2009
11.22

opowiadanie #9

Rano:

Obudziłam się dziewczyny jeszcze spały. Leżałam i myślałam nad tym, co się wydarzyło w ostatni miesiąc. Zdawało mi się, że to był sen uszczypnęłam się raz, potem drugi. Nie budziłam się z tego pięknego snu: „To dobrze” – myślałam. Nagle wpadł do pokoju Gustav:
- Wstawać!!!!!!!!! – wydarł się, a ja aż podskoczyłam na łóżku. A Anka i Magda momentalnie się obudziły.
- Co Ty wyprawiasz!! Nudzi Ci się??!! – wywrzeszczała na niego Magda. Gustav spojrzał na nią, przez chwilkę milczał, ale wkońcu wykrztusił to z siebie.
- Chciałem Was obudzić, bo niedługo wyjeżdżamy w trasę… – po czym wyszedł z pokoju. Magda spojrzała na mnie potem na Ankę:
- Kto idzie się pierwszy myć…?? – spytałam zmieniając temat.
- Ja!! – Anka poleciała przepychając się z Magdą to łazienki, a ja patrzyłam na nie i się cieszyłam, że je mam. Wygrała Anka. Magda przyszła po minucie. Po Ance weszła Magda a później ja (:]) Weszłyśmy do salonu chłopcy siedzieli na kanapie i oglądali mecz, a ciocia pichciła coś w kuchni:
- Co wy mecz oglądacie?? – zapytałam wchodząc do salony i każdemu podałam dłoń na powitanie.
- Nie ma nic w telewizji… – mruknął Bill kładąc głowę na ramieniu Georga.
- Bill Ty pedale idź do jakiejś laski, a nie do mnie się przylizujesz… – powiedział Georg patrząc się na Ankę stojącą nad nimi.
- Siadaj. – Bill się posuną i Anka usiadła. Tym razem się oparł o jej ramie.
- Ale ja się nie wyspałem na tej kanapie… – rzekł Tom rozkładając się na mnie
- Biedaczek. – próbowałam zdjąć nogę Toma z mojej nogi (:PP). Tom zamknął oczy i zasnął. Siedzieliśmy z pół godziny w milczeniu, ale Bill musiał przerwać (jak zawsze):
- Idziemy dziś do kina?? Bo dziś wyjeżdżamy i to trzeba jakoś…
- Uczcić. – przerwałam mu. Bill spojrzał na mnie spod oka i rzuciła się na mnie. To było okropne () Chciał mnie zagulgotać na śmierć (;( )
- Dzieci śniadanie!! – krzyknęła ciocia z kuchni. My spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Ciocia wychyliła głowę zza ściany i spojrzała na nas lekceważącym wzrokiem.
- A gdzie Paweł?? – zapytała ciocia podwajając kanapki.
- Śpi. Ja go obudzę. – wstałam z krzesła i poleciałam do Pawła.
- Tylko nie za ostro! – doradziła mi Anka.
- Dobra, dobra…- otworzyłam delikatnie drzwi pokoju Pawła i popatrzyłam się na niego prawie, że się posikałam ze śmiechu. Jego poza była dobijająca. Przestałam się śmiać i podeszłam do niego, usiadłam na wielkim łóżku i zastanawiałam się, co z nim zrobić. Nagle Paweł zarzucił na mnie rękę i nie mogłam się ruszyć:
- Ciociu!! Pomocy!! – krzyczałam zrozpaczona. Przybiegła w mgnieniu oka. Wzięła Pawła rękę i go próbowała go obudzić, ale nie dało rady. Zrezygnowaliśmy z budzenia Pawła i poszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu poszłam się ubrać w strój sędziego do piłki nożnej i wleciałam z piłką pod pachą do pokoju Pawła i zagwizdałam w gwizdek.
- Pobudka!!!!!! – Paweł otworzył oczy, a ja poruszyłam brwiami.
- Tylko nie to… – wymruczał Paweł wstając z łóżka i poszedł się ubrać do łazienki. Gdy on był w łazience ja ustalałam drużyny. Pierwsza: Ciocia Ania, Magda, Bill, Georg i Gustav. Nasza drużyna wyglądał tak: Ja, Anka, Tom i Paweł:
- A śmiesznie wyglądacie w ciuchach! – śmiałam się z Toma i z Billa. Bill wytknął mi język. Szliśmy schodami to znaczy biegliśmy, była to tylko rozgrzewka.
- Ja już nie mogę… – wysapał Bill z Tomem zatrzymując się na środku schodów.
- Co?? To tylko zbieganie ze schodów. Ale Wy macie super kondycje. – Złapałam Toma i Billa za rękę i zbiegliśmy na dół. Wsiedliśmy do czarnego busa:
- Dlaczego Ty nie kierujesz?? – spytałam Pawła.
- No, bo to nie jest mój samochód… – odpowiedział z bananem na twarzy ja odwzajemniałam uśmiech. Dojechaliśmy na boisko. Nie za duże, nie za małe:
- Bill pójdziesz na bramkę, a Ty Tom na atak.
- A gdzie to jest?? – zapytali dyskretnie. Paweł wszystko nam wytłumaczył, zasady przede wszystkim.
- Przegrana drużyna płaci za bilety do kina!! – krzyknęłam wbiegając na boisko.

*************

Po pierwszej połowie Tom i Bill byli wykończeni jak nie wiem, co:
- Może pół godziny przerwy?? – zaproponował Bill popijając wodę.
- Macie 10 minut… – odpowiedział jasno Paweł robiąc kapki (:PP).
Po krótkiej przerwie weszliśmy na boisko. Szłam z Billem nagle Billowi zrobiło się słabo:
- Nic Ci nie jest?? – zapytałam łapiąc go.
- Nie. Możemy grać… – młodszy Kaulitz wstał i podbiegł do Pawła i zabrał mu piłkę. Anka spojrzała na mnie wzruszając ramionami ja do niej podeszłam:
- Może chce się popisać… – wytknęłam jej język.
- Taaa… a jeśli mu się coś stanie. Jutro mają trasę.
- No to chodź udajemy, że już nie możemy to oni też nie będą grać…
- No dobra, ale to za 10 minut. – pobiegłam na bramkę (ba teraz była moja kolej). Mijały minuty wszystko się działo na środku boiska. Nagle była akcja i Ciocia biegła w moją stronę próbowałam obronić, ale ciocia strzeliła za mocno i wystawiłam ręce, ale piłka przeleciał mi przez palce i dostałam w buzię. Przewróciłam się. Paweł podbiegł do mnie i podniósł mi głowę. Leciała mi krew z nosa. Nikt nie wiedział, co się stało. Paweł zaniósł mnie na trybuny i tak się skończył mecz. Gdy już się dobrze poczułam mogliśmy dalej grać, a przez ten czas bliźniacy moli sobie odpocząć (:]). Po drugiej połowie pełnej wrażeń wróciliśmy do hotelu. Wszyscy się wykąpali i ciocia zamówiła coś do jedzenia:
- Boże… ja się mogę założyć, że będę miał zakwasy. – marudził Bill.
- Jak my będziemy grali na koncertach. – dołączył do niego Tom.
- To było pytanie czy twierdzenie?? – spytałam siadając koło Toma.
- Nie wiem… pytanie chyba.
- Ciociu!! Wiesz, że idziemy dziś do kina i Wasza drużyna płaci! – darłam się idąc w kierunku kuchni tam gdzie była ciocia. Podeszłam do barku i oparłam głowę na rękach i patrzyłam jak gada z moją mamą (;PP).
- Chcesz porozmawiać z mamą??
- Nie później porozmawiam… – uśmiechnęłam się do cioci i wyszłam z kuchni.
- Dobrze… / A jak tam w Chinach?? – ciocia ciągnęła rozmowę z mamą, a ja poszłam do salonu. Był tam Paweł leżał na kanapie:
- Gdzie są wszyscy?? – zapytałam.
- Nie wiem… – wymamrotał.
- Spoko. – poszłam do naszego pokoju. – O tu jesteście.
Posiedzieliśmy w pokoju, gadaliśmy, słuchaliśmy muzyki. Ale co najważniejsze się nie nudziliśmy (:PP). Tom wstał chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z pokoju. Tom zabrał mnie do restauracji, był tam nakryty stół dla dwóch osób. Podeszliśmy do stolika i Tom mi wysunął krzesło:
- Dziękuję.
- Co podać?? – zapytał kelner.
- Poprosimy, kurczaka z frytkami i do tego colę. – odpowiedział szybko Tom. Kelner odszedł.
- Tooomm… mógłbyś mówić za siebie. Ja nie lubię kurczaka (:/) – powiedziałam wkurzona.
- Jak nie można lubić kurczaka. – rzekł z niedowierzaniem.
- Oj… nie ważne.
- Mi możesz wszystko powiedzieć.
- Nie lubię się z nim bawić i tyle… – Tom zaczął się śmiać. – Nie ma się, z czego śmiać.
- Jak nie lubisz to mogę Cię nakarmić. – Tom momentalnie przestał się śmiać. Popatrzyłam na niego lekceważąco. – Jeśli nie chcesz to powiedz.
- Jeszcze zobaczymy. – kelner podszedł i podał nam wielki talerz na tacy a obok talerza kilkanaście łyżeczek. Popatrzyłam na nie pytająco. – Do czego są te wszystkie łyżeczki??
- Nie musisz wszystkich używać. Jedz tymi, co Ci pasują. – Tom wziął się do jedzenia. Ja się na niego popatrzyłam, a on na mnie. – Jedz, bo Ci ostygnie.
- Już, ale nie zjem tego kurczaka nie dość, że nie lubię to jeszcze taki wielki…
- Zjedz to, co chcesz.
- Sorry nie chciałam Ci sprawić przykrości. Ty za to zapłacisz wielka sumę a ja Ci takie głupoty gadam.
- Nie szkodzi. – położył swoją rękę na moją i spojrzał na mnie ślicznie. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. – uśmiechnął się do mnie i zabraliśmy się do jedzenia. Gdy już wszystko zjedliśmy zrobiło się ciemno. – Jak ten czas szybko leci.
- No to trzeba z niego korzystać… – Tom wstał i poszedł zapłacić za kolację.
- Idziemy się gdzieś przejść??
- Nom… a nie jest za późno. Przecież Ty masz jutro trasę.
- Pierwszy Koncert jest, blisko więc zdążymy. – wyszliśmy z hotelu, Tom założył kaptur i przykrył mnie swym ciałem, żeby nikt nam nie zrobił zdjęcia.
- Nie mogę oddychać. – zaczęłam się śmiać.
- Przestań, bo się oglądają za nami.
- Oke. – ja nadal się śmiałam, ale po cichu. Szliśmy tak z pięć minut dopóki nie oddaliliśmy się od hotelu. Tam było pełno ludzi pstrykających fotek (:/)
- Gdzie mnie znów prowadzisz?? – zapytałam wychylając głowę spod jego ramion.
Na plażę…
- Nie za daleko??
- Nie. Mam miłe wspomnienia z plaży. – szliśmy wtuleni w siebie, gadaliśmy o czym popadnie. Śmieliśmy się z najgłupszych rzeczy pod słońcem, ale było fajnie. Gdy doszliśmy na plażę spotkaliśmy tam Billa i Ankę:
- Co Wy tu robicie?? – spytałam podchodząc do nich, a od Toma się oderwałam.
- Na spacerek wszyliśmy… – Anka wytknęła mi język.
- A gdzie jest Magda i Georg i Gustav?? – Tom.
- W klubie jakimś są. Dobra my już idziemy, bo mamy coś do załatwienia. – Bill pociągnął Ankę do siebie i poszli brzegiem morza. Ja z Tomem szliśmy jedno za drugim:
- Poczekaj na mnie… – rzekł Tom.
- Co się stało?? – odwróciłam się już siedział na piasku.
- Nie nic…
- Ja widzę, że nic. Zmęczyłeś się?? To możemy trochę odpocząć. – usiadłam koło niego.
- Nie… ale chcę tu trochę posiedzieć. – Tom rozmarzył się i położył się na piasek obserwując gwiazdy. – Chodź tu do mnie… – Tom wstał i przytulił się do mnie.
- Co się stało?? Ty płaczesz. – spojrzałam się na niego. – Dlaczego płaczesz??
- Nie wiem, ale będzie mi Ciebie brakowało. Wiem, że to głupie.
- Mi Ciebie też… – przytuliliśmy się i położyliśmy na piasku. Po krótkim leżeniu poszliśmy do hotelu. Weszliśmy tak cicho, że nikt nie wiedział, że przyszliśmy, ale ciocia się obudziła:
- Gdzie Wy byliście?? – spytała ciocia wchodząc do salonu i drapiąc się po głowie.
- Byliśmy na dole w restauracji.
- Aha… to idźcie już spać, bo późno już jest.
- Dobra. A jest Anka i Magda w domu??
- Nie ma jeszcze. Nie wiem, co mam z Wami zrobić. Macie ze mną za dobrze… – powiedziała ciocia ziewając.
- Nom i to jak dobrze. – Tom pociągnął mnie do siebie.
- Pojedziesz ze mną w trasę?? – zapytał szeptem.
- Chyba nie poważny jesteś… W życiu mi nie pozwoli. – powiedziałam podchodząc do cioci. – Ciociu mam pytanie.
- Mów…
- Ale żeby Ci to udowodnić to nagram na dyktafon. – znalazłam dyktafon i go włączyłam.
- Ciociu mogę jechać z chłopakami na trasę??
- Możesz… – po czym wyszła z kuchni do sypialni. Stałam jak wryta, otworzyłam buzię i tak stałam.
- I co warto było spytać. – Tom podszedł do mnie i zaczął mnie całować, ale ja przerwałam to i zobaczyłam czy to się nagrało. Mieliśmy szczęście, że się nie wyłączył, bo to stary dyktafon (:PP).

!C.N.D!

Komentarze są zamknięte.