2009
12.28

opowiadanie #24

Patrzyłam się w ten piękny widok ze szklanymi oczami:
- Pięknie! – wkońcu wykrztusiłam to z siebie.
- Dlatego Cię tu przyprowadziłem. – podszedł do mnie i przytulił od tyłu (bez skojarzeń proszę :( )
- Dziękuję… – rzekłam cichym głosem. Tom nachylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się i postaliśmy tak trochę i patrzyliśmy się w ten przepiękny widok. Po kilku minutach usiedliśmy obok na ławce. Minęła godzina 2, 3, 4. Nie przejmowałam się tym, że Kasia będzie się martwić o mnie, bo myślałam, że Tom jej powiedział o wszystkim i że wrócę rano do domu. Jednak myliłam się. Wschodziło słońce, my nadal wpatrzeni w miasto.
- Chyba jednak musimy wracać… – ja.
- No. Ale mi się nie chce przez całe miasto iść… – narzekał Tom przeciągając się.
- Chodź. – wzięłam go za rękę i poszliśmy schodami na górę. Doszliśmy na górę, przeszliśmy przez most, doszliśmy do parku no i wreszcie przed mój hotel.
- Boże ja jeszcze muszę dojść do mojego hotelu! – marudził.
- No to chodź do mnie, odpoczniesz…
- Nie, bo się zasiedzę, a muszę się umyć i w ogóle.
- No spoko. To pa… – pomachałam mu delikatnie dłonią, odeszłam pare kroków do tyłu i odwróciłam się. Bardzo chciałam tego, żeby go pocałować, więc się wróciłam i o pocałowałam. On czekał na to. Czekał aż to zrobię. Gdy zamknęłam drzwi od hotelu Tom ruszył się i poszedł do siebie. Wsiadłam do windy i pojechałam na górę, wszyscy mi się przyglądali, kiwałam się na boki ze zmęczenia i oczy miałam podpuchnięte. Gdy wysiadłam z windy sięgnęłam po klucz do kieszeni, niestety go w niej nie było. Musiałam zapukać. Otworzył mi drzwi Mateusz z nie za ciekawą miną. Gdy weszłam nie było nikogo oprócz Mateusza i mnie. Nie odzywając się poszłam do pokoju wzięłam coś na przebranie i poszłam się umyć. Po umyciu przespałam się troszkę. Obudziłam się ok. 15. Poszłam w stronę kuchni, w salonie siedziała Kasia i Mateusz. Nalałam sobie wody do szklanki i usiałam na fotelu:
- Kiedy dziewczyny przyjeżdżają?? – spytała Kasia.
- Nie wiem. Dziś do nich dzwonie. Jak się dowiem to Ci powiem… – odpowiedziałam.
- Aha… A i jeszcze Twoja mama dzwoniła przed chwilką jak spałaś i pytała się czy chodzisz do szkoły.
- I co jej powiedziałaś??
- Że nie… i kazała mi Cię wysłać do szkoły.
- Ale ja nie chce!
- Przecież musisz…
- No dobra od następnego tygodnia zacznę, bo teraz jest czwartek, więc od środka się nie opłaca.
- A teraz pytanie za 100 zł… – rzekła Kasia, ja spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. – Gdzie byłaś w nocy??
- Tom Ci nie powiedział?? – zdziwiłam się.
- Ale o czym??
- O niczym.
- Dobrze… masz karę siedzisz cały ten tydzień w domu, a później idziesz do szkoły. Po szkole odrabiasz lekcje i nie wychodzisz na dwór!! – powiedziała podniesionym głosem i na jednym tchu. – A do szkoły będzie Cię woził i szofer! – dodała. Ja bez słowa wyszłam z salonu i trzasnęłam za sobą drzwiami.
- Nie za ostro?? – powiedział delikatnie Mateusz.
- Nie! Nich się nauczy wracać do domu na czas i za naukę nich się bierze!
- Ale taki sposób nic nie zmieni…
- Bronisz jej?? – wkurzyła się jeszcze bardziej Kasia.
- Nie…! Tylko mi się zdaje, że przesadzasz! I powiedz jej wkońcu, dlaczego tu jest i nie może być teraz w Polsce. – usłyszałam, że się kłócą, ale nie za dobrze słyszałam, więc uchyliłam drzwi i usiadłam przy nich.
- Mam jej powiedzieć, że jej mama nie miała dla nich czasu?!? Nie zrobię jej tego.
- I to jest to, co miałaby nie zrozumieć?!!
- Nie. Nie wiedziałam, co w takiej chwili powiedzieć… – słuchając tego nie mogłam sobie poradzić z moimi emocjami, zamknęłam delikatnie drzwi i zaczęłam płakać. Włączyłam głośno muzykę żeby nie było nic słychać.
- Sylwia!!!! Przycisz to!!!! – krzyczał Mateusz, ale ja nie słyszałam. Poczekał chwilkę i poszedł do mnie. Gdy otworzył drzwi leżałam na łóżku zwinięta w kulkę. Przyciszył muzykę i usiadł koło mnie i położył rękę na ramieniu. – Nie przejmuj się tym…
- Jak mam się nie przejmować tym, że mama mnie wysłała do Niemiec, bo nie ma czasu się mną opiekować, mogła mi coś załatwić w Polsce! I jeszcze teraz Agata pojechała to ma dla niej czas! – nadal płakałam.
- Nie płacz już… Może ma problemy, wiem tyle, co Ty.
- Taa jasne… Chcę zostać sama. Możesz wyjść?
- No jasne. Może zadzwonić po kogoś??
- No możesz… – poklepał mnie po ramieniu i wyszedł z pokoju nie zamykając drzwi, a muzyka cichutko leciała. Zamknęłam oczy, bo mnie bolały od łez, zasnęłam… Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam Billa, Toma, Gustava i Georga. – Co Wy tu robicie?? – spytałam ziewając.
- Przyszliśmy do Ciebie. Dawno się wszyscy nie wiedzieliśmy. – Bill.
- A spoko.
- Siedzimy dziś w domu no nie?? – spytał Tom.
- No tak, bo ja mam karę. – skrzywiłam się.
- Jaką znów karę?? – zdziwił się Tom.
- Za wczoraj i…
- Coś przeskrobałaś. – wtrącił Gustav.
- Można tak powiedzieć. – uśmiechnęłam się.
- Ja chyba już wiem, za co. – Bill. – A gdzie Twoja siostra?? – spytał.
- Pojechała do Polski… – spuściłam głowę.
- Dlaczego z nią nie pojechałaś?? – Tom go walnął go łokciem. – A sorry… – nie pozwolił mi dojść do słowa.
- No, bo…
- Nie musisz mówić.
- Ale… – zaśmiałam się.
- Nie chce już wiedzieć! O nic nie mogę spytać to już się nie odzywam.
- A czy ja coś powiedziałam?? – wkurzyłam się.
- Nie, ale widze to po Twojej minie. – naburmuszył się i wstał w łóżka.
- Ja zaraz przyjdę. – wstałam i poszłam do kuchni. Na stole leżała karteczka o treści:
„Sylwia przepraszam za moje zachowanie, ale się zdenerwowałam, bo mama mnie prosiła żebym się Tobą opiekowała… Odwołuje karę, wystarczy, że będziesz przychodziła do domu ok. 21. A co do szkoły to jeszcze pogadamy.
Kasia :*”

Gdy to przeczytałam uśmiechnęłam się i zrobiłam chłopcom kanapki. Zaniosłam do pokoju, po kilku minutach już nie było ani jednej. Później poszłam się przebrać, bo cały czas byłam w piżamie.
- Wychodzimy na dwór?? – ja.
- Przecież masz karę… – Bill.
- Nie mam. No to idziemy??
- No pewnie, że tak! – Tom szybko wstał i wyszliśmy.
Poszliśmy do wielkiego centrum na lody. Było dużo śmiechu, zanim się zjadło te lody to były całe rozpuszczone (:PP) Usiedliśmy na ławce przed sklepem z ciuchami, wychodził z niego piękny chłopak. Był to wysoki brunet, włosy na żel, oczy chyba błękitne. Miałam z nim kontakt wzrokowy, aż coś mnie ukuło w serce.
- Sylwia idziemy. – chłopcy wstali i poszli kilka metrów do przodu. Ja jeszcze siedziałam na ławce. – Gdzie teraz idziemy?? – Tom odwrócił się z pewnością, że ja będę za nim. Jak już zauważył, że mnie nie ma przestraszył się, ale spojrzał na ławkę i tam mnie zobaczył zamyśloną. – Sylwia, no chodź!! – podszedł do mnie i wziął za rękę. Szliśmy tak cały czas, odwróciłam się i od się na nas patrzył, mina mi posmutniała, bo myślał, że jestem z Tomem. Ale puściłam mu buziaka, uśmiechnął się.
- Sylwia… – Georg do mnie pomachał przed twarzą. – Kogo Ty tam widzisz?? – zaśmiał się.
- Boże, jaki ładny chłopak tam szedł.
- No, co Ty. Lepiej nie zwracaj na nich uwagi, bo Ci złamią serce. – powiedział Bill. – Masz nas…
- A czy ja mówię, że go kocham. Po prostu był ładny. Nie żartuj sobie.
- Ale przyznaj, że chciałabyś z nim być. – Tom w tej chwili puścił moją rękę, był bardzo zazdrosny, ale ja tego nie zauważyłam.
- Jak mogę chcieć z nim być jak go nie znam i pierwszy raz go zobaczyłam. – nikt mi już nie odpowiedział.
Poszliśmy do naszego ulubionego parku. Była tam duża grupka chłopaków. Nie zwracałam na nich zbytnio uwagi, ale gdy się trochę rozeszli zobaczyłam mojego faceta z centrum. Cały czas się na niego patrzyłam.
- Bill… Zobacz on tam siedzi, w tej zielonej bluzce. – zobaczyłam drugiego brzydkiego chłopaka w zielonej bluzce więc dodałam. – W paski.
- Gdzie??
- Tam! – Bill przyjrzał mu się. – To jest ten, co chodził ze mną do klasy… – spojrzał na mnie, bardzo się ucieszyłam. – Ale to dawno. – dodał.
- Szkoda. Dobra, na razie jak dziewczyny nie przyjadą będę musiała się Wami nacieszyć. – puściłam do Toma oczko. Tom szybko odwrócił się w inną stronę. – Przejdziemy się gdzieś??
- Nie… napatrz się na swojego mena! – powiedział wkurzony Tom.
- Już się napatrzyłam! – powiedziałam, bardziej go wkurzając.
- No to chodź poszukamy Ci drugiego! – krzyknął, wszyscy się odwrócili. Tom odszedł do nasze go grona.
- Co mu się stało?? – spytałam już smutna.
- Nie smuć się. Przejdzie mu… – Georg.
- Ale on mnie jeszcze kocha, a ja nie lubię ranić. – łza mi poleciała po poliku. – On z dnia na dzień robi sobie większe nadzieje… – oparłam się o Georga ramię.
- Nie płacz. Chodź idziemy z nim, bo nam gdzieś zginie. – Bill wytarł mi łzę i poszliśmy za Tomem. Dredziaż szedł pierwszy, my z tyłu dobrze się bawiliśmy. Ja z Billem udawaliśmy, że idziemy do ołtarza. Śmiesznie było, ale szkoda mi się robiło Toma. Podbiegłam do niego zakrywając mu oczy:
- Przestań… – odepchnął mnie i szedł dalej.
- Ej… co się z Tobą dzieje?!? – wkurzyłam się.
- Nic.
- Przestań… Przecież widzę, że coś jest nie tak. – złapałam go za nadgarstek. – Możesz mi powiedzieć.
- Nie rozumiesz, że ja Cię jeszcze kocham. Oszczędź mi tego bólu i nie zachowuj się tak w moim towarzystwie jak dziś! – popatrzyłam na niego.
- Przepraszam. – pocałowałam go w policzek. – Już nie będę. – jeszcze raz go pocałowałam ale w drugiego policzka.
- A teraz w usta. – Tom nachylił się i zamknął oczy, niestety przystawiłam mu tylko palca. On otworzył oczy i uśmiechnął się. Podeszliśmy do reszty. – Może pójdziemy coś zjeść, bo od rana nic nie jadłam?
- No pewnie, że tak! Ja też zgłodniałem. – przytaknął mi Bill i wziął pod pachę, zawołałam też Toma, żeby się do nas przyłączył. Czułam się fajnie u boku dwojga najsławniejszych chłopaków europie, w których się kocha tyle dziewczyn. Poszliśmy do najbliższego baru i zamówiliśmy frytki, colę i jakąś surówkę. Porcje były duże, więc jedliśmy po dwie osoby. Bill z Tomem, ja z Gustawem a Georg sam, bo on to dużo je (;])