2009
12.12

opowiadanie #17

Dzięki Wam za wszystkie komentarze, ale mgło być lepiej :D Sorry, al nie wszystkich poinformuję o tej notce, bo nie mam zbytnio czasu. PRZEPRASZAM :* :*, a teraz opowiadanie :D :

Ruszyliśmy w stronę wielkich drzwi, które otwierał Chińczyk w dziwnym przebraniu:
- Dzień dobry! – powiedziałam odruchowo.
- Dzień dobry… – odpowiedział z uśmiechem Chińczyk.
Ja weszłam zdziwiona do środka:
- Oni tu znają polski?? – zapytałam zdziwiona łapiąc Toma za rękę, ale on mnie złapał za talię (;))
- Może uczył się kiedyś polskiego. – Anka.
Pokiwałam głową i poszliśmy do pierwszego sklepu z pamiątkami. Wyszliśmy z pustymi rękami. Później Bill nas zaciągnął do SexShopu:
- Po co Ty tam chcesz iść?? – zapytała go głupio Anka.
- Potrzebne mi coś. – zaczął się śmiać razem z Tomem.
- Ja tam nie wchodzę. – zatrzymała się przed drzwiami i czekała na nas ponad pół godziny. – Co Wy tam robiliście??
- Musieliśmy coś załatwić. – odpowiedział szybko Bill z bananem na twarzy. Anka spojrzała na niego krzywo i podeszła da mnie i do Toma nie odzywając się ani słowem. Skończyliśmy zakupy powodzeniem, wszyscy sobie coś kupili tylko jedna nieszczęśliwa para się pokłóciła. Wróciliśmy do hotelu, postanowiliśmy, że zmienimy się pokojami: w pierwszym ja, Tom, Bill i Anka, a w drugim Magda, Georg i Gustav. Tom z Billem zabrali swoje rzeczy i przynieśli do nas:
- Kiedy macie koncert?? – zapytałam .
- Pojutrze o 21. – odpowiedział mi Tom i poszedł do sypialni. Nie wahając się poszłam za nim, ale po piżamę i poszłam się umyć. Wlewałam sobie wody do wanny, zapomniałam zamknąć drzwi na klucz. Nic nie słyszałam rozebrałam się do bielizny i do łazienki wszedł Tom:
- Tom! Co Ty tu robisz….!! – odwróciłam się, a on zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Przyszedłem się umyć.
- Nawet o tym nie myśl. – powiedziałam rezygnująco i rzuciłam ręcznik na ziemię i zakręciłam wodę.
- Możemy się w bieliźnie myć… mniej wody się zużyje jak się umyjemy razem.
- Dobra, tylko założę kostium. – rzuciłam w niego mydłem i poszłam po kostium. Gdy wróciłam dredziaż był już w wannie, nie było nic widać przez pianę. – Ty masz coś na sobie??
- Pewnie, że mam. Chodź. – wytknął mi język i wystawił ręce.
- Poradzę sobie sama. – zrobiłam wielki krok i postawiłam nogę na krawędzi wanny. Było tam ślisko i wpadłam do wody, niestety na Toma.
- Nic Ci nie jest?? – Tom zaczął się śmiać.
- Nic… tylko się walnęłam w kostkę. – złapałam się nieszczęśliwie za kostkę i spuściłam głowę, blondyn podniósł mi chwytając kciukiem za brodę i pocałował mnie delikatnie w usta. Ja odwzajemniałam pocałunek. Po woli kładł się na mnie, jego ręka skierowała się ku mojemu zapięciu kostiumu. Próbował je rozwiązać, ale nie udało mu się, bo był zawiązany na dwa supły.
- Tom…
- Co, coś nie tak?? – zaniepokoił się i wstał ze mnie.
- Nie, ale bez rozbieranych. – zaśmiałam się. – Możesz mi umyć plecy?? – podałam mu gąbkę.
- Oke. – odebrał gąbkę i delikatnie mył mi plecy.
Gdy się umyliśmy ktoś zapukał do drzwi:
- Sylwia! Gdzie jest Tom?!!? – zapytał Bill.
- Jest ze mną a co??
- Mam do niego sprawe. – przez chwilkę zamilczał. – Co?!? Gdzie jest?!!?
- Ze mną zaraz wychodzimy, bo jest zimna woda.
- OMG. – powiedział do siebie. – Oke no to szybko, bo będziecie chorzy.
- Nom… – Bill odszedł z ręką na ustach i poszedł do Anki, my po 10 minutach wyszliśmy.
- I co fajnie było?? – Bill.
- Nom i to jak. – poruszał brwiami Tom.
- Zazdroszczę Wam… – posmutniał Bill.
- Nie masz, czego zazdrościć. – wtrąciłam.
- Ha, ha bardzo śmieszne. – Tom pociągnął mnie ze sobą na łóżko.
- Tom, proszę! Puść mnie!
- Oke, Oke… – ustał przy drugim końcu łóżka ułożył bezwładnie ręce na wysokości głowy.
- Żartowałam… – podeszłam do niego na kolanach i przytuliłam się do niehgo śmiejąc się do Anki.
- Dobra idziemy już spać, bo jestem śpiący. – dredziaż ziewną i rzucił się na mnie.
- Tom…! Weź te kości! – próbowałam go z siebie zrzucić, ale nie udało mi się. Uspokoiłam się i Bill go zrzucił z łóżka.
- Ty sobie za dużo nie pozwalaj… – szybko podniósł się i spojrzał prosto Billowi w oczy. On odszedł od niego i położył się cicho koło Anki.
- Dobranoc. – powiedział wreszcie Tom.
- Dobranoc. – odpowiedziałam z Anką.
Zasnęliśmy bardzo szybko obudził mnie Georg:
- Ja się tu dostałeś?? – zapytałam idąc w jego stronę z szopą na głowie, a on się zaczął ze mnie śmiać. – Z czego się śmiejesz??
- Chcesz banana?? – nachylił w moją stronę nadgryzionego banana. Popatrzyłam na niego chytro.
- Nie dzięki zrobię sobie kanapkę. Zrobić Ci??
- Nie dziękuję. – i poszedł do salonu.
- Powiesz mi jak tu wszedłeś?? – wychyliłam się zza ściany.
- Bill z Anką szli do sklepu na zakupy i akurat szedłem no to przyszedłem do Was.
- Aha… A gdzie jest Tom??
- Pewnie śpi.
- Jak się obudziłam to go nie było go w łóżku.
- Poszukaj dobrze… – popatrzył się na mnie z uśmieszkiem na twarzy. Poszłam do pokoju nie było go tam, kierowałam się w stronę okna. Pod łóżkiem leżał Tom, ja zaczęłam się śmiać, a Tom się obudził.
- Bardzo śmieszne. – otarł oczy i próbował wstać lecz nie miał siły.
- Źle spałeś?? – zapytałam i w tym czasie wszedł Georg do pokoju.
- Nie mówiłem żebyś dobrze poszukała. – oparłam się o Georga ramię i śmiałam się dalej. – Tylko nie upuść mi noża na nogę. – pokazał na nóż winiący ledwo w objęciach mojej dłoni, nagle rozległ się huk Tom się dopiero całkowicie obudził, spojrzałam na podłogę, był tam nóż wbity w podłogę. Patrzyłam na niego wielkimi oczyma:
- Nic Ci nie jest?? – zapytałam wyciągając nóż z podłogi.
- Daj Ci pomogę. – schylił się Georg i wyciągnął nóż.
- Nic Ci nie jest?? – zapytałam ponownie.
- Nie, wszystko wporządku. – uśmiechnął się do mnie, a Tom patrzył na nas z zazdrością. Wyszliśmy z pokoju, dokończyłam kanapki i poszłam oglądać TV z Georgiem.
- A gdzie jest Gustav??
- Poszedł się przejść z Magdą.
- Co oni dzisiaj wszędzie chodzą a nas zostawili samych. To jest nie sprawiedliwe! – wszedł do salonu Tom zabierając mi jedną kanapkę.
- Idziemy się gdzieś przejść?? – zapytał.
- Nom… możemy. A co z Georgiem??
- On sobie poradzi duży chłopak jest. – złapał mnie za rękę i wyszliśmy z lokalu.
Schodziliśmy po schodach, mijaliśmy się z Anką i Billem. Nieśli sporo zakupów, a to wszystko dźwigał biedny Bill:
- Gdzie się wybieracie?? – zapytała zadowolona Anka, zmęczony czarnowłosy cieszył się, że miał chociaż taki mały przystanek.
- Przejść się.
- Aha… to przyjdźcie na kolację, bo mamy dla Was niespodziankę. – Bill usiadł na ławce obok, a zakupy postawił koło nogi Anki, my odeszliśmy i Anka ruszyła delikatnie nogą wszystko się wysypało z torebek, Bill westchnął i po woli zbliżał się ku Ance. Nie zwróciliśmy na to zbytnio uwagi i poszliśmy w stronę wielkiego parku. Weszliśmy wolnym krokiem na teren parku, mijaliśmy dużo chińczyków i murzynów. Ja oczywiście od nich wzroku nie odrywałam, bo u nas w Polsce to niespotykana rzecz:
- Sylwia, proszę nie patrz się tak na nich… – ściskał mi rękę, a ja nadal się za nimi oglądałam. Wkońcu się przekonałam, że nie warto się na nich patrzeć. Przechodził koło nas mały chłopczyk z mamą, miał z 4 latka. Odwróciłam się za nimi i ten chłopczyk wytknął mi język, a na języku miał żabę:
- To okropne! – otrząsnęłam się i usiedliśmy na pierwszej wolnej ławce. – Ciekawe, dlaczego nikt tu nie siedzi. – bez zastanowienia usiadłam na niej. Tom patrzył na oparcie, była tam kartka była na niej napisana pewnie: ”Uwaga! Ławka świeżo malowana.” – Tylko nie mów, że ona jest świeżo malowana. – powiedziałam zrozpaczona.
- Niestety muszę Ci to powiedzieć. Ona jest świeżo malowana. – Tom zaczął się ze mnie śmiać, a ja nadal siedziałam na ławce. – Oj wstawaj, pewnie jakaś dobra farba taką jak reklamują teraz. – pociągnął mnie za rękę. Odwróciłam się do niego tyłem.
- I co??
- No nie jest tak źle… – rzekł poważnie.
- Pożycz mi bluzy. I tak Ci pewnie gorąco jest. – rozpięłam mu ją do końca i zdjęłam ją. Tom próbował mnie pocałować, ale mu się nie udało (:PP)
Poszliśmy dalej, mijaliśmy dużo sklepów z ciuchami:
- A może do tego chcesz wejść?? – zapytał błagalnie Tom.
- Ile razy mam Ci mówić, że nie mam kasy przy sobie! – wydarłam się.
- Ale ja mam… – dredziaż zaciągnął mnie do jednego sklepu. Kupiłam sobie spódniczkę, a tamte spodnie bezczelnie wyrzucił.
- Tom to były moje ulubione spodnie. – powiedziałam wychodząc ze sklepu opierając się o jego ramię.
- Ale w spódniczce Ci jest lepiej. Zawsze chciałem Cię zobaczyć w spódniczce.
- Ale ja nienawidzę w nich chodzić, ale jak okazjonalnie to założę. Ale żeby Ci nie sprawiać przykrości i żeby Ci się podobać będę w niej chodziła. – poszłam przed niego i zaprezentowałam się w niej.
- Ale Ty sexi w niej wyglądasz. – rzekła Tom klepiąc mnie w tyłek , a z drugiej strony przechodziły jakieś dziewczyny i podleciały do nas.
- Cześć! Dasz nam autograf?? – wleciały na Toma i podały mu kartki.
- Oczywiście, że tak. – odebrał on nich kartki i zaczął coś pisać. – Jak masz na imię??
- Viki… – Tom napisał jej imię i spojrzał na nią zabójczo.
- A Wy skąd jesteście?? – zapytał.
- My z Polski… – jąkała się jedna.
- Ja też jestem z polski. – wtrąciłam. – My już musimy iść, bo śpieszymy się na… – zacięłam się. – na spotkanie z moim rodzicami. – dokończyłam.
- Ja się nie… – ścisnęłam jego udo i się zamknął.
- Spoko… może kiedyś się zobaczymy. – powiedziała druga.
- Nom… – odpowiedział zapatrzony Tom w Viki.
- Chodź…! Idziemy już do hotelu! – pociągnęłam go za rękę, a on mnie w pasie, a żeby były jeszcze bardziej zazdrosne to włożyłam swoją rękę do jego kieszeni w spodniach. Gdy się odwróciłam one coś na nas gadały, a ja się do nich głupio uśmiechnęłam (:PP)

2009
12.11

opowiadanie #15

Spaliśmy do 13. Zjedliśmy śniadanie i spakowaliśmy się, bo jechaliśmy do następnego miasta na koncert. To był ostatni we Francji:
- Teraz jedziemy do Lledia?? – spytałam Georga siedzącego koło mnie.
- Tak, ale lecimy nie jedziemy. – wytknął mi język.
- Magda, a co z Davidem??!
- Nie wiem powiedział, że się jeszcze kiedyś spotkamy…
- O nie… tylko nie to. – złapałam za rączki i trzymałam się sztywno.
- A kto to jest David?? – zapytał zdziwiony Tom.
- Nie znasz. – w tym momencie wleciał do samolotu David. – David, co Ty tu robisz??!!
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy. – odpowiedział zasapany.
- Weź usiądź koło mnie. Proszę… – błagałam szeptem stojącego Gustava, klapnął bez wahania i uśmiechną się do mnie. – Magda spojrzała na mnie z niewyraźną miną ja tylko poruszałam ramionami.
- Skąd się tu wziąłeś?? – spytała Anka.
- Nudziłem się i postanowiłem polecieć z Wami.
- Skąd wiedziałeś, że tym samolotem będziemy lecieć?? – dopytywała Anka.
- Ma się te sposoby. – spojrzał na mnie i na Toma, trzymaliśmy się za ręce. – I to jest Twój chłopak??
- Tak… – przytuliłam się do niego i zobaczyłam w Davida oczach zazdrość.
Wszyscy poszli spać, nagle ktoś przemówił do mikrofony:
- Uwaga! Uwaga! Przed nami burza, proszę zająć pasy i nie panikować! Dziękujemy! – przebudziłam się przetarłam oczy i spojrzałam w Davida stronę, cały czas się na mnie patrzył.
- Możesz się na mnie tak nie patrzeć?? – położyłam głowę na klatce Toma i przykryłam się jego bluzą (:PP)
- Nie mogę… – popukałam Toma i się obudził.
- Co się stało??
- Nic tylko przed nami burza jest i musimy się schować pod fotele. – powiedziałam z bananem na twarzy.
- Nie żartuj sobie. Co się stało??
- No na serio będzie burza…
- A z tym chowaniem pod fotel. – Tom wytknął mi język.
Minęło pięć minut zaczęło szarpać samolotem, bardzo się bałam, ale próbowałam to ukryć niestety nie udało mi się. Poleciałam do łazienki, czego nie wolno było robić:
- Sylwia!! Zostań tu! – krzyczała Anka.
- Muszę do toalety! – poszła za mną parę kroków, ale się zatrzymała i usiadła, bo mocno się trząsł samolot.
- Co ja wogóle robię. – otworzyłam drzwi od łazienki i wleciałam do niej.
- Co tam się dzieje?? – Tom momentalnie odpiją pasy i pobiegł w stronę ubikacji. – Sylwia, co się stało?? – ukucnął, ja leżałam na ziemi.
- Boli mnie głowa… – wymamrotałam.
- Chodź… – wziął mnie na ręce i zaniósł do wszystkich. Zrobili mi opatrunek i nie mogłam się nigdzie ruszać, bo nie miałam siły i mi nie pozwolili (:PP) – Mocno Cię boli głowa??
- Nie.. da się wytrzymać. – rzekłam z uśmieszkiem na twarzy.
- No to dobrze. – Tom przytulił się do mnie i pocałował mnie w czoło.
Przetrwaliśmy burzę i wylądowaliśmy. Gdy wchodziliśmy z samolotu nie było żadnych dziennikarzy:
- Gdzie oni są?? – spytała Magda rozglądając się.
- Nie wiedzieli czy w ogóle polecieliśmy przez tą burzę i pewnie rozpowiedzieli, że lecimy jutro. – odpowiedział jej szybko Georg.
- A kiedy macie koncert??
- Jutro…
- Możemy jechać z Wami?? – wtrącałam
- Pewnie, że tak. Ale pod jednym warunkiem. – odpowiedział mi Tom.
- Jakim??
- No takim, że nie będziecie pić.
- Spoko. Da się wykonać. – puściłam do niego oczko.
Weszliśmy do budynku wszyscy się patrzyli na nas, my porozumiewaliśmy się ruszając ustami przy czym się śmieliśmy (:PP) Zabrała nas limuzyna z przed lotniska. Był tam telewizor, wino, kieliszki:
- Może się napijemy?? – zaproponował Tom.
- Możemy. – wyciągnęłam rękę po butelkę wina, ale Tom mnie złapał.
- O nie moja droga. Za młoda jesteś. Dziś nie pijemy. – pokiwał głową na „nie” i trzymał mnie za ręce. Nie mogłam się wogóle ruszyć.
- Możesz mnie puścić?? – spojrzałam na niego z pod oka.
- Ależ oczywiście. – Tom wytknął mi język.
Dojechaliśmy do hotelu, nie rozpakowaliśmy się, bo jutro w nocy albo rano wyjeżdżamy. Chłopcy poszli się zdrzemnąć, a my oglądałyśmy TV. Dochodziła godzina 21, chłopcy się jeszcze nie obudzili, ale był jeden wyjątek Georg:
- Już nie śpisz. – rzekłam ziewając.
- Przebudziłem się, bo Bill chrapie. Tom też wstał, ale czeka na Ciebie. – słysząc to poleciałam do niego.
- A gdzie jest David?? – spytała Magda.
- On pojechał do innego hotelu, bo nie chciał nam przeszkadzać w przygotowaniu do konceru. – Georg zaśmiał się.
- No to chyba dobrze. – wtrąciła Anka.
- No tak… – wyjął picie z lodówki i poszedł do sypialni. Dziewczyny wyłączyły telewizor i poszły za nim. Zapaliły światło, wszyscy mrużyli oczy.
- Możemy się z Wami położyć?? – zapytała nieśmiało Magda.
- Pewnie… – Gustav zrobił jej miejsce koło siebie i się położyła, a Anka oczywiście z Billem.
- Co było ciekawego w telewizji?? – Gustav.
- Nic szczególnego. – odpowiedziałam.
- Spoko. – przytulił się do Magdy, a ona do niego i zasnęli.
- Georg! Śpisz??!! – poświeciłam mu moją latarką po oczach. Spał. – no to mamy ich z głowy. – zażartowałam.
- Nom. – To pocałował mnie namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek, ale na początku się przeraziłam. Po pocałunku Tom spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczkami i powiedział:
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- Ja Ciebie też. – przeszkodziła nam Bill śmiejąc się.
- Bill! – Anka walnęła go w ramię. – Nie przerywaj tak romantycznej chwili swojemu bratu.
- No dobrze już nie będę. – Bill wytknął mi język i odwrócił się do Ani.
Zasnęliśmy, Tom przebudził się o 9:
- Która godzina?? – to przetarł oczy i spojrzał na zegarek. – Jak wcześnie… – i wrócił do snu (:]) Po 3 godzinach obudził nas Bill:
- Jeszcze troszkę mamusiu. – wymamrotałam, Bill się zaczął śmiać.
- Sylwia obudź się. – teraz wkroczył Tom do akcji. Położył się na mnie i pocałował delikatni w usta.
- Tom, co Ty robisz. – obezwładni mnie, złapał za ręce i trzymał nogami za nogi. – Proszę puść mnie…
- Ale poczekaj… muszę Ci coś powiedzieć.
- Nie możesz później. – zaczęłam się szarpać coraz bardzie.
- Tom puść ją, ona jeszcze się do końca nie obudziła… Nie bądź głupi. – Bill pociągał Toma za ramię, żeby go ode mnie uwolnić. Po kilku sekundach Tom puścił mnie. – Co Ty w ogóle z tego miałeś. – zapytał wkurzony Bill.
- Nic… boże! – dredziaż wyszedł z pokoju.
- Sylwia wstawaj… jak chcesz z nami jechać to wstawaj. – zabrał mi kołdrę i wyciągnął za nogi.
- Bill proszę… nie!! – i spadłam z łóżka. Zaczęłyśmy tak głośno śmiać, że Anka przyleciała, bo miała złe przeczucia.
- Co Wy tu robicie?? – ujrzała przerażający widok. Jak ja leżałam na Billu. Anka zaczęła się z nas bezlitośnie śmiać.
- Bardzo śmieszne… – Bill pomógł mi zejść z siebie i usiedliśmy na łóżku, a Anka się dalej śmiała. – Co Cię tak śmieszy??
- N…i…c. – wymamrotała przez śmiech.
- Dobra zostawmy ją tu samą nie się zaśmieje na śmierć. – rzekłam otwierając drzwi.
- Co tam się działo?? – spytał Tom.
- A nic…
- Na pewno… – zaśmiał się pod nosem.
- Co zrobiłeś na śniadanie??
- Kanapki z serem. Na stole leżą.
- Ale żeś się wysilił. – wzięłam jedną do ręki i przysiadłam się do stołu. – Smacznego…
- Dziękuję. – odpowiedzieli chórem. – zjedliśmy w ciszy śniadanie i chłopcy się szykowali na koncert.
- No weźcie z jedźcie z nami. – błagał Gustav.
- Pojechałybyśmy, ale nie chcemy Wam sprawiać kłopotu… – Anka.
- Mów za siebie. – wtrąciłam.
- Sylwia… no to jedź jak chcesz.
- Ale sama. Nie ma mowy, jeszcze mama ma dziś dzwonić.
- Spoko. To my już idziemy. – Tom pocałował mnie delikatnie w usta i poszli.
- Naprawdę ma do Ciebie dzwonić mama?? – upewniła się Magda.
- Powiedziała, że zadzwoni, ale nie wiem… – w ciszy usłyszałam melodyjkę dochodzącą z sypialni. Poleciałam szybko i zaczęłam szukać swojego telefony. Odebrałam w ostatniej chwili:
*-Halo!! – wydarłam się.
*- Część słońce, co tam?? – spytała mama.
*- A dobrze. Właśnie chłopcy pojechali na koncert.
*- A gdzie teraz jesteście??
*- We Francji w Lledii…
*- Byliście w Paryżu??
*- Nie, ale jutro chyba jedziemy. – odpowiedziałam niepewnie.
*- Aha… no, bo my już wracamy do Polski i chciałabym żebyś już tam była…
*- Ale mamo!
*- Nie dyskutuj ze mną…!!
*- Proszę! Pozwól mi zostać do końca wakacji… – powiedziałam płacząc.
*- Boże nie płacz… przecież do szkoły musisz się przyszykować.
*- Ja zdążę… przyrzekam.
*- Dobrze, ale jeśli się nie sprawdzą Twoje słowa to będziesz miała kłopoty!
*- Dzięki mamuś…
*- Dobra ja muszę kończyć , bo dużo pieniędzy zapłacę.
*- Nom na razie :*… – nacisnęłam przycisk z czerwoną słuchawką i pobiegłam do dziewczyn. Rzuciłam się na nie, siedziały na kanapie i poleciałyśmy z nią do tyłu.
- Co się stało?? Twoja mama do nas przyjeżdża?? – zaśmiała się Magda.
- Nie zostajemy tu do końca wakacji!!! – wydarłam się.
- Oł je aha, aha, Oł je aha… – Anka zaczęła tańczyć.
- Ale najgorsze będzie pożegnanie z chłopcami. – posmutniałam i postawiłyśmy kanapę na miejsce.
- Co dziś robimy?? – Magda.
- Ja sobie posłucham piosenek Tokio Hotel! – podeszłam do wierzy i włączyłam „Segen meinen willen” – To jest naładinejsza piosenka pod słońcem! Ona jest taka ładne i jeszcze jak Tom śpiewa… – położył misę na podłodze i zamknęłam oczy.
- Sylwia tylko się nie rozmarz. – zachichotała się Anka.
- Jak chcesz to się do mnie dołącz…
- Oke… – położyła się koło mnie i tak leżałyśmy. Gdy otworzyłam oczy zaczęłam płakać. – Sylwia, co się stało??
- Nie wiem…
- To dlaczego płaczesz??
- Ze szczęścia. – przytuliłam się do niej.
Resztę dnia spędziłyśmy siedząc przed telewizorem. Gdy wrócili chłopcy postanowiliśmy, że jutro pojedziemy do Paryża i z Paryża do Słowacji.

2009
12.07

opowiadanie #14

Rano:

Anka się obudziła pierwsza:
- Sylwia obudź się! – szarpała mnie za ramię, a ja nie reagowałam. Po kilku minutach obudziłam się.
- Boże… co chcesz?!?
- Nic tylko trzeba wstawać, musimy iść na zakupy.
- A która godzina??
- Jest 12:37…
- A gdzie są chłopcy??
- Pojechali na koncert.
- No to pośpię do póki nie przyjadą. – chwyciłam poduszkę i położyłam sobie ją na głowie.
- Sylwia!! Nie wygłupiaj się!!! – Anka zabrała mi kołdrę i poduszkę.
- No już wstaje daj mi pięć minut…
- Jak przyjdę to masz już być gotowa! – wyszła, a ja od razu wstałam i poszłam do łazienki. Tam się ubrałam, wyszłam po10 minutach.
- Już możemy iść…
- A nie zjesz nic??
- Nie umyłam zęby i mi się nie chce. A Magda idzie??
- Tak już zeszła na dół. – Anka wzięła klucze i zeszłyśmy na dół.
Gdy zeszłyśmy na dół zobaczyłyśmy Magdę rozmawiającą z jakimś nieznajomym:
- Znów kogoś poznała?? – zmarszczyłam oczy i patrzyłam się chłopakowi.
- Nie patrz się tak… – Anka puknęła mnie w rękę. Podeszłyśmy od nich.
- Cześć. To jest David to jest Ania i Sylwia. – podaliśmy sobie ręce.
- Wiesz, co miło było Cię poznać, ale się śpieszmy na autobus. – rzekłam biorąc dziewczyny za ręce.
- Spoko… jeszcze kiedyś się spotkamy. – dał Magdzie buzi a pożegnanie i poszedł.
- Skąd Ty go znasz?? – spytała Anka.
- Teraz wpadłam na niego jak szedł.
- No to już sobie buzi dajecie?? – wtrąciłam z krzywą miną.
- Już nawet ma mój numer. O właśni dzwoni. – odeszła od nas parę kroków.
- Co jej jest?? Co będzie z Gustawem?? Ona jest jakaś dziwna…
- Nie wiem… może tylko żeby się popisać.
- Miejmy nadzieję. – Magda podbiegła do nas.
- Wiesz, co Sylwia. Powiedział mi, że mu się podobasz…
- Nieee!! Tylko nie to… – zakryłam twarz dłonią.
- Przecież to nic złego, ja bym chciała mieć tyle adoratorów, co Ty.
- Możemy się zamienić, ale nie Tomem. – usiadłam na ławeczce na przystanku i spuściłam głowę.
- Co Ci jest?? – Anka.
- Nic… gdzie idziemy na te zakupy. Nie zgubimy się??
- Nie no coś Ty ja się tu trochę znam, bo byłam tu z rodziną na wakacjach i co nieco pamiętam. – Anka wytknęła mi język.
Podjechał autobus, wsiadłyśmy nie było tyle ludzi, co w polskich autobusach (;PP) szczęśliwie dojechałyśmy do centrum:
- Ale tu pięknie! – podnieciła się Magda.
- Nom… – weszłyśmy do pierwszego sklepu nic sobie nie kupiłam za to Anka kupiła spodnie i spódniczkę. Chodziłyśmy tak z cztery godziny. Usiadłyśmy na ławce:
- Idziemy na pizzę?? – zaproponowała Anka.
- No coś y jeszcze się nie wcisnę w te spodnie. – ja.
- Nie żartuj sobie… – weszłyśmy do kawiarni na przeciwko.
Zmówiłyśmy dwie duże pizze, ja zjadłam tylko trzy kawałki. Szłyśmy jak jakieś nietutejsze (:PP) złapane za brzuchy i trzymałyśmy się za usta:
- Ty Sylwia nie przesadzaj najmniej zjadłaś z nas… – Magda wytknęła mi język.
- Ja nie potrzebuje jednej pizzy żeby się najeść tylko trzy kawałki. – usiadłam na kolejnej ławce.
- Sylwia no chodź, bo jest już późno. – Anka spojrzała na zegarek.
- No coś Ty… muszę odpocząć jeszcze autobusem jedziemy. To będzie okropne. Albo stoisz albo siedzisz.
- Mogę usiąść… – nie odzywałyśmy się przez dłuższy czas. Patrzyłam się w ziemię, nagle przed oczami zobaczyłam czyjeś stopy. Podniosłam wolno głowę i zobaczyłam Davida.
- Co Ty tu robisz?? – zapytałam z Magdą.
- Przyszedłem z moją siostrą na zakupy i zobaczyłem Was…
- A gdzie ona teraz jest?? – spytałam zasłaniając słońce ręką.
- Pojechała do hotelu.
- To Ty mieszkasz razem z nami w hotelu??
- Tak… a mogę z Wami wrócić??
- Nie! Trzeba było jechać z siostrą!
- Sylwia… – Anka nacisnęła mi nogą na stopę.
- Dobrze… chodźmy. – szłam przed nimi nawet się nie odwróciłam na chwilkę.
- Co jej jest?? – zapytał szeptem David.
- Nie wiem…
- A od dawna tak jest??
- Nie od tej pory co Cię zobaczyła… ja nie chcę być nie miła i ona też, ale nie przypadłeś jej do gustu, a tak w ogóle to ona ma już chłopaka. – wytłumaczyła Magda.
- Kogo??
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Spoko. Już o nic nie pytam, bo się dowiaduje nie za miłych rzeczy… – doszliśmy na przystanek autobus miał przyjechać za 15minut.

- O już jedzie… – wsiedliśmy do niego usiedliśmy na końcu zmieścili się wszyscy. Niestety musiałam usiąść koło Davida. Dojechaliśmy na przystanek, na którym mieliśmy wysiąść.
- Sylwia wysiadasz?? – Anka.
- Już. – wstałam i wyszłam z autobusu, Anka mnie wzięła na bok.
- Co się z Tobą dzieje??
- Nic po prostu mam zły humor.
- Mi możesz powiedzieć.
- Ja wiem wiele razy mi to mówiłaś.
- No to mów…
- Ale mi nic nie jest nie mogę mieć złego humoru??
- Jak Tom przyjedzie to Ci się poprawi ja się mogę założyć.
- Zobaczymy. – Anka pojechała mi palcami po żebrach. – Osz Ty!!! – zaczęłam ją gonić po całym chodniku wszyscy się na nas patrzyli, ale nam to nie przeszkadzało nie jesteśmy stąd więc możemy sobie wkońcu poszaleć (:PP):
- Możecie się trochę uspokoić, bo tu jest miejsce publiczne.
- Jak Ci to przeszkadza to idź ze swoim kolegą przed nami. – powiedziałam chamsko.
- Ale tu nie chodzi o mój wizerunek tylko o Wasz. – Magda przyśpieszyła w kroku i wyprzedziła nas.
Doszliśmy do hotelu, David jeszcze nie poszedł chodź się śpieszył:
- Może pójdziemy na kolację do tej restauracji?? – zaproponował.
- Nie ja dziękuję. Nie jestem głodna… – odpowiedziałam i poszłam na górę. Dziewczyny z nim poszły nie wiem, co ona w nim widzą, ale z wyglądu może i ładny jest, lecz charakter ma beznadziejny. Szłam schodami mijałam się z kelnerami:
- Przepraszam może pani się pośpieszyć. – pośpieszał mnie jeden z nich.
- Tak oczywiście… – odsunęłam się i poleciał na górę. Doszłam do pokoju szukałam kluczy po kieszeniach. – Gdzie ona są?? – powiedziałam do siebie. – Przecież Anka ma klucze. No nie!! – wkurzyłam się. Zjechałam windą na dół i odebrałam od Anki klucze. Weszłam do pokoju było pusto i cicho, zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do kuchni coś zjeść. Rozebrałam się i poszłam do sypialni, wzięłam piżamę do ręki, szłam w stronę łazienki, lecz usłyszałam kroki z salonu. Poszłam tam, wychyliłam się zza ściany nikogo tam nie było. Kierowałam się w stronę kuchni, ulżyło mi i napiłam się wody. Wracając do łazienki znów usłyszałam czyjeś kroki i szepty. Teraz się naprawdę przeraziłam i poleciałam do pokoju i zamknęłam się na klucz. Gdy zapaliłam światło na Anki łóżku siedział:
- David!!!!!!!!!!!!!!! Co Ty tutaj robisz????!!! – krzyknęłam jak najgłośniej mogłam.
- Nie krzycz proszę… dziewczyny powiedziały żebym po Ciebie przyszedł, bo się boją o Ciebie, żeby się nic nie stało i żeby nikt się nie wkradł jak będziesz pod prysznicem. – wytłumaczył się.
- Właśnie Ty się wkradłeś. O mało zawału nie dostałam.
- Ale mi w uszach piszczy. – David otrząsnął się. – Idziesz na dół??
- Mogę iść, ale trzymaj się ode mnie z daleka!
- O Co Ci chodzi??
- O nic chodź już, bo mogę się rozmyślić. – zeszliśmy i zjedliśmy kolację. Dochodziła godzina 1 w nocy.
- Może już pójdziemy na górę?? – zaproponowała Anka.
- Ja jestem za. – poruszyłam brwiami i wstała z krzesła. – No to idziecie czy nie??
- Nom idziemy. – wszyscy równo wstali i poszliśmy na górę. Staliśmy już przed naszymi drzwiami David był jeszcze z nami:
- Anka, co on tak za nami cały czas łazi?? – spytałam szeptem.
- Co?? – Anka próbowała otworzyć drzwi.
- Co on tak za nami cały czas łazi?? – powtórzyłam.
- Nie wiem. Spytaj się go. – wkońcu trafiła do dziurki od klucza (:PP)
- Co się chcesz spytać?? – ciekawił się David.
- Nie no nic. A Ty nie musisz być już w domu??
- Nie, bo nie ma rodziców jestem tu z bratem a jego nie ma jest na jakiejś imprezie i wróci późno.
- Aha… bo wiesz my chcemy iść już spać, więc dobranoc. – zamknęłam mu drzwi przed nosem, a on zatrzymał je nogą.
- A może buzi na dobranoc.
- Chyba śnisz! – próbowałam zamknąć drzwi lecz jego noga nadal je zatrzymywała. – Co Ty se robisz?! Idź już stąd potrzebujemy trochę prywatności! – tym razem udało mi się zamknąć drzwi z trzaskiem, bo wziął nogę z drogi drzwi.
- Ale uparta… – wzdychał David i poszedł do siebie.
-Sylwia, ale Ty szczera jesteś. – zdziwiła się Magda.
- Chciałabyś żeby nam tu siedział do rana??
- Wygoniłabyś go tak czy inaczej. – Magda wytknęła mi język i poleciała do łazienki się umyć.
- O której wrócą chłopcy?? – spytała Anka.
- Chyba rano, przynajmniej mi się tak zdaje…
- Ciekawe czy… – zacięła się.
- Co??
- Nie nic… – położyła się na łóżku i myślała o czymś (:PP).
Położyłyśmy się spać, było już późno około 4 rano ja oczywiście nie spałam. Wstałam z lóżka i obudziła się Anka z Magdą:
- Co Ty nie śpisz?? Idź spać, bo nie będziesz wyspana na jutro.
- A to gdzie jutro się wybieramy??
- Nie wiem, ale na pewno nie będziemy siedzieć w domu… Idź spać.
- Ale ja nie mogę zasnąć. Idę na TV. – założyłam kapcie i poszłam do salonu.
- Idę z Tobą… poczekaj. – Anka otarła oczy i popędziła za mną.
- Magda idziesz?? Może będą jakiś mecz…
- Mnie nie interesują mecze. – odwróciła się i poszła spać.
- Ale cham… – wytknęłam jej język i poszłyśmy na telewizję.
Doszłyśmy prawie do salonu, zapaliło się światło w kuchni:
- Czyżby wrócili… – poruszałam brwiami do Anki i poszłyśmy do kuchni.
- Kto tu jest??! – Anka.
- To my! – odpowiedział Gustav wychodząc zza ściany.
- Dlaczego nie śpicie?? – zapytał zdziwiony Georg.
- Tęskniłyśmy za Wami i nie mogłyśmy spać. – puściłam mu oczko i poszłam do Toma.
- Taaa… jasne. – zaśmiał się Bill.
- Nie wierzysz… Magda nie tęskniła, więc śpi. – popatrzyłam na Gustava. – Żartowałam. – puknęłam go palcem w brzuch, Gustav skulił się i oddał mi, ale przejechał mi palcami po żebrach. Chłopcy zjedli coś i poszliśmy wszyscy spać.

2009
12.04

opowiadanie #13

Gdy już się wykąpaliśmy szukaliśmy Georga:
- Gdzie on polazł??!! – wkurzał się Bill.
- Nie denerwuj się tak… Patrz tam jest z jakąś laską. – Tom uśmiechną się na widok dziewczyny Georga. Spojrzałam na niego pytająco pukałam go w rękę, ale on nie reagował tylko poszedł do Georga. – Może mnie przedstawisz tej miłej pani??
- Tom daruj sobie, Sylwia się patrzy. – odwrócił się razem z towarzyszką i poszli do wody. Tom spojrzał na mnie niewinnie, a ja na niego wściekłym wzrokiem.
Po woli zbieraliśmy się, bo robiło się trochę późno:
- Gdzie jest mój telefon?!! – denerwowałam się.
- Może jest w kieszeni. – podpowiadał Bill.
- Nie ma już tam szukałam.
- A może nie wzięłaś go w ogóle. – wtrącił Gustav.
- Dobra… ma już w dupie ten pierdolony telefon… – rzekłam z rezygnacją i usiadłam na ręczniku.
- Ja miałem go w kieszeni… – Tom podał mi telefon.
- Dzięki… – wstałam i spakowałam resztę rzeczy.

W hotelu:

Wysiedliśmy z samochody weszliśmy do hotelu, zrobił się tłum:
- Co się dzieje?? – spytała Magda.
- Dowiedzieli się gdzie nocujemy… – Bill założył okulary i wszedł z wymuszonym uśmiechem do hotelu, dał parę autografów i my weszłyśmy biorące pod uwagę. Dotarliśmy na górę, rozpakowaliby mokre rzeczy i szykowaliśmy się spać, bo trzeba było rano wstać na samolot:
- Bill, o której mamy samolot?? – Anka.
- O 7 rano.
- Aha… A ile jeszcze tych koncertów??
- Nie wiem, jutro Ci powiem, bo jestem zmęczony. Idź spać, bo nie wstaniesz jutro. – Bill zgasił lampkę nocną i zarzucił na siebie kołdrę.
- Dobranoc. – rzekła wkurzona Anka i zapaliła lampkę.
- Możesz zgasić światło??
- Nie, bo czytam książkę…
- Aha… dobranoc. – zarzucił poduszkę na głowę i zasnął.

U mnie i u Toma:

Położyłam się koło niego i odwróciłam plecami:
- Obraziłaś się na mnie??
- Nie, skąd.
- A co Ci jest?? – złapał mnie za ramię i odwróciłam się.
- Myślę o naszym rozstaniu. – w moim oku pojawił się łza.
- Nie myśl o tym, bo jeszcze dużo czasu zostało do naszego rozstania. – Tom powoli zbliżał się do moich ust, ale się odwróciłam.
- Dobranoc… – zgasiłam lampkę i poszłam spać.
- Dobranoc. – Tom pocałował mnie w policzek i szepnął mi do ucha. – Kocham Cię.
Miałam zamknięte oczy nie zagregowałam na to, co powiedział. Gdy się odwrócił otworzyłam oczy i poleciały mi łzy.

*************
Całą noc nie spałam, jak obudził się Tom wstałam z łóżka i uszykowałam się już do wyjazdu. Zjedliśmy śniadanie, wdzieliśmy walizki i zeszliśmy na dół. Samochód odwiózł nas na lotnisko. Szliśmy wielkim korytarzem:
- Sylwia! – Anka dogoniła mnie z walizką w ręku.
- Co??
- Pokłóciłaś się z Tomem??
- Nie.
- A co się stało??
- Nic.
- Aha… no to ja lecę do Billa. – dobiegła do niego i złapała go za rękę.
Wsiedliśmy do samolotu, usiedliśmy w takiej samej kolejności jak wtedy. Przez całą drogę nie odzywałam się, słuchałam MP3 jedną piosenkę w kółko:
- Anka. Co jej jest?? – spytał Tom.
- Nie wiem. Pytałam się, ale nie chciała mi powiedzieć. W ogóle jest nie jest rozmowna dziś.
- A da się coś z tym zrobić??
- Da, ale wątpię żeby coś się udało. Jak chcesz to spróbuj. – Tom się chwilkę zastanowił i zaczął pukać w rękę.
- Sylwia… mam pytanie do Ciebie. Chodź na chwilkę na tył.
- Oke… – odpięłam pasy i poszliśmy z daleka od innych.
- Może pójdziemy do innego pomieszczenia?? – Tom otworzył drzwi i pokazał ręką żeby przeszła przez drzwi. – Co Ci się stało?? – spytał po zamknięciu drzwi.
- Nic… – złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, a ja zaczęłam ryczeć. – Po prostu będę tęskniła. – nagle drzwi otworzyły się, a Tom pomachał żeby się cofną. To była stiuardessa (:PP).
- Nie płacz. – pogłaskał mnie po głowie i usiedliśmy na jednym fotelu, ja na jego kolanach i wtuliłam się jak w jakiegoś miśka. – Kocham Cię…
- Ja Ciebie też. – odpowiedziałam wciągając nosem.
- Może chcesz chusteczkę??
- Nom, a masz.
- Pewnie jestem przygotowany na różne sytuacje. – wyjął chusteczki z kieszeni i wydmuchnęłam, znów się wtuliłam i tak siedzieliśmy do końca podróży.

**********
- Ej obudźcie się! – Bill zaczął szarpać Toma za rękę.
- Już jesteśmy?? Jeszcze chwilka.
- No weź, bo jeszcze musimy coś załatwić, a nie możesz tak się pokazać.
- Jak??
- Masz podbite oczy. – Bill spojrzał na mnie. – A ona jeszcze bardziej, chyba nie spała w nocy… No już wstawaj!
- Ale ona musi się obudzić, bo inaczej nie wstanę. – rzekł zakłopotany Tom.
- Masz na to minutę. Ja zaraz wracam. – czarny wyszedł i usiadł na miejsce, bo lądowaliśmy.
- Sylwia.. obudź się!
- Już.
- Wiem, że jesteś zmęczona, ale musimy wysiąść z tego samolotu w łóżku będzie Ci wygodniej… – powiedział z bananem na twarzy.
- Bardzo śmieszne. – wyciągałam się i wstałam.
- Poczekaj. – Tom próbował wstać, ale go strasznie nogi bolały.
- O boże… – podleciałam do niego i pomogłam mu iść.
- Dzięki, ale nie potrzebuję pomocy. – poszliśmy do wszystkich i usiedliśmy koło nich.
- Sylwia malujesz się??
- Ja! Nigdy!!!! Nigdy się nie pomaluję!! – krzyczałam i schowałam się za Ankę.
- Chyba nie chcesz wyjść z podbitymi oczami… Nie zachowuj się jak dziecko tylko idź z Tomem do kosmetyczki i nie marudź. Jak chcesz to możesz iść ze mną. – Bill poruszył brwiami.
- No wiesz, co… – powiedziała przez zęby Anka.
- Wolę z Tomem. – wstałam i uciekłam do pomieszczenia gdzie była kosmetyczka.
- Wy zawsze się malujecie w samolocie?? – spytałam z kwaśną miną.
- Nie, bo nigdy nie śpimy, a teraz akurat spaliśmy no i wiesz… – Tom otworzył drzwi. – Usiądź na fotelu.
- Tylko niech pani taki mały te makijaż, bo ja nie za bardzo lubię.
- Dobrze, pokaż buźkę. Jak masz na imię. – przyjrzała się moim podbitym oczom.
- Sylwia…
- Nie wiem czy mały makijaż zamaluje te Twoje oczka.
- No to może ja okulary załże…
- Czego Ty się tak boisz. Makijaż Cię nie zabije. – pani się zabrała za malowanie a Tom się przyglądał.

***********
- Już. – odkręciła mnie na fotelu.
- Ale Ty ładnie wyglądasz!
- Dziękuję pani… – wstałam i podeszłam do Toma, złapałam go za rękę i pociągnęłam za rękę.
- Ja mam na imię Monika… na pewno się jeszcze spotkamy.
- Nom. Do widzenia! – zamknęłam za sobą drzwi.
- Naprawdę pięknie wyglądasz.
- A bez makijażu to brzydko, co??
- Nie no jeszcze ładniej.
- Tom usiądźcie, bo lądujemy. – usiedliśmy na pierwszych lepszych fotelach i zapieliśmy pasy. Samolot wylądował, otworzyły się drzwi, dziennikarze robili nam zdjęcia. Oczy mnie bolały od tych lamp i się zasłaniałam, Tom podbiegł od mnie:
- Odsłon się. Wiesz jak to wygląda. – nie odsłoniłam oczy po prośbie Toma.
- Ale ja nie chce żeby mnie ktoś poznał.
- To chodź do mnie. – Tom przyciągnął mnie do siebie i zasłonił wielgachną bluzą.
- Chociaż do czegoś się przydają te Twoje bluzy. – zaśmiałam się, al. Tom mnie klepnął w tyłek. Nie zwróciłam na to uwagi szliśmy dalej. Wsiedliśmy do, busa który zawiózł nas pod następny hotel. Gdy weszliśmy do swoich pokoi chłopcy od razu szykowali się na koncert:
- Musimy jechać?? – zapytałam Gustava opierając się o drzwi do łazienki.
- Możesz mnie nie podglądać… ja jestem nago!
- Nie bój się mnie nie interesuje, co Ty masz pod spodniami. – Gustav puścił wodę od prysznica, więc poszłam do Georga marudzić.
- Georg!! Gdzie jesteś?!?
- W kuchni…!!
- No to idę do Ciebie, bo nie ma, kto ze mną rozmawiać. – zaśmiałam się pod nosem. Weszłam do kuchni, był niezły bałagan. – Co Ty tu robisz??
- Kolację… – odwrócił się i całą buzię miał w mące.
- Co Ty za kolację robisz, że to coś z mąką jest?? – spytałam siadając na krześle.
- Zaprosiłem koleżankę na dzisiejszy wieczór.
- A nie chcecie pobyć sami. – poruszałam brwiami i gdy Georg się odwrócił to skubłam mu kilka truskawek do ciasta i poszłam do Anki(:PP).
- Co Ci dzisiaj jest?? – spytała Anka ze zmarszczonymi oczami.
- Nic… po prostu mam dobry humor. – położyłam się do łóżka i zarzuciłam na siebie kołdrę.
- Sylwia… musisz mi coś powiedzieć. – usiadła na moim łóżku i wygrzebała mnie spod kołdry.
- Co chcesz??
- Mam do Ciebie pytanie, ale musisz mi to powiedzieć prosto w oczy. – zabrała mi kołdrę i popatrzyłyśmy na siebie.
- Nom… wal.
- Kochasz Toma??
- Pewnie! Jeszcze pytasz, a nie widać, że go kocham?? – Bill akurat przechodził o korytarzu, a nasze drzwi do pokoju były uchylone, więc przyłożył ucho do drzwi i podsłuchał.
- Nie no, bo ja mam pewne wątpliwości.
- I dlatego się mnie spytałaś to jego się spytaj.
- On mi już powiedział, że Cię kocha nad życie i nie chce Cię stracić.
- Dziwne… – spojrzałam się podłogę z kołtunem na głowie.
- Właśnie ja też się dziwiłam, ale to jest prawda. Ja poznaje po tym jak na Ciebie patrzy jak gadasz z Gustawem albo z Billem.
- A Ty kochasz Billa??
- Wiesz… nie jestem pewna. – Anka pokazała mi dyskretnie palcem na drzwi, ja spojrzałam się.
- Rozumiem Cię… – Bill oparł się o drzwi i wpadł do środka. – O Bill, co Ty tu robisz??
- Nic tylko… – powiedział ze smutną miną.
- No przecież, że Cię kocham!!! – Anka rzuciła się na niego, a uradowany przytulił ją mocno.
- Tylko bez przemocy. – zaczęłam się śmiać. Po kilku minutach wszyscy poszli spać, wkońcu mieliśmy oddzielne łóżka to się wyspaliśmy, bo ja z Tomem nigdy się nie wyspałam od tego jak wyjechaliśmy na trasę.

2009
12.01

opowiadanie #12

No specjalnie dla Was nie skończe pisać opowiadań :D :* Dzięki za komenty :* :* :*:

Poszliśmy w stronę starego parku:
- Co to jest?? – wskazałam palcem na stary dom.
- Nie wiem jestem tu pierwszy raz. – Tom wytknął mi język.
-Wejdziemy?? – Anka pociągnęła za klamkę i odleciała. – Upss… nie chciałam. – kucnęła po klamkę i wsadziła ją na swoje miejsce.
- Lepiej chodźmy stąd, nie za ciekawie to wygląda. – ja.
- Ta jeszcze się cały rozpadnie… – zaśmiał się Bill.
Anka wróciła do nas i poszliśmy na ławkę, która stało obok starej ruiny. Usiedliśmy wszyscy na ławce (dziwne, że się zmieściliśmy, ale to była zimna noc). Gadaliśmy, o czym popadnie, nagle zapaliło się światło w jednym z pokoi:
- Ktoś tam jest… – rzekłam przerażona patrząc się w okno.
- Musimy tam iść. – powiedział pewny siebie Gustav wstając z ławki.
- Nie ma mowy! – złapałam Toma za rękę i popatrzyłam na niego błagalnie, który chciał iść na górę.
- Przecież nic się nie stanie. Uwierz mi.
- Dobra, ale jak coś to nie odzywam się do Ciebie do końca życia!
- Nie wytrzymasz. – wytknął mi język.
Weszliśmy do domu drzwi zaczęły skrzypieć ciarki mi przeszły po całym ciele, od góry do dołu. Ścisnęłam Toma jeszcze mocniej za rękę:
- Możesz mnie tak nie ściskać??
- Ale… ja się boję.
- Ręka Ci się trzęsie… – odrzekł wchodząc na pierwszy stopień schodów.
- Naprawdę?? Nie wiedziałam. Przecież mówiłam Ci, że się boję!
- No mówiłaś. – byliśmy w połowie schodów. Tom położył nogę na kolejnym stopniu i się zarwał. Wpadła mu noga do szczeliny. Poleciałam na niego. Na szczęście nic mu się nie stało:
- Ja już nie idę pierwszy.
- Ja pójdę…- wyprzedziłam go i puściłam jego rękę i wróciłam po chwili. – Z Anką.
Weszłyśmy do pokoju, stało stare łóżko zakryte kocem. – Jeśli odkryje to tam może być jakiś trup.
- Sylwia nie wygłupiaj się! – podeszłyśmy do łóżka, Anka szybko pociągnęła za narzutę… nic tam nie było.
- Chodź zaczniemy krzyczeć… Chłopaki się przestraszą. – Anka zaczęła się śmiać.
- Jak chcesz ja idę zobaczyć inny pokój… – wyszłam, chłopcy byli obok.
- Gdzie byłaś?? – Tom.
Zerwał się duży wiatr i pozamykały się okna z hukiem.
- Z Anką obok w pokoju… – odpowiedziałam szybko nagle Anka zaczęła krzyczeć.
- Bill!!!!!! – Bill momentalnie wstał, ja złapałam go za rękę.
- Nic jej nie jest.
- A jeśli się mylisz…
/- Bill! Proszę! – Anka.
- Sylwia. Tam naprawdę się coś dzieje… – Tom wstał z łóżka i pobiegł z Billem do Anki.
Poszłam za nimi, Anka leżała bezwładnie na podłodze pod stolikiem:
- Co Ty tam robisz?? – spytał Bill wchodząc do pokoju.
- Był przeciąg i doniczka mi spadła na głowę… i upadłam i się stolik przewrócił.
- Spoko… – zaczęłam się śmiać. – Jak się przewrócił ten stolik??
- Nie mam pojęcia. – Anka wstała i podeszła do mnie.
- Co się tak patrzysz??
- Bo… Możemy już iść do domu.
- Masz rację już tyle nieszczęścia nas spotkało w tym domu. – Tom puścił mi oczko i złapał w pasie.
Wyszliśmy z domu popatrzyliśmy na niego:
- Jak my tam weszliśmy. On wygląda jak by się miał zaraz zawalić. – rzekła Anka.
- Nasze szczęście. Idziemy do domu, bo jest już późno. – Gustav spojrzał na zegarek.
- Która jest?? – spytałam podchodząc do Gustava i ciągnąc za sobą Toma gadającego z Billem.
- Jest 2:35…
- Rzeczywiście późno, idziemy. – ruszyłam razem z Tomem wolnym krokiem.

********

- Chodźcie szybciej, bo się zgubicie!! – narzekał Bill.
- Nie bój się!! Dogonimy Was jak coś!
- Zobaczymy!!
Szliśmy za nimi bardzo wolnym krokiem, wygłupialiśmy się:
- Zatrzymamy się na tej ławce, bo mnie nogi bolą?? – spytałam błagalnie.
- Chodź na barana. – Tom nachylił się i naskoczyłam mu na plecy.
Tom szedł szybko, dogoniliśmy resztę:
- Ona śpi!!? – Gustav się zaczął śmiać.
- Cicho, bo ją obudzisz. – Tom też się zaczął śmiać i prawie mnie puścił, ale Georg mu pomógł, dziwne, że się nie obudziłam jak mną tak szarpali (:PP).
Doszliśmy do hotelu Tom mnie przebrał dyskretnie w piżamę i położył do łóżka.

Rano:

Obudziłam się, wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki z masłem i poszłam na telewizję. Myślałam o wszystkim, co się stało w ostatni miesiąc to był najpiękniejszy sen w moim życiu, ale się myliłam:
- Cześć Sylwuś. – wszedł Tom do salonu i pocałował mnie w policzek. – Zrobić Ci coś do jedzenia.
- Nie dzięki już sobie zrobiłam.
- Spoko… – poszedł do kuchni i przygotował sobie zapiekanki. Po kilku minutach przyszedł do mnie. – Co się na mnie tak dziwnie patrzysz??
- Ty naprawdę tu jesteś?? – spytałam z bułką w buzi i pukałam go w ramię.
- Co Ci dzisiaj jest?? Przecież, że tu jestem.
- Przepraszam… jakoś dziwnie się dziś czuje. Przepraszam. – pocałowałam go w policzek, nadal miałam bułkę w buzi (:PP)
- Możesz najpierw zjeść dopiero mnie całuj – wytknął mi język.
- Dobrze… przepraszam.
Siedzieliśmy na kanapie, moja głowa opierała się o jego ramie i oglądaliśmy telewizję, leciał jakiś film romantyczny. Gdy się w nim całowali to Tom się na mnie patrzył, a ja na to nie reagowałam (:PP).
- Co Wy tak siedzicie sami?? – Bill wszedł do salonu z super fryzurą.
- Nic… nudzi nam się… – ja zaczęłam się śmiać.
- Wiem, że wyglądam sexi… – wyszedł z salonu z naburmuszoną miną i kierował się w stronę kuchni.
- Kiedy macie koncert?? – spytałam Toma popijając colę.
- Za dwa dni w Salamanca.
- Hmm… a gdzie to jest??
- Gdzieś z 700 kilometrów… – rzekł z rezygnacją.
- Spoko! A my samolotem czy samochodem??
- Raczej samolotem. Co dziś będziemy robić??
- Może się przygotujecie do koncertu, bo ostatnio zaniedbaliście przez n…
- Nie mów tak. – Tom położył mi rękę na ustach żebym nie dokańczała.
- Ale…
- Cicho. – Tom pocałował mnie i Bill wszedł do salonu.
- Buuuuu… Ja tu jestem.
- Wiem… – Tom dokańczał pocałunek.
- To ja pójdę obudzić Ankę. – wytknął nam język i poleciał po Ankę.

- Już jesteście. Szybko ją obudziłeś.
- Nie spała już, tylko się wylegiwała w łóżku. – Anka usiadła koło mnie a koło niej Bill i nagle wbiegł do salonu Gustav z aparatem. Zrobił nam zdjęcie w piżamach i z fajnymi minami (:PP). Gustav bez słowa poleciał do pokoju gdzie była Magda z Georgiem.
- Ciekawe, co oni tam robią. Może trójkącik?? – zaśmiał się Tom.
- Nie mów tak! – Anka spojrzała na niego przerażającym wzrokiem. Tom się schował za mnie i oglądaliśmy dalej film.

***********

Siedzieliśmy z otwartymi buziami przed telewizorem:
- Może się już ubierzecie?? – Georg wszedł do salonu i wyłączył telewizor. Milczeliśmy. – Ej… obudźcie się!
- Co??! – Bill.
- Idźcie się ubrać i pójdziemy gdzieś.
- Gdzie?? – spytałam.
- Zaraz Ci powiem, a teraz się ubierz. – wstaliśmy i poszliśmy się przebrać w codzienne ciuchy.

- No to gdzie idziemy??
- Na źródła.
- Co?!? Mogłeś powiedzieć żebyśmy założyli od razu kostiumy! – darł się Bill.
- A nie możesz się przebrać tam??
- Nie, bo…
- Przestańcie się kłócić!! – wtrąciła Anka spojrzeli się na nią i wyszli.
Jechaliśmy prywatnym samochodem, żeby nam ktoś znów nie cykną zdjęcia (:)). Gdy dojechaliśmy wypakowaliśmy plecaki i ustaliśmy przed bramą wejściową na źródła:
- Na co my czekamy, wchodzimy! – Bill prowadził.
- Ale tu jest pięknie! – podniecałam się.
- U nas jest lepiej. – wytknął język Gustav.
Rozebraliśmy się i weszliśmy do wody. Jak na tą porę roku było bardzo zimno (a tak w ogóle to u nas jest lato, jak ktoś nie wie :P ):
- Boże jak zimno. Ja nie wchodzę do wody. – skuliłam się i uciekłam, ale Tom mnie złapał i musiałam iść.
- Nie bój się ciepła jest woda… – tłumaczył spokojnie. Weszliśmy do wody.
- Ciepła…
- Widać, że jesteś pierwszy raz na źródłach. – Tom rozejrzał się i zanurzył się szybko.
- Zaczekaj…! – próbowałam przyśpieszyć w kroku lecz woda mi na to nie pozwoliła (:PP). – Gdzie Ty jesteś?? – rozglądałam się, ale go nigdzie nie było. Nagle ktoś mnie złapał za nogę. – Tomm… – przewróciłam się. Byliśmy pod wodą, Tom złapał mnie za talię i przybliżył swoje usta do moich. Lepiej nam się oddychało (;)).
- Gdzie jest Tom i Sylwia?? – Anka zaczęła panikować.
- Nie bój się przecież się nie zgubią nie są dziećmi. – uspokajał ją Bill biorąc za rękę, a my się wynurzyliśmy z wody.
- O boże… jak mnie wystraszyliście! – Anka odskoczyła i wpadła na jakiegoś grubasa, a on zaczął gadać coś po francusku brechtaliśmy się z niego przez jakieś pięć minut.

- Ale już nudy tu są… – marudził Gustav.
- To się pomiziaj z Magdą, a nie… odrzucasz ją. – rzekł z bananem na twarzy Bill.
- Jak jesteś taki mądry to Ty pomiziaj Anie. – Gustav przyciągnął do siebie Magdę i zaczęli gadać sobie coś na uszko.
- Może ponaśladujemy ich?? – spytała Anka czarnego. Bill wziął Ankę na siebie i ustali przy ścianie. Tom spojrzał na mnie podejrzliwie:
- Nawet o tym nie myśl…! – Tom podszedł do nie i się przytulaliśmy. – Ale to musi śmiesznie wyglądać. – zaczęłam się śmiać.
- Nom… a gdzie jest Georg?? – Tom zaczął się rozglądać.
- Znalazł sobie jakąś laskę i nas zostawił. – przyciągnęłam jego usta do moich i się całowaliśmy.