01.02
Rano obudziłam się z głową tam gdzie powinny być nogi. Była to godzina dokładnie 12. Weszła do pokoju Kasia:
- Wstawajcie idziecie do kościoła na 13:30!! – krzyczała wchodząc do pokoju.
- Przecież mieliśmy jechać nad morze. – powiedziałam..
- Wstawajcie!!
- A jak nie jesteśmy wierzące? – powiedziałam głupio.
- A nie jesteście?? – zdziwiła się Kasia.
- No to pójdziemy do tego kościoła. Jak nam karzesz. – zażartowałam.
- Nie karze Wam tylko proszę, bo chce, żebyście były…- nie wiedziała, co powiedzieć. – Mądrzejsze. – dokończyła niepewnie. Ja się tylko do niej uśmiechnęłam.
Szybko ubrałyśmy się i bez śniadania popędziłyśmy na mszę. Gdy już byłyśmy w kościele, chórek zaczął śpiewać niemieckie kolędy. My oczywiście nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu, więc ksiądz się wkurzył i wyprosił nas w połowie mszy z kościoła.
- Lepiej nie wracajmy do domu, bo msza jeszcze trwa… – ja.
- No to idziemy do naszego parku! – Magda.
- No to idziemy… – zgodziłam się z nią.
Poszłyśmy w kierunku parku, szłyśmy bardzo wolno śmiejąc się do utraty tchu. Wkońcu dotarłyśmy do parku, rozsiadłyśmy się na ławce i zapadła wielka cisza. Każda miała swój punkt, w który się patrzyła, Anka jakiś sklep, Magda drzewo, a ja ławkę naprzeciwko. Nagle ktoś na niej usiadł, więc zmieniłam punkt, który obserwowałam przez dłuższy czas. Po kilku minutach skapnęłam się, że to jest ten przystojniak z centrum:
- O boże dziewczyny to on! – podnieciłam się.
- Kto?? Gdzie?? – Anka.
- No ten z centrum! – odwróciłam się w jego stronę, puścił mi oczko. Po chwili pojawili się jego koledzy. Gadali coś o nas. Szli w naszą stronę. Przestraszyłam się.
- Cześć dziewczyny. – zagadał jeden z kolegów.
- Cześć. – odpowiedziałyśmy.
- Jak macie na imię?? – zapytał ten sam koleś, jakby innym odjęło mowę.
- Ja jestem Anka.
- Ja Magda.
- A ja Sylwia. – podałyśmy rękę. – To może Wy też się przedstawicie??
- Ja jestem Pluto. – przedstawił się pierwszy (było ich czterech)
- Ja Doug.
- Ja Adam.
- A ja jestem Bobby. – no i na końcu przystojniak z centrum (:D) Wszyscy byli przystojni, ale Bobby najpiękniejszy. – Skąd jesteście, bo nie wyglądacie na tutejszych. – zaśmiał się.
- My jesteśmy z Polski. – odpowiedziałam śmiejąc się.
- Aha… A co Wy tu robicie w środku roku szkolnego. – dopytywał Bobby.
- YyYyY… nie znamy się, nie możemy Wam wszystkiego o sobie powiedzieć. – Anka.
- Spoko. – Bobby włożył ręce do spodni i puknął Pluta.
- Może się kiedyś spotkamy poznać się bliżej??
- No… – spojrzałam na dziewczyny pokiwały głową na „tak”. – Pewnie. – dokończyłam.
- No to może być jutro o 20 w tym miejscu?? – kontynuował Pluto.
- Ok…
- My musimy spadać. – Pluto.
- Na razie laski. – Adam.
- Nom, cześć. – ja.
- Narazie. – Magda.
- Narazie. – Anka. – Łał… ale z nas laski. – szepnęła Anka i zaczęła się śmiać.
Gdy już się trochę oddalili, a my ochłonęłyśmy opowiadałyśmy, co wyłapałyśmy z ich zachowania.
- My to chyba musimy spadać, bo już pół godziny po mszy. – ja.
- No… to chodźmy. – Anka.
Dotarłyśmy szczęśliwie do hotelu. Wyjęłam klucz z kieszeni, gdy drzwi same się otworzyły.
- Słyszałam jak gadacie i pomyślałam, że nie macie klucza. – powiedział szybko Mateusz.
- Dzięki… – weszłyśmy grzecznie do lokalu. Było sporo ludzi. – Kto to jest?? – szepnęłam.
- Moja ciocia, wujek, babcia, dziadek, drugi wujek i druga ciocia i ich dzieci. – odpowiedział. – Nie wychodźcie nigdzie zajmiecie się ich dziećmi…
- Dobra… Spoko, ale chłopaki chyba dziś do nas przychodzą.
- No to, co. Poznają Tokio Hotel, wkońcu. Bardzo ich lubią.
- No to fajnie… ale oni im nie dadzą normalnie… – zacięłam się. – No wiesz nie dadzą im spokoju.
- Oj tam. Wytrzymają. – zaprowadził nas do salonu i zapoznał ze swoją rodziną. Zjadłyśmy pyszny obiad i poszłyśmy z towarzystwem do naszego pokoju.
- Wy tu macie we tsy potuj?? – zapytał najmłodszy.
- Tak… – Anka.
- Ja bym nie wytsymał. – rozejrzał się na wszystkie strony. My się do siebie śmiałyśmy, co jakiś czas.
- A jak macie na imię?? – ja.
- Mateus… – najmłodszy podał nam grzecznie rączkę.
- Ja mam na imię Karolinka. – podeszła do nas wilka pani w bucikach na obcasach.
- A ja mam Marcin. – podszedł do mnie najstarszy chyba.
- A Ty?? – Magda zapytała zawstydzonego chłopca chowającego się za Karolinę.
- Głupku nie wstydź się! – krzyknęła na niego a on wyszedł.
- Ja mam na imię Arecek.
- Fajne imię. – powiedziała Anka a on się bardziej zawstydził, a my się zaczęłyśmy śmiać dyskretnie.
- A Wy jak macie na imię? – Marcin.
Przedstawiłyśmy się i gadaliśmy sobie tak o wszystkim i śmialiśmy się z tych najmłodszych, gdy wkońcu zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! – krzyknęłam wybiegając z pokoju jak najszybciej. – Cześć. Uratowaliście nam życie, jest u nas rodzina Mateusza i musimy gdzieś wyjść!
- Ja chce ich poznać! – Gucio ucieszył się, że pozna kogoś nowego.
- No jak chcecie. Wejdźcie. – otworzyłam szerzej drzwi i rozebrali się. Szliśmy przez salon na szczęście nikt nas nie zauważył. Gdy weszliśmy do pokoju zaczęło się piekło. Karolina i Mateus (;)) skakali Gustawowi i Tomowi na głowę. Musieli uciekać na balkon, ale i tak ich złapali. A Bill i Georg odpowiadali na tysiące pytań, wkońcu Georg się trochę wkurzył:
- A może my Wam pozadajemy kilka pytań?? – skrzywił się do Marcina.
- No dobra. – wykrztusił z siebie.
- Możesz już skończyć z tymi durnymi pytaniami?? Bo jestem tak wkurwiony, że zaraz stąd sobie pójdę. – to było ostre, Marcin zrobił wielkie oczy na niego, bo nie spodziewał się tego po nim i Bill też był tym zaskoczony, a my uciekłyśmy na balkon, bo nie mogłyśmy wytrzymać ze śmiechu, a tam Tom i Gucio męczyli się z małymi.
- Co tu się dzieje!!!? – wydarłam się, a oni odwrócili się i zrobili niewinne buźki.
- Nic, zupełnie nic. – Karolina.
- Dlaczego im dokuczacie?!? – nie odpowiedzieli nam tylko uciekli do salonu razem z Areckiem i Marcinem. Przyszli do nas Bill i Georg.
- Ale oni są okropni, mogliśmy iść na dwór. – powiedział wkurzony na maksa Georg.
- A nie mówiłam! – zaśmiałam się. – Wychodzimy gdzieś, bo mogą zaraz przyjść.
- Ale, Sylwia, mieliśmy się nimi zająć przecież. – Magda.
- No to weźmiemy ich ze sobą. – gdy to powiedziałam od razu weszłam do pokoju, bo się bałam co mi zrobią chłopcy, ale nie mieliśmy wyjścia, musieli iść z nimi. Wszyscy się uszykowali. Chłopcy wyszli pierwsi, czekali na nas na dole. Karolina, Arecek i Mateus musieli iść z nami za rękę, trochę siara, ale jakoś się wytrzymało.
- Jak oni będę się tak zachowywać w miejscu publicznym jak w domu, to idziesz z nimi do domu! – powiedziałam podniesionym głosem do Marcina.
- To może my już pójdziemy?? – skrzywił się.
- Sorry… – przyśpieszyłam w kroku i zostawiłam Arka Marcinowi. Doszłam do chłopaków. – Niech oni już sobie stąd idą!
- Ja nie chciałem ich brać ze sobą. – Bill.
- Ja też ale musiałam…
- Spoko. Gdzie pójdziemy?? – Tom.
- A która godzina??
- Jest 16:34. A co umówiłaś się z kimś??
- Taaa… – westchnęłam i odwróciłam się.
Gdy już do nas doszli poszliśmy jakimiś ścieżkami do lasu. Dzieciaki miały zajęcie i zbierały szyszki, a my mieliśmy chwilę spokoju tylko Marcin za nami łaził, ale nie przeszkadzało to nikomu. Doszliśmy do jakiejś szosy. Bill, który nas tu przyprowadził nie wiedział gdzie my jesteśmy. Zdenerwowałam się, bo była już 18. Gdy wyszliśmy już z lasu była 19, a jeszcze musieliśmy przejść przez całe miasto. Trochę przyśpieszyłam w kroku:
- Gdzie się tak śpieszysz?? – Tom podbiegł do mnie.
- Nie musisz wiedzieć. – nawet na niego nie spojrzałam.
- Wiem, że się z kimś spotykasz. To jest ten z centrum?? Tak?? – spojrzałam mu w oczy. – Aha… Mogłaś powiedzieć to byśmy nie szli tak daleko od d…
- Dobrze wiem! Mój błąd! Ty nie powinieneś o tym w ogóle wiedzieć… – zatrzymałam się i poszłam przypomnieć dziewczyną o naszym spotkaniu. Postanowiliśmy jechać taxówką. Gdy byliśmy już w domu była 19:30. Szybko przebrałyśmy się i zrobiłyśmy lekki makijaż, no i dochodziła 20.
- Chyba źle robimy spóźniając się na pierwszą randkę. – Magda.
- Magda! To nie jest randka! – pokrzyczałam ją na żarty (;))
- Spoko. Dojdziemy tam w pięć minut, a jest 20. Więc musimy się bujnąć.
- Dobrze już dobrze… – założyłyśmy buty i popędziłyśmy do parku. Z oddali widziałam tylko trzy postacie. – Co ich tak mało?? – zaśmiałam się. Zbliżaliśmy się do nich powoli, trzymałam kontakt wzrokowy z Bobbym. Gdy już do nich doszliśmy podałam mu rękę on pocałował delikatnie. – A gdzie jest Wasz czwarty kolega??
- Niestety nie mógł przyjść, bo ma rodzinę z Anglii. – Bobby.
- No to gdzie nas zabieracie?? – Magda.
- Może pójdziemy do kina?? – Bobby.
- Fajnie… – Magda.
Poszliśmy do tego kina, nawet nie wiedziałam, na jaki film, ale dowiedziałam się w trakcie (;P). Usiedliśmy tak: Doug, Magda, Anka, Adam (odstęp) Bobby i ja. Jak była scena, że się całują Bobby nachylił się nade mną i mnie namiętnie pocałował.
- Świetnie całujesz. – rzekł kontynuując pocałunek.
Gdy film się już skończył odprowadzili nas do domu.
- Ale się nagadaliśmy! – Anka.
- Następnym razem nie idziemy do kina… – Doug.
- Spoko. To na razie. – pożegnałyśmy się grzecznie i poszłyśmy już do domu po całym dniu na nogach.
Poszłyśmy się umyć i położyłyśmy się spać. Gdy już prawie spałyśmy przyszła do nas Kasia.
- Dziewczyny wiecie, że jutro idziecie do szkoły?? – zapytałam zapalając światło. – Musicie się denerwować, ale zapisałam Was do jednej klasy.
- No to fajnie. – wymamrotałam pod nosem.
- Macie jutro, na 10 więc się wyśpicie. – uśmiechnęła się do mnie, ja oczywiście odwzajemniłam uśmiechach. – Kupiłam Wam książki mam nadzieję, ze nie będzie to Wasz najgorszy dzień w szkole. Dobranoc. – zasiała światło i poszła.
- Ej… słyszałyście „ mam nadzieję, że to nie będzie Wasz najgorszy dzień w szkole” – nikt mi nie odpowiedział. – Fajnie. Dobranoc! – niestety dziewczyny spały. Obudziły mnie dziewczyny, żebym się szybko szykowała do nowej szkoły. Tylko my zostałyśmy w domu, wszyscy gdzieś musieli wyjść.
- Boże jak mi się nie chce iść… – narzekała Anka chrupiąc kanapkę.
- Mi też. – ja.
- Zjedz coś i wychodzimy, bo chłopaki mają nas zaprowadzić. – i wybiegła z kuchni. Ja siedziałam wpatrując się w podłogę i tak minęło mi dziesięć minut. Oczywiście nie zjadłam śniadania. Wyszłyśmy przed hotel czekali tam już chłopcy.
