12.19
Napisałam ostatnią część opowiadania. Może jeszcze będę pisać opa ale wątpię
życzę miłego czytania ta część jest najdłuższa z wszystkich co napisaąłm…
Wylądowaliśmy w Polsce, to znaczy w Warszawie. Rozejrzałam się, spojrzałam w słońce zmrużyłam oczy i powoli schodziłam z pokładu. Wsiadłyśmy do małego busika i zawiózł nas na drugą stronę wsiadłyśmy do taxówki i pojechałyśmy do Gostynina.
************
Wysiadłyśmy przed domem. Robiło się już ciemno, zobaczyłam dziadka stojącego w drzwiach, lekko uśmiechnęłam się i poszłam po bagaże. Weszłam do swojego pokoju, były na nim powieszone plakaty Tokio Hotel. Rzuciłam walizki i poleciała mi łza:
- Nienawidzę Was! – zaczęłam płakać jak naiwne dziecko w tym czasie do pokoju weszła Agata.
- Jak tam było w Niemczech. Słyszałam, że poznałaś Tokio Hotel. – powiedziała drwiącym głosem. Ja nawet się nie odwróciłam. – Spoko wiem, że go kochasz, ale już w to nie wnikam. – zamknęła za sobą drzwi i spojrzałam się na łóżko. Uśmiechnęłam się i rzuciłam się na nie plackiem. Zasnęłam jak tylko zamknęłam oczy. Mama, co chwilę wchodziła do pokoju sprawdzić czy jestem. Obudziłam się:
- Gdzie ja jestem??!! – wydarłam się zrywając się ze snu. Po czym przyleciała mama do pokoju.
- Co się stało??
- Gdzie ja jestem?? Chyba śnię?? – złapałam się za głowę i zaczęłam płakać.
- Boże dziecko… dlaczego płaczesz?? – mama zdziwiła się i poszła do kuchni rozmawiać z tatą o moim wyjeździe do Niemczech. Ja siedziałam nadal w pokoju i leżałam patrząc w sufit i na plakaty Tokio Hotel. Po kilku godzinach leżenia poszłam się umyć i usiadłam przy kompie. Ależ ja dawno nie siedziałam. Gadał ze wszystkimi, mieszały mi się osoby. Wkurzyłam się i zeszłam z niego. – Sylwia, co się z Tobą dzieje?? – zapytała przerażona mama.
- Nic. Idę do Anki! – poszłam w kierunku schodów.
- O której wrócisz??
- Nie wiem…!
- Masz być przed 15!!
- Postaram się! – założyłam szybko buty i wyleciałam z domu. Poszłam do Anki pogadałyśmy trochę i zeszłyśmy na dół. – Pójdziesz ze mną się gdzieś przejść?? – zaproponowałam.
- Oke. Poczekaj tylko się przebiorę.
- Spoko. – puściłam oczko i poszła się przebrać.
- Już. – Anka uśmiechnęła się do mnie i wyszłyśmy.
- O czym chciałaś pogadać??
- O niczym…
- Nie kłam. Wiem, dlaczego chciałaś wyjść z domu, żeby nikt nie słyszał naszej rozmowy.
- Skąd wiedziałaś??
- No mów… – puknęła mnie lekko w rękę. Poszłyśmy w kierunku miasta.
- No bo ja sobie z tym wszystkim nie poradzę… znasz mnie i nie przejdzie mi tak prędko jak Ci się wydaje. Jeszcze powiedział, że będzie dzwonić to już zupełnie. Miłość na odległość jest bolesna…
- Świetnie Cię rozumiem. Mi już przeszło Billem. Nie wiem nawet, kiedy, ale już go nie kocham. Może mi się tylko podoba, ale go nie kocham.
- Jak Ty to zrobiłaś??
- Weź mnie nie dobijaj. Zastanów się dziewczyno! Nie on jeden Cię jeszcze pokocha i Ty się jeszcze nie jeden raz zakochasz.
- Ale on jest wyjątkowy!
- Mylisz się. Poczekaj trochę czasu a Ty mu się znudzisz i będzie znów flirtował z jakimiś pannami z koncertów. – skrzywiła się Anka.
- Dzięki… Jesteś dobra w takich sprawach.
- Ale ja mówię prawdę. Zastanów się chwilkę, nie będzie tak. – popatrzyła się na mnie.
- Nie będzie tak! Jak zadzwoni to powiem żeby do mnie przyjechał i znów będzie tak jak wtedy!
- Jeśli mamy tak rozmawiać to ja sobie może pójdę??
- No przestań… Chodź przejdziemy się na zamek. – złapałam ją za rękę i poszłyśmy w tamtym kierunku.
- Jedziesz ze mną na Skrzynki?? Bo moja ciocia jedzie tam i mogłaby się nami opiekować.
- Nie wiem… Jak nas poznają fanki chłopaków to będzie źle.
- Oj przestań. Nie przejmuj się nimi. Jakoś się obronimy. – uśmiechnęła się Anka. Usiadłyśmy na wielkim kamieniu nad jeziorem i śmiałyśmy się z wszystkiego, co popadnie. Później poszłyśmy na lody i wróciłyśmy do domu. Otworzyłam delikatnie drzwi i weszłam po cichu na góre nie zapalając światła na schodach. Nie widziałam nic, szłam bardzo wolno. Myślałam, że jest jeszcze jeden schodek podniosłam wysoko nogę i przewróciłam się na podłogę. – Aaaaa… – zacisnęłam zęby i poszłam po piżamę do pokoju i umyłam się. Położyłam się w łóżku byłam w trybie zasypiania i nagle zadzwonił telefon. – O… Tom. Halo??
*- No część kotku. Jak tam w domu??
*- Cześć. A dobrze, ale tęsknię za Tobą… – po policzku popłynęła mi łza.
*- Ja za Tobą też. Ale nie płacz proszę. Jak się skończy trasa to pojadę do Ciebie na cały miesiąc. Nie ważne gdzie będę spał i jakie problemy będą z fankami…
*- Ale… – przerywałam mu.
*- I tak do Ciebie przyjadę! Co ale?? Już mnie nie kochasz?? – zapytał smutnym głosem.
*- Nie no kocham Cię! Ale ja do szkoły będę musiała chodzić. Co będziesz robił w tym czasie??
*- Będę chodził z Tobą do szkoły. – zaśmiał się.
*- Chyba sobie żartujesz…
*- Nie mówię prawdę.
*- Dobra trzymam Cię za słowo. Dobra już kończę, bo śpiąca jestem.
*- Nom… Dobranoc misiaku. :*
*- Dobranoc :*! – odłożyłam telefon i uśmiechnęłam się do siebie.
Nie mogłam usnąć. Miałam ostrą gorączkę, a nikogo nie było w domu, nie wiem, co się z nimi stało. Zadzwoniłam do Anki:
*- Sorry, że tak późno, ale źle się czuję a nikogo nie ma w domu. Nie mam, co ze sobą zrobić…
- Zaraz do Ciebie przyjdę… – odpowiedziała po kilku sekundach.
- Dzięki za wszystko. – odłożyłam telefon i ubrałam się ciepło. Poszłam przed dom położyłam się na ławce. Otworzyła się furtka była w niej Ania. – Szybko przyszłaś…
- A Ty przecież masz gorączkę nie powinnaś leżeć w łóżku?? – zdziwiła się.
- Chodź się gdzieś przejdziemy. – zaproponowałam.
- Oke. Może to Ci pomoże. – pomogła mi wstać i poszłyśmy w stronę wiaduktu. W krzakach się coś poruszało. Wystraszyłam się. – To tylko jakieś zwierzę.
- Mam nadzieję… – poszłyśmy dalej w stronę Domu Kultury. Znów usłyszałyśmy coś dobiegającego z krzaków obok. Nagle podbiegł do nas jakiś chłopak w masce i wziął nas pod pachę i zakrył czymś usta. Pobiegł do dziwnego pomieszczenia i posadził nas na fotelach, odkrył maskę i zobaczyłam… Davida.
- Musiałem to zrobić… – przytulił mnie i zaczął całować. Ja się wyrywałam, Anka go kopała, ale przyleciał jakiś drugi w masce i odciągną Ankę od Davida.
- Ej… tu ktoś idzie!! – David przestał i poszedł gdzieś z tamtym. Ja zaczęłam płakać jak dziecko.
- Sylwia nie płacz… zaraz ktoś tu przyjdzie. – Anka próbowała rozwiązać mi ręce, ale nie mogła. Usłyszałyśmy kroki zbliżające się ku nam. Anka schowała twarz w kolana, a ja czekałam, kto mi się ukarze. Był to David.
- Wstawajcie szybko!! – podniósł mnie za bluzkę i szarpnął Ankę za rękę. Nie mogłam nic powiedzieć przez taśmę na ustach. – Milcz!!!! – wydarł się. Z oczu popłynęła mi łza, a on się popatrzył na mnie i wytarł mi ją. Odruchowo kopnęłam go w nogę, a on mnie spoliczkował. – Nigdy więcej tego nie rób!! – poszliśmy dalej ciemnym korytarzem, wyprowadził nas na dwór było już ciemno. Otworzył drzwi i rzucił nas do samochodu. Upadłam na rękę:
- Ałłłłłłłłłłłłaa!! – ledwo powiedziałam przez taśmę i drzwi samochodu zamknęły się. Jechałyśmy przez jakiś lat, po dziurach. Anka i ja próbowałyśmy się do siebie przytulić, ale nie mogłyśmy, bo przyszedł do nas David.
- Gdy was uratują to byłby cud! – powiedział patrząc na mnie zabójczymi oczami, a ja zaczęłam znów płakać. Dojechaliśmy już na miejsce przez drogę zasnęłyśmy musieli nas wnosić, położyli nas na starych łóżkach i przykryli jakąś szmatą. Obudziłam się siedział przy mnie David, nie miałam już taśmy na ustach:
- Dlaczego to robisz?? – zapytałam.
- Bo Cię kocham. – przybliżył do się do mnie i zbliżył swe usta ku mym, ale ja odwróciłam szybko głowę, a on poszedł zrobić nam coś do jedzenia.
- Dziś na śniadanie kromki chleba z zimną herbatą. – rzekł nieznajomy.
- Ja nie będę nic jadła. – położyłam się plecami do nich i się nie odzywałam.
- Musisz coś jeść, bo zachorujesz na anoreksję.
- Przecież nie będę tu całą wieczność.
- Nie bądź tego taka pewna! – David wyszedł na dwór, bo podjechał jakiś samochód. Chyba był bez tłumika, bo głośno chodził (:PP) Gdy wszedł popatrzył się na mnie i powrotem znów wyszedł. Minęło sporo czasu nieznajomy siedział przy mnie i wpychał mi jedzenie:
- Musisz coś zjeść…! – krzyczał.
- Zostaw ją, jak nie chce jeść to nie. – popatrzyłam na Ankę nie miała nic na talerzu.
- Sylwia… zjedz trochę, później będziesz głodna. – prosiła mnie z łzą w oku. Popatrzyłam na kromkę chleba i herbatę jak na wroga, ale zjadłam pomyślałam, co będzie ze mną jak nie zjem.
- No dobra… Jak zjesz to jedziemy do Baszaka. – poszedł szykować coś w samochodzie a ja skończyłam jeść. Gdy zjadłam zaprowadził nas pojedynczo do samochodu.
- Rozwiążesz mi ręce?? – odwróciłam się tyłem do nieznajomego i pokazałam mu czerwone ręce.
- Wsiadaj… – spojrzał się na nie i zamknął za mną drzwi. Po kilku minutach przyprowadził Ankę i zakleił nam usta. Dojechaliśmy na miejsce, było same południe słońce grzało w plecy.
- Damian leć do Baszaka i powiedz, ze mamy towar! – krzyknął do tamtego.
- Dobra poczekajcie tu. – powiedział do nas Damian.
- Yhym… – powiedziałam przez taśmę i się do mnie uśmiechną, a ja próbowałam mu odwzajemnić uśmiech, ale nie mogłam. Czekałyśmy na niego ponad pół godziny w tej gorączce.
- Już jestem. Chodźcie. – wziął Ankę mocno pociągnął za rękę i wyprowadził ją z samochodu, a mnie niestety musiał wyprowadzić David (:/). Weszliśmy na wielką halę a w niej były wielkie kosze. Przy jednym stał murzyn:
- To jest ten towar?? – zaśmiał się bezczelnie.
- Nie jest w samochodzie.
- A to, kto jest??
- Nasz zakładniczki…
- Ja nic nie mówiłem o zakładniczkach. Masz się ich natychmiast pozbyć!! – wydarł się murzyn. Ja spojrzałam na niego pięknymi oczami. – Dobra, ale rozwiążcie je! – David natychmiast to zrobił, gdy już byłyśmy wolne rzuciłyśmy się sobie w ramiona. – Zaprowadźcie je do schowka, a my pojedziemy coś załatwić. – podrapał się po brodzie i Damian zaprowadził nas do zimnego miejsca gdzie przetrzymywali samochody.
- Niestety, ale muszę Was związać. – złapał moje ręce i zawiązał nie za mocno, tak też zrobił Ani i wyszedł. Zamknął drzwi zrobiło się kompletnie ciemno, lecz po chwili się zapaliło światło. Pokazałam Ance, żeby mi odkleiła taśmę z buzi. Zrozumiała to bardzo dobrze, ja przykucnęłam a ona mi ją szybko odkleiła. Starałam się nie krzyczeć, trochę mi się to udało:
- O boże jak to boli. Pochyl się to ci okleję. – Anka ukucnęła na podłodze i jej delikatnie odkleiłam taśmę.
- Co teraz zrobimy?? – zapytała Anka.
- Musimy próbować rozwiązać sobie ręce. – stanęłyśmy do siebie tyłem i rozwiązałyśmy ręce. – Boże jak mnie boli ta ręka… chyba mam coś z kością. Nawet nie mogę nią poruszać. – próbowałam poruszyć kostką, ale nie mogłam.
- A kiedy Ci się to stało??
- Jak nas rzucili do samochodu wczoraj to upadłam na rękę.
- I dopiero dziś Cię boli… – zdziwiła się Anka.
- Dobra może coś skąbinujemy. Może odpalimy jakiś samochód. – zaproponowałam.
- Nie ma szans… Wyjdziemy wentylatorem. – Anka pokazała na kratkę wysoko przy suficie.
- Jak Ty zamierzasz się tam wdrapać??
Szukałyśmy jakiejś skrzynki, ale nie mogłyśmy znaleźć, bo był niezły bałagan:
- My tu nic nie znajdziemy… – Anka.
- Skąd wiesz??
- A jak oni zaraz tu przyjdą?? – przejęła się Anka.
- Chyba ktoś idzie??
- I co my zrobimy??
- Nie wiem. Szybko zwiąż mi ręce! – podałam jej sznurek. Robiła to z zamkniętymi oczami, bo moje rany na nadgarstkach były nie do zniesienia. – Kładź się i udawaj, że śpisz i weź ręce do tyłu. – Anka rzuciła się na podłogę i zamknęła oczy. I otworzyły się drzwi.
- Z kim rozmawiałaś?? – zapytał David.
- Sama ze sobą… – odpowiedziałam nie pewnie.
- Chodźcie musimy jechać… – pociągnął mnie za rękę.
- Ała…!
- Co się stało?? Przecież Ty miałaś taśmę na ustach??
- Miałam, ale mi Anka zdjęła i ja jej… Ręka mnie boli. – wyrwałam mu się i masowałam sobie łokieć.
- Pokaż. – zbliżył się do mnie.
- Nie zbliżaj się do mnie! – odsunęłam się.
- Dobra my za chwilkę po Was przyjdziemy. Czekajcie tu!! – krzyknął i wszedł.
- Anka! Chodź Ci spróbuję zawiązać ręce. – wzięłam sznurek zza samochodu i zawiązałam jej ręce. Nie wiem jak nam się to udało, ale musiało. Czekałyśmy na nich z 15 minut.
- Chodźcie!! – wziął nas za łokcie i znów wrzucił nas do samochodu. Na szczęście nie złapał mnie za bolącą rękę i też nie upadłam na nią. Posadził nas później na fotelach i zapiął pasy. Jechaliśmy pół godziny w ciszy.
- Wychodzimy! – odpiął nam pasy i wyrzucił z samochodu. Upadłam na beton, a Anka utrzymała równowagę. Starłam sobie kolano i prawą kość policzkową. Byliśmy na porcie, stał przed nami wielki stary statek spojrzałam na niego od góry do dołu. Po kilku minutach podniósł mnie za bluzkę i ledwo ustałam na nogach. Weszliśmy na pokład było tam pusto:
- Ale tu śmierdzi! – powiedziałam krzywiąc się.
- Będziesz tu spała!! – odpowiedział mi krzykiem David.
- Co Ci dzisiaj jest?? Cały czas krzyczysz?!?
- A tak w ogóle to Wy jesteście porwane i nie wiem, dlaczego daję Wam dojść do słowa!! – spojrzał na mnie bykiem i staliśmy.
- Ej… robi się już ciemno trzeba pościelić łóżka. – poszliśmy do wielkiego pomieszczenia i posłali nam niby łóżka. Były to tylko szmaty, a oni spali na wygodnych łóżkach. Obudziłam się z bólem pleców. Popatrzyłam na Davida i Damiana, oni smacznie spali na wygodnych łóżkach, a my się męczyłyśmy na betonie. Pomyślałam o Tomie. Zaczęłam płakać jak dziecko, które chce lizaka i obudziła się Anka:
- Co się stało?? Dlaczego płaczesz?? – Anka usiadła koło mnie i pozwoliła, żebym położyła swoją głowę na jej ramieniu, bo przytulenie nie było możliwe.
- Ja chce już być w domu! – wciągnęłam nosem i obudził się Damian.
- Co się stało?? – zapytała ziewając.
- Po co nas tu przetrzymujecie!! – szybko wstałam. – Co my wam zrobiliśmy!! – krzyczałam mu to prosto w twarz.
- Ja nie mam nic z tym wspólnego! Siadaj i nie chciej, żebym Ci coś złego zrobił!! I nigdy nie podnoś na mnie głosu!!!! – spojrzałam na niego ze smutną miną i usiadłam na podłodze. Siedzieliśmy nie odzywając się. Nagle zadzwonił telefon Anki, sięgnęła po niego i szybko odebrała:
*- Przyjedźcie po nas szybko. Jesteśmy w… – zacięła się, bo Damian jej wyrwał telefon i odłączył się. Spojrzał na nas ze złością i udawał, że nic się nie stało. Później David poszedł na zakupy i kupił nam na śniadanie świeży chleb i do tego wodę.
- Szykujcie się zaraz jedziemy! – powiedział z pełną buzią.
- Poczekaj zjemy… – powiedziałam patrząc się na Ankę.
- Spójrz się na mnie! – krzyknął a ja się spojrzałam. Milczał. Dokończyłam jedzenie i poszliśmy do samochodu. Dojechaliśmy do jakiegoś wielkiego miasta. Nie wiem jak się nazywał wyglądałam przez okno i czekałam na tabliczkę. Nie mijaliśmy żadnej. Zmartwiłam się, bo wiedziałam, że się oddalamy od domu. Dojechaliśmy do znajomego miejsca. Nagle samochód się zatrzymał i otworzyły się drzwi. David odpiął nam pasy i wyrzucił na ulice z piasku.
- Te miejsce jest mi znajome… – powiedziała uśmiechnięta Anka. Ja jeszcze leżałam niewinnie na ziemi. – Jesteśmy na Skrzynkach!! – wydarła się i podbiegła do mnie.
- Co??
- Jesteśmy w domu!! – wydarła się kładąc się na mnie ze szczęścia. Wszyscy się na nas patrzyli jak na głupie, nie dość, że całe poobijane to cieszą się, że są w domu i miałyśmy związane ręce. Poszłyśmy w stronę Anki domku.
- Dlaczego nas wypuścili?? – zapytałam.
- Nie pytaj ciesz się, że tak szybko nas puścili…
- Wszyscy się na nas patrzą.
- Oj…. Sylwia przestań już. Spójrz jak jesteśmy ubrane, jakie poobijane, brudne a oni chodzą w kostiumach. – dochodziłyśmy po woli do domku Ani. Były zamknięte drzwi. – No nie gadaj, że nikogo nie ma…! – podeszła do drzwi i pociągnęła za klamkę. Otworzyły się. Nie było w nim nikogo. Poszłyśmy na górę też nikogo nie było. Usiadłyśmy na kanapie i zastanawiałyśmy się, dlaczego jest otwarty domek. Poszłyśmy do sąsiadów i skorzystałyśmy z telefonu. Zadzwoniła po rodziców, przyjechali jak najszybciej mogli. Zawieźli nas do domu i zaznawałyśmy na policji w Warszawie. Już nigdy się nie spotkałam z Tomem…
