2010
01.07

opowiadanie #27

Podeszłam do nich jakaś taka smutna, Tom to pierwszy zauważył:
- Co się stało?? – wziął mnie na bok.
- Nic… – i odeszłam.
Doszliśmy szczęśliwie do szkoły chłopcy nas odprowadzili pod naszą klasę. Nawet nie zapoznałam się z planem lekcji na cały tydzień. Zadzwonił dzwonek, chłopcy poszli pod swoją klasę i przyszła nasza pani. Otworzyła klasę i wpuściła nas do niej:
- Dzień dobry moje kochane żabcie. Witam Was na lekcji biologii. Chciałam Was zapoznać z nowymi koleżankami, które zapisały się do naszej klasy, bo bardzo lubią się uczyć. – gdy to mówiła nie mogłam wyrobić ze śmiechu. – Proszę Was do siebie dziewczynki. – podeszłyśmy do biurka. – Przedstawcie się, proszę. – popatrzyłam na nią trochę. – No proszę…
- Ja jestem Sylwia i pochodzę z Polski. Mam… 15 lat. – powiedziałam niepewnie.
- A ja jestem Ania i też jestem z Polski. Także mam 15 lat. – odeszła krok do tyłu i czekała aż Magda coś powie.
- Ja jestem Magda i mam 15 lat i również pochodzę z Polski. – uśmiechnęła się i poszłyśmy do swoich ławek.
- Otwórzcie proszę zeszyciki i zapiszcie temat. – pani podała temat i dała nam zadania które zrobiliśmy na lekcji i zadzwonił dzwonek. Wszyscy spakowali się i wybiegli na przerwę. Ja z dziewczynami wyszłyśmy na dwór. Czekali tam na nas chłopaki.
- Jak tam po pierwszej lekcji?? – Tom.
- Spoko… – odpowiedziałyśmy siadając na ławce.
- No to dobrze. – westchnął.
- Nie musicie dla nas chodzić do szkoły, jeśli nie chcecie. Poradzimy sobie. – Anka.
- Ale my chcemy!! – Bill.
- Nie musisz krzyczeć. – nagle podbiegła do nas jakaś dziewczyna.
- Bill!! Bill, Bill! Możesz mi dać swój autograf?? – zapytała podając mu karteczkę.
- Jasne. – podpisał i oddał dziewczynie karteczkę.
- A może jeszcze zdjęcie sobie ze mną zrobisz?? – zrobiła ładne oczka.
- Ok. – Bill podniecony zapolował do zdjęcia.
- Ale ja dawno tego nie robiłem. – wrócił do nas czarnowłosy i włożył ręce do kieszeni, a my zaczęliśmy się z niego śmiać. – O co Wam chodzi?!?
- Dawno tego nie robiłeś… – powiedziałam ledwo przez śmiech.
- Ale śmieszne… – odwrócił się i poszedł.
- Bill, przestań… – złapałam go za rękę, on się odwrócił i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Na następnej przerwie pogadamy. Idę do łazienki. – poszedł, a my zostaliśmy na ławce.
Wkońcu przerwa się skończyła i poszliśmy na lekcje. Teraz mieliśmy matematykę później muzyka, niemiecki i angielski. Klasa jest bardzo fajna, lecz nie zapamiętam wszystkich imion (:PP) Gdy już wychodziłyśmy ze szkoły Gustav do nas podbiegł zdyszany:
- Poczekajcie na nas przed szkołą chwileczkę. – i już go nie było.
- Spoko. – powiedziałam chyba do ściany, bo go już nie było. Poszłyśmy przed szkołę i usiadłyśmy na trybunach przy boisku. Jakaś klasa miała wtedy WF. Oczywiście byli to nasi chłopcy, Bobby i reszta. Grali w nogę. Kibicowałyśmy im jak na prawdziwym meczu. Na przerwę przybiegli do nas, Bobby chciał się popisać przed kolegami i mnie pocałował:
- Co to miało być?!? – krzyknęłam, a dziewczyny się na nas patrzyły.
- Sorry. Nie chciałem.
- Dobrze… wiem. Chciałeś się mną zabawić!! – wkurzyłam się na niego bardzo i zeszłam z trybun.
- Co Ty wogóle gadasz??!!! – Bobby.
Nieszczęście chciało i spadłam z trzech ostatnich schodków. Wszyscy czekali aż się podniosę, ale coś za długo to trwało. Dziewczyny, Bobby i pan od WF podbiegli do mnie. Zaczęli mnie pukać po twarzy. Otworzyłam oczy.
- Co się stało? – obudziłam się na kolanach Bobbiego u pielęgniarki szkolnej.
- Spadłaś i walnęłaś się w głowę. – spojrzałam na moje prawe kolano, miałam bardo starte i jeszcze krew leciała.
- O matko… jaka ja niezdara. – próbowałam wstać, ale mi na to nie pozwolił.
- Nie możesz wstać, odpocznij trochę. – położył rękę na mój brzuch i spojrzał uroczo.
- Nie mogę. Pani Kasia się będzie martwić! – wstałam i wybiegłam z pomieszczenia. Trzasnęłam za sobą drzwiami, a dziewczyny czekały przed gabinetem.
- Nic Ci nie jest?? – zapytały biorąc mnie pod pachę.
- Dlaczego Wy ze mną nie weszłyście do środka??
- No, bo Bobby Cię przyniósł do niej a my już nie mogłyśmy wejść. – posmuciła się Magda.
- Spoko…! – krzyknęłam i pociągnęłam sobie spodnie bo mnie w ranę na kolanu uwierały. I szłam jak ta parolitka przez korytarz, ciągnąc za sobą lewą nogę.
W gabinecie:
- Bardzo mi się podoba jak dbasz o swoją dziewczynę Bobby. – pani uśmiechnęła się do niego.
- Dziękuję… ja już pójdę, bo muszę ją odprowadzić do domu. Do widzenia. – wyszedł z gabinetu i pobiegł za mną. – Sylwia!!! Zaczekaj!! – darł się z drugiego końca korytarza.
- Zostaw mnie… Dziewczyny mnie odprowadzą!! – nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie mogę z Wami iść??
- No dobra chodź… Sorry, ale to wszystko mnie przeraża. Pierwszy dzień w szkole… – zacięłam się. – I nieszczęście na mnie spadło.
- No nie wiem. Masz mnie… – wziął mnie za rękę a ja się jakoś od niego uwolniłam.
Gdy już byłyśmy przed hotelem Bobby się z nami pożegnał. Weszłyśmy ledwo na górę, bo ja nieszczęśliwa nogę miałam poturbowaną a windy były zajęte. Jakoś dotarłyśmy na górę. Anka otworzyła drzwi zawitała nas w nich Kasia ze szmatką w ręku.
- Gdzie Wy się podziewałyście!!!??? – krzyczała, że aż sąsiedzi z lokalów powychodzili. – Martwiłam się o Was!!!!!!
- Kasiu… przepraszam, ale był drobny wypadek. – Kasia spojrzała najpierw na Ankę później na Magdę ni i wkońcu na mnie.
- O boże, co się stało?? – podbiegła do mnie.
- Nic poważnego… – położyłam plecak na ziemi i kulałam do salonu.
- Właśnie widzę.
- Tylko spadłam z trybun. – pocieszałam ją.
- Tylko?? Mi to wygląda jak byś spadała z dachu. – zaśmiała się.
- Bardzo śmieszne… najgorsze jest to, że nie pamiętam, co się stało przed tym.
- Może i to dobrze. – powiedziała cicho Anka.
- Co?? – ja.
- Nie nic, nic…
- Dobra odrabiajcie lekcje i podam obiad.
- Ok. – rzekłam i poszłam po plecak no i później do pokoju robić lekcje. Miałyśmy tylko jedno biurko i takie nie za bardzo, więc wszystkie robiłyśmy lekcje na łóżku. Gdy skończyłyśmy poszłyśmy na obiad.
- Boli Cię ta noga, bo wygląda okropnie?? – Kasia zamartwiała się.
- No szczypie troszeczkę.
- A jak to się stało??
- Na WF przewróciłam się na trybunach.
- Dziś chyba nie macie WF… – Kasia podała talerz z zupą.
- No po lekcjach się przewróciłam.
- A jak doszłaś do pielęgniarki??
- Kolega mi pomógł…
- Jaki??
- Kasia! To tylko mój kolega…
- Chce tylko wiedzieć, z kim się zadajesz. – podała mi kromkę chleba i wszyła z kuchni, do salonu. Ja wzięłam się za jedzenie zupy i po chwili pojawiły się dziewczyny.
- Czujesz coś do Bobbiego?? – Anka wysunęła sobie krzesełko żeby usiąść.
- Nie wiem… – rzekłam bawiąc się zupą.
- Bo mi się wydaje, że on do Ciebie nic nie czuje, a udaje, że tak.
- Proszę nie mów mi tego. – powiedziałam wychodząc z kuchni nie kończąc zupy.
- Sylwia…! – Anka spojrzała na Magdę, nie wiedziały, co się stało. Ja poszłam do pokoju robić lekcje. Gdy dziewczyny się naradziły w kuchni przyszły do mnie. – Idziesz z nami na miasto na zakupy??
- Nie chce mi się… – odpowiedziałam dalej patrząc w zeszyt.
- Sylwia. Przestań. Wiesz jak nam to przeszkadza jak nie masz humoru?? Mam nadzieję, że nie… – uśmiechnęła się. – No to szykuj się, później odrobisz lekcje.
- Już. – wstałam i ubrałam inne spodnie, bo tamte były brudne od krwi (:P)
- No to fajnie. – uszykowałyśmy się i poszłyśmy do Kasi po pieniądze. Dała nam niezłą sumkę. Zamówiłyśmy taxówkę ze względu na mnie, bo nie za bardzo mogłam chodzić, ale na mieście jakoś dawałam sobie radę. Wchodząc do pierwszego sklepu zobaczyłam Bobbiego.
- Nie on tu jest… – zaczęłam się chować za straganami z ciuchami.
- Kto?? – dziewczyny mnie naśladowały (chowając się :P P)
- Bobby.
- Aha. – Magda.
Gdy już wszedł ze sklepu poczekałam aż się oddali i dopiero wtedy wyszłam z ukrycia. Wszyscy się na nas patrzyli jak na jakieś chore, ale nam to nie przeszkadzało. Obejrzałyśmy kilka ciuchów i wyszłyśmy ze sklepu.
- Teraz idziemy tam… – Anka pokazała na nasz ulubiony sklep (:PP)
- Ja nigdy w Housie nie byłam. – Magda wytknęła nam język.
- Heh… – wzruszyłam ramionami i poszłam za dziewczynami z kulawą nogą, oczywiście szedł Bobby. Ja się złapałam za głowę i chciałam się wrócić, ale dziewczyny mnie złapały.
- Cześć dziewczyny! Sylwia jak tam noga??
- Siemanko! A trochę boli, ale da się chodzić. My musimy iść, bo się umówiłyśmy. – powiedziałam nie zatrzymując się i ani nie spojrzałam na niego. Ale on mnie dogonił, bo szłam wolno ze względu na nogę (:PP)
- Dobra pogadamy jutro w szkole…
- Ale ja jutro nie idę do szkoły! – mówiłam szybko.
- No to jak będzie okazja słonko. – uśmiechnął się, ja słysząc to zatrzymałam się, ale poszłam dalej, bo nie chciałam już z nim gadać.
- Teraz będziesz go unikać?? – Anka.
- Tak, bo chcę o nim zapomnieć!!
- No ale nie w taki sposób.
- A w jaki?!?
- Nie wiem… ale tak na pewno o nim nie zapomnisz.
- Dobra nie kłóćmy się. To jest bez sensu. Ja muszę sobie sama poradzić. Przynajmniej spróbuję. – weszłyśmy do tego sklepu i tam się obkupiłyśmy! Anka sobie kupiła spodnie zielone i bluzkę żółtą i do tego bluzę zieloną, Magda spodnie dżinsy bluzę białą i koszulkę też białą. Ja sobie kupiłam dżinsy, siwą bluzę i niebieską podkoszulkę. Bardzo dużo zapłaciłyśmy. Już więcej się nie wybierzemy same na zakupy. Wróciłyśmy pieszo, ja ledwo doszłam do domu. Zawitał nas w domu Tom i Bill:
- Cześć dziewczyny! Jak tam?? – Bill.
- O cześć. – ja.
- Cześć, co Wy tu robicie?? – Anka.
- Przyszliśmy do Was. – uśmiechnął się Gucio.
- Fajnie… – ja.
- Gdzie byłyście?? – Tom zapytał z pewnością, że się umówiłyśmy z Bobbim.
- Na mieście. – Magda. Weszłyśmy do pokoju, był niezły burdel. Wszystkie ciuchy z szafy leżały na łóżkach i książki porozwalane po całym pokoju, a najgorsze było to, że leżała też nasza bielizna.
- Uuuuu…! Co tu się działo?? – Tom klasnął w dłonie i usiadł na moim łóżku.
- Ostro! – syknął Bill.
- Przepraszamy za ten bałagan. – wszystko wepchałyśmy do szafy i rozpakowałyśmy zakupy.
- Nie ma sprawy. – Każdy się rozsiadł na łóżkach, a Georg n a fotelu. Bill na Anki, Gucio na Magdy, a Tom na moim (:))