12.07
Rano:
Anka się obudziła pierwsza:
- Sylwia obudź się! – szarpała mnie za ramię, a ja nie reagowałam. Po kilku minutach obudziłam się.
- Boże… co chcesz?!?
- Nic tylko trzeba wstawać, musimy iść na zakupy.
- A która godzina??
- Jest 12:37…
- A gdzie są chłopcy??
- Pojechali na koncert.
- No to pośpię do póki nie przyjadą. – chwyciłam poduszkę i położyłam sobie ją na głowie.
- Sylwia!! Nie wygłupiaj się!!! – Anka zabrała mi kołdrę i poduszkę.
- No już wstaje daj mi pięć minut…
- Jak przyjdę to masz już być gotowa! – wyszła, a ja od razu wstałam i poszłam do łazienki. Tam się ubrałam, wyszłam po10 minutach.
- Już możemy iść…
- A nie zjesz nic??
- Nie umyłam zęby i mi się nie chce. A Magda idzie??
- Tak już zeszła na dół. – Anka wzięła klucze i zeszłyśmy na dół.
Gdy zeszłyśmy na dół zobaczyłyśmy Magdę rozmawiającą z jakimś nieznajomym:
- Znów kogoś poznała?? – zmarszczyłam oczy i patrzyłam się chłopakowi.
- Nie patrz się tak… – Anka puknęła mnie w rękę. Podeszłyśmy od nich.
- Cześć. To jest David to jest Ania i Sylwia. – podaliśmy sobie ręce.
- Wiesz, co miło było Cię poznać, ale się śpieszmy na autobus. – rzekłam biorąc dziewczyny za ręce.
- Spoko… jeszcze kiedyś się spotkamy. – dał Magdzie buzi a pożegnanie i poszedł.
- Skąd Ty go znasz?? – spytała Anka.
- Teraz wpadłam na niego jak szedł.
- No to już sobie buzi dajecie?? – wtrąciłam z krzywą miną.
- Już nawet ma mój numer. O właśni dzwoni. – odeszła od nas parę kroków.
- Co jej jest?? Co będzie z Gustawem?? Ona jest jakaś dziwna…
- Nie wiem… może tylko żeby się popisać.
- Miejmy nadzieję. – Magda podbiegła do nas.
- Wiesz, co Sylwia. Powiedział mi, że mu się podobasz…
- Nieee!! Tylko nie to… – zakryłam twarz dłonią.
- Przecież to nic złego, ja bym chciała mieć tyle adoratorów, co Ty.
- Możemy się zamienić, ale nie Tomem. – usiadłam na ławeczce na przystanku i spuściłam głowę.
- Co Ci jest?? – Anka.
- Nic… gdzie idziemy na te zakupy. Nie zgubimy się??
- Nie no coś Ty ja się tu trochę znam, bo byłam tu z rodziną na wakacjach i co nieco pamiętam. – Anka wytknęła mi język.
Podjechał autobus, wsiadłyśmy nie było tyle ludzi, co w polskich autobusach (;PP) szczęśliwie dojechałyśmy do centrum:
- Ale tu pięknie! – podnieciła się Magda.
- Nom… – weszłyśmy do pierwszego sklepu nic sobie nie kupiłam za to Anka kupiła spodnie i spódniczkę. Chodziłyśmy tak z cztery godziny. Usiadłyśmy na ławce:
- Idziemy na pizzę?? – zaproponowała Anka.
- No coś y jeszcze się nie wcisnę w te spodnie. – ja.
- Nie żartuj sobie… – weszłyśmy do kawiarni na przeciwko.
Zmówiłyśmy dwie duże pizze, ja zjadłam tylko trzy kawałki. Szłyśmy jak jakieś nietutejsze (:PP) złapane za brzuchy i trzymałyśmy się za usta:
- Ty Sylwia nie przesadzaj najmniej zjadłaś z nas… – Magda wytknęła mi język.
- Ja nie potrzebuje jednej pizzy żeby się najeść tylko trzy kawałki. – usiadłam na kolejnej ławce.
- Sylwia no chodź, bo jest już późno. – Anka spojrzała na zegarek.
- No coś Ty… muszę odpocząć jeszcze autobusem jedziemy. To będzie okropne. Albo stoisz albo siedzisz.
- Mogę usiąść… – nie odzywałyśmy się przez dłuższy czas. Patrzyłam się w ziemię, nagle przed oczami zobaczyłam czyjeś stopy. Podniosłam wolno głowę i zobaczyłam Davida.
- Co Ty tu robisz?? – zapytałam z Magdą.
- Przyszedłem z moją siostrą na zakupy i zobaczyłem Was…
- A gdzie ona teraz jest?? – spytałam zasłaniając słońce ręką.
- Pojechała do hotelu.
- To Ty mieszkasz razem z nami w hotelu??
- Tak… a mogę z Wami wrócić??
- Nie! Trzeba było jechać z siostrą!
- Sylwia… – Anka nacisnęła mi nogą na stopę.
- Dobrze… chodźmy. – szłam przed nimi nawet się nie odwróciłam na chwilkę.
- Co jej jest?? – zapytał szeptem David.
- Nie wiem…
- A od dawna tak jest??
- Nie od tej pory co Cię zobaczyła… ja nie chcę być nie miła i ona też, ale nie przypadłeś jej do gustu, a tak w ogóle to ona ma już chłopaka. – wytłumaczyła Magda.
- Kogo??
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Spoko. Już o nic nie pytam, bo się dowiaduje nie za miłych rzeczy… – doszliśmy na przystanek autobus miał przyjechać za 15minut.
- O już jedzie… – wsiedliśmy do niego usiedliśmy na końcu zmieścili się wszyscy. Niestety musiałam usiąść koło Davida. Dojechaliśmy na przystanek, na którym mieliśmy wysiąść.
- Sylwia wysiadasz?? – Anka.
- Już. – wstałam i wyszłam z autobusu, Anka mnie wzięła na bok.
- Co się z Tobą dzieje??
- Nic po prostu mam zły humor.
- Mi możesz powiedzieć.
- Ja wiem wiele razy mi to mówiłaś.
- No to mów…
- Ale mi nic nie jest nie mogę mieć złego humoru??
- Jak Tom przyjedzie to Ci się poprawi ja się mogę założyć.
- Zobaczymy. – Anka pojechała mi palcami po żebrach. – Osz Ty!!! – zaczęłam ją gonić po całym chodniku wszyscy się na nas patrzyli, ale nam to nie przeszkadzało nie jesteśmy stąd więc możemy sobie wkońcu poszaleć (:PP):
- Możecie się trochę uspokoić, bo tu jest miejsce publiczne.
- Jak Ci to przeszkadza to idź ze swoim kolegą przed nami. – powiedziałam chamsko.
- Ale tu nie chodzi o mój wizerunek tylko o Wasz. – Magda przyśpieszyła w kroku i wyprzedziła nas.
Doszliśmy do hotelu, David jeszcze nie poszedł chodź się śpieszył:
- Może pójdziemy na kolację do tej restauracji?? – zaproponował.
- Nie ja dziękuję. Nie jestem głodna… – odpowiedziałam i poszłam na górę. Dziewczyny z nim poszły nie wiem, co ona w nim widzą, ale z wyglądu może i ładny jest, lecz charakter ma beznadziejny. Szłam schodami mijałam się z kelnerami:
- Przepraszam może pani się pośpieszyć. – pośpieszał mnie jeden z nich.
- Tak oczywiście… – odsunęłam się i poleciał na górę. Doszłam do pokoju szukałam kluczy po kieszeniach. – Gdzie ona są?? – powiedziałam do siebie. – Przecież Anka ma klucze. No nie!! – wkurzyłam się. Zjechałam windą na dół i odebrałam od Anki klucze. Weszłam do pokoju było pusto i cicho, zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do kuchni coś zjeść. Rozebrałam się i poszłam do sypialni, wzięłam piżamę do ręki, szłam w stronę łazienki, lecz usłyszałam kroki z salonu. Poszłam tam, wychyliłam się zza ściany nikogo tam nie było. Kierowałam się w stronę kuchni, ulżyło mi i napiłam się wody. Wracając do łazienki znów usłyszałam czyjeś kroki i szepty. Teraz się naprawdę przeraziłam i poleciałam do pokoju i zamknęłam się na klucz. Gdy zapaliłam światło na Anki łóżku siedział:
- David!!!!!!!!!!!!!!! Co Ty tutaj robisz????!!! – krzyknęłam jak najgłośniej mogłam.
- Nie krzycz proszę… dziewczyny powiedziały żebym po Ciebie przyszedł, bo się boją o Ciebie, żeby się nic nie stało i żeby nikt się nie wkradł jak będziesz pod prysznicem. – wytłumaczył się.
- Właśnie Ty się wkradłeś. O mało zawału nie dostałam.
- Ale mi w uszach piszczy. – David otrząsnął się. – Idziesz na dół??
- Mogę iść, ale trzymaj się ode mnie z daleka!
- O Co Ci chodzi??
- O nic chodź już, bo mogę się rozmyślić. – zeszliśmy i zjedliśmy kolację. Dochodziła godzina 1 w nocy.
- Może już pójdziemy na górę?? – zaproponowała Anka.
- Ja jestem za. – poruszyłam brwiami i wstała z krzesła. – No to idziecie czy nie??
- Nom idziemy. – wszyscy równo wstali i poszliśmy na górę. Staliśmy już przed naszymi drzwiami David był jeszcze z nami:
- Anka, co on tak za nami cały czas łazi?? – spytałam szeptem.
- Co?? – Anka próbowała otworzyć drzwi.
- Co on tak za nami cały czas łazi?? – powtórzyłam.
- Nie wiem. Spytaj się go. – wkońcu trafiła do dziurki od klucza (:PP)
- Co się chcesz spytać?? – ciekawił się David.
- Nie no nic. A Ty nie musisz być już w domu??
- Nie, bo nie ma rodziców jestem tu z bratem a jego nie ma jest na jakiejś imprezie i wróci późno.
- Aha… bo wiesz my chcemy iść już spać, więc dobranoc. – zamknęłam mu drzwi przed nosem, a on zatrzymał je nogą.
- A może buzi na dobranoc.
- Chyba śnisz! – próbowałam zamknąć drzwi lecz jego noga nadal je zatrzymywała. – Co Ty se robisz?! Idź już stąd potrzebujemy trochę prywatności! – tym razem udało mi się zamknąć drzwi z trzaskiem, bo wziął nogę z drogi drzwi.
- Ale uparta… – wzdychał David i poszedł do siebie.
-Sylwia, ale Ty szczera jesteś. – zdziwiła się Magda.
- Chciałabyś żeby nam tu siedział do rana??
- Wygoniłabyś go tak czy inaczej. – Magda wytknęła mi język i poleciała do łazienki się umyć.
- O której wrócą chłopcy?? – spytała Anka.
- Chyba rano, przynajmniej mi się tak zdaje…
- Ciekawe czy… – zacięła się.
- Co??
- Nie nic… – położyła się na łóżku i myślała o czymś (:PP).
Położyłyśmy się spać, było już późno około 4 rano ja oczywiście nie spałam. Wstałam z lóżka i obudziła się Anka z Magdą:
- Co Ty nie śpisz?? Idź spać, bo nie będziesz wyspana na jutro.
- A to gdzie jutro się wybieramy??
- Nie wiem, ale na pewno nie będziemy siedzieć w domu… Idź spać.
- Ale ja nie mogę zasnąć. Idę na TV. – założyłam kapcie i poszłam do salonu.
- Idę z Tobą… poczekaj. – Anka otarła oczy i popędziła za mną.
- Magda idziesz?? Może będą jakiś mecz…
- Mnie nie interesują mecze. – odwróciła się i poszła spać.
- Ale cham… – wytknęłam jej język i poszłyśmy na telewizję.
Doszłyśmy prawie do salonu, zapaliło się światło w kuchni:
- Czyżby wrócili… – poruszałam brwiami do Anki i poszłyśmy do kuchni.
- Kto tu jest??! – Anka.
- To my! – odpowiedział Gustav wychodząc zza ściany.
- Dlaczego nie śpicie?? – zapytał zdziwiony Georg.
- Tęskniłyśmy za Wami i nie mogłyśmy spać. – puściłam mu oczko i poszłam do Toma.
- Taaa… jasne. – zaśmiał się Bill.
- Nie wierzysz… Magda nie tęskniła, więc śpi. – popatrzyłam na Gustava. – Żartowałam. – puknęłam go palcem w brzuch, Gustav skulił się i oddał mi, ale przejechał mi palcami po żebrach. Chłopcy zjedli coś i poszliśmy wszyscy spać.
