12.11
Spaliśmy do 13. Zjedliśmy śniadanie i spakowaliśmy się, bo jechaliśmy do następnego miasta na koncert. To był ostatni we Francji:
- Teraz jedziemy do Lledia?? – spytałam Georga siedzącego koło mnie.
- Tak, ale lecimy nie jedziemy. – wytknął mi język.
- Magda, a co z Davidem??!
- Nie wiem powiedział, że się jeszcze kiedyś spotkamy…
- O nie… tylko nie to. – złapałam za rączki i trzymałam się sztywno.
- A kto to jest David?? – zapytał zdziwiony Tom.
- Nie znasz. – w tym momencie wleciał do samolotu David. – David, co Ty tu robisz??!!
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy. – odpowiedział zasapany.
- Weź usiądź koło mnie. Proszę… – błagałam szeptem stojącego Gustava, klapnął bez wahania i uśmiechną się do mnie. – Magda spojrzała na mnie z niewyraźną miną ja tylko poruszałam ramionami.
- Skąd się tu wziąłeś?? – spytała Anka.
- Nudziłem się i postanowiłem polecieć z Wami.
- Skąd wiedziałeś, że tym samolotem będziemy lecieć?? – dopytywała Anka.
- Ma się te sposoby. – spojrzał na mnie i na Toma, trzymaliśmy się za ręce. – I to jest Twój chłopak??
- Tak… – przytuliłam się do niego i zobaczyłam w Davida oczach zazdrość.
Wszyscy poszli spać, nagle ktoś przemówił do mikrofony:
- Uwaga! Uwaga! Przed nami burza, proszę zająć pasy i nie panikować! Dziękujemy! – przebudziłam się przetarłam oczy i spojrzałam w Davida stronę, cały czas się na mnie patrzył.
- Możesz się na mnie tak nie patrzeć?? – położyłam głowę na klatce Toma i przykryłam się jego bluzą (:PP)
- Nie mogę… – popukałam Toma i się obudził.
- Co się stało??
- Nic tylko przed nami burza jest i musimy się schować pod fotele. – powiedziałam z bananem na twarzy.
- Nie żartuj sobie. Co się stało??
- No na serio będzie burza…
- A z tym chowaniem pod fotel. – Tom wytknął mi język.
Minęło pięć minut zaczęło szarpać samolotem, bardzo się bałam, ale próbowałam to ukryć niestety nie udało mi się. Poleciałam do łazienki, czego nie wolno było robić:
- Sylwia!! Zostań tu! – krzyczała Anka.
- Muszę do toalety! – poszła za mną parę kroków, ale się zatrzymała i usiadła, bo mocno się trząsł samolot.
- Co ja wogóle robię. – otworzyłam drzwi od łazienki i wleciałam do niej.
- Co tam się dzieje?? – Tom momentalnie odpiją pasy i pobiegł w stronę ubikacji. – Sylwia, co się stało?? – ukucnął, ja leżałam na ziemi.
- Boli mnie głowa… – wymamrotałam.
- Chodź… – wziął mnie na ręce i zaniósł do wszystkich. Zrobili mi opatrunek i nie mogłam się nigdzie ruszać, bo nie miałam siły i mi nie pozwolili (:PP) – Mocno Cię boli głowa??
- Nie.. da się wytrzymać. – rzekłam z uśmieszkiem na twarzy.
- No to dobrze. – Tom przytulił się do mnie i pocałował mnie w czoło.
Przetrwaliśmy burzę i wylądowaliśmy. Gdy wchodziliśmy z samolotu nie było żadnych dziennikarzy:
- Gdzie oni są?? – spytała Magda rozglądając się.
- Nie wiedzieli czy w ogóle polecieliśmy przez tą burzę i pewnie rozpowiedzieli, że lecimy jutro. – odpowiedział jej szybko Georg.
- A kiedy macie koncert??
- Jutro…
- Możemy jechać z Wami?? – wtrącałam
- Pewnie, że tak. Ale pod jednym warunkiem. – odpowiedział mi Tom.
- Jakim??
- No takim, że nie będziecie pić.
- Spoko. Da się wykonać. – puściłam do niego oczko.
Weszliśmy do budynku wszyscy się patrzyli na nas, my porozumiewaliśmy się ruszając ustami przy czym się śmieliśmy (:PP) Zabrała nas limuzyna z przed lotniska. Był tam telewizor, wino, kieliszki:
- Może się napijemy?? – zaproponował Tom.
- Możemy. – wyciągnęłam rękę po butelkę wina, ale Tom mnie złapał.
- O nie moja droga. Za młoda jesteś. Dziś nie pijemy. – pokiwał głową na „nie” i trzymał mnie za ręce. Nie mogłam się wogóle ruszyć.
- Możesz mnie puścić?? – spojrzałam na niego z pod oka.
- Ależ oczywiście. – Tom wytknął mi język.
Dojechaliśmy do hotelu, nie rozpakowaliśmy się, bo jutro w nocy albo rano wyjeżdżamy. Chłopcy poszli się zdrzemnąć, a my oglądałyśmy TV. Dochodziła godzina 21, chłopcy się jeszcze nie obudzili, ale był jeden wyjątek Georg:
- Już nie śpisz. – rzekłam ziewając.
- Przebudziłem się, bo Bill chrapie. Tom też wstał, ale czeka na Ciebie. – słysząc to poleciałam do niego.
- A gdzie jest David?? – spytała Magda.
- On pojechał do innego hotelu, bo nie chciał nam przeszkadzać w przygotowaniu do konceru. – Georg zaśmiał się.
- No to chyba dobrze. – wtrąciła Anka.
- No tak… – wyjął picie z lodówki i poszedł do sypialni. Dziewczyny wyłączyły telewizor i poszły za nim. Zapaliły światło, wszyscy mrużyli oczy.
- Możemy się z Wami położyć?? – zapytała nieśmiało Magda.
- Pewnie… – Gustav zrobił jej miejsce koło siebie i się położyła, a Anka oczywiście z Billem.
- Co było ciekawego w telewizji?? – Gustav.
- Nic szczególnego. – odpowiedziałam.
- Spoko. – przytulił się do Magdy, a ona do niego i zasnęli.
- Georg! Śpisz??!! – poświeciłam mu moją latarką po oczach. Spał. – no to mamy ich z głowy. – zażartowałam.
- Nom. – To pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek, ale na początku się przeraziłam. Po pocałunku Tom spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczkami i powiedział:
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- Ja Ciebie też. – przeszkodziła nam Bill śmiejąc się.
- Bill! – Anka walnęła go w ramię. – Nie przerywaj tak romantycznej chwili swojemu bratu.
- No dobrze już nie będę. – Bill wytknął mi język i odwrócił się do Ani.
Zasnęliśmy, Tom przebudził się o 9:
- Która godzina?? – to przetarł oczy i spojrzał na zegarek. – Jak wcześnie… – i wrócił do snu (:]) Po 3 godzinach obudził nas Bill:
- Jeszcze troszkę mamusiu. – wymamrotałam, Bill się zaczął śmiać.
- Sylwia obudź się. – teraz wkroczył Tom do akcji. Położył się na mnie i pocałował delikatni w usta.
- Tom, co Ty robisz. – obezwładni mnie, złapał za ręce i trzymał nogami za nogi. – Proszę puść mnie…
- Ale poczekaj… muszę Ci coś powiedzieć.
- Nie możesz później. – zaczęłam się szarpać coraz bardzie.
- Tom puść ją, ona jeszcze się do końca nie obudziła… Nie bądź głupi. – Bill pociągał Toma za ramię, żeby go ode mnie uwolnić. Po kilku sekundach Tom puścił mnie. – Co Ty w ogóle z tego miałeś. – zapytał wkurzony Bill.
- Nic… boże! – dredziaż wyszedł z pokoju.
- Sylwia wstawaj… jak chcesz z nami jechać to wstawaj. – zabrał mi kołdrę i wyciągnął za nogi.
- Bill proszę… nie!! – i spadłam z łóżka. Zaczęłyśmy tak głośno śmiać, że Anka przyleciała, bo miała złe przeczucia.
- Co Wy tu robicie?? – ujrzała przerażający widok. Jak ja leżałam na Billu. Anka zaczęła się z nas bezlitośnie śmiać.
- Bardzo śmieszne… – Bill pomógł mi zejść z siebie i usiedliśmy na łóżku, a Anka się dalej śmiała. – Co Cię tak śmieszy??
- N…i…c. – wymamrotała przez śmiech.
- Dobra zostawmy ją tu samą nie się zaśmieje na śmierć. – rzekłam otwierając drzwi.
- Co tam się działo?? – spytał Tom.
- A nic…
- Na pewno… – zaśmiał się pod nosem.
- Co zrobiłeś na śniadanie??
- Kanapki z serem. Na stole leżą.
- Ale żeś się wysilił. – wzięłam jedną do ręki i przysiadłam się do stołu. – Smacznego…
- Dziękuję. – odpowiedzieli chórem. – zjedliśmy w ciszy śniadanie i chłopcy się szykowali na koncert.
- No weźcie z jedźcie z nami. – błagał Gustav.
- Pojechałybyśmy, ale nie chcemy Wam sprawiać kłopotu… – Anka.
- Mów za siebie. – wtrąciłam.
- Sylwia… no to jedź jak chcesz.
- Ale sama. Nie ma mowy, jeszcze mama ma dziś dzwonić.
- Spoko. To my już idziemy. – Tom pocałował mnie delikatnie w usta i poszli.
- Naprawdę ma do Ciebie dzwonić mama?? – upewniła się Magda.
- Powiedziała, że zadzwoni, ale nie wiem… – w ciszy usłyszałam melodyjkę dochodzącą z sypialni. Poleciałam szybko i zaczęłam szukać swojego telefony. Odebrałam w ostatniej chwili:
*-Halo!! – wydarłam się.
*- Część słońce, co tam?? – spytała mama.
*- A dobrze. Właśnie chłopcy pojechali na koncert.
*- A gdzie teraz jesteście??
*- We Francji w Lledii…
*- Byliście w Paryżu??
*- Nie, ale jutro chyba jedziemy. – odpowiedziałam niepewnie.
*- Aha… no, bo my już wracamy do Polski i chciałabym żebyś już tam była…
*- Ale mamo!
*- Nie dyskutuj ze mną…!!
*- Proszę! Pozwól mi zostać do końca wakacji… – powiedziałam płacząc.
*- Boże nie płacz… przecież do szkoły musisz się przyszykować.
*- Ja zdążę… przyrzekam.
*- Dobrze, ale jeśli się nie sprawdzą Twoje słowa to będziesz miała kłopoty!
*- Dzięki mamuś…
*- Dobra ja muszę kończyć , bo dużo pieniędzy zapłacę.
*- Nom na razie :*… – nacisnęłam przycisk z czerwoną słuchawką i pobiegłam do dziewczyn. Rzuciłam się na nie, siedziały na kanapie i poleciałyśmy z nią do tyłu.
- Co się stało?? Twoja mama do nas przyjeżdża?? – zaśmiała się Magda.
- Nie zostajemy tu do końca wakacji!!! – wydarłam się.
- Oł je aha, aha, Oł je aha… – Anka zaczęła tańczyć.
- Ale najgorsze będzie pożegnanie z chłopcami. – posmutniałam i postawiłyśmy kanapę na miejsce.
- Co dziś robimy?? – Magda.
- Ja sobie posłucham piosenek Tokio Hotel! – podeszłam do wierzy i włączyłam „Segen meinen willen” – To jest naładinejsza piosenka pod słońcem! Ona jest taka ładne i jeszcze jak Tom śpiewa… – położył misę na podłodze i zamknęłam oczy.
- Sylwia tylko się nie rozmarz. – zachichotała się Anka.
- Jak chcesz to się do mnie dołącz…
- Oke… – położyła się koło mnie i tak leżałyśmy. Gdy otworzyłam oczy zaczęłam płakać. – Sylwia, co się stało??
- Nie wiem…
- To dlaczego płaczesz??
- Ze szczęścia. – przytuliłam się do niej.
Resztę dnia spędziłyśmy siedząc przed telewizorem. Gdy wrócili chłopcy postanowiliśmy, że jutro pojedziemy do Paryża i z Paryża do Słowacji.
