio, bo Paweł zabrał kasetę:
- Co Ty robisz!!!? – ja.
- Włącz coś normalnego, a nie jakieś…
- Nie dokańczaj! – odwróciłam się w stronę okna i patrzyłam na mijające budynki. Jechaliśmy w kąpletnej ciszy.