2009
11.07

opowiadanie #5

Danke za komety :* oby tak dalej :D !!

Gdy Tom otworzył drzwi poczułam swąd spalenizny. Spojrzałam na Toma, a on na mnie:
- Co tu się stało?? – spytałam Anki wchodząc do zadymionej kuchni.
- Nic Bill spalił jajecznicę… – odpowiedziała Anka.
- Taaa… ja a kto wpadł na pomysł, żeby… łaj tam nie ważne! – krzyknął Bill.
- No to może ja otworze okna?? – powiedziałam machając sobie ręką przed nosem.
- Dobra. – Anka.
Ja poszłam do pokoju, a Tom do sypialni. Męczyliśmy się z tym smrodem z 15 minut. Po długim wietrzeniu Anka się wzięła za mycie patelni, było bardzo trudno domyć spaleniznę. Po jakimś czasie wszyscy usiedliśmy na kanapie (no nie wszyscy, bo się nie zmieścili) ja usiadłam na fotelu (:]). Siedzieliśmy w milczeniu, ale Bill przerwał tą ciszę:
- Co nic nie mówicie… nie obraźcie się, że Wam spaliłem śniadanie. – Bill
- Spoko… – Tom.
- A co Wy robiliście, że się spaliło. – rzekłam patrząc się na Billa.
- To nie ja…! To był jej pomysł. – Bill pokazał palcem na Ankę.
- Anka powiedz nam, bo z nim się nie dogadamy… – Tom.
- No, bo ja chciałam iść na góre pościelić łóżko, a on poszedł za mną. Nie wiem, po co… no i zagadaliśmy się na górze. – wytłumaczyła się Anka.
- Taaa… ja Ci nie wierzę. Mi się zdaje, że coś tu zaszło jak nas nie było
tylko ona się wykiwała i zadzwoniła to Sylwii. – powiedział Tom jednym tchem.
- No nie zdaje mi się my się dopiero zszyliśmy poznać a Ty od razu myślisz tylko o jednym… – powiedziała wkurzony Bill i wyszedł z pokoju.
- No i co Ty zrobiłeś. Musisz wszystko mówić to, co myślisz?? – Gustav.
- O boże, a on taki wrażliwy jak dziewczynka. – Tom.
- A Tobie było by miło gdyby on o Tobie tak mówił, że przeleciałaś Sylwię??!! – krzyknął Gustav.
- No nie, ale… – Tom zaciął się i spojrzał na mnie.
Miałam łzy w oczach i wybiegłam na dwór. Anka podbiegła do mnie i przytuliła się, bo wiedziała, że tego potrzebuję. Poszłyśmy z Anką na krótki spacer. Gdy już wróciłyśmy czekał na nas Paweł:
- Gdzie Wy byłyście?? – spytał patrząc się w podłogę.
- Po plaży chodziłyśmy… – podeszłam do niego i podniosłam mu głowę – co się stało??
- Nic… martwiliśmy się o Ciebie. Twoja Ciocia o mało nie zadzwoniła do mamy, a wiesz, co by było jak by zadzwoniła.
- Wiem. Już by mnie nigdy nie puściła na koncert. – rzekłam przytulają się do Pawła i łza mi poleciała po policzku.
- Nie płacz już. Idź do samochodu, a ja porozmawiam z chłopcami chwilkę. – Paweł.
- Ok… – ja.
Anka już czekała w samochodzie. Paweł wrócił dojechaliśmy w milczeniu pod hotel. Czekała przed nim zdenerwowana ciocia:
- Boże dziecko gdzie Ty byłaś?? – powiedziała przytulając mnie mocno.
- Za kulisami… – odpowiedziałam szptem.
- Coś mówiłaś?? – ciocia.
- Nie… – ja.
- No to chodźmy na górę pewnie nie jadłyście śniadania… – ciocia.
- Skąd wiedziałaś?? – wytknęłam Ance język.

Teraz Paweł miał oczy dookoła siebie. Jak odeszłam na chwilkę zaczął mnie wołać. I tak minęła reszta dnia poszłyśmy spać. Tym razem pilnowali nas żebym, chociaż jedną noc przespała tutaj.

Rano:

Obudziła mnie ciocia odsłaniając zasłonki:
- Sylwia wstawaj! – ciocia.
- Juuuużż… – ja.
- Jedziemy zwiedzać Niemcy!
- Ja nie jadę… nie chce mi się. A po za tym źle się czuję. – powiedziałam zasłaniając ręką słońce.
- Na pewno?? Ja Cię dziś zamknę w lokalu, bo znów gdzieś mi uciekniesz. .
- No nie. Nie pójdę nigdzie przyrzekam. – ja.
- No dobrze to my już jedziemy… – ciocia.
- A wszyscy jadą?? – spytałam.
- No tak… – ciocia już wyszła z pokoju.

Gdy wyjechali położyłam się z powrotem spać. Następnie wstałam ok. 13, ledwo ruszyłam się z łóżka. Bolała mnie głowa, brzuch i co najgorsze rzygałam, więc położyłam się spać. Gdy już wrócili obudził mnie Paweł:
- Co Ty wyprawiasz?? – zapytałam chowając głowę w poduszkę.
Obudź się w końcu! Ileż to można spać!
- Gdybyś wypił tyle, co ja… to można. – dokończyłam niepewnie.
- Na kaca nie jest dobre spanie. Ja za dziesięć minut wrócę i masz być już ubrana. – rzekł Paweł zamykając drzwi sypialni.
- Łap ciupagę… – szepnęłam, gdy zamknął drzwi.
Przyszedł po 10 minutach, a ja nadal leżę w łóżku, (ale nie spałam):
- Źle się czujesz?? – podszedł do mnie i położył rękę na moje czoło.
- I co…??
- Masz gorączkę i strasznie blada jesteś. Chyba przesadziłaś z tym piciem. Zaraz Ci coś przyniosę i zmierzę Ci temperaturę.
Miałam ok. 40o gorączki. Ciocia zadzwoniła po doktorka i powiedział, że muszę leżeć do póki nie minął stany gorączkowe. Zbliżała się noc. Spałam u cioci, bo nie chciałam zarazić dziewczyn. Budziłam się w nocy do łazienki. Ciocia chciała mnie zawieść do szpitala, ale to by była już przesada (:PP).

Tydzień później:

Gdy już wyzdrowiałam pojechaliśmy wszyscy do LunaParku i się świetnie bawiliśmy, lecz ja i Anka jak zawsze się nażarłyśmy wszystkiego i miałyśmy chorobę lokomocyjną (). Jak już dojechaliśmy do hotelu (już nam trochę przeszło) i się położyłyśmy spać, choć był wczesna godzina (ok. 16).
Wstałyśmy o 20:00. Nie spałyśmy w nocy, ciocia kilka razy nas uciszała w nocy, lecz na marne. Końcu Magda się obudziła i siedziała z nami:
- Wiecie, co…?? – zapytała Magda.
- Nie. – powiedziałyśmy chórem patrząc pytającym wzrokiem na Magdę.
- Ja się chyba zakochałam… – rozmarzyła się Madzia.
- Kto jest tym szczęśliwcem?? – spytałam nieśmiało ruszają brwiami.
- Nie ważne…
- Gucio, ja się mogę założyć. – Magda rzuciła we mnie poduszą, tak mocno, że aż spadłam z krzesła. Anka jej oddała za mnie, bo ja nie byłam na razie w stanie (i tak zaczęła się wojna na poduszki :P P). Gdy Anka próbowała rzucić we mnie stałam wtedy przed drzwiami na balkon i je otworzyłam. Poduszka wypadła za okno. Popatrzyłyśmy się na siebie i ruszyłyśmy w stronę balkonu:
- Jest…! – krzyknęłam niezbyt głośno. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Anka poszła otworzyć, a ja z Magdą siedziałyśmy w pokoju:
- Kto to?? – zapytała Anka zbliżają się do drzwi.
- Proszę otworzyć. – odezwał się gruby głos.
- Już… (chodźcie tu szybko) – Anka zawołała nas szeptem i otworzyła drzwi. W drzwiach stał Georg z Gustav, a za nimi Tom i Bill z rękami założonymi na brzuchach.
- Co się tu dzieje?! Ludzie nie mogą spać… – powiedziała z poważną miną Georg.
Anka stała jak wryta, ale ja wiedziałam, że oni tak na jaja:
- Możemy wejść?? – spytał Tom wychylając głowę zza Gustava.
- Proszę… – rzekłam.
- Chcecie coś do picia?? – szepnęłam.
- Ja poproszę coś mocniejszego. – odrzekł Bill z bananem na twarzy.
- Przyszliśmy do Was na pizzę. – Tom wytknął mi język.
- Ha, ha! – zaśmiała się Anka.
Bill spojrzał na nią porywającym wzrokiem i wyszli na balkon. Georg poleciał za nimi i zaraz wrócił ze smutną miną, bo go Bill wygonił (:PP)
- Co się stało?? – ja.
- Nic… – rzekł sięgając po jabłko i uśmiechnął i się do mnie.
Zbliżała się godzina 3 w nocy wszyscy zasiedliśmy przed telewizorem nie włączając go (siedzieliśmy tak: Bill, Anka i Magda na kanapie, Georg na fotelu, Gustav na podłodze przed telewizor mija z Tomem na jednym fotelu):
- Włączycie telewizor?? – spytał błagalnie Gustav.
- A co jest o tej porze w telewizji?? – Anka.
- Pornosy… Gucio uwielbia pornosy. – powiedział śmiejąc się Tom.
- Nie na EuroSporcie jest boks. – Gucio.
- Już Ci włączam. – odrzekłam wstając po pilot.
- Dzięki… – Gucio.
Gdy włączyłam telewizor usłyszeliśmy kroki z pokoju Pawła:
- Cicho ktoś idzie… – szepnął przestraszony Bill.
- To tylko Paweł. – rzekłam spokojnym głosem
- Co Wy tu robicie?? Skąd Was tu tyle się wzięło?? – zapytał Paweł ziewając.
- No… (yyYyY)… – jąkałam się.
- Dobra, ale możecie trochę ciszej??
- Nom… – gdy to powiedziałam Tom zaczął się do mnie podlizywać. Paweł tylko popatrzył na niego dziwnie i poszedł do siebie.
- Tom… nie w miejscu publicznym. – Bill.
- No, co… – Tom.

W sypialni Cioci:

- Pani Ani… widziała pani, co tam się dzieje?? Lepiej pani tam zajrzy, bo do czegoś zajdzie. – Paweł.
- O ja tam… to młodzież jest muszą korzystać z życia… – odpowiedziała zarzucając kołdrę na głowę.
- Tylko, żeby nie było później na mnie jak coś się stanie. – Paweł wyszedł z sypialni cioci i poszedł spać do siebie.

U nas:

- My to już chyba idziemy… – powiedział podniesionym głosem Georg i patrzył się na reakcje Gustava. Nawet nie drgną, wszyscy się zaczęli śmiać, a on nadal nie kontaktował ().
- Dajcie mu spokój. Niech sobie obejrzy ten mecz. – rzekła Magda.
- UUuUuUuU (wszyscy)!! Nie broń go… – dokończył Bill.
- Ja go nie bronie… – wytłumaczył się krótko Magda.
- Ja muszę się przewietrzyć… – podniosłam się z fotela.
- Idę z Tobą. – Tom podniósł się za mną i poszliśmy na balkon.
- Ooo… znalazły się dwa gołąbki (:P)). – powiedział Bill.

Na balkonie:
Tom wyją z kieszeni papierosy i chciał zapalić, lecz ja mu wyciągnęłam z buzi:
- Co Ty wyrabiasz??
- Jeśli chcesz palić to nie przy mnie…
- Czemu??
- Bo tak!! – rzekłam odwracając się tyłem do Toma.
- Ależ Ty wrażliwa. – przytulił mnie zachodząc mnie od tyłu (bez skojarzeń)
- Tom przestań… – odwróciłam się do niego i chcieliśmy się pocałować, ale Bill wszedł na balkon i natychmiast się oderwałam od Toma i poszłam w inną stronę.
- Oj… Sorry już sobie idę… – Bill wyszedł na paluszkach.
- I na czym my to skończyliśmy. – Tom podszedł do mnie i zaczął mnie całować.
- Mamy chyba publiczność… – wskazałam palcem na okno a za nim stali: Bill, Anka, Magda, Gustav i Georg. Tom odwrócił się i podszedł do okna i zasłonił żaluzję, czy coś tam:
- Nie masz tu swojego pokoju??
- Mam, ale… – Tom przerwał mi całując mnie.
- Nie mów nic… – Tom delikatnie pocierał palcem o moje usta.
- Tom!!! Musimy iść! – krzyknął dyskretnie Bill.
- Już idę… – Tom przytulił się do mnie i wyszeptał, ale nie wiem, co, bo nie słyszałam.
- Pa… – ja.
- Do jutra. – wytknął mi język.

Gdy poszli miałyśmy trochę sprzątania w salonie i w kuchni.
- Co Wy robiliście na balkonie?? – zapytała Anka pociągając mnie za ręce na kanapę.
- A nic szczególnego…
- No powiedz… wszyscy śpią, a Magda nie słyszy.
- Magda może wiedzieć… – machnęłam jej ręką przed nosem.
- No to, w czym problem??
- Nie wiem… – wtuliłam się w jej ramię i zaczęłam płakać.
- Co się stało??
- Ja go kocham…
- Boże… – powiedziała szeptem Anka.
- Wiem już Ci to wiele razy mówiłam przed wyjazdem, ale ja nie mogę w to wszystko uwierzyć… – zaczęłam tak płakać, że aż Magda wychyliła głowę zza szafki.
- Chodź tu. – Anka pomachała ręką, żeby do nas przyszła.
Jak już posprzątałyśmy poszłyśmy spać.

2009
11.01

opowiadanie #4

Zaskoczyliście mnie! Nie myślałam, że będzie tyle komentarzy :D
Cieszę się, że podobają się Wam moje opowiadania. Komentujcie! Dzięx :*

Następnego dnia:

Spałyśmy do południa. Anka mnie obudziła, bo dzwoniła do mnie mama z Chin, a Magda już siedziała przed telewizorem z Pawłem (coś się zaprzyjaźnili ;) ). Gdy mamie powiedziałam o Tokio Hotel, że jadę na ich Koncert, bardziej się zdenerwowała i chciała rozmawiać z ciocią Anią. Mama zawsze ich nie lubiła, ale ciocia jakoś ją namówiła. Ciocia rozmawiała bardzo długo my w tym czasie (ja Anka i Magda) wyszłyśmy na spacer do parku. Tam zamierzałyśmy namówić Magdę, aby z nami pojechała na koncert:
- Dlaczego nie chcesz z nami jechać?? – spytała Anka.
- Nie wiem… nie chce mi się i szkoda na teki coś kasy. – odpowiedziała Magda.
- Spoko…A lubisz ich tak wogóle?? – ja.
- No nie za bardzo… tylko Gustava najbardziej z całej czwórki. – Magda.
- Dobra to nie będziemy Cię zmuszać. Jeśli ich nie lubisz nie chcesz. – ja.
Magda uśmiechnęła się i ruszyłyśmy w stronę domu żeby się nie zgubić.

W domu:

Anka zaczęła się szykować na koncert, ale ktoś zapukał do drzwi:
(puk, puk…)
- Kto tam?? – spytał Anka wkładając z powrotem na siebie bluzkę, którą zaczęła zdejmować:
- To my… – rozległ się gruby głos Gustava.
- Wejdźcie! – krzyknęłam.
- Cześć… – powiedział Tom z Billem.
- Hej. – odpowiedziałyśmy.
- Co tam u Was. Gdzie się dziś wybieracie?? – Tom
- Właśnie miałyśmy się szykować na Wasz koncert… – ja.
- Aha… – powiedział Tom z smutną miną.
- A co Was tu sprowadza?? – Anka.
- No, bo chcieliśmy Wam powiedzieć…, że mamy dla Was trzech wejściówki na koncert.
- odpowiedział Bill.
- O ja… szkoda. To, co my zrobimy z tymi biletami?? – ja.
- Możemy oddać je z powrotem. – Gustav.
Magda w tym czasie otworzyła drzwi:
- Cześć. – Magda.
- Cześć… – odpowiedzieli chórem (:])
- Sorry, ale niechcący podsłuchałam Waszą rozmowę i… – Magda zacięła się.
- Spoko. Tylko dokończ to, co zaczęłaś. – powiedział Gustav.
- No ja nie mam ochoty na Wasz Koncert jechać. – odpowiedziała z wymuszonym uśmieszkiem.
Wszyscy zrobili kwaśne miny (chłopcy):
- A dlaczego nie chcesz iść…?? – Bill.
- Nie chce mi się. – Magda.
- Dobra nie będziemy Cię zmuszać jeśli nie chcesz. – stwierdził mądrze Gustav.
Nie wiesz, co tracisz. – wtrącił Georg.
- Może…To ja idę, bo się umówiłam z Pawłem i jedziemy na miasto. – Magda.
- Mam nadzieję, że wrócicie przed 20… – ja.
- No pewnie, że tak! – Magda.

Chłopcy jeszcze zostali chwilkę u nas, później poszliśmy oddać bilety (nasze). Wróciliśmy do hotelu chłopcy się spóźnili na miejsce, w którym miał się odbywać Koncert. Ja z Anką zaczęłyśmy się szykować… Włożyłam na siebie dżnsowe (z poszyciami zielonymi)spodnie i bluzę beżową z kapturem, pod bluzą miałam bokserkę koloru zielonego. Anka założyła spodnie moro i czarną bluzę i podkoszulkę też czarną. Makijażu nie miałam, bo nie nienawidzę się malować (no może troszkę), ale Anka miała i to niezły (podobał mi się :D ).Wyszłyśmy przed hotel. Czekałyśmy na Pawła z 5 minut, bo jeszcze nie wrócił z miasta. Magda poszła na górę oglądać telewizję.

Na koncercie:

Stałyśmy w kolejce z pół godziny. W końcu się dostałyśmy i na scenę weszły dziewczyny z Blogu tłenti sewen (:P). Koncert odbył się nad morzem, (bo tam wybraliśmy się na wczasy.

Od razu jak je zobaczyłyśmy zaczęłyśmy je wyzywać, od czego popadnie. Poszłyśmy po piwo wypiłyśmy jedno i poprosiłyśmy jakieś faceta żeby nam postawił, bo już nam nie chcieli sprzedać. Trochę tego piwa wypiłyśmy nawet nie wiedziałyśmy, kiedy te lumpeksiary zeszły. Weszli na scenę Tokio hotel. Wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć to od razu się zorientowałyśmy, kto wszedł na scenę. Jakoś się dostałyśmy pod scenę, balowałyśmy jak nigdy w życiu. Zanim nastroili instrumenty minęło gdzieś z pół godziny przez ten czas nie dało się wytrzymać pod sceną. Darły się jak nie wiem, co… Nareszcie pierwsza piosenka „ Beichte”!. Ja z Anką skakałyśmy do kamery, zrobiłyśmy kółko tańczyłyśmy w środku. Tak minęła połowa koncertu TH. Nagle Bill powiedział do mikrofonu:
- Tę piosenkę dedykujemy dziewczynom w pierwszym rzędzie – spojrzałyśmy się na niego – O! Właśnie dla nich! Będzie nią… Rette mich!
Wszystkie dookoła nas zaczęły jeszcze głośniej piszczeć, a my zaczęłyśmy się brechtać o mało się nie posikałam (nie tylko od śmiechu:P). Na tej piosence opierałam się o barierkę przy scenie. Anka się wpatrywała w Billa, a ja na Toma, był bardzo skupiony na tym, co gra. Nagle spojrzał się na mnie, uśmiechnęłam się do niego a on mi puścił oczko. Na szczęście nikt tego nie zauważył, bo bym nie wytrzymała. Po „Rette mich” było „Schrei!”. Bill wziął nas na scenę zaśpiewaliśmy z nimi całą piosenkę, (ale większość to my) zrobiłyśmy niezłą zadymę (;)). Po tej piosence czekaliśmy na nich za kulisami na kanapie z piwem w ręku. Na śmierć zapomniałyśmy o Pawle, który się nami opiekował przez cały czas, ale pewnie poznał, jaką laskę i o nas zapomniał.
- Dziewczyny co Wy tu robicie?? – spytał Tom, a ja w tym czasie wstałam ledwo trzymają się na nogach. Chciałam usiąść, ale Anka mi odsunęła krzesło. To było żałosne. Upadłam na ziemię tym razem nie uderzyłam się w głowę. Tom mi pomógł usiąść na krzesło tym razem z daleka od Anki(:P). Zasnęłyśmy na krzesłach. Mnie położyli bezmyślnie na łóżku Gustava a Ankę na Toma. Gustav wrócił z łazienki i położył się koło mnie nie wiedząc, że ja tam leżę:
- Boże!! Co ona robi w moim łóżku?!?– Gustav.
- Ciszej… śpi- syknął Bill.
- Wiem, że śpi. A gdzie ja będę spał?? – spytał ze skwaszoną miną.
- Na kanapie z Tomem, bo Anka śpi na jego. – odpowiedział mu szeptem Bill.
- Jezu… To będzie najgorsza noc w moim życiu. – rzekł pod nosem Gustav.
- Co Ty powiedziałeś?? – Tom rzucił się na Gustava.
- Tom! Co Ty robisz??! – Bill się śmiał i zaczął odciągać chłopców od siebie.
Przyszedł Georg do pokoju było już po bitwie:
- Co tu się działo. – Georg rozejrzał się po pokoju i natkną się na Gustava leżącego na Tomie. Wybuchnął śmiechem. Tom tylko uśmiechnął się do niego i jakoś zepchnął z siebie Gustava. Nagle ja przebudziłam się:
- Co się dzieję?? – spytał przerażony Tom.
- Podaj mi wody… – odpowiedziałam z trudem.
- Już…idę… – Tom

Chłopcy się rozeszli, Tom został i czekał aż wrócę do przerwanego snu. Po jakimś czasie Tom odszedł ode mnie i próbował się położyć koło Gustava. Było trudno, bo Gustav już spał bardzo mocno i rozłożył się na całej kanapie. Tom zrezygnował po krótkiej walce z Gustawem i położył się na ziemi na dwóch kocach.

Przebudziłam się w nocy z bólem głowy. Zobaczyłam, że Tom śpi na podłodze, więc podeszłam do niego:
- Tom… obudź się.- powiedziałam szturchając go za ramię.
- Co…?? – odrzekł zaspany Tom
- Czemu Ty śpisz na podłodze?? – ja.
- No, bo Gustav mnie nie wpuścił na kanapę. – Tom.
- Nie wygłupiaj się, chodź do mnie… – jeszcze wtedy nie otrzeźwiałam.
- Jesteś tego pewna?? – Tom.
- Nie marudź tylko chodź! – podniosłam na niego głos i wpuściłam pod kołdrę.
- Ale ciepło tu masz… – rzekł rozmarzony Tom.
Lecz ja nie odpowiedziałam, bo nie miałam siły.

Rano:

Obudziłam się ok. 6. Wszyscy jeszcze spali, ale był jeden wyjątek, Tom już nie spał. Patrzył się na mnie swoimi pięknymi oczkami:
- Boże, co się tak patrzysz?? – spytałam kładąc rękę na głowę.
- Ładnie wyglądasz jak śpisz. – rzekł z uśmiechem.
- Dzięki… – zarumieniłam się.
- Boli Cię głowa, bo dużo wczoraj wypiłaś…? – Tom.
- Jeszcze pytasz… Fatalnie się czuję. – powiedziałam
- Przynieść Ci wody i tabletki?? – Tom.
- Nom, jeśli chce Ci się wstawać… – zwróciłam się z bananem na twarzy.
- No tak. Inaczej bym się nie pytał. – Tom.
Tom poszedł po tą wodę na paluszkach, żeby nikogo nie obudzić.
- Proszę… – powiedział Tom kładąc szklankę na szafce.
- Dzięki. – ja.
Po pięciu minutach:
- Wiesz, co… masz ochotę się przejść?? – Tom.
- Nom, ale nie daleko, bo nie wrócę później. Najwyżej, że chcesz mnie nieść. – rzekłam
- Mogę Cię nieść. – Tom wytknął język.
- Boże… al…– ja.
- Polałaś się trochę piwem, jak Ci Anka odsunęła krzesło. – wtrącił Tom.
- Jak ja wyjdę. Chyba nici z naszego wyjścia… – powiedziałam ze smutną miną.
- Pożyczę Ci jakąś bluzę. – Tom dał pierwszą z brzegu.
- Utopię się w tej bluzie. – zaczęłam się śmiać pod nosem, żeby nikogo nie obudzić.
Ubrałam się i wyszliśmy. Poszliśmy na plażę, był zimny wiatr:
- Zimno Ci?? – spytał Tom.
- Nom trochę…– ja.
- To chodź szybciej. – Tom.
Ja zaczęłam biec brzegiem morza. Dredziaż nie mógł mnie dogonić w tych wielkich gaciach (:P):
- Proszę Cię wolniej! – krzyknął Tom zatrzymując się i podpierając rękoma o kolana.
- Haha… cienki jesteś. – rzekłam dobiegając do niego.
Znając moje szczęście potknęłam się o jakiś patyk i wpadliśmy do morza:
- Sorry… potknęłam się – powiedziałam próbując zejść z niego, lecz on trzymał mnie za łokcie i zbliżył swe usta do moich i cmoknęliśmy się. Ja szybko wstałam i poszłam pod drzewo, bo zaczęło kropić. Tom podszedł do mnie i klapną koło mnie:
- Zimno Ci?? – spytał.
- Nooom… – ja.
- To chodź tu… – Tom pokazał miejsce przed jego nogami. Przytulił się do mnie. Nigdy się nie czułam tak jak wtedy. Było mi z nim dobrze, ale musiał ktoś tą chwilę przerwać:
- O ktoś od mnie dzwoni. – wyjęłam telefon to była Anka

- Halo. – ja.
- Gdzie Ty jesteś?? Martwię się o Ciebie! – Anka.
- Ja jestem na plaży poszłam się przewietrzyć, bo mnie głowa bolała. – ja.
- Nie czekaj na nią… – powiedział szeptem Tom.
- Kto jest z Tobą?? – Anka.
- Tom. – ja.
- Dooooobra… to siedź z nim, ale nie jest Wam zimno?? Ja zadzwonię do Pawła jeszcze, żeby przyjechał po nas za 2 godzinki. Oki?? – Anka.
- Ok. Nam jest tu ciepło. – patrzyłam się w dal morza a Tom mnie przytulił jeszcze mocniej, gdy powiedziałam słowo “ciepło”.
-Dobra. To narazie. – Anka.
- No cześć… – włożyłam telefon do bluzy i wtuliłam się w Toma.
- Myślałem, że będziemy musieli wracać do domu. – odrzekł Tom.
- Ja tez. – ja.
Tom znów zbliżył swe usta do moich…, lecz ten pocałunek trwał dłużej. Siedzieliśmy tam z kilka minut. Wstaliśmy spojrzałam na Toma tyłek miał cały w piasku. Oddaliliśmy się od domu zbyt daleko:
- Zmęczona jestem… – ja.
- To wskakuj mi na barana. – powiedział przekonująco Tom w tym poruszył brwiami..
- Ok… – podeszłam do niego i próbowałam na niego wejść, lecz nie udawało się, bo on jest strasznie wysoki. Ale jakoś nam to się udało. Szliśmy tak brzegiem morza (raczej on szedł) rozmawiając. W końcu doszliśmy do domu.