2010
01.16

opowiadanie #29

Dobrze mi było w jego ramionach, ale nie tak jak u Toma, po kilku minutach mi przeszło i przestałam płakać:
- Już dobrze. – blondynek zrobił mi żółwika na głowie i uśmiechnął się.
- No. Idziemy do pokoju??
- Nie Ty tu zostań ja zawołam Toma. – po chwili stał obok mnie. – Przepraszam, Cię.
- Ale za co…??
- Nie wiem, ale zapomnij o tym, co się wydarzyło na trybunach i o tym że to było przez Bobbiego. – Tom złożył dłoń w piąstkę i ugryzł jedną z nich.
- Nie będzie łatwo… – westchnął.
- Ale spróbuj.
- Spróbować zawsze można.
- No to?? – wzięłam go za rękę i spojrzałam mu w oczy. – Zrób to dla mnie. – gdy to mówiłam czułam się jak jego dziewczyna i w głowie pokazywał mi się tylko jeden obraz „jak go całuję”. Nie mogłam się powstrzymać i to zrobiłam. On się zdziwił na początku nie wykonywał żadnych ruchów rękoma, ale po chwili doszło do niego to, co się dzieje. Tylko odwzajemnił namiętny pocałunek i złapał mnie za pośladki i podniósł do góry wszyscy, co byli w pokoju wynieśli się do salonu, Tom to wiedział i zaniósł mnie do pokoju wchodząc przez drzwi pociągnął za sznurek i zasłoniły się żaluzje i położyliśmy się na moje łóżko. Dredziaż po woli zdejmował mi bluzkę, gdy już byłam bez niej ja mu zdjęłam bluzę i koszulkę. To, co się działo nie było kontrolowane przez żadne z nas. Jego ręka kierowała się do rozpięcia spodni, Lecz na kontynuacje tego czynu nie pozwolił na Bill, bo zapukał do drzwi, po czym wszedł bez naszej odpowiedzi:
- Wychoddddzzzziiiiimmmmyyyy… – przedłużał widząc Tom na mnie bez koszulek.
- Bil to nie jest tak jak myślisz. – próbowałam mu to wytłumaczyć ubierając bluzkę.
- Później porozmawiamy! – zamknął za sobą drzwi, był bardzo zdenerwowany po tym co zobaczył. Gdy już wyszliśmy z pokoju nie wiedziałam jak się zachowywać w stosunku to Billa. Wkońcu wzięłam go na bok i powiedziałam:
- Nie mów tego nikomu. – szepnęłam.
- Bardzo mnie zaskoczyłaś tym, co zrobiliśmy. Jak bym nie wszedł to nie wiem do czego by doszło.
- Do niczego by nie doszło ja znam granice.
- Jak Was zastałem w takiej sytuacji to na to nie wyglądało. – skrzywił się.
- Proszę nie mów tego nikomu. Dziewczynom sama powiem.
- Dobra. Jak nie powiesz tego w ciągu tygodnia to ja to zrobię.
- Co Wy tak tam szepczecie?? – zapytała Anka.
- Dobra. – odpowiedziałam Billowi. – A nic… – machnęłam ręką i wszyscy poszliśmy w kierunku naszego parku. Tym razem nie było wolnych ławek, postanowiliśmy iść do baru na rogu skrzyżowania. Usiedliśmy na dworze pod parasolem, po kilku minutach przyszła kelnerka.
- Co podać?? – spytała przygotowując sobie karteczkę, żeby zanotować.
- Ja poproszę dwie Warki. – Georg. – Dziewczyny chcecie coś do picia?? – spytał.
- Nom. Po jednym Kasztelanie. – uśmiechnęłam się do niego.
- No to dwie Warki i trzy Kasztelany. – potwierdził.
- A dla panów. – spojrzała się na Gustava. Wiedziała, że on jest już pełnoletni.
- Ja poproszę pięć Żubrów. – pani się uśmiechnęła i poszła po zamówienie.
- Proszę. I poproszę Was, żebyście puszki wyrzucili do tego śmietnika. – pokazała nam na specjalny pojemnik na puszki.
- Dobrze… – Gucio.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się na koniec gdy już odeszła wszyscy otworzyli sobie puszkę.
- Ten, kto pierwszy wypije… śpi dzisiaj ze mną! – ogłosił Tom. Nikt nie zareagował. – Fajnie… – posmucił się, nagle ja zaczęłam pić i ze mną dziewczyny. Nie wypiłam do końca ani Anka ani Magda. Chłopcy sprawdzili, kto wypił najwięcej wypadło, że Magda.
- Sylwia, odstąpcie Ci moje miejsce, ja wolę z Guciem się przespać. – puściła mu oczko.
- Mi też to pasuje. – wtrącił Tom popijając z puszki. Gdy już opróżniliśmy wszystko Georg poszedł ślaczkiem wyrzucić puszki. Wszyscy mu się przyglądali, a my się śmialiśmy. Bill, aż się położył na stole od śmiechu. Byliśmy bardzo głośno i nas wyproszono z baru, poszliśmy do parku wkońcu zwolniła się jedna ławka ale nie wszyscy się zmieścili. Gustav stał.
- Nudzi mi się. Chcecie piwo jeszcze??
- Ja chce… – uśmiechnęłam się do niego.
- Ok. Ktoś jeszcze??
- Ja. – Anka.
- I ja… – Magda.
- Ja zaraz wracam. – Gucio wstąpił do najbliższego sklepu i po chwili zjawił się. Robiło się po woli ciemno. Wręczył nam picie i po chwili go już nie było. Mi się ostro kręciło w głowie. Jednym zdaniem upiłam się (:PP) Dochodziła godzina 20:30. Już mi było troszeczkę lepiej, więc wstałam, ale zakręciło mi się w głowie, o mało się nie przewróciłam. Postałam chwile.
- Ale mi się chce spać. – i przewróciłam się. Nikt nie zareagował, oczywiście Bobbiego nie mogło nigdzie zabraknąć. Zauważył chłopaków siedzących na ławce i dziewczyny, niestety mnie nie widział, bo leżałam pod krzakami. Powiedział kolegom i podeszli do nas.
- Sylwia, co się stało?? – podniósł mi głowę.
- Śpię… śpię… śpię. – cały czas to powtarzałam z wielkim uśmiechem.
- Obudź się. – poklepał mnie po polikach i obudziłam się (;))
- Cześć. Co Ty tutaj robisz?? – spytałam podnosząc się.
- Dobrze się czujesz?? – próbował mi pomóc lecz ja na to nie wyraziłam zgody i go kopałam w nogę. – O boże, sorry nie chciałam. – złapałam się za głowę i zakręciło mi się znów w głowie. Nagle poczułam się jak w śnie, nogi mi się ugięły na szczęście jego koledzy byli mnie w stanie złapać nad ziemią.
- Chodźmy je zaprowadzimy do domu. – zaproponował Doug (jeden z kolegów Bobbiego).
- Co z wypłoszami?? – zapytał drugi.
- Nie przezywajcie ich! – pokiwałam palcem i przekręciłam oczami. – To są moi przyjaciele.
- Dobra, bierzemy ich. – wzięli wszystkich i odprowadzili do nas. Otworzyła drzwi Kasia. Bardzo się zdziwiła to, co zobaczyła.
- Co to ma być?? – zapytała Bobbiego niosącego mnie na rękach, gdy przeszedł ze mną koło Kasi zajechało jej alkoholem. – Jak Ty ją tu przyniosłeś w takim stanie. – Bobby popatrzył po sobie, był cały czysty.
- Słucham?? – spytał po chwili.
- No przecież czuję, że wypiłeś. – Kasia chciała zamknąć drzwi, lecz zatamował je Doug. – Przepraszam, ale co się dzieje?!? – wkurzyła się Kasia.
- Znaleźliśmy ich w parku na ławce w takim stanie. I postanowiliśmy ich przynieść do domu.
- Ale połowa z nich to nie do mnie należą.
- Wiem, ale nie wiedzieliśmy gdzie mieszkają. – Bobby podszedł do drzwi. – Przepraszamy za zamieszanie. Do widzenia. – wszyscy wyszli i Kasia zamknęła za nimi drzwi. Gdy weszła do salonu zobaczyła ciała leżące na łóżkach i na podłodze.
- Boże, co oni wzięli. – zdziwiła się Kasia.
Położyła na oddzielnych łóżkach i tak nas zostawiła.
- Cześć kochanie!! – krzyczał Mateusz z drzwi, podchodząc do Kasi całując ją w policzek.
- Cześć. – odpowiedziała. – A jak tam w pracy??
- Dobrze. – spojrzał się na fotel, był na nim Georg. – Co on tu robi??
- Jest ich więcej. – zaśmiała się. Mateusz skrzywił się. – Chodź ci pokaże. – Kasia wstała, wzięła go pod pachę i zaprowadziła do naszego pokoju. Gdy otworzyła pokuj, Mateusz nie wiedział, o co chodzi.
- Co się im stało??
- Chyba coś wzięli albo wypili. Koledzy przynieśli ich do domu w takim stanie. – Mateusz podszedł do mnie i otworzył jedno oko.
- Upili się. – zaśmiał się.
- Niech wytrzeźwieją to z nimi porozmawiamy.
- Z wszystkimi?? – zdziwił się.
- Nie tylko z naszymi dziewczynkami.
- Ciekawe, co teraz sąsiedzi o nas powiedzą, raz chłopcy się pobili a teraz przyszli upici. Chyba musimy im to wszystko ograniczyć. – postanowił Mateusz wychodząc z pokoju. Kasia popędziła za nim. Zrobili sobie kolację przy świecach i ja się obudziłam. Weszłam do salonu, paliły się tylko świeczki.
- Dzień dobry. – powiedziałam wracając się do łazienki.
- Chyba dobry wieczór. – Kasia. Po mnie ślad zniknął. Mateusz zaniepokoił się i zapukał do drzwi.
- Coś się stało?? Odezwij się czy żyjesz??! – zaśmiał się.
- Biorę prysznic. – odkręciłam wodę. Usiadłam w wannie i woda leciała mi po twarzy. Musiałam się trochę orzeźwić. Pomogło mi to trochę. Zakręciłam wodę i ubrałam się w piżamę Mateusza. Później poszłam do kuchni.
- Sylwia… no bez przesady zdejmij moją piżamę. – narzekał Mateusz.
- Ciiiicho. Proszę Cię. – zamknęłam oczy z bólu głowy.
- Teraz ona będzie leczyła kaca. – powiedział pod nosem. Ja sięgnęłam po szklankę i nalałam sobie wody owocowej. Ze szklanką powędrowałam do pokoju. Postawiłam ją na szafce i zarzuciłam na siebie i Toma kołdrę (bo z nim spałam :P ) przez przypadek pościel zahaczyła o szklankę z wodą. Gdy już znalazła się na podłodze złapałam się za uszy i wszyscy się pobudzili. Po chwili w pokoju zjawili się Kasia i Mateusz.
- Co się stało?? – spytał Mateusz.
- Nic, chyba… – odpowiedziała Anka z przymrużonymi oczami.
- Gdzie Sylwia?? – Kasia.
- Tutaj. – wtrącił zaspany Tom, pokazując na mnie schowaną pod pościel. Kasie podeszła do naszego łóżka, w tym czasie Tom położył się z powrotem spać. Opiekunka delikatnie podniosła pościel, zobaczyła tam mnie już z zamkniętymi oczami.
- Już śpi… – uśmiechnęła się i wyszli z Mateuszem z pokoju.