12.29
Gdy już skończyliśmy jeść wyszliśmy z restauracji i poszliśmy gdzieś sobie usiąść na ławce w jakimś starym parku. Cudem zmieściliśmy się wszyscy na jednej ławeczce. Od brzegu usiadł Bill później Georg, ja, Gustav i Tom. Oni coś gadali, a ja ich nie słuchałam. Bill zaczął coś do mnie gadać, nie odzywałam się. Wkońcu wstał i poszedł za ławkę, wystraszył mnie. Wydarłam się jak nie wiem, aż ptaki z drzew poodlatywały:
- Co Ty wyprawisz?!!!? Zamyślić się nie można!?! – krzyczałam wkurzona.
- Sorry, nie chciałem. – skrzywił się czarny. Spojrzałam na niego, posmutniała mu mina i mnie też. – Sorry, ja naprawdę nie chciałem Cię aż tak wystraszyć… – przejął się Bill.
- Nie no spoko. Już jest dobrze. – spuściłam trochę z tonu głośnego na niższy. – Ale jak to zrobiłeś to myślałam, że umarłam… – już podniosłam głos. – Możecie mnie odprowadzić już, bo jestem zmęczona.
- No to idziemy. – powiedział Gustav wstając z ławki poprawiając bluzę. Poszli mnie odprowadzić pod sam hotel. – Może jeszcze pod drzwi, będziesz bezpieczna. – zażartował Gustav.
- Nie no… już trafię. – uśmiechnęłam się. Pomachałam im i poszłam w stronę drzwi hotelu.
- Poczekaj!! – gdy się odwróciłam zobaczyłam Toma biegnącego w moją stronę.
- Co się stało?? – spytałam, jak już stał przede mną.
- Nic, chciałem Ci powiedzieć kocham Cię. – nie wiedziałam co mam powiedzieć, wiec odszedł. Stałam tak z pięć minut odkąd odszedł.
Gdy już byłam na górze, zamknęłam drzwi na wszystkie spusty i poszłam się umyć, było przed 21. Gdy byłam pod prysznicem ktoś dobijał się do drzwi. Szybko zakręciłam wodę, wyleciałam z łazienki z pianą na głowie i z ręcznikiem owiniętym wokół siebie. Ujrzałam w drzwiach Ankę i Magdę.
- Anka!! – ucałowałam Ankę. – Magda!! – ucałowałam również Magdę. – Nie spodziewałam się Was teraz…
- Właśnie widać. – zaśmiała się Anka. – Ale my dzwoniłyśmy do jakiejś Kasi z Twoją mamą.
- No to może mi zapomniała powiedzieć. Wejdźcie. – dziewczyny weszły i rozpakowały walizki, a ja dokończyłam mycie. Gdy już skończyłam, weszły po kolei dziewczyny do łazienki. Zrobiłam im kolacje, ja już nie jadłam, bo się najadam w restauracji z chłopcami.
- Już się nie mogę doczekać, kiedy ich zobaczę. – podniecała się Anka siadając przy stole aż podam gotowe kanapki i herbatę.
- Oni pewnie też, a szczególnie Bill.
- Nom… – rozmarzyła się odpierając głowę o nadgarstki.
- Co tak plotkujecie?!? – powiedziała z uśmiechem Magda wchodząc do kuchni.
- A gadamy o chłopakach z Tokio Hotel. – ja.
- No to już naprawdę nie macie, o czym… – westchnęła. – Ale oni pewnie są w trasie i nie zobaczymy się prędko. – skrzywiła się.
- Mylisz się. W wakacje zaczynają karierę teraz sobie odpoczywają w naszym towarzystwie. – podałam jedzenie do stołu.
- Dobrzy są, to co kochają odkładają na późnej (;/) Ty nie będziesz jadła?? – Magda.
- Właśnie ja też im się dziwiłam. Nie jestem głodna, byłam dziś z nimi na pizze.
- Ooo… A gdzie nasza opieka?? Mama mnie ledwo puściła tutaj. – narzekała Anka.
- A jak ją przekonałaś?? – ja.
- No, że będzie miał, kto się mną opiekować i do szkoły może będę chodziła. – Anka sięgnęła po kanapkę.
- Nie martw się. Pójdziemy do szkoły! Kasia to wszystko załatwi.
- A no właśnie. Gdzie ona jest?? – Magda.
- Poszła na bal jakiś z Mateuszem. Nie wiem, kiedy wrócą.
- Aha. – powiedziały chórem. Po kolacji poszłyśmy spać, ale dziewczyny nie spały przez to, że jadły, bo musiały to najpierw strawić (:PP) Słyszałam jak w nocy gadały… ale dało się spać. Obudziłam się ostatnia z naszego pokoju, dziewczyny już gadały:
- Co Wy całą noc nie spałyście?? – spytałam ziewając.
- Nieee… Jakąś godzinkę już nie śpimy. – Magda.
- A która godzina?? – schowałam jeszcze się pod kądrę.
- Jest 12:30 i jest sobota… – Ania.
- O boże. W poniedziałek idziemy do szkoły. Ja tego nie rozumie przecież nam się nie opłaca tylko na kwiecień maj i czerwiec. – ja.
- Może i nie opłaca, ale się więcej nauczymy niż w Polsce. – zadrwiła Ania z polskich nauczycieli.
- Może… dobra idziemy na śniadanie. Bo Kasia się wkurzy.
- No trzeba by. – Magda.
– A o której chłopcy przychodzą?? – Ania.
- Nie wiem. Możemy im zrobić niespodziankę i iść do ich hotelu, ale jak znów nie trafię pod ich drzwi to nie wiem, co zrobię. – Anka zaczęła się ze mnie śmiać. – Bardzo śmieszne. Wiesz, jaki oni mają duży hotel. – skrzywiłam się.
- No dobra spoko. Zobaczymy. – ubrałyśmy się i poszłyśmy do kuchni. W salonie grał telewizor a przed nim siedział Mateusz oczywiście, a Kasia zrobiła nam zapiekanki na śniadanie.
- Kasiu, ja nie jestem głodna po wczorajszej kolacji… – ja.
- Ale musisz zjeść! Chociaż jedną! – podniosła głos.
- No dobrze. – wzięłam jedną kanapkę i usiałam koło Mateusza. – Co kaca się leczy.
- Nom… – wymamrotał.
- Chcesz kanapkę?? – pokazałam mu zapiekankę.
- Nom. – odebrał ode mnie pyszne śniadanko i na dwa razy chapnął wielką zapiekanę (;PP)
Gdy już wszyscy się najedli (;)) rozeszli się do pokoi. Mateusz leczył kaca w sypialni, Kasia za nim latała z miską, a my z dziewczynami siedziałyśmy w pokoju. Nagle zadzwoniła moja komórka. Był to Tom:
*- Hallo? – wstałam z łóżka i wyszłam na balkon.
- Tylko nie mów, że przyjechałyśmy! – Anka.
- Ok… – odpowiedziałam dyskretnie i dokończyłam rozmowę z Tomem. Przyszłam do dziewczyn po 15 minutach
- Co chciał?? – Magda.
- No umówiliśmy się po obiedzie przyjdą po nas. – uśmiechnęłam się.
- To 15 minut gadałaś o tym żebyśmy się spotkali?? – Anka.
- Też… – spędziłyśmy porę przed obiadową cały czas gadając i śmiejąc się. Później Kasia nas zawołała na schabowy z ziemniakami. Odpoczęłyśmy trochę po jedzeniu i pojawili się chłopcy. Otworzyła drzwi Kasia.
- Sylwia!! Do Ciebie!! – krzyczała, zapraszając chłopców do środka.
- Już idę!! – uszykowałam się szybko i poszłam do nich. – Mam dla Was niespodziankę! – podniosłam głos widząc chłopców.
- Ty? I niespodzianka?? – Tom zadrwił ze mnie.
- Mam nadzieje, że się będzie podobała. – prawą część wargi podniosłam do góry (spróbujcie to zrobić
)
- Już się nie mogę doczekać… – jeszcze raz mi pojechał i wyszły dziewczyny. – Jaka miła niespodzianka!! – zaśmiał się Tom.
- Co nie podoba się?? – zapytała Magda przywitają się z nim
- Bardzo… – poruszył brwiami. Podszedł później do Anki i ją wycałował i tak wszyscy się przywitali z dziewczynami, a Tom głupi podszedł do mnie. – Jak ja Cię lubię. – rozłożył ramiona i uścisnął mnie. – A nawet bardzo… – zaciął się. – Kocham. – ściszył głos, ja tylko się do niego uśmiechnęłam. Postanowiliśmy, że pójdziemy na miasto. Po drodze poszliśmy na lody i staliśmy koło sklepu:
- Jak tam w szkole?? – zaczął Bill.
- No nie za bardzo pozytywne oceny, ale spoko. – Anka.
- A gdzie tutaj będziecie chodzić do szkoły?? – Tom.
- Nie wiem… Sylwia powiedziała, że coś Kasia ma załatwić. – Tom spojrzał na mnie ja oczywiście nie wiedziałam, że o mnie mowa.
- A spoko. Ale będzie problem z zapisaniem do klasy, bo pewnie do jednej klasy chcecie, a różny wiek macie. – Bill wytłumaczył powtarzając się.
- Fakt. Może jakoś się załatwi. – Anka uśmiechnęła się.
- Bo jest taka szkoła co my możemy też chodzić z Wami, bo jest gimnazjum i liceum. – Bill.
- Może… – Magda.
Przez resztę godziny gadaliśmy o szkole, śmialiśmy się, flirtowaliśmy (na żarty, każdy miał swoją parę, zawsze!
) było bardzo zabawnie. Nagle na polu mojego widzenia pojawił się tan sam chłopak, co w centrum, od razu spoważniałam i Bill zorientował się, co się dzieje. Tom niestety też. Był bardzo wkurzony na tego kolesia i bałam się o nim mówić.
- Sylwia, kogo tam widzisz? – spytała Anka, podchodząc wolnym krokiem do mnie.
- A nikogo. – szybko odwróciłam się w jej stronę.
- Ładny, ale nie myśl tak o nim, bo zrani Cię jak Marcin.
- Nie… mówmy o tym. – skończyłam szybko rozmowę i odeszłam od niej.
Cały czas mój wzrok był skierowany w stronę nieznajomego, Anka na mnie spoglądała, w ogóle się nie wtrącałam w ich rozmowy i stałam z boku.
- Co się z nią stało?? – spytała Anka Billa.
- To chyba Ty jesteś jej najlepszą przyjaciółką…
- No tak, ale ja nie byłam z nią przez dłuższy czas.
- No, bo jej się podoba taki chłopak i Tom jest strasznie zazdrosny… A niech ona Ci sama powie. – Anka westchnęła i skończyła loda (:PP)
Zbliżała się pora, o której miałyśmy być w domu, po woli zbieraliśmy się w stronę hotelu i doszliśmy wkońcu do wybranego celu:
- To do jutra. – Gustav.
- Nom papa. – Magda puściła do wszystkich buziaka, ale tylko dwóch odebrało, Bill i Gustav. Po pożegnaniu weszłyśmy do hotelu, wsiadłyśmy o windy.
- Ale ja zmęczona jestem. Ja jutro chyba siedzę cały dzień w domu… – narzekałam.
- Czym jesteś zmęczona?? – Anka.
- Nie wiem. – wyszłyśmy z windy i zapukałyśmy delikatnie do drzwi. Otworzyła Kasia.
- Jest dziesięć po 21. – pokazała mi zegarek.
- Przepraszam…
- Nie szkodzi.- zamknęła za mną drzwi. – Jutro się nie umawiajcie, bo jedziemy nad morze.
- Po co?? – zaczęłam udawać, że płacze.
- Co się stało?? – Kasia.
- Nie chce mi się jechać…
- No bez przesady. – pogłaskała mnie po głowie. – Będziemy jechać samochodem, a teraz idź się umyć i idź spać, musisz się wyspać, bo rano wstajemy. – pocieszyła mnie.
- Spoko… – westchnęłam i poszłam się umyć. Gdy wróciłam, dziewczyny leżały wyczerpane na łóżku.
- Szkoda, że nie ma tutaj dwóch łazienek. – przeciągała się Anka.
- Nom… – wskoczyłam pod kołdrę i Anka poszła się umyć, a potem Madzia (;])
Nie mogłam zasnąć, dziewczyny już spały, przynajmniej tak mi się zdawało.
- Sylwia… Śpisz? – szeptała Anka.
- Nie. – odpowiedziałam z pod poduszki.
- Musimy pogadać. – gadałyśmy zanurzone w pościel nie pokazując się sobie.
- Wiem. – ja.
- No to fajnie. – zaśmiałyśmy się razem. – Bo Tom mi cały czas gada o jakimś chłopaku, którego zobaczyłaś w centrum.
- O boże…
- To nie jest śmieszne… On Cię nadal mocno kocha.
- Wiem. Mówił mi to…
- Co??! – podniosła głos Anka. – Upss… – złapała się za usta. – I co mu odpowiedziałaś?
- Nic…
- Dobra jesteś.
- No, co ja mam powiedzieć „Ja ciebie też” a tak nie jest. – wkurzyłam się.
Gadałyśmy tak całą noc, na szczęście Magda spała i nie słyszała, o jakich my rzeczach gadałyśmy (:PP)
