2010
01.13

opowiadanie #28

Siedzieliśmy tak do późna w nocy. Gdy już wszyli, przygotowałyśmy się do spania i poszłyśmy spać. Musiałyśmy wstać, na 9, więc się troszkę wyspałyśmy. Kasia nam przygotowała śniadanie:
- Dziś po Was przyjedzie szofer. Nie umawiaj się z chłopcami. – powiedziała Kasia, pokazując szofera na zdjęciu.
- Co?? Jaki szofer?? – zdziwiłam się.
- Nie mówiłam Ci?? – zdziwiła się. – Mówiłam, pamiętam.- przypomniała sobie.
- Może i tak, ale ja nie pamiętam…
- Ale musicie z nim jeździć.
- Dlaczego??
- No, bo mama za niego płaci i chyba nie chciałabyś żeby te pieniądze przepadły.
- No nie chce, ale nie wiedziałam, że nas na coś takiego stać. – skrzywiłam się i wyszłam z kuchni.
- Masz bułkę do szkoły!!
- Nie chcę. – zamknęłam się w łazience i siedziałam tam resztę czasu dopóki nie przyjechał szofer.
- Sylwia!! Wychodź z tej łazienki!! – Kasia ustała przy drzwiach i słuchała, co tam robię. Usłyszała tylko ciszę. – Sylwia jesteś tam??!! – szarpnęła za klamkę. Nadal się nikt nie odzywał, Kasia pobiegła po Mateusza do sypialni. On otworzył drzwi i zobaczyli mnie leżącą na podłodze przy wannie. – Boże Sylwia. Obudź się!! – nie chciałam się obudzić.
- Zadzwonię na pogotowie. – Mateusz wybiegł z łazienki i po chwili zjawili się lekarze.
- Co się stało?!? – weszła do łazienki Ania i Magda.
- Nie wiem… weszłam i zobaczyłam ją w takim stanie.
- Kurdem. Wiedziałam, że tak będzie. – szepnęła Anka. – Ona powinna więcej jeść! – wkurzyła się podnosząc głos.
- Przecież jadła. – w tej chwili wparowali lekarze do łazienki, zabrali mnie do wozu i Kasia ze mną, a Mateusz z dziewczynami samochodem.

U lekarzy:
- Co się stało?? – Kasia.
- Podajże upadła i straciła przytomność. Nie wiem, kiedy się obudzi, to musiał być silny upadek. – lekarz wytłumaczył robiąc mi jakieś badanie.
- Aha… – Kasia usiadła koło mnie wzięła mnie za rękę i mocno ścisnęła.
Lekarze wnieśli mnie do szpitala zrobili znów małe badanie, Kasia czekała na wyniki przed salą. Lekarza wyszedł, Kasia zerwała się z siedzenia:
- Wyniki wykryły mocne uderzenie w głowę.
- Ale przecież w łazience leżała na środku, więc nie mogła się w nic uderzyć. – Kasia spojrzała na Ankę i Magdę. – Co się wydarzyło po lekcjach na trybunach??
- No… Sylwia spadła z trybun. Gdzieś z trzech schodków.
- I pielęgniarka tylko jej zrobiła okład pewnie!! – zdenerwowała się.
- Nie byłyśmy z nią w środku, nie wiem. – spojrzała na dziewczyny ze złością dziewczyny przestraszyły się i usiadły.
- Co z nią teraz będzie?? – kontynuowała rozmowę Kasia z lekarzem.
- No nie wiadomo, kiedy się obudzi. I miejmy nadzieję, że będzie wszystko pamiętać. – westchnął lekarz odchodząc już od nas.
- O matko… – zdenerwowana usiadła na krześle u boku miała Mateusza, który ją pocieszał.
Zbliżała się godzina obiadowa, Kasia siedziała na korytarzu i czekała aż się obudzę.
- Chodźmy już do domu. – narzekał Mateusz.
- Nie…
- Jak się obudzi to zdzwonią do nas. – pomyślała chwilkę i ruszyła się z miejsca, wkońcu.
- Nareszcie!! – Anka. – Jedziemy do domu?? – podeszła do Mateusza.
- Tak… – odpowiedział jej i poszedł porozmawiać z lekarzem.
Wsiedli do samochodu i pojechali. Weszli do lokalu i zrobili sobie coś do jedzenia.
- Ale ja jestem głodna. – Kasia.
- No to może zamówimy pizze?? – zaproponowała Magda.
- Wykręć numer. Ja zamówię. – Mateusz.
- Ok… ale z pieczarkami. – Magda wzięła słuchawkę do ręki i wykręciła numer. Mateusz zrobił resztę. Przywieźli pizze i zjedli. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Był to oczywiście Tom. Nikt nie odbierał dredziaż zaczął się martwić. Dziewczyny chodziły normalnie do szkoły przez cały tydzień, gadały z chłopakami. Tom o niczym nie wiedział, a reszta wiedziała, nie mówili mu, bo się martwili, że coś się stanie z Bobbim. Wkońcu nadszedł ten dzień, było to już po lekcjach, oglądali trening drużyny piłkarskiej reprezentującej naszej szkoły (w tym Bobby):
- Dlaczego Sylwia nie chodzi do szkoły?? – zaczął Tom.
- Siedzi w domu, bo jest chora. – odpowiedziała Anka sięgając po telefon.
- A co się stało??
- Przeziębiła się…
- A czemu jej nigdy nie ma w domu jak u Was jesteśmy??
- Tom…?? – wkurzyła się Anka.
- No, co. – Anka spojrzała się na Billa, pomyślała, że to on mu powiedział, lecz on zaprzeczył kiwnięciem głowy.
- Powiem Ci, ale jak będziesz miał lepszy humor.
- Przecież mam dobry humor… – uśmiechnął się.
- Bo ona leży w szpitalu i w śpiączce jest… – rzekła niepewnie Anka.
- Że co?!? – Tom zaczął robić kółka wokół Gucia. – I Wy to wiedzieliście?!!!! – wydarł się patrząc na Billa.
- Sorry, ale nie mogliśmy Ci powiedzieć… – Gustav.
- Dlaczego?? Dlaczego ja zawsze się dowiaduje ostatni!! – wkurzył się.
- Zrozum nas… – Magda.
- Właśnie nie mogę. I nie mówcie, że ten głupek o tym wie!! – pokazał palcem na boisko patrząc się na Ankę.
- Nie wie… Ale chyba się domyślił, bo on przy tym wypadku był i to było przez…
- Po prostu nie wie. – przerwał jej Bill.
- Szpital który w nim jest?? – złapał się za usta. – W którym szpitalu leży. Sorry zdenerwowałem się.
- Spoko. Pójdziemy, ale to później, bo jeszcze trzeba zajrzeć do domu. – Anka.
- Ja chce teraz! Mogę sam iść, ale powiedźcie mi gdzie ona leży!!!!
- W naszym. – powiedział Bill.
- Aha… – zarzucił plecak na ramię i zbiegł po schodach.
- Tom po woli!! – ostrzegała go Anka, a on tylko im pomachał na pożegnanie. Jak już dotarł wbiegł obijając się o wszystkich i spytał pielęgniarki gdzie leże. Gdy już dowiedział się poszedł w tamtym kierunku. Pociągnął za klamkę od drzwi podszedł do mnie i złapał za rękę.
- Boże… jak Ty wyglądasz. – po poliku spłynęła mu łza (wcale tak źle nie wyglądałam ;P) – Obudź się proszę… – nagle wszedł do sali doktor.
- A co pan tu robi?? – zapytał i Tom się odwrócił. – Możesz zostać. – uśmiechnął się do niego.
- A co się jej tak w ogóle dolega?? – spytał Tom nadal trzymając mnie za rękę.
- No mi, jako doktorowi zdaje się, że upadła i to był dość silny upadek. Organizm nie zareagował od razu i nie pojawił się ten problem po kilku dniach… i to też z osłabienia. – wyjaśnił.
- A długo będzie w śpiączce??
- Chciałbym Ci powiedzieć, ale nie wiem, ale miejmy nadzieję, że to już niedługo.
- Aha… a są podejrzenia, że już nie obudzi??
- Nie no, co pan. – zaśmiał się doktorek, a Tom odwrócił się do mnie. – Widać, że nie w humorze pan jest. Nie martw się niedługo powinna się obudzić. – uśmiechnął się do niego i wyszedł. Tom siedział u mnie cały dzień, wreszcie przyszła Kasia, gdy go zobaczyła zdziwiła się, że o tym wie.
- Cześć Tom! – powiedziała podchodząc do łóżka.
- Dzień dobry. – odpowiedział szybko.
- Długo tu siedzisz?? – położyła torebkę na stoliku i przysunęła sobie krzesełko do łóżka.
- Od 14…
- Ooo… to już dosyć długo. – spojrzała na zegarek. – No nieźle 7 godzin, bo jest przed 21…
- Nom…
- Może idź do domu, prześpij się i do szkoły musisz wstać ja tu z nią posiedzę.
- Nie, nie ja tu z nią będę cały czas dopóki się nie obudzi.
- A jak się obudzi to nie będziesz przy niej??
- No też będę…
- No to chyba lepiej jak się obudzi żebyś przy niej był, a nie jak jest w śpiączce. – popatrzyła na jego rękę, trzymał mnie cały czas od pory gdy przyszedł.
- Ale ja chce przy niej zostać…!
- Jak chcesz… ja zaraz przyjdę tylko porozmawiam z lekarzem.
- Dobrze. – Kasia poszła porozmawiać z doktorem i zrobiła sobie kawę. Posiedziała trochę z Tomem i pojechała do domu ok. 23, ale Tom został. Gdy pojechała nudził się trochę i przysnął. Obudziło go ruch mojej ręki. Otworzył szybko oczy popatrzył się na mnie, widział, że próbuję otworzyć oczy:
- Sylwia. Słyszysz mnie?? – ukucnął przy mnie. Próbowałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. – Doktorze!! – wydarł się Tom.
- Co się stało?? – wleciał zdenerwowany. – O obudziła się nasza śpiąca królewna. – uspokoił się i uśmiechnął się. Przyłożył rękę do mojego czoła. – Ale jest zgrzana. Co zrobiłeś, że się obudziła??
- Wszystko…
- Możesz iść już do domu przespać się, ja się nią zajmę.
- Nie ja chcę z nią zostać! – zaprzeczał.
- Jak chcesz… Twój wybór. – doktor mówił sobie coś pod nosem, a Tom musiał tego słuchać. – Sylwia. Dobrze się czujesz?? – pytał mnie doktor. Pokiwałam głową na „tak” – Synuś… nie przemęczaj jej za bardzo. Chyba wiesz, o co mi chodzi. – spojrzał na Toma spoko oka.
- Oczywiście… – uśmiechnął się i spuścił głowę.
- Trzymam Cię chłopcze za słowo. – poprawił mi poduszkę i wyszedł. Tom cały czas się do mnie uśmiechał, ładnie wyglądał.
- Dobrze się czujesz?? – poprawił mi włosy i zbliżył się do mnie.
- Dobrze… – powiedziałam z trudnością.
- No to dobrze. – pocałował mnie w policzek i usiadł z powrotem na krzesło. Siedział przy mnie cały czas aż zasnęłam, on też się trochę zdrzemną, ale gdy tylko słońce wpadło do sali obudził się. Pocałował mnie w czoło i wyszedł do łazienki, po drodze spotkał Ankę i Magdę z Mateuszem i Kasią.
- Tom?!? Co Ty tu jeszcze robisz?? – Kasia.
- Zostałem z Sylwią. Obudziła się dziś nad ranem. – powiedział uradowany. Kasia szybko pobiegła do mnie. Ustała nad łóżkiem
- Kochanie! Dobrze się czujesz?? – wszedł do pokoju doktor.
- Proszę jej nie przemęczać, teraz musi odpocząć. Bo jest wyczerpana i nie do końca się obudziła.
- Dobrze… A kiedy będzie mogła wyjść?? – Kasia.
- Jak wyzdrowieje. Przepraszam, ale muszę jej zmienić kroplówkę, mogę panią przeprosić. – Kasia odeszła od łóżka. Dziewczyny poszły do szkoły a Kasia, Mateusz i Tom zostali ze mną. Gadali cały czas coś do mnie, a ja na połowę rzeczy nie odpowiadałam, bo nie miałam siły. Tak minęło pół dnia później Kasia poszła do pracy i przyszły do mnie dziewczyny prosto ze szkoły.
- Cześć Sylwuś! – ucałowały mnie i położyły plecaki koło łóżka. – Jak tam się czujesz?? – Anka.
- Nie jest tak źle…- uśmiechnęłam się.
- No to dobrze. – Ania.
- A Ty Tom tu cały czas tu siedzisz?? – Magda.
- Odkąd się dowiedziałem… – odpowiedział.
Pogadaliśmy trochę, pośmialiśmy się. Nagle zobaczyłam w drzwiach Bobbiego z kwiatami w ręku. Tom aż wstał z krzesła, a ja pokiwałam głową na „nie”.