2009
12.15

opowiadanie #18 i 19

Doszliśmy do hotelu Bill i Anka już na nas czekali:
- Co Wy tu robicie?? – zapytałam podchodząc do Anki.
- Czekamy na Was. – powiedziała wkurzona Anka.
- Dobra no to chodźmy.
Ja bym chciała się jeszcze przebrać…
No to idźcie, ale szybko, bo się spóźnimy. – poszliśmy na góre i szybko się przebraliśmy. Ubrałam się w dżinsowe spodnie i białą bluzkę na krótki, a Tom w krótkich spodenkach (:D) i w brązowej bluzie ( ;) ).
- Chodźcie, bo mamy jeszcze tylko 10 minut! – Bill zatrzymał czarny samochód i wsiedliśmy do niego. Dojechaliśmy do wielkiego budynku. Chodziły tam tylko pary i ubrane w wieczorowe piękne stroje:
- Chyba się nieodpowiednio ubraliśmy… – powiedziałam.
- No to, co… – wzruszył ramionami Bill.
Weszliśmy do budynku, ochroniarz zaprowadził nas do wielkiej hali. Odbył się tam koncert, ale taki jak operze:
- OMG!! – zajęłam swoje miejsce i rozglądałam się. – Oni się na nas patrzą… Ciekawe czy na ubranie czy ze nie chińczycy. – zaśmiałam się.
Po woli zapełniały się wszystkie miejsca. Rozpoczął się koncert, darły się jak nie wiem. Ja z Anką porozumiewałyśmy się przez komórkę, ale pani nam zwróciła uwagę żebyśmy wyłączyły (;/) Minęła pierwsza połowa koncertu, zadzwonił jakiś dziwny dzwonek, wszyscy wybiegli z sali jak szaleni, a my powolutku wyszliśmy:
- Co się stało?? – zapytała Anka.
- Może otworzyli nowy sklep z okularami. – zaśmiał się Bill.
- A gdzie jest Georg i Gustav?? – ja.
- Poszli gdzieś indziej… – odpowiedziała Anka.
Zeszliśmy na dół nikogo nie było Tom poszedł się rozejrzeć, a Bill poszedł do łazienki, zostałyśmy same. Poszłyśmy długim korytarzem, doszłyśmy do schodów:
- Coś tu śmierdzi… – rzekłam.
- Sorry… Nie wiedziałam, że poczujesz. – Anka zaczęła się śmiać.
- Oj przestań.. czuć dym. – zza drzwi do kuchni leciał ostry dym. – Może się pali?? I dlatego ten dzwonek zadzwonił.
- Przecież by wszystkich ewakuowali. – powiedziała zrezygnowanie Anka. Nagle zadzwonił mój telefon to był Tom.
*- Gdzie jesteście??!! – zapytał wkurzony.
*- Nie wiem… – odpowiedziałam. – Nie jesteśmy koło kuchni.
*- A co Wy tam robicie??
*- Nie wiem coś się pali w kuchni…
*- Może coś spalili. My czekamy na Was przy wejściu do Sali. Za pięć minut macie tam być! – rozłączył się.
*- Nie wiem czy zdążymy. – spojrzałam na ekran. – O rozłączył się.
- Kto dzwonił?? – zapytała Anka.
- Tom… musimy już iść na salę, bo się zaczyna koncert.
- No to chodźmy. – uśmiechnęła się do mnie i poszłyśmy pod salę. Szłyśmy w stronę chłopców, stali do nas tyłem.
- Wystraszymy ich?? – zaproponowała Anka.
- Coś Ty!
- Cicho…
- Obrażą się. Ale może jednak. – podbiegłam do Toma i zakryłam mu oczy.
- Viki??
- Nie.
- Monika??
- Nie.
- Sabina??
- Nie! – powiedziałam już wkurzona.
- Aaaaa… Kasia??
- Nie…!! – nadepnęłam mu na nogę z całej siły.
- Sylwia!
- No…
- Wiedziałem. – odwrócił się do mnie i zaczął się do mnie przytulać.
- Przestań. – próbowałam mu uciec, ale nie mogłam (:()
- Oj, żartowałem przecież.
- Ale ja się na żartach nie znam… – powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
- Jak ja lubię jak Ty się uśmiechasz. – przybliżył się do mnie i zaczął całować po szyi.
- Tom… przestań. Wchodźmy już na salę. – wyrwałam mu się i poszłam zająć swoje miejsce.

Gdy się już skończył koncert poszliśmy na dół na pizzę:
- Ale jest już późno! – spojrzałam na zegarek.
- Nie gadaj. Chodźcie jeszcze do klubu nocnego. To przedostatni dzień w Tokio… – zaproponował Bill.
- Chyba sobie żartujesz. Ja nie chce patrzeć jak Tom podrywa inne laski! – zrobiłam głupią minę i poszłam dalej.
- No to na górze coś wypijemy. – podbiegł do mnie Bill.
- Jeszcze zobaczymy… – powiedziałam i podbiegłam do Anki. Gadałyśmy całą drogę o bliźniakach, aż wreszcie doszyliśmy do hotelu.
- O kim tak gadacie?? Wiem, że mam sexowny tyłeczek, ale bez przesady. – rzekł podniecony Bill kładąc rękę na karku Ani.
- Chciałbyś… co dziś pijemy?? – zapytała.
- Może coś mocniejszego…
- Przecież nic innego nie miałam na myśli. – weszliśmy do sklepu z alkoholem i kupiliśmy trochę picia (;P) Zanieśliśmy to wszystko na górę i poszliśmy się wszyscy po kolei umyć, później dopiero się wzięliśmy za picie.
- No to pierwsza Tekile. – powiedział Tom łapiąc za butelkę.
- Ja pójdę po szklanki. – poleciałam do barku i sięgnęłam cztery szklanki. Tom nalał i popatrzyliśmy na siebie.
- …wypijamy za jutrzejszy konert… – narzucił Bill.
- Oke… – stuknęliśmy w kieliszki i duszkiem próbowaliśmy wypić, lecz to było za trudne.
- Ale to jest mocne. – skrzywiłam się.
- Tylko dziewczyny nie za dużo, bo jutro musicie iść z nami na koncert. – powiedział Tom robiąc ostatniego łyka.
- Może i pójdziemy. To jeszcze zależy.
- Od czego??
- Od tego ile wypijemy… – wtrąciła Anka.
- Aha… – Bill sięgnął po pilot i włączył TV. Siedzieliśmy tak do 3 w nocy i to nieźle wypiliśmy. Rano obudziłam się w sypialni w samej bieliźnie, a koło mnie leżał Tom w samych bokserkach.
- O boże…!! My to zrobiliśmy?!?! – wydarłam się zrywając się z łóżka.
- Co się stało?? – zapytał ziewając Tom.
- Zrobiliśmy to??
- Nie wiem… Zobaczymy czy będą objawy ciąży. – powiedział spokojnym głosem i poszedł dalej spoć.
- I Ty tak spokojnie o tym mówisz!! – wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Umyłam się i przyjrzałam się sobie dobrze w lustrze i doszłam do wniosku, że to chyba raczej nie możliwe, żeby do tego doszło. Wyszłam z łazienki z uśmiechem i poszłam w stronę kuchni. Po drodze zobaczyłam Billa leżącego pod telewizorem. – Bill… obudź się zobacz, która godzina! – krzyczałam śmiejąc się.
- Daj trochę pospać.
- To co ja najmniej wypiłam… – jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać już prawi leżałam na ziemi, ale wszedł do salonu Tom.
- Co na śniadanie??
- Nie myśl, że Ci zrobię. – podchodził do mnie powolutku. – Nie zbliżaj się do mnie! – i uciekłam do kuchni.
- No ja Cię tak ładnie proszę! – poszedł za mną i mnie złapał za rękę. Obią mnie w pasie i zaczął całować po szyi.
- Tak na pewno mnie nie przekonasz! – wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do sypialni na łóżko. Delikatnie położył się na mnie i całował mnie po brzuchu. – Boże, co ja robię… – myślałam, a on rozpiął mi stanik. – Tom, nie. Jeszcze nie!! – odepchnęłam go.
- No co Ty…
- Tom przestań. – zrzuciłam go z siebie i poszłam do kuchni. Anka już wstała, leżała tylko na łóżku. Poszłam sobie zrobić kanapki i herbatę. Gdy już zjadłam poszłam się ubrać i w tym czasie się wszyscy obudzili.
- Która godzina?? – zapytał zaspany Bill.
- 13… – dopowiedziałam szybko.
- Chyba nie da rady grać tego koncertu. – mruczał pod nosem i wszedł do pokoju Georg.
- Chyba nie mówiłeś serio! – wydarł się na niego Georg.
- A właśnie, że mówiłem! – zaśmiał się Bill.
- Nie denerwuj mnie Bill!! Co się z Tobą stało?? – podszedł do niego. – Ile T wypiłeś!!? Przecież wiedziałeś, że mamy jutro koncert!! Zawiodłem się na Tobie!! – darł się Georg, a my się na niego patrzyliśmy. Po chwili wyszedł z lokalu z trzaskiem drzwiami.
- Bill, może jednak zmienisz zdanie?? Jedź na ten koncert… – prosiła go Anka.
- Ale o co Ty nie prosisz, czego się nie zrobi dla moje kochanego zespołu!! – wstał i poszedł się umyć i ubrać.
Gdy się Bill uszykował pojechali na miejsce gdzie miał się odbyć koncert, a my zostałyśmy w domu. Miałyśmy dojechać o 20:00:
- Wiecie, co… ja mam dziwne przeczucia, że moja mam przyjedzie niedługo po mnie.
- Dlaczego?? – Magda.
- No, bo za dwa tygodnie do szkoły…
- O ja… może im powiemy.
- Nie lepiej nie! – poszłam do sypialni zamknęłam za sobą drzwi, spojrzałam na telefon miałam 13 połączeń nieodebranych. Były one od mamy. – Ona już tu jedzie. – otworzyłam drzwi i popatrzyłam się na Ankę wychodzącą z łazienki. – Ja nie chce się z nimi żegnać! – rzuciłam się jej w ramiona i zaczęłam płakać.
- Nie płacz… przecież powiedział Ci, że się będziecie widywać! – mówiła klepając mnie po plecach. Nagle zapukał ktoś do drzwi. – Ja pójdę otworzyć. – oderwała się ode mnie i poszła zobaczyć kto przyszedł, ja weszłam do łazienki i zamknęłam się na klucz. – Dzień dobry.
- Dzień dobry. Jest Sylwia?? – zapytała moja mama wchodząc do lokalu.
- Tak jest… proszę wejść. Może coś do picia??
- Tak poproszę słabą kawę. – mama usiadła na kanapie i rozejrzała się. – Ładnie tu macie.
- Dziękujemy. – powiedziała Magda.
- A gdzie jest Sylwia??
- Nie wiem, gdzieś tam… – Magda pokazała ruchem ręki w stronę sypialni. Mama powoli wstała i poszła w tamtym kierunku. Rozejrzała się po sypialni, nie znalazła mnie.
- Sylwia!! Musimy porozmawiać! Proszę wyjdź! Nie zachowuj się jak dziecko! – odpowiedziała jej tyko cisza. Pociągnęła za klamkę do łazienki. – Wiem, że tam jesteś! Otwórz proszę…
- Przecież jestem dzieckiem! – podniosłam głos, słychać było, że płaczę.
- Nie płacz. Przecież Ci nic nie zrobię.
- Odejdź!!
- Proszę pani kawa jest już gotowa. – mama zastanowiła się i poszła na kawę.
Gdy już wypiła rozmawiały, co się tu wydarzyło przez te 2 miesiące. Po 15 minutach wyszłam z łazienki.
- O boże… – mama podbiegła do mnie i przytuliła się do mnie jak najmocniej mogą. – Martwiłam się o Ciebie. Ty sobie nie wyobrażasz jak! – zaczęła płakać.
- Przecież nic się nie stało.
- Przestań… ale mogło się coś stać!
- No to, co… przynajmniej bym została w Niemczech.
- Właśnie, że nie, bo byś od razu pojechała do Gostynina!
- Ale tu są lepsze szpitale.
-Oj przestań! Jedziesz do Polski bez żadnej dyskusji!! – wydarła się.
- Nie krzycz na mnie. Jeszcze się nie pożegnałam z Tomem! A nie wyjadę, jeśli się z nim nie pożegnam!!!! – spojrzałam jej prosto w oczy.
- Nie pojedziesz na żaden koncert. – powiedziała już spokojni.
- Proszę nie rób mi tego… – w moich oczach pojawiła się łza, lecz wahała się ujawnić wszystkim.
- Dobrze, ale od razu po koncercie jedziesz do Polski razem z dziewczynami! – wyszła z lokalu.
- Ja nie chce tam wracać.
- Nie mów tak… na pewno wszyscy za Tobą tęsknią. – próbowała mnie pocieszyć Anka.
- Nie mów mi tak. Bo to jest nie prawda.
- Proszę nie mów tak więcej. Zobaczysz jak Cię wszyscy przywitają. Teraz masz zły humor i myślisz wszystko, co najgorsze…
- Ja chce z nim spędzać całe swój czas i całe swoje życie z nim i tylko z nim!
- Widzisz nawet gadasz bez sensu. – uśmiechnęła się Anka, spojrzała na mnie słodko i się przytuliłyśmy wszystkie razem.

…opowiadanie #19…

Dochodziła godzina 17, a my siedziałyśmy jeszcze przed TV nawet się nie szykowałyśmy na koncert.
- Ale jest już późno…- powiedziała zaspana Anka.
- Wiecie tak szczerze to mi się nie chce iść na ten koncert. – powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
- Nie możemy im tego zrobić. To jest ostatni dzień z nimi musimy się nimi pożegnać. – zaprotestowała Magda wstając.
- Mi też się tak zdaje… – przetarłam oczy i wstałam. – A Ty Anka?? Nie idziesz z nami??
- Idę… to idźcie się umyć ubrać, a ja po Was się uszykuje.
- Oke… – poszłam sobie przyszykować ciuchy, a Magda weszła do łazienki. Gdy wyszła ja weszłam (:P) ubrałyśmy się normalnie bez żadnych dekoltów, bo to u nas niespotykane (:)) – Anka teraz Ty idź się ubrać. Czekamy na Ciebie góra pół godziny! – ledwo się ruszyła i poszła się uszykować. Czekałyśmy na nią dokładnie 31 minut i 34 sekundy (:PP) – Wreszcie… – wzięłyśmy kasę i wyszłyśmy z lokalu, jechałyśmy autobusem. – Ale on się buja. – zaśmiałam się i przytrzymałam się barierki. Wszyscy, co przede mną siedzieli odwrócili się, pewnie myśleli, że to o nich (:P) – Dlaczego się na mnie patrzą…?? – schowałam głowę w ramię Anki.
- Może myślą, że to coś o nich…
- Ale ludzie mają problemy. – nadal miałam głowę w Anki ramieniu (:PP)
Dojechaliśmy na miejsce. Przed nami ukazał się wielki plac ze sceną na środku (:D) Doszłyśmy do kasy chciałyśmy podać już pieniądze, ale Tom podbiegł i załatwił nam bezpłatne wejście:
- Która jest godzina?? – zapytałam ledwo idąc.
- Jest 19… o co Ci jest?? – Tom złapał mnie nad ziemią.
- Słabo mi jest… – wymamrotałam spod nosa.
- Zaniosę Cię do naszej pielęgniarki. – wziął mnie na ręce chwyciłam za jego szyję i zaniósł mnie za kulisy. Położył mnie na kanapę. – Jadłaś dziś coś??
- Jedną kanapkę.
- No to bardzo dużo… – westchnął.
Przyszła pielęgniarka:
- Co się stało?? – spytała siadając koło mnie przy tym spychając Toma.
- Mi mówiła, że za mało zjadła.
- Nie wtrącaj się! Idź Ty coś zjeść…! – klepnęła go w tyłek i poszedł gdzieś.
- Co się stało?? – spytała ponownie.
- Tom już powiedział. – odpowiedziałam mrużąc oczy.
- Zaraz Ci podam tabletki, ale najpierw musisz coś zjeść. Dobrze słonko. – poszła w stronę kuchni.
- Postaram się… – powiedziałam szeptem.
- Słucham??
- Dobrze. – odpowiedziałam szybko. Wróciła po 5 minutach, przyniosła jakąś ohydną kiełbaskę. – Co to jest?? – spytałam podnosząc się z kanapy.
- Biała kiełbasa. To nasz przysmak w Niemczech.
- Ale…
- Żadne, ale proszę to zjeść.
- A może mi pani przynieść coś innego, bo i tak tego nie zjem! – zaprotestowałam oburzona.
- Jeśli tak chcesz… – powiedziała ze smutną miną.
- Ja nie chciałam pani sprawić przykrości, po prostu nie lubię kiełbasy…
- Dobrze to Ci przyniosę zupę…
- Dobrze. – poszła po tą zupę. Po kilku minutach znów przyszła podała mi zupę i wyszła po leki. Przyszedł Tom.
- Mogę Cię nakarmić?? – poruszał brwiami.
- Oke… – podałam mu łyżkę i nakarmił mnie, nawet dobrze mu to szło. – Dzięki za wszystko… – i pocałowałam go w usta, a nagle weszła do pokoju pielęgniarka.
- Yhym… – odcharchnęła.
- Przepraszam… – rzekł Tom i wstał z kanapy. Pani do mnie podeszła i podała jakąś tabletkę, popiłam wodą i musiałam leżeć, do 20:00, ale jak bym miała nawet dłużej leżeć to i tak bym nie leżała, bo jest koncert (:PP) Poleżałam oczywiście z Tomem, nie mogliśmy nic robić, bo ta wścibska pielęgniarka nam przeszkadzała (;)), ale miała jakiś problem ze stopami i usiadła na fotelu obok:
- Ale śmierdzi… – szepnęłam mu do ucha.
- Nom. – zaśmiał się.
- Już musisz się szykować na koncert. – popatrzyłam na niego.
- Pocałuj mnie przy niej.
- Oke… – zbliżył się do mnie i zaczął mnie całować, tamta się na nas spojrzała spod okularów i napąpowała policzki. Gdy wyszła przestaliśmy. Śmialiśmy się z niej jak nie wiem, co. – Fajną mamy pielęgniarkę no nie??
- Nom…
- Dobra naprawdę musisz się już szykować. – była już 19:50.
- O jeny… nie chce mi się. Chcę być z Tobą!
- Nie możesz zaniedbywać swoich przyjacieli, a przede wszystkim fanów!
- Masz rację. – Tom doprowadził się do porządku i wyszli na scenę. Po 2 pierwszych piosenkach weszłyśmy na widownię:
- Ale tu głośno!!!! – wydarłam się Ance do ucha.
- Co???!!!!!
- Poczekaj napisze Ci na telefonie!!!!!!!!
- Co????!!!! – wyciągnęłam telefon i napisałam jej to co miałam powiedzieć.
- Nom… – napisała.
Fajnie się bawiłyśmy na ich koncercie widać było, że byli zadowoleni z tego koncertu. Po koncercie się zgubiłyśmy, każda poszła w inną stronę gdy się już wszyscy rozeszli zostałyśmy same na deptaku. Okazało się, że cały czas stałyśmy koło siebie:
- Fajnie było, co nie?? – zaśmiała się Magda.
-Nom, Nom…. – ja zaczęłam się śmiać.
- Z czego się śmiejesz?? – spytała Anka.
- Z nas…
- A tak dokładniej??
- Nie nic, nic… idziemy do chłopców. – ruszyłam w stronę kulis. Dziewczyny jeszcze tam zostały i czekały, aż my do niech przyjdziemy popatrzeć na gwiazdy. – Chodźcie z nami na dwór.
- Nie chce mi się. Muszę się umyć poczekajcie na nas. – rzekł Bill idący do łazienki.
- Spoko… – poszła do kuchni spojrzałam na stół. – OMG… – powiedziałam do siebie. Nic nie było do żarcia. – Ciekawe, kto to wszystko zjadł?? – myślałam po czym poszłam usiąść na kanapie. Patrzyłam się w sufit i myślałam nawet nie wiem, o czym zamknęłam delikatnie oczy, po kilku minutach odleciałam. Po kilku minutach obudził mnie pachnący Tom.
- Ej… śpisz?? – puknął mnie delikatnie w ramię.
- Nie… – przetarłam oczy i wziął mnie pod pachę.
- Twój zapach mnie obudził. – uśmiechnęłam się.
- Fajnie. – wyszliśmy na dworze byli już wszyscy. Położyliśmy się na ziemi i patrzyliśmy na bezchmurne niebo, czyli na gwiazdy (:)) – Ale romantycznie… – rozmarzył się Tom i położył mi rękę na brzuchu. Miałam ostre motylki w brzuchu, to był pierwszy raz od jakiegoś czasu. Nie wiem co się ze mną w ogóle dzieje. Poleżeliśmy chwilkę i pojechaliśmy do hotelu. Gdy weszliśmy do samochodu złapałam Toma za rękę, nie chciałam go puścić. Weszliśmy do lokalu czekała tam na nas moja mama.
- Dzień dobry… – powiedział Tom zamykająca nami drzwi.
- Dobry wieczór! – odpowiedział moja mama z podniesionym głosem, a Tom spojrzał na mnie przestraszonymi oczkami.
- Nie bój się, to tylko takie pierwsze wrażenie. – szepnęłam.
- Spoko… – podeszłam do niej nadal trzymając rękę Toma.
- Mamo to jest właśnie Tom. – podał jej rękę i pocałował w rękę.
- Miło mi młodzieńcze. Niestety muszę was rozdzielić, to nie mój wina, ale Sylwia musi iść do szkoły.
- Dobrze ja nie mam nic przeciwko, żeby szła do szkoły tylko będziemy za sobą tęsknić. – objął mnie w pasie i pocałował w czoło.
- No to się pakujcie i ruszamy… – mama usiadła na krześle w kuchni i czekała aż się spakujemy. Gdy się spakowaliśmy staliśmy przed drzwiami i żegnaliśmy się. Najpierw się pożegnałam z Georgiem później z Gustawem:
- Bill… będę tęsknić! – rzuciłam mu się w ramiona i pocałowałam delikatnie w policzka.
- Ja też… idź teraz do Toma, bo zaraz się zsika. – zaśmiał się Bill. Podeszłam w stronę Toma podniosłam lekko ręce do góry i położyłam na jego ramionach. Patrzyłam mu prosto w oczy.
- Kocham Cię! – przytuliłam się do niego mocno i zaczęłam płakać, on też.
- Ja Ciebie też. Będę dzwonić! Kocham Cię. – pocałowałam go i odeszłam żeby już nie cierpieć. Zeszłam na dół Tom i Bill zostali na górze, a Georg i Gustav znieśli nam walizki. Pierwszy raz widziałam jak Tom płacze. Wsiadłam do samochodu nie zamknęłam jeszcze drzwi, wyleciałam z samochodu jak szalona:
- Sylwia!! – krzyknęłam moja mama łapiąc mnie za łokcia, ale się wyrwałam.
Biegłam po schodach kilka razy się wywaliłam, ale biegłam dalej. Otworzyłam drzwi naszego byłego lokalu i rzuciłam się na Toma stał jeszcze na korytarzu.
- Ja nie mogę!!
- Ja też nie… Przyjadę do Ciebie jak to będzie tylko możliwe.
- Już się nie mogę doczekać. – puściłam go i pocałowaliśmy się. Odprowadził mnie do drzwi samochodu i jak wsiadłam to zamknął za mną. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. – przetarł mi łzę która leciała po moim policzku. Dojechaliśmy do lotniska wsiedliśmy do samolotu i odlecieliśmy. Gdy byliśmy w górze Tom do mnie zadzwonił i powiedział, że przyjedzie do mnie jutro (;PP) Zobaczymy…

Może jeszcze dodam notę jak będzie, co pisać, a to było chyba moje ostatnie opowiadanie. Kocham Was!! Komentujcie!!