2009
12.29

opowiadanie #25

Gdy już skończyliśmy jeść wyszliśmy z restauracji i poszliśmy gdzieś sobie usiąść na ławce w jakimś starym parku. Cudem zmieściliśmy się wszyscy na jednej ławeczce. Od brzegu usiadł Bill później Georg, ja, Gustav i Tom. Oni coś gadali, a ja ich nie słuchałam. Bill zaczął coś do mnie gadać, nie odzywałam się. Wkońcu wstał i poszedł za ławkę, wystraszył mnie. Wydarłam się jak nie wiem, aż ptaki z drzew poodlatywały:
- Co Ty wyprawisz?!!!? Zamyślić się nie można!?! – krzyczałam wkurzona.
- Sorry, nie chciałem. – skrzywił się czarny. Spojrzałam na niego, posmutniała mu mina i mnie też. – Sorry, ja naprawdę nie chciałem Cię aż tak wystraszyć… – przejął się Bill.
- Nie no spoko. Już jest dobrze. – spuściłam trochę z tonu głośnego na niższy. – Ale jak to zrobiłeś to myślałam, że umarłam… – już podniosłam głos. – Możecie mnie odprowadzić już, bo jestem zmęczona.
- No to idziemy. – powiedział Gustav wstając z ławki poprawiając bluzę. Poszli mnie odprowadzić pod sam hotel. – Może jeszcze pod drzwi, będziesz bezpieczna. – zażartował Gustav.
- Nie no… już trafię. – uśmiechnęłam się. Pomachałam im i poszłam w stronę drzwi hotelu.
- Poczekaj!! – gdy się odwróciłam zobaczyłam Toma biegnącego w moją stronę.
- Co się stało?? – spytałam, jak już stał przede mną.
- Nic, chciałem Ci powiedzieć kocham Cię. – nie wiedziałam co mam powiedzieć, wiec odszedł. Stałam tak z pięć minut odkąd odszedł.
Gdy już byłam na górze, zamknęłam drzwi na wszystkie spusty i poszłam się umyć, było przed 21. Gdy byłam pod prysznicem ktoś dobijał się do drzwi. Szybko zakręciłam wodę, wyleciałam z łazienki z pianą na głowie i z ręcznikiem owiniętym wokół siebie. Ujrzałam w drzwiach Ankę i Magdę.
- Anka!! – ucałowałam Ankę. – Magda!! – ucałowałam również Magdę. – Nie spodziewałam się Was teraz…
- Właśnie widać. – zaśmiała się Anka. – Ale my dzwoniłyśmy do jakiejś Kasi z Twoją mamą.
- No to może mi zapomniała powiedzieć. Wejdźcie. – dziewczyny weszły i rozpakowały walizki, a ja dokończyłam mycie. Gdy już skończyłam, weszły po kolei dziewczyny do łazienki. Zrobiłam im kolacje, ja już nie jadłam, bo się najadam w restauracji z chłopcami.
- Już się nie mogę doczekać, kiedy ich zobaczę. – podniecała się Anka siadając przy stole aż podam gotowe kanapki i herbatę.
- Oni pewnie też, a szczególnie Bill.
- Nom… – rozmarzyła się odpierając głowę o nadgarstki.
- Co tak plotkujecie?!? – powiedziała z uśmiechem Magda wchodząc do kuchni.
- A gadamy o chłopakach z Tokio Hotel. – ja.
- No to już naprawdę nie macie, o czym… – westchnęła. – Ale oni pewnie są w trasie i nie zobaczymy się prędko. – skrzywiła się.
- Mylisz się. W wakacje zaczynają karierę teraz sobie odpoczywają w naszym towarzystwie. – podałam jedzenie do stołu.
- Dobrzy są, to co kochają odkładają na późnej (;/) Ty nie będziesz jadła?? – Magda.
- Właśnie ja też im się dziwiłam. Nie jestem głodna, byłam dziś z nimi na pizze.
- Ooo… A gdzie nasza opieka?? Mama mnie ledwo puściła tutaj. – narzekała Anka.
- A jak ją przekonałaś?? – ja.
- No, że będzie miał, kto się mną opiekować i do szkoły może będę chodziła. – Anka sięgnęła po kanapkę.
- Nie martw się. Pójdziemy do szkoły! Kasia to wszystko załatwi.
- A no właśnie. Gdzie ona jest?? – Magda.
- Poszła na bal jakiś z Mateuszem. Nie wiem, kiedy wrócą.
- Aha. – powiedziały chórem. Po kolacji poszłyśmy spać, ale dziewczyny nie spały przez to, że jadły, bo musiały to najpierw strawić (:PP) Słyszałam jak w nocy gadały… ale dało się spać. Obudziłam się ostatnia z naszego pokoju, dziewczyny już gadały:
- Co Wy całą noc nie spałyście?? – spytałam ziewając.
- Nieee… Jakąś godzinkę już nie śpimy. – Magda.
- A która godzina?? – schowałam jeszcze się pod kądrę.
- Jest 12:30 i jest sobota… – Ania.
- O boże. W poniedziałek idziemy do szkoły. Ja tego nie rozumie przecież nam się nie opłaca tylko na kwiecień maj i czerwiec. – ja.
- Może i nie opłaca, ale się więcej nauczymy niż w Polsce. – zadrwiła Ania z polskich nauczycieli.
- Może… dobra idziemy na śniadanie. Bo Kasia się wkurzy.
- No trzeba by. – Magda.
– A o której chłopcy przychodzą?? – Ania.
- Nie wiem. Możemy im zrobić niespodziankę i iść do ich hotelu, ale jak znów nie trafię pod ich drzwi to nie wiem, co zrobię. – Anka zaczęła się ze mnie śmiać. – Bardzo śmieszne. Wiesz, jaki oni mają duży hotel. – skrzywiłam się.
- No dobra spoko. Zobaczymy. – ubrałyśmy się i poszłyśmy do kuchni. W salonie grał telewizor a przed nim siedział Mateusz oczywiście, a Kasia zrobiła nam zapiekanki na śniadanie.
- Kasiu, ja nie jestem głodna po wczorajszej kolacji… – ja.
- Ale musisz zjeść! Chociaż jedną! – podniosła głos.
- No dobrze. – wzięłam jedną kanapkę i usiałam koło Mateusza. – Co kaca się leczy.
- Nom… – wymamrotał.
- Chcesz kanapkę?? – pokazałam mu zapiekankę.
- Nom. – odebrał ode mnie pyszne śniadanko i na dwa razy chapnął wielką zapiekanę (;PP)
Gdy już wszyscy się najedli (;)) rozeszli się do pokoi. Mateusz leczył kaca w sypialni, Kasia za nim latała z miską, a my z dziewczynami siedziałyśmy w pokoju. Nagle zadzwoniła moja komórka. Był to Tom:
*- Hallo? – wstałam z łóżka i wyszłam na balkon.
- Tylko nie mów, że przyjechałyśmy! – Anka.
- Ok… – odpowiedziałam dyskretnie i dokończyłam rozmowę z Tomem. Przyszłam do dziewczyn po 15 minutach
- Co chciał?? – Magda.
- No umówiliśmy się po obiedzie przyjdą po nas. – uśmiechnęłam się.
- To 15 minut gadałaś o tym żebyśmy się spotkali?? – Anka.
- Też… – spędziłyśmy porę przed obiadową cały czas gadając i śmiejąc się. Później Kasia nas zawołała na schabowy z ziemniakami. Odpoczęłyśmy trochę po jedzeniu i pojawili się chłopcy. Otworzyła drzwi Kasia.
- Sylwia!! Do Ciebie!! – krzyczała, zapraszając chłopców do środka.
- Już idę!! – uszykowałam się szybko i poszłam do nich. – Mam dla Was niespodziankę! – podniosłam głos widząc chłopców.
- Ty? I niespodzianka?? – Tom zadrwił ze mnie.
- Mam nadzieje, że się będzie podobała. – prawą część wargi podniosłam do góry (spróbujcie to zrobić ;) )
- Już się nie mogę doczekać… – jeszcze raz mi pojechał i wyszły dziewczyny. – Jaka miła niespodzianka!! – zaśmiał się Tom.
- Co nie podoba się?? – zapytała Magda przywitają się z nim
- Bardzo… – poruszył brwiami. Podszedł później do Anki i ją wycałował i tak wszyscy się przywitali z dziewczynami, a Tom głupi podszedł do mnie. – Jak ja Cię lubię. – rozłożył ramiona i uścisnął mnie. – A nawet bardzo… – zaciął się. – Kocham. – ściszył głos, ja tylko się do niego uśmiechnęłam. Postanowiliśmy, że pójdziemy na miasto. Po drodze poszliśmy na lody i staliśmy koło sklepu:
- Jak tam w szkole?? – zaczął Bill.
- No nie za bardzo pozytywne oceny, ale spoko. – Anka.
- A gdzie tutaj będziecie chodzić do szkoły?? – Tom.
- Nie wiem… Sylwia powiedziała, że coś Kasia ma załatwić. – Tom spojrzał na mnie ja oczywiście nie wiedziałam, że o mnie mowa.
- A spoko. Ale będzie problem z zapisaniem do klasy, bo pewnie do jednej klasy chcecie, a różny wiek macie. – Bill wytłumaczył powtarzając się.
- Fakt. Może jakoś się załatwi. – Anka uśmiechnęła się.
- Bo jest taka szkoła co my możemy też chodzić z Wami, bo jest gimnazjum i liceum. – Bill.
- Może… – Magda.
Przez resztę godziny gadaliśmy o szkole, śmialiśmy się, flirtowaliśmy (na żarty, każdy miał swoją parę, zawsze! :P ) było bardzo zabawnie. Nagle na polu mojego widzenia pojawił się tan sam chłopak, co w centrum, od razu spoważniałam i Bill zorientował się, co się dzieje. Tom niestety też. Był bardzo wkurzony na tego kolesia i bałam się o nim mówić.
- Sylwia, kogo tam widzisz? – spytała Anka, podchodząc wolnym krokiem do mnie.
- A nikogo. – szybko odwróciłam się w jej stronę.
- Ładny, ale nie myśl tak o nim, bo zrani Cię jak Marcin.
- Nie… mówmy o tym. – skończyłam szybko rozmowę i odeszłam od niej.
Cały czas mój wzrok był skierowany w stronę nieznajomego, Anka na mnie spoglądała, w ogóle się nie wtrącałam w ich rozmowy i stałam z boku.
- Co się z nią stało?? – spytała Anka Billa.
- To chyba Ty jesteś jej najlepszą przyjaciółką…
- No tak, ale ja nie byłam z nią przez dłuższy czas.
- No, bo jej się podoba taki chłopak i Tom jest strasznie zazdrosny… A niech ona Ci sama powie. – Anka westchnęła i skończyła loda (:PP)

Zbliżała się pora, o której miałyśmy być w domu, po woli zbieraliśmy się w stronę hotelu i doszliśmy wkońcu do wybranego celu:
- To do jutra. – Gustav.
- Nom papa. – Magda puściła do wszystkich buziaka, ale tylko dwóch odebrało, Bill i Gustav. Po pożegnaniu weszłyśmy do hotelu, wsiadłyśmy o windy.
- Ale ja zmęczona jestem. Ja jutro chyba siedzę cały dzień w domu… – narzekałam.
- Czym jesteś zmęczona?? – Anka.
- Nie wiem. – wyszłyśmy z windy i zapukałyśmy delikatnie do drzwi. Otworzyła Kasia.
- Jest dziesięć po 21. – pokazała mi zegarek.
- Przepraszam…
- Nie szkodzi.- zamknęła za mną drzwi. – Jutro się nie umawiajcie, bo jedziemy nad morze.
- Po co?? – zaczęłam udawać, że płacze.
- Co się stało?? – Kasia.
- Nie chce mi się jechać…
- No bez przesady. – pogłaskała mnie po głowie. – Będziemy jechać samochodem, a teraz idź się umyć i idź spać, musisz się wyspać, bo rano wstajemy. – pocieszyła mnie.
- Spoko… – westchnęłam i poszłam się umyć. Gdy wróciłam, dziewczyny leżały wyczerpane na łóżku.
- Szkoda, że nie ma tutaj dwóch łazienek. – przeciągała się Anka.
- Nom… – wskoczyłam pod kołdrę i Anka poszła się umyć, a potem Madzia (;])
Nie mogłam zasnąć, dziewczyny już spały, przynajmniej tak mi się zdawało.
- Sylwia… Śpisz? – szeptała Anka.
- Nie. – odpowiedziałam z pod poduszki.
- Musimy pogadać. – gadałyśmy zanurzone w pościel nie pokazując się sobie.
- Wiem. – ja.
- No to fajnie. – zaśmiałyśmy się razem. – Bo Tom mi cały czas gada o jakimś chłopaku, którego zobaczyłaś w centrum.
- O boże…
- To nie jest śmieszne… On Cię nadal mocno kocha.
- Wiem. Mówił mi to…
- Co??! – podniosła głos Anka. – Upss… – złapała się za usta. – I co mu odpowiedziałaś?
- Nic…
- Dobra jesteś.
- No, co ja mam powiedzieć „Ja ciebie też” a tak nie jest. – wkurzyłam się.
Gadałyśmy tak całą noc, na szczęście Magda spała i nie słyszała, o jakich my rzeczach gadałyśmy (:PP)

2009
12.28

opowiadanie #24

Patrzyłam się w ten piękny widok ze szklanymi oczami:
- Pięknie! – wkońcu wykrztusiłam to z siebie.
- Dlatego Cię tu przyprowadziłem. – podszedł do mnie i przytulił od tyłu (bez skojarzeń proszę :( )
- Dziękuję… – rzekłam cichym głosem. Tom nachylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się i postaliśmy tak trochę i patrzyliśmy się w ten przepiękny widok. Po kilku minutach usiedliśmy obok na ławce. Minęła godzina 2, 3, 4. Nie przejmowałam się tym, że Kasia będzie się martwić o mnie, bo myślałam, że Tom jej powiedział o wszystkim i że wrócę rano do domu. Jednak myliłam się. Wschodziło słońce, my nadal wpatrzeni w miasto.
- Chyba jednak musimy wracać… – ja.
- No. Ale mi się nie chce przez całe miasto iść… – narzekał Tom przeciągając się.
- Chodź. – wzięłam go za rękę i poszliśmy schodami na górę. Doszliśmy na górę, przeszliśmy przez most, doszliśmy do parku no i wreszcie przed mój hotel.
- Boże ja jeszcze muszę dojść do mojego hotelu! – marudził.
- No to chodź do mnie, odpoczniesz…
- Nie, bo się zasiedzę, a muszę się umyć i w ogóle.
- No spoko. To pa… – pomachałam mu delikatnie dłonią, odeszłam pare kroków do tyłu i odwróciłam się. Bardzo chciałam tego, żeby go pocałować, więc się wróciłam i o pocałowałam. On czekał na to. Czekał aż to zrobię. Gdy zamknęłam drzwi od hotelu Tom ruszył się i poszedł do siebie. Wsiadłam do windy i pojechałam na górę, wszyscy mi się przyglądali, kiwałam się na boki ze zmęczenia i oczy miałam podpuchnięte. Gdy wysiadłam z windy sięgnęłam po klucz do kieszeni, niestety go w niej nie było. Musiałam zapukać. Otworzył mi drzwi Mateusz z nie za ciekawą miną. Gdy weszłam nie było nikogo oprócz Mateusza i mnie. Nie odzywając się poszłam do pokoju wzięłam coś na przebranie i poszłam się umyć. Po umyciu przespałam się troszkę. Obudziłam się ok. 15. Poszłam w stronę kuchni, w salonie siedziała Kasia i Mateusz. Nalałam sobie wody do szklanki i usiałam na fotelu:
- Kiedy dziewczyny przyjeżdżają?? – spytała Kasia.
- Nie wiem. Dziś do nich dzwonie. Jak się dowiem to Ci powiem… – odpowiedziałam.
- Aha… A i jeszcze Twoja mama dzwoniła przed chwilką jak spałaś i pytała się czy chodzisz do szkoły.
- I co jej powiedziałaś??
- Że nie… i kazała mi Cię wysłać do szkoły.
- Ale ja nie chce!
- Przecież musisz…
- No dobra od następnego tygodnia zacznę, bo teraz jest czwartek, więc od środka się nie opłaca.
- A teraz pytanie za 100 zł… – rzekła Kasia, ja spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. – Gdzie byłaś w nocy??
- Tom Ci nie powiedział?? – zdziwiłam się.
- Ale o czym??
- O niczym.
- Dobrze… masz karę siedzisz cały ten tydzień w domu, a później idziesz do szkoły. Po szkole odrabiasz lekcje i nie wychodzisz na dwór!! – powiedziała podniesionym głosem i na jednym tchu. – A do szkoły będzie Cię woził i szofer! – dodała. Ja bez słowa wyszłam z salonu i trzasnęłam za sobą drzwiami.
- Nie za ostro?? – powiedział delikatnie Mateusz.
- Nie! Nich się nauczy wracać do domu na czas i za naukę nich się bierze!
- Ale taki sposób nic nie zmieni…
- Bronisz jej?? – wkurzyła się jeszcze bardziej Kasia.
- Nie…! Tylko mi się zdaje, że przesadzasz! I powiedz jej wkońcu, dlaczego tu jest i nie może być teraz w Polsce. – usłyszałam, że się kłócą, ale nie za dobrze słyszałam, więc uchyliłam drzwi i usiadłam przy nich.
- Mam jej powiedzieć, że jej mama nie miała dla nich czasu?!? Nie zrobię jej tego.
- I to jest to, co miałaby nie zrozumieć?!!
- Nie. Nie wiedziałam, co w takiej chwili powiedzieć… – słuchając tego nie mogłam sobie poradzić z moimi emocjami, zamknęłam delikatnie drzwi i zaczęłam płakać. Włączyłam głośno muzykę żeby nie było nic słychać.
- Sylwia!!!! Przycisz to!!!! – krzyczał Mateusz, ale ja nie słyszałam. Poczekał chwilkę i poszedł do mnie. Gdy otworzył drzwi leżałam na łóżku zwinięta w kulkę. Przyciszył muzykę i usiadł koło mnie i położył rękę na ramieniu. – Nie przejmuj się tym…
- Jak mam się nie przejmować tym, że mama mnie wysłała do Niemiec, bo nie ma czasu się mną opiekować, mogła mi coś załatwić w Polsce! I jeszcze teraz Agata pojechała to ma dla niej czas! – nadal płakałam.
- Nie płacz już… Może ma problemy, wiem tyle, co Ty.
- Taa jasne… Chcę zostać sama. Możesz wyjść?
- No jasne. Może zadzwonić po kogoś??
- No możesz… – poklepał mnie po ramieniu i wyszedł z pokoju nie zamykając drzwi, a muzyka cichutko leciała. Zamknęłam oczy, bo mnie bolały od łez, zasnęłam… Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam Billa, Toma, Gustava i Georga. – Co Wy tu robicie?? – spytałam ziewając.
- Przyszliśmy do Ciebie. Dawno się wszyscy nie wiedzieliśmy. – Bill.
- A spoko.
- Siedzimy dziś w domu no nie?? – spytał Tom.
- No tak, bo ja mam karę. – skrzywiłam się.
- Jaką znów karę?? – zdziwił się Tom.
- Za wczoraj i…
- Coś przeskrobałaś. – wtrącił Gustav.
- Można tak powiedzieć. – uśmiechnęłam się.
- Ja chyba już wiem, za co. – Bill. – A gdzie Twoja siostra?? – spytał.
- Pojechała do Polski… – spuściłam głowę.
- Dlaczego z nią nie pojechałaś?? – Tom go walnął go łokciem. – A sorry… – nie pozwolił mi dojść do słowa.
- No, bo…
- Nie musisz mówić.
- Ale… – zaśmiałam się.
- Nie chce już wiedzieć! O nic nie mogę spytać to już się nie odzywam.
- A czy ja coś powiedziałam?? – wkurzyłam się.
- Nie, ale widze to po Twojej minie. – naburmuszył się i wstał w łóżka.
- Ja zaraz przyjdę. – wstałam i poszłam do kuchni. Na stole leżała karteczka o treści:
„Sylwia przepraszam za moje zachowanie, ale się zdenerwowałam, bo mama mnie prosiła żebym się Tobą opiekowała… Odwołuje karę, wystarczy, że będziesz przychodziła do domu ok. 21. A co do szkoły to jeszcze pogadamy.
Kasia :*”

Gdy to przeczytałam uśmiechnęłam się i zrobiłam chłopcom kanapki. Zaniosłam do pokoju, po kilku minutach już nie było ani jednej. Później poszłam się przebrać, bo cały czas byłam w piżamie.
- Wychodzimy na dwór?? – ja.
- Przecież masz karę… – Bill.
- Nie mam. No to idziemy??
- No pewnie, że tak! – Tom szybko wstał i wyszliśmy.
Poszliśmy do wielkiego centrum na lody. Było dużo śmiechu, zanim się zjadło te lody to były całe rozpuszczone (:PP) Usiedliśmy na ławce przed sklepem z ciuchami, wychodził z niego piękny chłopak. Był to wysoki brunet, włosy na żel, oczy chyba błękitne. Miałam z nim kontakt wzrokowy, aż coś mnie ukuło w serce.
- Sylwia idziemy. – chłopcy wstali i poszli kilka metrów do przodu. Ja jeszcze siedziałam na ławce. – Gdzie teraz idziemy?? – Tom odwrócił się z pewnością, że ja będę za nim. Jak już zauważył, że mnie nie ma przestraszył się, ale spojrzał na ławkę i tam mnie zobaczył zamyśloną. – Sylwia, no chodź!! – podszedł do mnie i wziął za rękę. Szliśmy tak cały czas, odwróciłam się i od się na nas patrzył, mina mi posmutniała, bo myślał, że jestem z Tomem. Ale puściłam mu buziaka, uśmiechnął się.
- Sylwia… – Georg do mnie pomachał przed twarzą. – Kogo Ty tam widzisz?? – zaśmiał się.
- Boże, jaki ładny chłopak tam szedł.
- No, co Ty. Lepiej nie zwracaj na nich uwagi, bo Ci złamią serce. – powiedział Bill. – Masz nas…
- A czy ja mówię, że go kocham. Po prostu był ładny. Nie żartuj sobie.
- Ale przyznaj, że chciałabyś z nim być. – Tom w tej chwili puścił moją rękę, był bardzo zazdrosny, ale ja tego nie zauważyłam.
- Jak mogę chcieć z nim być jak go nie znam i pierwszy raz go zobaczyłam. – nikt mi już nie odpowiedział.
Poszliśmy do naszego ulubionego parku. Była tam duża grupka chłopaków. Nie zwracałam na nich zbytnio uwagi, ale gdy się trochę rozeszli zobaczyłam mojego faceta z centrum. Cały czas się na niego patrzyłam.
- Bill… Zobacz on tam siedzi, w tej zielonej bluzce. – zobaczyłam drugiego brzydkiego chłopaka w zielonej bluzce więc dodałam. – W paski.
- Gdzie??
- Tam! – Bill przyjrzał mu się. – To jest ten, co chodził ze mną do klasy… – spojrzał na mnie, bardzo się ucieszyłam. – Ale to dawno. – dodał.
- Szkoda. Dobra, na razie jak dziewczyny nie przyjadą będę musiała się Wami nacieszyć. – puściłam do Toma oczko. Tom szybko odwrócił się w inną stronę. – Przejdziemy się gdzieś??
- Nie… napatrz się na swojego mena! – powiedział wkurzony Tom.
- Już się napatrzyłam! – powiedziałam, bardziej go wkurzając.
- No to chodź poszukamy Ci drugiego! – krzyknął, wszyscy się odwrócili. Tom odszedł do nasze go grona.
- Co mu się stało?? – spytałam już smutna.
- Nie smuć się. Przejdzie mu… – Georg.
- Ale on mnie jeszcze kocha, a ja nie lubię ranić. – łza mi poleciała po poliku. – On z dnia na dzień robi sobie większe nadzieje… – oparłam się o Georga ramię.
- Nie płacz. Chodź idziemy z nim, bo nam gdzieś zginie. – Bill wytarł mi łzę i poszliśmy za Tomem. Dredziaż szedł pierwszy, my z tyłu dobrze się bawiliśmy. Ja z Billem udawaliśmy, że idziemy do ołtarza. Śmiesznie było, ale szkoda mi się robiło Toma. Podbiegłam do niego zakrywając mu oczy:
- Przestań… – odepchnął mnie i szedł dalej.
- Ej… co się z Tobą dzieje?!? – wkurzyłam się.
- Nic.
- Przestań… Przecież widzę, że coś jest nie tak. – złapałam go za nadgarstek. – Możesz mi powiedzieć.
- Nie rozumiesz, że ja Cię jeszcze kocham. Oszczędź mi tego bólu i nie zachowuj się tak w moim towarzystwie jak dziś! – popatrzyłam na niego.
- Przepraszam. – pocałowałam go w policzek. – Już nie będę. – jeszcze raz go pocałowałam ale w drugiego policzka.
- A teraz w usta. – Tom nachylił się i zamknął oczy, niestety przystawiłam mu tylko palca. On otworzył oczy i uśmiechnął się. Podeszliśmy do reszty. – Może pójdziemy coś zjeść, bo od rana nic nie jadłam?
- No pewnie, że tak! Ja też zgłodniałem. – przytaknął mi Bill i wziął pod pachę, zawołałam też Toma, żeby się do nas przyłączył. Czułam się fajnie u boku dwojga najsławniejszych chłopaków europie, w których się kocha tyle dziewczyn. Poszliśmy do najbliższego baru i zamówiliśmy frytki, colę i jakąś surówkę. Porcje były duże, więc jedliśmy po dwie osoby. Bill z Tomem, ja z Gustawem a Georg sam, bo on to dużo je (;])

2009
12.22

opowiadanie #21

Postanowiłam, że będę pisać opowiadania, ale nie zbyt często… Już tak bardzo nie lubię Tokio Hotel jak kiedyś, więc to jest pisane dla zabawy i dla Was.

Miłego czytania :*:

Zaczynał się ciepły kwiecień. Wszystko zaczynało kwitnąć wyszłam z dziewczynami na spacer:
- Aniu myślałaś nad tym, co było kiedyś??
- Nie za bardzo rozumiem… – odpowiedziała po kilku sekundach zastanowienia.
- No jak byłyśmy w Niemczech. Chciałabym się z nimi teraz zobaczyć.
- Przestań. Nie chce żeby nas spotkało to, co wtedy!! – oburzyła się Anka.
- Sorry, że Wam przerywam, ale ja też bym się z nimi spotkała… – wtrąciła Magda.
- Ale to nie jest możliwe! – Anka.
- Wiem… to zmieńmy temat na ciekawszy. – skrzywiłam się.
Postanowiłyśmy, że pójdziemy do mnie na jakiś fajny film. Usiadłyśmy na fotelach i włączyłam film.
- Nie chce nic mówić, ale chyba na Twoim komputerze nie chodzą płyty DVD. – zaśmiała się Anka.
- Bardzo śmieszne… no to włączymy coś innego. – podeszłam do kompa i włożyłam inną płytę. Teraz nie było żadnych wątpliwości, że się nie włączy.
Połowa filmu minęła i moja mama wróciła z pracy. Widać było, że była wkurzona i słychać też. Nagle drzwi mojego pokoju otworzyły się:
- Sylwia. Pokuj się jedziesz do Niemiec. Możesz zabrać dziewczyny. Wiem, że jest szkoła, ale… – ja siedziałam z otwartą buzią i się nawet słowem nie odezwałam. Siedziałam cały czas w jednej pozycji. Mama wyszła, zamykając delikatnie drzwi.
- Co teraz zrobimy?? – zapytała Anka, a ja zjechałam sobie na fotelu w dół.
- Ja nie chce tam teraz jechać. Jak będę musiała tam do szkoły jechać to, co będzie? Znam tylko jedno słowo „Ich Liebe dich”.
- No przecież możesz się nauczyć podstawowych słówek. – Magda.
- Ja nie wierzę, że to się dzieje… – zakryłam poduszką twarz.
- Obejrzyjmy do końca ten film i później porozmawiamy. – Anka.
Dokończyłyśmy film i dziewczyny musiały iść do domu na obiad. Zostałam sama z mamą, miałam okazję z nią porozmawiać.
- Mamo, po co tam jedziemy??
- Tylko Ty i Agata tam jedziecie. – ja spojrzałam na nią pytającym wzrokiem i wyszłam. Poszłam do pokoju i wyjęłam walizkę z szafy po woli się zaczęłam pakować.

Kilka minut później:

- Sylwia dziewczyny z Tobą jadą?!? – zapytała mama krzycząc z kuchni.
- No jak mają jechać jak one do szkoły muszą chodzić w wakacje do mnie przyjadą!! A co?!?
- Nie nic! Zaraz Agata przyjdzie i podam obiad! Nie wychodź nigdzie musimy coś ustalić!
- Ok!!! – odpowiedziałam po czym włączyłam głośno muzykę.
Leżałam na łóżku i trzymałam telefon w ręku. Nagle zaczął dzwonić, na wyświetlaczu pojawił się nieznajomy numer:
*- Halo??! – wydarłam się do słuchawki, wstając żeby ściszyć muzykę.
*- Cześć Sylwia! Co tam u Ciebie słychać? Nie odzywałaś się do mnie przez dłuższy czas. Co się stało?? – zaczął rozmowę nieznajomy. Ja milczałam. – Halo? Jesteś tam?? To ja Tom…
*- Ooo… Tom! Nie poznałam Cię. Nie odzywałam się, bo zapomniałam… i w ogóle szkoła. No wiesz.
*- Nie no spoko… o mnie zapomnieć. – zasmucił się.
*- No przestań. Mam dla Ciebie dobrą nowinę.
*- Jaką??
*- Jadę do Ciebie… no nie tak do końca do Ciebie. Moja mama mi dziś powiedziała, że musimy tam jechać…
*- O Boże… wiesz jak się cieszę, że znów Was zobaczę!
*- No ja też, ale… ja przyjadę tylko z siostrą.
*- Kiedy przyjeżdżacie?? Pójdę po Was na lotnisko. A to nawet lepiej jak tylko z siostrą(:D).
*- No nie wiem… poczekaj spytam się o ten samolot.
*- Ok. – położyłam telefon na łóżku i poszłam do mamy spytać się.
*- O 7 jest… Nie wiem ile czasu zajmuje taki lot.
*- To będę czekał tam gdzieś. Szukaj mnie. Kocham Cię! Papa… – rozłączyłam się. Bardzo mnie zaskoczyło to, co powiedział. Miałam się nigdy z nim nie spotkać. Zapomniałam o nim mam nadzieję, że to znów nie wróci.

Po obiedzie poszłam pożegnać się z Anką i Magda i tymi innymi. Nie mogę ich opuścić:
- Mam nadzieję, że będziecie do mnie przyjeżdżać w wakacje. – powiedziałam przytulając się do Anki i Magdy.
- Ty też masz nas odwiedzać!! – płakała Anka.
- Kocham Was. Ja idę już, bo muszę się wyspać.
- My Ciebie też! – dałyśmy sobie buziaka i poszłam do domu.
Umyłam się i położyłam się spać. Musieliśmy wstać o 4 rano i wyjechaliśmy na lotnisko. Dojechaliśmy do Warszawy gdzie pożegnałyśmy się z mamą. Nawet nie zdążyłam się spytać, kto nas tam odbierze wiedząc, że będzie tam Tom. Kazała nam wejść na pokład to weszłyśmy. Gdy już byłyśmy w górze mama zadzwoniła do Agaty na komórkę. Wiem tylko tyle, że powiedziała, że nas bardzo kocha.
Wylądowałyśmy w Niemczech. Szukałam Toma. Nie mogłam znaleźć przez pierwsze 5 minut, ale zobaczyłam zbliżającego się do mnie chłopaka w okularach i w dużych ciuchach. On nie wiedział, że to ja. Lekko podniosłam rękę, aby mu pomachać, a on od razu podleciał do mnie i przytulił jak najmocniej mógł i pocałował delikatnie w usta. Moja siostra tylko się patrzyła jak na głupich.
- Gdzie będziemy mieszkały?? – zapytałam Agatę.
- Mama powiedziała, że mamy czekać na jakiegoś pana z karteczką z naszymi imionami. – skrzywiła się rozglądając.
- Aha… – ja też podążałam za karteczką, a Tom mnie zaczepiał i się cały czas śmiałam. Agata na nas tylko zerkała spod oka.
- Ooo!! Jest!! – krzyknęła Agata złapała za walizkę i pobiegła w nieznanym mi kierunku.
- Gdzie?? – chwyciłam moją walizkę i podążałam wolnym krokiem za nią. Zapomniałam o Tomie, gdzieś mi się zgubił, ale nagle ktoś mnie złapał za rękę. – O jesteś… – puściłam mu oczko i pobiegłam za Agatą. Zatrzymała się nikogo przed nami nie widziałam. – Gdzie on jest??! Muszę siku! – ścisnęłam swoje nogi i lekko ugięłam (chyba wiecie o co chodzi :P )
- To nie on tylko ona… – pokazała na młodą kobietę z karteczką.
- No to idziemy do niej. Na co czekamy? – zdziwiłam się.
- No to chodź!! – wkurzyła się.
Podeszłyśmy wolnym i spokojnym krokiem do miłej pani i przedstawiłyśmy się a ja nadal trzymałam Toma za rękę:
- Dzien dobry. Nazywam się Agata K******* to moja mama się do pani zwróciła o opiekę nad nami. A to jest moja siostra Sylwia i Tom jej kolega… – spojrzała się na nasze ręce pytająco a ja od razu puściłam jego rękę.
- Dzień dobry. Ja nazywam się Kasia Muller. Zaprowadzę Was do hotelu, będziecie mieszkały w pokoju obok mnie i mojego chłopaka, a do szkoły będzie Was zawoził taki miły pan. – miło uśmiechnęła się do nas i pojechałyśmy taxówką do hotelu razem z Tomem…
Wysiadłyśmy przed nie za dużym hotelem. Pani Kasia zaprowadziła nas do naszego pokoju i gdzieś poszła. Pokoje były piękne. Dwa wielkie łóżka i jedna wielka garderoba:
- Ale fajnie… – powiedziała łagodnym głosem Agata.
- Widziałam lepszy. – puściłam oczko do Toma i usiadłam na łóżku, po woli rozpakowywałam swoje rzeczy. – Co nic nie mówisz?? – zapytałam Toma rozglądającego się. – Myślałam, że opowiesz, co przez ten czas się działo u Ciebie jak mnie nie było…
- A nic ciekawego nie było, byliśmy na trasie urodziny mieliśmy…
- Tak wiem. Widziałam nawet koncert, który graliście w dzień swoich urodzin.
- Myślałem, że złożysz zapóźnione życzenia. – spojrzałam na niego dziwnie (;PP) i podeszłam wolnym krokiem i w tym czasie Agata wyszła z pokoju.
- No to wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, a prezent Ci kupię, kiedy indziej. – powiedziałam chamsko.
- Co się stało??
- Nic. Przecież pamiętałam o tym, że masz urodziny… – schyliłam się i wyciągnęłam mały, prezęcik z walizki. – Proszę!
- Ohh… dziękuje!! – krzyknął Tom po czym rzucił się na mnie.
- Nie ma, za co! – odepchnęłam go od siebie.
- Jest, jest… Chodź coś Ci powiem na ucho. – pokiwał palcem żebym się nad nim nachyliła.
- Słucham (?)
- Chodź bliżej… – popatrzył mi prosto w oczy i zbliżył swoje usta do moich. Po kilku sekundach pocałował mnie.
- Nie… – powiedziałam przerywając. – Nie możemy. Nie… Nie możemy. – powtarzałam się.
- Dlaczego??
- Nie chce do tego wracać. Jak wyjedziesz to ja sobie z tym nie poradzę.
- Szkoda… – westchnął.
- Może. – powiedziałam pod nosem.
- Coś mówiłaś??
- Nie, nie. Idziemy coś zjeść??
- No możemy… – Tom szybko wstał, ruszył w stronę drzwi. Po patrzyłam na niego i pokiwałam głową. – Przecież dobrze ubrana jesteś. – zaśmiał się.
- No przestań. Nie o to chodzi…
- A o co?? – skrzywił się Tom.
- Nie nic… No to idziemy! – złapałam go pod pachę i ruszyli w stronę drzwi. Gdy zakładałam buty zobaczyłam stojącą Agatę w progu przedpokoju. – Ubieraj się. Idziemy coś zjeść!
- Poczekajcie tylko się załatwię… – poleciała w stronę kibla i za piętnaście minut wyszła.
- Co Ty w tej łazience robiłaś. – spytałam siedząc na kolanach Toma.
- Nic. – zaśmiała się. – Gdzie idziemy??
- Nie wiem Tom coś wybierze…

*************

- O jest! Moja ulubiona restauracja! – podniecił się Tom.
- Restauracja!!?? – powiedziałyśmy chórem.
- A Co Wy myślałyście, jesteście w Niemczech, a nie w Polsce!
- Dzięki… – weszliśmy do restauracji. Czekali tam na nas Bill, Georg i Gustav. – Ooo…! Gucio!! – podeszłam do niego i mocno go przytuliłam i pocałowałam w policzek. – Georg!! – do niego też podeszłam. – No i Bill. Jak my się dawno nie widzieliśmy!! – usiadłam na krześle, a Bill spojrzał się na mnie. – Sorry… to jest moja siostra Agata. – podała wszystkim rękę i zamówiliśmy sobie pyszny obiadek.

Godzinę później:

- Ale się najadłam… – rzekłam przeciągając się. – Zaraz wracam pójdę do łazienki. – wstałam i poszłam w kierunku jakiegoś korytarza, ale za chwilę wróciłam do wszystkich.
- Co się stało?? – zapytał Bill.
- Gdzie jest łazienka??
- Ja Cię zaprowadzę. – Tom szybko podniósł się i zaprowadził mnie.
- To chyba nie w tamtym kierunku… – wtrącił, Bill gdy byliśmy już dosyć daleko.
- Co on planuje to nawet o tym nie myślę. – zaśmiał się Gustav. Agata tylko wzdychała.

U nas:

Gdzie my idziemy?? – zapytałam zatrzymując się.
- No do łazienki chciałaś iść. – odpowiedział z dużym uśmiechem Tom, a ja na niego krzywo spojrzałam. – No chodź! Przecież nic Ci nie zrobię! – załapał mnie za rękę w łokciu i pociągnął.
- Ty jesteś do wszystkiego zdolny! – zaczęłam się z nim szarpać i akurat kelner przechodził koło nas.
- Masz z tym panem jakieś problemy?? – zapytał.
- Nie, nie… Dziękuję może nas pan zostawić samych?? – powiedziałam patrzącego się na nas kelnera. – Zaprowadzisz mnie do tej łazienki?? – spytałam już zdenerwowana.
- Ok… To musimy się wrócić. – wróciliśmy się, weszłam do łazienki i doszliśmy do naszego stolika. Widać było, że Agata im przypadła do gustu. Tom się na mnie spojrzał, a ja mu odkiwnęłam głową na „tak”. – Wiecie, co my już pójdziemy, bo musimy coś załatwić… – powiedział Tom biorąc swoją bluzę z krzesła.
- Gdzie się wybieracie?? – zapytał Georg.
- No musimy coś załatwić. – Tom otworzył mi drzwi i wyszliśmy. Nasz stolik patrzył się na nas zza szyby jak się przytulamy.
- Mam nadzieję, że Sylwia wie, co robi… – westchnął Bill.
- Ja też mam taką nadzieję. – zgodziła się Agata ze słowami Billa.
Gdy wszyscy zjedli poszli do naszego hotelu, nas jeszcze tam nie było…

2009
12.19

opowiadanie #20

Napisałam ostatnią część opowiadania. Może jeszcze będę pisać opa ale wątpię :P życzę miłego czytania ta część jest najdłuższa z wszystkich co napisaąłm…

Wylądowaliśmy w Polsce, to znaczy w Warszawie. Rozejrzałam się, spojrzałam w słońce zmrużyłam oczy i powoli schodziłam z pokładu. Wsiadłyśmy do małego busika i zawiózł nas na drugą stronę wsiadłyśmy do taxówki i pojechałyśmy do Gostynina.

************
Wysiadłyśmy przed domem. Robiło się już ciemno, zobaczyłam dziadka stojącego w drzwiach, lekko uśmiechnęłam się i poszłam po bagaże. Weszłam do swojego pokoju, były na nim powieszone plakaty Tokio Hotel. Rzuciłam walizki i poleciała mi łza:
- Nienawidzę Was! – zaczęłam płakać jak naiwne dziecko w tym czasie do pokoju weszła Agata.
- Jak tam było w Niemczech. Słyszałam, że poznałaś Tokio Hotel. – powiedziała drwiącym głosem. Ja nawet się nie odwróciłam. – Spoko wiem, że go kochasz, ale już w to nie wnikam. – zamknęła za sobą drzwi i spojrzałam się na łóżko. Uśmiechnęłam się i rzuciłam się na nie plackiem. Zasnęłam jak tylko zamknęłam oczy. Mama, co chwilę wchodziła do pokoju sprawdzić czy jestem. Obudziłam się:
- Gdzie ja jestem??!! – wydarłam się zrywając się ze snu. Po czym przyleciała mama do pokoju.
- Co się stało??
- Gdzie ja jestem?? Chyba śnię?? – złapałam się za głowę i zaczęłam płakać.
- Boże dziecko… dlaczego płaczesz?? – mama zdziwiła się i poszła do kuchni rozmawiać z tatą o moim wyjeździe do Niemczech. Ja siedziałam nadal w pokoju i leżałam patrząc w sufit i na plakaty Tokio Hotel. Po kilku godzinach leżenia poszłam się umyć i usiadłam przy kompie. Ależ ja dawno nie siedziałam. Gadał ze wszystkimi, mieszały mi się osoby. Wkurzyłam się i zeszłam z niego. – Sylwia, co się z Tobą dzieje?? – zapytała przerażona mama.
- Nic. Idę do Anki! – poszłam w kierunku schodów.
- O której wrócisz??
- Nie wiem…!
- Masz być przed 15!!
- Postaram się! – założyłam szybko buty i wyleciałam z domu. Poszłam do Anki pogadałyśmy trochę i zeszłyśmy na dół. – Pójdziesz ze mną się gdzieś przejść?? – zaproponowałam.
- Oke. Poczekaj tylko się przebiorę.
- Spoko. – puściłam oczko i poszła się przebrać.
- Już. – Anka uśmiechnęła się do mnie i wyszłyśmy.
- O czym chciałaś pogadać??
- O niczym…
- Nie kłam. Wiem, dlaczego chciałaś wyjść z domu, żeby nikt nie słyszał naszej rozmowy.
- Skąd wiedziałaś??
- No mów… – puknęła mnie lekko w rękę. Poszłyśmy w kierunku miasta.
- No bo ja sobie z tym wszystkim nie poradzę… znasz mnie i nie przejdzie mi tak prędko jak Ci się wydaje. Jeszcze powiedział, że będzie dzwonić to już zupełnie. Miłość na odległość jest bolesna…
- Świetnie Cię rozumiem. Mi już przeszło Billem. Nie wiem nawet, kiedy, ale już go nie kocham. Może mi się tylko podoba, ale go nie kocham.
- Jak Ty to zrobiłaś??
- Weź mnie nie dobijaj. Zastanów się dziewczyno! Nie on jeden Cię jeszcze pokocha i Ty się jeszcze nie jeden raz zakochasz.
- Ale on jest wyjątkowy!
- Mylisz się. Poczekaj trochę czasu a Ty mu się znudzisz i będzie znów flirtował z jakimiś pannami z koncertów. – skrzywiła się Anka.
- Dzięki… Jesteś dobra w takich sprawach.
- Ale ja mówię prawdę. Zastanów się chwilkę, nie będzie tak. – popatrzyła się na mnie.
- Nie będzie tak! Jak zadzwoni to powiem żeby do mnie przyjechał i znów będzie tak jak wtedy!
- Jeśli mamy tak rozmawiać to ja sobie może pójdę??
- No przestań… Chodź przejdziemy się na zamek. – złapałam ją za rękę i poszłyśmy w tamtym kierunku.
- Jedziesz ze mną na Skrzynki?? Bo moja ciocia jedzie tam i mogłaby się nami opiekować.
- Nie wiem… Jak nas poznają fanki chłopaków to będzie źle.
- Oj przestań. Nie przejmuj się nimi. Jakoś się obronimy. – uśmiechnęła się Anka. Usiadłyśmy na wielkim kamieniu nad jeziorem i śmiałyśmy się z wszystkiego, co popadnie. Później poszłyśmy na lody i wróciłyśmy do domu. Otworzyłam delikatnie drzwi i weszłam po cichu na góre nie zapalając światła na schodach. Nie widziałam nic, szłam bardzo wolno. Myślałam, że jest jeszcze jeden schodek podniosłam wysoko nogę i przewróciłam się na podłogę. – Aaaaa… – zacisnęłam zęby i poszłam po piżamę do pokoju i umyłam się. Położyłam się w łóżku byłam w trybie zasypiania i nagle zadzwonił telefon. – O… Tom. Halo??
*- No część kotku. Jak tam w domu??
*- Cześć. A dobrze, ale tęsknię za Tobą… – po policzku popłynęła mi łza.
*- Ja za Tobą też. Ale nie płacz proszę. Jak się skończy trasa to pojadę do Ciebie na cały miesiąc. Nie ważne gdzie będę spał i jakie problemy będą z fankami…
*- Ale… – przerywałam mu.
*- I tak do Ciebie przyjadę! Co ale?? Już mnie nie kochasz?? – zapytał smutnym głosem.
*- Nie no kocham Cię! Ale ja do szkoły będę musiała chodzić. Co będziesz robił w tym czasie??
*- Będę chodził z Tobą do szkoły. – zaśmiał się.
*- Chyba sobie żartujesz…
*- Nie mówię prawdę.
*- Dobra trzymam Cię za słowo. Dobra już kończę, bo śpiąca jestem.
*- Nom… Dobranoc misiaku. :*
*- Dobranoc :*! – odłożyłam telefon i uśmiechnęłam się do siebie.
Nie mogłam usnąć. Miałam ostrą gorączkę, a nikogo nie było w domu, nie wiem, co się z nimi stało. Zadzwoniłam do Anki:
*- Sorry, że tak późno, ale źle się czuję a nikogo nie ma w domu. Nie mam, co ze sobą zrobić…
- Zaraz do Ciebie przyjdę… – odpowiedziała po kilku sekundach.
- Dzięki za wszystko. – odłożyłam telefon i ubrałam się ciepło. Poszłam przed dom położyłam się na ławce. Otworzyła się furtka była w niej Ania. – Szybko przyszłaś…
- A Ty przecież masz gorączkę nie powinnaś leżeć w łóżku?? – zdziwiła się.
- Chodź się gdzieś przejdziemy. – zaproponowałam.
- Oke. Może to Ci pomoże. – pomogła mi wstać i poszłyśmy w stronę wiaduktu. W krzakach się coś poruszało. Wystraszyłam się. – To tylko jakieś zwierzę.
- Mam nadzieję… – poszłyśmy dalej w stronę Domu Kultury. Znów usłyszałyśmy coś dobiegającego z krzaków obok. Nagle podbiegł do nas jakiś chłopak w masce i wziął nas pod pachę i zakrył czymś usta. Pobiegł do dziwnego pomieszczenia i posadził nas na fotelach, odkrył maskę i zobaczyłam… Davida.
- Musiałem to zrobić… – przytulił mnie i zaczął całować. Ja się wyrywałam, Anka go kopała, ale przyleciał jakiś drugi w masce i odciągną Ankę od Davida.
- Ej… tu ktoś idzie!! – David przestał i poszedł gdzieś z tamtym. Ja zaczęłam płakać jak dziecko.
- Sylwia nie płacz… zaraz ktoś tu przyjdzie. – Anka próbowała rozwiązać mi ręce, ale nie mogła. Usłyszałyśmy kroki zbliżające się ku nam. Anka schowała twarz w kolana, a ja czekałam, kto mi się ukarze. Był to David.
- Wstawajcie szybko!! – podniósł mnie za bluzkę i szarpnął Ankę za rękę. Nie mogłam nic powiedzieć przez taśmę na ustach. – Milcz!!!! – wydarł się. Z oczu popłynęła mi łza, a on się popatrzył na mnie i wytarł mi ją. Odruchowo kopnęłam go w nogę, a on mnie spoliczkował. – Nigdy więcej tego nie rób!! – poszliśmy dalej ciemnym korytarzem, wyprowadził nas na dwór było już ciemno. Otworzył drzwi i rzucił nas do samochodu. Upadłam na rękę:
- Ałłłłłłłłłłłłaa!! – ledwo powiedziałam przez taśmę i drzwi samochodu zamknęły się. Jechałyśmy przez jakiś lat, po dziurach. Anka i ja próbowałyśmy się do siebie przytulić, ale nie mogłyśmy, bo przyszedł do nas David.
- Gdy was uratują to byłby cud! – powiedział patrząc na mnie zabójczymi oczami, a ja zaczęłam znów płakać. Dojechaliśmy już na miejsce przez drogę zasnęłyśmy musieli nas wnosić, położyli nas na starych łóżkach i przykryli jakąś szmatą. Obudziłam się siedział przy mnie David, nie miałam już taśmy na ustach:
- Dlaczego to robisz?? – zapytałam.
- Bo Cię kocham. – przybliżył do się do mnie i zbliżył swe usta ku mym, ale ja odwróciłam szybko głowę, a on poszedł zrobić nam coś do jedzenia.
- Dziś na śniadanie kromki chleba z zimną herbatą. – rzekł nieznajomy.
- Ja nie będę nic jadła. – położyłam się plecami do nich i się nie odzywałam.
- Musisz coś jeść, bo zachorujesz na anoreksję.
- Przecież nie będę tu całą wieczność.
- Nie bądź tego taka pewna! – David wyszedł na dwór, bo podjechał jakiś samochód. Chyba był bez tłumika, bo głośno chodził (:PP) Gdy wszedł popatrzył się na mnie i powrotem znów wyszedł. Minęło sporo czasu nieznajomy siedział przy mnie i wpychał mi jedzenie:
- Musisz coś zjeść…! – krzyczał.
- Zostaw ją, jak nie chce jeść to nie. – popatrzyłam na Ankę nie miała nic na talerzu.
- Sylwia… zjedz trochę, później będziesz głodna. – prosiła mnie z łzą w oku. Popatrzyłam na kromkę chleba i herbatę jak na wroga, ale zjadłam pomyślałam, co będzie ze mną jak nie zjem.
- No dobra… Jak zjesz to jedziemy do Baszaka. – poszedł szykować coś w samochodzie a ja skończyłam jeść. Gdy zjadłam zaprowadził nas pojedynczo do samochodu.
- Rozwiążesz mi ręce?? – odwróciłam się tyłem do nieznajomego i pokazałam mu czerwone ręce.
- Wsiadaj… – spojrzał się na nie i zamknął za mną drzwi. Po kilku minutach przyprowadził Ankę i zakleił nam usta. Dojechaliśmy na miejsce, było same południe słońce grzało w plecy.
- Damian leć do Baszaka i powiedz, ze mamy towar! – krzyknął do tamtego.
- Dobra poczekajcie tu. – powiedział do nas Damian.
- Yhym… – powiedziałam przez taśmę i się do mnie uśmiechną, a ja próbowałam mu odwzajemnić uśmiech, ale nie mogłam. Czekałyśmy na niego ponad pół godziny w tej gorączce.
- Już jestem. Chodźcie. – wziął Ankę mocno pociągnął za rękę i wyprowadził ją z samochodu, a mnie niestety musiał wyprowadzić David (:/). Weszliśmy na wielką halę a w niej były wielkie kosze. Przy jednym stał murzyn:
- To jest ten towar?? – zaśmiał się bezczelnie.
- Nie jest w samochodzie.
- A to, kto jest??
- Nasz zakładniczki…
- Ja nic nie mówiłem o zakładniczkach. Masz się ich natychmiast pozbyć!! – wydarł się murzyn. Ja spojrzałam na niego pięknymi oczami. – Dobra, ale rozwiążcie je! – David natychmiast to zrobił, gdy już byłyśmy wolne rzuciłyśmy się sobie w ramiona. – Zaprowadźcie je do schowka, a my pojedziemy coś załatwić. – podrapał się po brodzie i Damian zaprowadził nas do zimnego miejsca gdzie przetrzymywali samochody.
- Niestety, ale muszę Was związać. – złapał moje ręce i zawiązał nie za mocno, tak też zrobił Ani i wyszedł. Zamknął drzwi zrobiło się kompletnie ciemno, lecz po chwili się zapaliło światło. Pokazałam Ance, żeby mi odkleiła taśmę z buzi. Zrozumiała to bardzo dobrze, ja przykucnęłam a ona mi ją szybko odkleiła. Starałam się nie krzyczeć, trochę mi się to udało:
- O boże jak to boli. Pochyl się to ci okleję. – Anka ukucnęła na podłodze i jej delikatnie odkleiłam taśmę.
- Co teraz zrobimy?? – zapytała Anka.
- Musimy próbować rozwiązać sobie ręce. – stanęłyśmy do siebie tyłem i rozwiązałyśmy ręce. – Boże jak mnie boli ta ręka… chyba mam coś z kością. Nawet nie mogę nią poruszać. – próbowałam poruszyć kostką, ale nie mogłam.
- A kiedy Ci się to stało??
- Jak nas rzucili do samochodu wczoraj to upadłam na rękę.
- I dopiero dziś Cię boli… – zdziwiła się Anka.
- Dobra może coś skąbinujemy. Może odpalimy jakiś samochód. – zaproponowałam.
- Nie ma szans… Wyjdziemy wentylatorem. – Anka pokazała na kratkę wysoko przy suficie.
- Jak Ty zamierzasz się tam wdrapać??

Szukałyśmy jakiejś skrzynki, ale nie mogłyśmy znaleźć, bo był niezły bałagan:
- My tu nic nie znajdziemy… – Anka.
- Skąd wiesz??
- A jak oni zaraz tu przyjdą?? – przejęła się Anka.
- Chyba ktoś idzie??
- I co my zrobimy??
- Nie wiem. Szybko zwiąż mi ręce! – podałam jej sznurek. Robiła to z zamkniętymi oczami, bo moje rany na nadgarstkach były nie do zniesienia. – Kładź się i udawaj, że śpisz i weź ręce do tyłu. – Anka rzuciła się na podłogę i zamknęła oczy. I otworzyły się drzwi.
- Z kim rozmawiałaś?? – zapytał David.
- Sama ze sobą… – odpowiedziałam nie pewnie.
- Chodźcie musimy jechać… – pociągnął mnie za rękę.
- Ała…!
- Co się stało?? Przecież Ty miałaś taśmę na ustach??
- Miałam, ale mi Anka zdjęła i ja jej… Ręka mnie boli. – wyrwałam mu się i masowałam sobie łokieć.
- Pokaż. – zbliżył się do mnie.
- Nie zbliżaj się do mnie! – odsunęłam się.
- Dobra my za chwilkę po Was przyjdziemy. Czekajcie tu!! – krzyknął i wszedł.
- Anka! Chodź Ci spróbuję zawiązać ręce. – wzięłam sznurek zza samochodu i zawiązałam jej ręce. Nie wiem jak nam się to udało, ale musiało. Czekałyśmy na nich z 15 minut.
- Chodźcie!! – wziął nas za łokcie i znów wrzucił nas do samochodu. Na szczęście nie złapał mnie za bolącą rękę i też nie upadłam na nią. Posadził nas później na fotelach i zapiął pasy. Jechaliśmy pół godziny w ciszy.
- Wychodzimy! – odpiął nam pasy i wyrzucił z samochodu. Upadłam na beton, a Anka utrzymała równowagę. Starłam sobie kolano i prawą kość policzkową. Byliśmy na porcie, stał przed nami wielki stary statek spojrzałam na niego od góry do dołu. Po kilku minutach podniósł mnie za bluzkę i ledwo ustałam na nogach. Weszliśmy na pokład było tam pusto:
- Ale tu śmierdzi! – powiedziałam krzywiąc się.
- Będziesz tu spała!! – odpowiedział mi krzykiem David.
- Co Ci dzisiaj jest?? Cały czas krzyczysz?!?
- A tak w ogóle to Wy jesteście porwane i nie wiem, dlaczego daję Wam dojść do słowa!! – spojrzał na mnie bykiem i staliśmy.
- Ej… robi się już ciemno trzeba pościelić łóżka. – poszliśmy do wielkiego pomieszczenia i posłali nam niby łóżka. Były to tylko szmaty, a oni spali na wygodnych łóżkach. Obudziłam się z bólem pleców. Popatrzyłam na Davida i Damiana, oni smacznie spali na wygodnych łóżkach, a my się męczyłyśmy na betonie. Pomyślałam o Tomie. Zaczęłam płakać jak dziecko, które chce lizaka i obudziła się Anka:
- Co się stało?? Dlaczego płaczesz?? – Anka usiadła koło mnie i pozwoliła, żebym położyła swoją głowę na jej ramieniu, bo przytulenie nie było możliwe.
- Ja chce już być w domu! – wciągnęłam nosem i obudził się Damian.
- Co się stało?? – zapytała ziewając.
- Po co nas tu przetrzymujecie!! – szybko wstałam. – Co my wam zrobiliśmy!! – krzyczałam mu to prosto w twarz.
- Ja nie mam nic z tym wspólnego! Siadaj i nie chciej, żebym Ci coś złego zrobił!! I nigdy nie podnoś na mnie głosu!!!! – spojrzałam na niego ze smutną miną i usiadłam na podłodze. Siedzieliśmy nie odzywając się. Nagle zadzwonił telefon Anki, sięgnęła po niego i szybko odebrała:
*- Przyjedźcie po nas szybko. Jesteśmy w… – zacięła się, bo Damian jej wyrwał telefon i odłączył się. Spojrzał na nas ze złością i udawał, że nic się nie stało. Później David poszedł na zakupy i kupił nam na śniadanie świeży chleb i do tego wodę.
- Szykujcie się zaraz jedziemy! – powiedział z pełną buzią.
- Poczekaj zjemy… – powiedziałam patrząc się na Ankę.
- Spójrz się na mnie! – krzyknął a ja się spojrzałam. Milczał. Dokończyłam jedzenie i poszliśmy do samochodu. Dojechaliśmy do jakiegoś wielkiego miasta. Nie wiem jak się nazywał wyglądałam przez okno i czekałam na tabliczkę. Nie mijaliśmy żadnej. Zmartwiłam się, bo wiedziałam, że się oddalamy od domu. Dojechaliśmy do znajomego miejsca. Nagle samochód się zatrzymał i otworzyły się drzwi. David odpiął nam pasy i wyrzucił na ulice z piasku.
- Te miejsce jest mi znajome… – powiedziała uśmiechnięta Anka. Ja jeszcze leżałam niewinnie na ziemi. – Jesteśmy na Skrzynkach!! – wydarła się i podbiegła do mnie.
- Co??
- Jesteśmy w domu!! – wydarła się kładąc się na mnie ze szczęścia. Wszyscy się na nas patrzyli jak na głupie, nie dość, że całe poobijane to cieszą się, że są w domu i miałyśmy związane ręce. Poszłyśmy w stronę Anki domku.
- Dlaczego nas wypuścili?? – zapytałam.
- Nie pytaj ciesz się, że tak szybko nas puścili…
- Wszyscy się na nas patrzą.
- Oj…. Sylwia przestań już. Spójrz jak jesteśmy ubrane, jakie poobijane, brudne a oni chodzą w kostiumach. – dochodziłyśmy po woli do domku Ani. Były zamknięte drzwi. – No nie gadaj, że nikogo nie ma…! – podeszła do drzwi i pociągnęła za klamkę. Otworzyły się. Nie było w nim nikogo. Poszłyśmy na górę też nikogo nie było. Usiadłyśmy na kanapie i zastanawiałyśmy się, dlaczego jest otwarty domek. Poszłyśmy do sąsiadów i skorzystałyśmy z telefonu. Zadzwoniła po rodziców, przyjechali jak najszybciej mogli. Zawieźli nas do domu i zaznawałyśmy na policji w Warszawie. Już nigdy się nie spotkałam z Tomem…

2009
12.15

opowiadanie #18 i 19

Doszliśmy do hotelu Bill i Anka już na nas czekali:
- Co Wy tu robicie?? – zapytałam podchodząc do Anki.
- Czekamy na Was. – powiedziała wkurzona Anka.
- Dobra no to chodźmy.
Ja bym chciała się jeszcze przebrać…
No to idźcie, ale szybko, bo się spóźnimy. – poszliśmy na góre i szybko się przebraliśmy. Ubrałam się w dżinsowe spodnie i białą bluzkę na krótki, a Tom w krótkich spodenkach (:D) i w brązowej bluzie ( ;) ).
- Chodźcie, bo mamy jeszcze tylko 10 minut! – Bill zatrzymał czarny samochód i wsiedliśmy do niego. Dojechaliśmy do wielkiego budynku. Chodziły tam tylko pary i ubrane w wieczorowe piękne stroje:
- Chyba się nieodpowiednio ubraliśmy… – powiedziałam.
- No to, co… – wzruszył ramionami Bill.
Weszliśmy do budynku, ochroniarz zaprowadził nas do wielkiej hali. Odbył się tam koncert, ale taki jak operze:
- OMG!! – zajęłam swoje miejsce i rozglądałam się. – Oni się na nas patrzą… Ciekawe czy na ubranie czy ze nie chińczycy. – zaśmiałam się.
Po woli zapełniały się wszystkie miejsca. Rozpoczął się koncert, darły się jak nie wiem. Ja z Anką porozumiewałyśmy się przez komórkę, ale pani nam zwróciła uwagę żebyśmy wyłączyły (;/) Minęła pierwsza połowa koncertu, zadzwonił jakiś dziwny dzwonek, wszyscy wybiegli z sali jak szaleni, a my powolutku wyszliśmy:
- Co się stało?? – zapytała Anka.
- Może otworzyli nowy sklep z okularami. – zaśmiał się Bill.
- A gdzie jest Georg i Gustav?? – ja.
- Poszli gdzieś indziej… – odpowiedziała Anka.
Zeszliśmy na dół nikogo nie było Tom poszedł się rozejrzeć, a Bill poszedł do łazienki, zostałyśmy same. Poszłyśmy długim korytarzem, doszłyśmy do schodów:
- Coś tu śmierdzi… – rzekłam.
- Sorry… Nie wiedziałam, że poczujesz. – Anka zaczęła się śmiać.
- Oj przestań.. czuć dym. – zza drzwi do kuchni leciał ostry dym. – Może się pali?? I dlatego ten dzwonek zadzwonił.
- Przecież by wszystkich ewakuowali. – powiedziała zrezygnowanie Anka. Nagle zadzwonił mój telefon to był Tom.
*- Gdzie jesteście??!! – zapytał wkurzony.
*- Nie wiem… – odpowiedziałam. – Nie jesteśmy koło kuchni.
*- A co Wy tam robicie??
*- Nie wiem coś się pali w kuchni…
*- Może coś spalili. My czekamy na Was przy wejściu do Sali. Za pięć minut macie tam być! – rozłączył się.
*- Nie wiem czy zdążymy. – spojrzałam na ekran. – O rozłączył się.
- Kto dzwonił?? – zapytała Anka.
- Tom… musimy już iść na salę, bo się zaczyna koncert.
- No to chodźmy. – uśmiechnęła się do mnie i poszłyśmy pod salę. Szłyśmy w stronę chłopców, stali do nas tyłem.
- Wystraszymy ich?? – zaproponowała Anka.
- Coś Ty!
- Cicho…
- Obrażą się. Ale może jednak. – podbiegłam do Toma i zakryłam mu oczy.
- Viki??
- Nie.
- Monika??
- Nie.
- Sabina??
- Nie! – powiedziałam już wkurzona.
- Aaaaa… Kasia??
- Nie…!! – nadepnęłam mu na nogę z całej siły.
- Sylwia!
- No…
- Wiedziałem. – odwrócił się do mnie i zaczął się do mnie przytulać.
- Przestań. – próbowałam mu uciec, ale nie mogłam (:()
- Oj, żartowałem przecież.
- Ale ja się na żartach nie znam… – powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
- Jak ja lubię jak Ty się uśmiechasz. – przybliżył się do mnie i zaczął całować po szyi.
- Tom… przestań. Wchodźmy już na salę. – wyrwałam mu się i poszłam zająć swoje miejsce.

Gdy się już skończył koncert poszliśmy na dół na pizzę:
- Ale jest już późno! – spojrzałam na zegarek.
- Nie gadaj. Chodźcie jeszcze do klubu nocnego. To przedostatni dzień w Tokio… – zaproponował Bill.
- Chyba sobie żartujesz. Ja nie chce patrzeć jak Tom podrywa inne laski! – zrobiłam głupią minę i poszłam dalej.
- No to na górze coś wypijemy. – podbiegł do mnie Bill.
- Jeszcze zobaczymy… – powiedziałam i podbiegłam do Anki. Gadałyśmy całą drogę o bliźniakach, aż wreszcie doszyliśmy do hotelu.
- O kim tak gadacie?? Wiem, że mam sexowny tyłeczek, ale bez przesady. – rzekł podniecony Bill kładąc rękę na karku Ani.
- Chciałbyś… co dziś pijemy?? – zapytała.
- Może coś mocniejszego…
- Przecież nic innego nie miałam na myśli. – weszliśmy do sklepu z alkoholem i kupiliśmy trochę picia (;P) Zanieśliśmy to wszystko na górę i poszliśmy się wszyscy po kolei umyć, później dopiero się wzięliśmy za picie.
- No to pierwsza Tekile. – powiedział Tom łapiąc za butelkę.
- Ja pójdę po szklanki. – poleciałam do barku i sięgnęłam cztery szklanki. Tom nalał i popatrzyliśmy na siebie.
- …wypijamy za jutrzejszy konert… – narzucił Bill.
- Oke… – stuknęliśmy w kieliszki i duszkiem próbowaliśmy wypić, lecz to było za trudne.
- Ale to jest mocne. – skrzywiłam się.
- Tylko dziewczyny nie za dużo, bo jutro musicie iść z nami na koncert. – powiedział Tom robiąc ostatniego łyka.
- Może i pójdziemy. To jeszcze zależy.
- Od czego??
- Od tego ile wypijemy… – wtrąciła Anka.
- Aha… – Bill sięgnął po pilot i włączył TV. Siedzieliśmy tak do 3 w nocy i to nieźle wypiliśmy. Rano obudziłam się w sypialni w samej bieliźnie, a koło mnie leżał Tom w samych bokserkach.
- O boże…!! My to zrobiliśmy?!?! – wydarłam się zrywając się z łóżka.
- Co się stało?? – zapytał ziewając Tom.
- Zrobiliśmy to??
- Nie wiem… Zobaczymy czy będą objawy ciąży. – powiedział spokojnym głosem i poszedł dalej spoć.
- I Ty tak spokojnie o tym mówisz!! – wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Umyłam się i przyjrzałam się sobie dobrze w lustrze i doszłam do wniosku, że to chyba raczej nie możliwe, żeby do tego doszło. Wyszłam z łazienki z uśmiechem i poszłam w stronę kuchni. Po drodze zobaczyłam Billa leżącego pod telewizorem. – Bill… obudź się zobacz, która godzina! – krzyczałam śmiejąc się.
- Daj trochę pospać.
- To co ja najmniej wypiłam… – jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać już prawi leżałam na ziemi, ale wszedł do salonu Tom.
- Co na śniadanie??
- Nie myśl, że Ci zrobię. – podchodził do mnie powolutku. – Nie zbliżaj się do mnie! – i uciekłam do kuchni.
- No ja Cię tak ładnie proszę! – poszedł za mną i mnie złapał za rękę. Obią mnie w pasie i zaczął całować po szyi.
- Tak na pewno mnie nie przekonasz! – wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do sypialni na łóżko. Delikatnie położył się na mnie i całował mnie po brzuchu. – Boże, co ja robię… – myślałam, a on rozpiął mi stanik. – Tom, nie. Jeszcze nie!! – odepchnęłam go.
- No co Ty…
- Tom przestań. – zrzuciłam go z siebie i poszłam do kuchni. Anka już wstała, leżała tylko na łóżku. Poszłam sobie zrobić kanapki i herbatę. Gdy już zjadłam poszłam się ubrać i w tym czasie się wszyscy obudzili.
- Która godzina?? – zapytał zaspany Bill.
- 13… – dopowiedziałam szybko.
- Chyba nie da rady grać tego koncertu. – mruczał pod nosem i wszedł do pokoju Georg.
- Chyba nie mówiłeś serio! – wydarł się na niego Georg.
- A właśnie, że mówiłem! – zaśmiał się Bill.
- Nie denerwuj mnie Bill!! Co się z Tobą stało?? – podszedł do niego. – Ile T wypiłeś!!? Przecież wiedziałeś, że mamy jutro koncert!! Zawiodłem się na Tobie!! – darł się Georg, a my się na niego patrzyliśmy. Po chwili wyszedł z lokalu z trzaskiem drzwiami.
- Bill, może jednak zmienisz zdanie?? Jedź na ten koncert… – prosiła go Anka.
- Ale o co Ty nie prosisz, czego się nie zrobi dla moje kochanego zespołu!! – wstał i poszedł się umyć i ubrać.
Gdy się Bill uszykował pojechali na miejsce gdzie miał się odbyć koncert, a my zostałyśmy w domu. Miałyśmy dojechać o 20:00:
- Wiecie, co… ja mam dziwne przeczucia, że moja mam przyjedzie niedługo po mnie.
- Dlaczego?? – Magda.
- No, bo za dwa tygodnie do szkoły…
- O ja… może im powiemy.
- Nie lepiej nie! – poszłam do sypialni zamknęłam za sobą drzwi, spojrzałam na telefon miałam 13 połączeń nieodebranych. Były one od mamy. – Ona już tu jedzie. – otworzyłam drzwi i popatrzyłam się na Ankę wychodzącą z łazienki. – Ja nie chce się z nimi żegnać! – rzuciłam się jej w ramiona i zaczęłam płakać.
- Nie płacz… przecież powiedział Ci, że się będziecie widywać! – mówiła klepając mnie po plecach. Nagle zapukał ktoś do drzwi. – Ja pójdę otworzyć. – oderwała się ode mnie i poszła zobaczyć kto przyszedł, ja weszłam do łazienki i zamknęłam się na klucz. – Dzień dobry.
- Dzień dobry. Jest Sylwia?? – zapytała moja mama wchodząc do lokalu.
- Tak jest… proszę wejść. Może coś do picia??
- Tak poproszę słabą kawę. – mama usiadła na kanapie i rozejrzała się. – Ładnie tu macie.
- Dziękujemy. – powiedziała Magda.
- A gdzie jest Sylwia??
- Nie wiem, gdzieś tam… – Magda pokazała ruchem ręki w stronę sypialni. Mama powoli wstała i poszła w tamtym kierunku. Rozejrzała się po sypialni, nie znalazła mnie.
- Sylwia!! Musimy porozmawiać! Proszę wyjdź! Nie zachowuj się jak dziecko! – odpowiedziała jej tyko cisza. Pociągnęła za klamkę do łazienki. – Wiem, że tam jesteś! Otwórz proszę…
- Przecież jestem dzieckiem! – podniosłam głos, słychać było, że płaczę.
- Nie płacz. Przecież Ci nic nie zrobię.
- Odejdź!!
- Proszę pani kawa jest już gotowa. – mama zastanowiła się i poszła na kawę.
Gdy już wypiła rozmawiały, co się tu wydarzyło przez te 2 miesiące. Po 15 minutach wyszłam z łazienki.
- O boże… – mama podbiegła do mnie i przytuliła się do mnie jak najmocniej mogą. – Martwiłam się o Ciebie. Ty sobie nie wyobrażasz jak! – zaczęła płakać.
- Przecież nic się nie stało.
- Przestań… ale mogło się coś stać!
- No to, co… przynajmniej bym została w Niemczech.
- Właśnie, że nie, bo byś od razu pojechała do Gostynina!
- Ale tu są lepsze szpitale.
-Oj przestań! Jedziesz do Polski bez żadnej dyskusji!! – wydarła się.
- Nie krzycz na mnie. Jeszcze się nie pożegnałam z Tomem! A nie wyjadę, jeśli się z nim nie pożegnam!!!! – spojrzałam jej prosto w oczy.
- Nie pojedziesz na żaden koncert. – powiedziała już spokojni.
- Proszę nie rób mi tego… – w moich oczach pojawiła się łza, lecz wahała się ujawnić wszystkim.
- Dobrze, ale od razu po koncercie jedziesz do Polski razem z dziewczynami! – wyszła z lokalu.
- Ja nie chce tam wracać.
- Nie mów tak… na pewno wszyscy za Tobą tęsknią. – próbowała mnie pocieszyć Anka.
- Nie mów mi tak. Bo to jest nie prawda.
- Proszę nie mów tak więcej. Zobaczysz jak Cię wszyscy przywitają. Teraz masz zły humor i myślisz wszystko, co najgorsze…
- Ja chce z nim spędzać całe swój czas i całe swoje życie z nim i tylko z nim!
- Widzisz nawet gadasz bez sensu. – uśmiechnęła się Anka, spojrzała na mnie słodko i się przytuliłyśmy wszystkie razem.

…opowiadanie #19…

Dochodziła godzina 17, a my siedziałyśmy jeszcze przed TV nawet się nie szykowałyśmy na koncert.
- Ale jest już późno…- powiedziała zaspana Anka.
- Wiecie tak szczerze to mi się nie chce iść na ten koncert. – powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
- Nie możemy im tego zrobić. To jest ostatni dzień z nimi musimy się nimi pożegnać. – zaprotestowała Magda wstając.
- Mi też się tak zdaje… – przetarłam oczy i wstałam. – A Ty Anka?? Nie idziesz z nami??
- Idę… to idźcie się umyć ubrać, a ja po Was się uszykuje.
- Oke… – poszłam sobie przyszykować ciuchy, a Magda weszła do łazienki. Gdy wyszła ja weszłam (:P) ubrałyśmy się normalnie bez żadnych dekoltów, bo to u nas niespotykane (:)) – Anka teraz Ty idź się ubrać. Czekamy na Ciebie góra pół godziny! – ledwo się ruszyła i poszła się uszykować. Czekałyśmy na nią dokładnie 31 minut i 34 sekundy (:PP) – Wreszcie… – wzięłyśmy kasę i wyszłyśmy z lokalu, jechałyśmy autobusem. – Ale on się buja. – zaśmiałam się i przytrzymałam się barierki. Wszyscy, co przede mną siedzieli odwrócili się, pewnie myśleli, że to o nich (:P) – Dlaczego się na mnie patrzą…?? – schowałam głowę w ramię Anki.
- Może myślą, że to coś o nich…
- Ale ludzie mają problemy. – nadal miałam głowę w Anki ramieniu (:PP)
Dojechaliśmy na miejsce. Przed nami ukazał się wielki plac ze sceną na środku (:D) Doszłyśmy do kasy chciałyśmy podać już pieniądze, ale Tom podbiegł i załatwił nam bezpłatne wejście:
- Która jest godzina?? – zapytałam ledwo idąc.
- Jest 19… o co Ci jest?? – Tom złapał mnie nad ziemią.
- Słabo mi jest… – wymamrotałam spod nosa.
- Zaniosę Cię do naszej pielęgniarki. – wziął mnie na ręce chwyciłam za jego szyję i zaniósł mnie za kulisy. Położył mnie na kanapę. – Jadłaś dziś coś??
- Jedną kanapkę.
- No to bardzo dużo… – westchnął.
Przyszła pielęgniarka:
- Co się stało?? – spytała siadając koło mnie przy tym spychając Toma.
- Mi mówiła, że za mało zjadła.
- Nie wtrącaj się! Idź Ty coś zjeść…! – klepnęła go w tyłek i poszedł gdzieś.
- Co się stało?? – spytała ponownie.
- Tom już powiedział. – odpowiedziałam mrużąc oczy.
- Zaraz Ci podam tabletki, ale najpierw musisz coś zjeść. Dobrze słonko. – poszła w stronę kuchni.
- Postaram się… – powiedziałam szeptem.
- Słucham??
- Dobrze. – odpowiedziałam szybko. Wróciła po 5 minutach, przyniosła jakąś ohydną kiełbaskę. – Co to jest?? – spytałam podnosząc się z kanapy.
- Biała kiełbasa. To nasz przysmak w Niemczech.
- Ale…
- Żadne, ale proszę to zjeść.
- A może mi pani przynieść coś innego, bo i tak tego nie zjem! – zaprotestowałam oburzona.
- Jeśli tak chcesz… – powiedziała ze smutną miną.
- Ja nie chciałam pani sprawić przykrości, po prostu nie lubię kiełbasy…
- Dobrze to Ci przyniosę zupę…
- Dobrze. – poszła po tą zupę. Po kilku minutach znów przyszła podała mi zupę i wyszła po leki. Przyszedł Tom.
- Mogę Cię nakarmić?? – poruszał brwiami.
- Oke… – podałam mu łyżkę i nakarmił mnie, nawet dobrze mu to szło. – Dzięki za wszystko… – i pocałowałam go w usta, a nagle weszła do pokoju pielęgniarka.
- Yhym… – odcharchnęła.
- Przepraszam… – rzekł Tom i wstał z kanapy. Pani do mnie podeszła i podała jakąś tabletkę, popiłam wodą i musiałam leżeć, do 20:00, ale jak bym miała nawet dłużej leżeć to i tak bym nie leżała, bo jest koncert (:PP) Poleżałam oczywiście z Tomem, nie mogliśmy nic robić, bo ta wścibska pielęgniarka nam przeszkadzała (;)), ale miała jakiś problem ze stopami i usiadła na fotelu obok:
- Ale śmierdzi… – szepnęłam mu do ucha.
- Nom. – zaśmiał się.
- Już musisz się szykować na koncert. – popatrzyłam na niego.
- Pocałuj mnie przy niej.
- Oke… – zbliżył się do mnie i zaczął mnie całować, tamta się na nas spojrzała spod okularów i napąpowała policzki. Gdy wyszła przestaliśmy. Śmialiśmy się z niej jak nie wiem, co. – Fajną mamy pielęgniarkę no nie??
- Nom…
- Dobra naprawdę musisz się już szykować. – była już 19:50.
- O jeny… nie chce mi się. Chcę być z Tobą!
- Nie możesz zaniedbywać swoich przyjacieli, a przede wszystkim fanów!
- Masz rację. – Tom doprowadził się do porządku i wyszli na scenę. Po 2 pierwszych piosenkach weszłyśmy na widownię:
- Ale tu głośno!!!! – wydarłam się Ance do ucha.
- Co???!!!!!
- Poczekaj napisze Ci na telefonie!!!!!!!!
- Co????!!!! – wyciągnęłam telefon i napisałam jej to co miałam powiedzieć.
- Nom… – napisała.
Fajnie się bawiłyśmy na ich koncercie widać było, że byli zadowoleni z tego koncertu. Po koncercie się zgubiłyśmy, każda poszła w inną stronę gdy się już wszyscy rozeszli zostałyśmy same na deptaku. Okazało się, że cały czas stałyśmy koło siebie:
- Fajnie było, co nie?? – zaśmiała się Magda.
-Nom, Nom…. – ja zaczęłam się śmiać.
- Z czego się śmiejesz?? – spytała Anka.
- Z nas…
- A tak dokładniej??
- Nie nic, nic… idziemy do chłopców. – ruszyłam w stronę kulis. Dziewczyny jeszcze tam zostały i czekały, aż my do niech przyjdziemy popatrzeć na gwiazdy. – Chodźcie z nami na dwór.
- Nie chce mi się. Muszę się umyć poczekajcie na nas. – rzekł Bill idący do łazienki.
- Spoko… – poszła do kuchni spojrzałam na stół. – OMG… – powiedziałam do siebie. Nic nie było do żarcia. – Ciekawe, kto to wszystko zjadł?? – myślałam po czym poszłam usiąść na kanapie. Patrzyłam się w sufit i myślałam nawet nie wiem, o czym zamknęłam delikatnie oczy, po kilku minutach odleciałam. Po kilku minutach obudził mnie pachnący Tom.
- Ej… śpisz?? – puknął mnie delikatnie w ramię.
- Nie… – przetarłam oczy i wziął mnie pod pachę.
- Twój zapach mnie obudził. – uśmiechnęłam się.
- Fajnie. – wyszliśmy na dworze byli już wszyscy. Położyliśmy się na ziemi i patrzyliśmy na bezchmurne niebo, czyli na gwiazdy (:)) – Ale romantycznie… – rozmarzył się Tom i położył mi rękę na brzuchu. Miałam ostre motylki w brzuchu, to był pierwszy raz od jakiegoś czasu. Nie wiem co się ze mną w ogóle dzieje. Poleżeliśmy chwilkę i pojechaliśmy do hotelu. Gdy weszliśmy do samochodu złapałam Toma za rękę, nie chciałam go puścić. Weszliśmy do lokalu czekała tam na nas moja mama.
- Dzień dobry… – powiedział Tom zamykająca nami drzwi.
- Dobry wieczór! – odpowiedział moja mama z podniesionym głosem, a Tom spojrzał na mnie przestraszonymi oczkami.
- Nie bój się, to tylko takie pierwsze wrażenie. – szepnęłam.
- Spoko… – podeszłam do niej nadal trzymając rękę Toma.
- Mamo to jest właśnie Tom. – podał jej rękę i pocałował w rękę.
- Miło mi młodzieńcze. Niestety muszę was rozdzielić, to nie mój wina, ale Sylwia musi iść do szkoły.
- Dobrze ja nie mam nic przeciwko, żeby szła do szkoły tylko będziemy za sobą tęsknić. – objął mnie w pasie i pocałował w czoło.
- No to się pakujcie i ruszamy… – mama usiadła na krześle w kuchni i czekała aż się spakujemy. Gdy się spakowaliśmy staliśmy przed drzwiami i żegnaliśmy się. Najpierw się pożegnałam z Georgiem później z Gustawem:
- Bill… będę tęsknić! – rzuciłam mu się w ramiona i pocałowałam delikatnie w policzka.
- Ja też… idź teraz do Toma, bo zaraz się zsika. – zaśmiał się Bill. Podeszłam w stronę Toma podniosłam lekko ręce do góry i położyłam na jego ramionach. Patrzyłam mu prosto w oczy.
- Kocham Cię! – przytuliłam się do niego mocno i zaczęłam płakać, on też.
- Ja Ciebie też. Będę dzwonić! Kocham Cię. – pocałowałam go i odeszłam żeby już nie cierpieć. Zeszłam na dół Tom i Bill zostali na górze, a Georg i Gustav znieśli nam walizki. Pierwszy raz widziałam jak Tom płacze. Wsiadłam do samochodu nie zamknęłam jeszcze drzwi, wyleciałam z samochodu jak szalona:
- Sylwia!! – krzyknęłam moja mama łapiąc mnie za łokcia, ale się wyrwałam.
Biegłam po schodach kilka razy się wywaliłam, ale biegłam dalej. Otworzyłam drzwi naszego byłego lokalu i rzuciłam się na Toma stał jeszcze na korytarzu.
- Ja nie mogę!!
- Ja też nie… Przyjadę do Ciebie jak to będzie tylko możliwe.
- Już się nie mogę doczekać. – puściłam go i pocałowaliśmy się. Odprowadził mnie do drzwi samochodu i jak wsiadłam to zamknął za mną. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. – przetarł mi łzę która leciała po moim policzku. Dojechaliśmy do lotniska wsiedliśmy do samolotu i odlecieliśmy. Gdy byliśmy w górze Tom do mnie zadzwonił i powiedział, że przyjedzie do mnie jutro (;PP) Zobaczymy…

Może jeszcze dodam notę jak będzie, co pisać, a to było chyba moje ostatnie opowiadanie. Kocham Was!! Komentujcie!!