2010
01.22

opowiadanie #29 bis

Nikt się nie odzywał przez dłużysz czas. Po kilku minutach, Bobby podszedł do mnie i wręczył mi kwiaty i pocałował mnie w policzek.
- Jak się czujesz?? – zapytał.
- Dobrze…
- Sorry, ale nie chciałem, żeby tak wyszło. To wszystko przeze mnie, przepraszam. – sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe pudełeczko a w nim pierścionek.
- Nie mogę tego przyjąć…
- No przyjmij to, proszę. – uśmiechnął się do mnie czule, wyciągnęłam rękę zaplątaną w kabelki. Włożył mi pierścionek i Tom wybiegł wkurzony z sali.
- Dzięki… – nachylił się nade mną i pocałował delikatnie w usta. Anka poszła za Tomem, a Magda została z nami.
- Sylwia, jak się czujesz? – podeszła do mnie.
- Już słyszałaś, dobrze. – uśmiechnęłam się.
- Musimy chyba poważnie porozmawiać. – podniosła głos Magda.
- Zamieniam się w słuch…
- Bobby, możesz wyjść na chwilę?
- Ja i tak muszę już spadać. Na razie. – miał mi dać buziaka na pożegnanie, ale Magda stała i tamowała przejście.
- Sylwia… kochasz go??
- Nie wiem…
- Jak przyjmujesz od niego takie prezenty i dajecie sobie buzi nie wiadomo, jakie to on sobie robi nadzieję i jeszcze go dobrze nie znamy. Mam nadzieję, że nie muszę Ci przypominać jak się przejechałaś na takim związku?
- Wiem… ale ja go chyba kocham.
- Ale musisz się upewnić jaki on jest. Zastanów się troszkę.
- Dzięki, dałaś mi trochę do zrozumienia, ale ja sama to powinnam wiedzieć. Chodź do mnie. – rozłożyłam ramiona i przytuliłyśmy się jak najmocniej się dało.
- Czemu na mnie nie poczekałyście? – weszła w tej chwili Anka do pokoju. Podeszła do nas i dołączyła.
- A gdzie Tom?? – spytałam.
- Poszedł do łazienki i gdzieś tam jeszcze. – Anka. – A gdzie Bobby.
- Wyszedł przed chwilą. – Magda.
- Aha… Kasia zaraz przyjdzie i Ci przyniesie pyszny obiadek. – Anka.
- Już się nie mogę doczekać. Niby byłam też osłabiona a w ogóle prawie jedzenia tu nie dostaje… – skrzywiłam się.
Pogadałyśmy trochę i przyszła Kasia z obiadkiem. Nakarmiła mnie i przyszedł lekarz:
- Co pani robi?? – spytał wjeżdżając z wózkiem jedzenia, gdy na to patrzyłam to robiło mi się niedobrze.
- Nic, nakarmiłam ją… – odpowiedziała przestraszona Kasia.
- Ale Sylwia dostaje dietetyczne dania, które ja jej przepisałem, żeby szybciej wyzdrowiała.
- A to przepraszam…
- Pani mnie nie przeprasza tylko Sylwie. – zaśmiał się.
- Dobra. A co ma pan dziś dla niej?? – spytała.
- Takie miksturki. Jeśli pani chce to może ją pani nakarmić. – zaproponował.
- To ja nie mam rąk?? – wtrąciłam. Chciałam podnieść rękę, ale nie mogłam przez te wszystkie przewody.
- Jeśli chcesz to oczywiście. – uśmiechnął się do mnie.
- Już dziękuję. Kasiu nakarmisz swoje maleństwo?? – zaczęłam się śmiać.
Kasia podeszła po jedzenie i zaczęła mnie karmić. Gdy już skończyła przyszedł Tom, widać było, że był strasznie smutny. Wszyscy się rozeszli, został oczywiście Tom.
- Co się stało?? – spytałam delikatnie.
- Kur…! Jeszcze pytasz?? – poniosły go emocje i walnął w parapet rękoma.
- Co się z Tobą dzieje??
- Nie pytaj…!!!! – powtórzył z podniesionym głosem.
- Jak ta rozmowa będzie się tak toczyła to możesz stąd wyjść!!
- Przepraszam, ale zrozum. Ja Cię kocham i nie mogę tego znieść jak się z nim…
- Przestań!! Ja go nie kocham!! – zaczęłam płakać (;)). Popatrzyliśmy się na siebie i Tom popatrzył na mnie ja opuściłam głowę.
- Przepraszam… – po woli podszedł do mnie. – Nie chciałem na Ciebie nakrzyczeć.
- Nie szkodzi… – popatrzyłam na niego mokrymi oczami od łez.
- Nie płacz. Nie mogłem opanować swoich emocji. Przepraszam. – nachylił się nade mną, wytarł łzy.
- Zostajesz tu na noc??
- A chcesz?? – pokiwałam głową. – Dobrze, zostanę. A dlaczego chcesz żebym został??
- No, bo… nie chcę siedzieć tu sama.
- Może niedługo przywiozą Ci koleżankę, albo kolegę. – Tom uśmiechnął się do mnie.
- Może… – odwzajemniłam uśmiech (;])
Lekarz przyniósł mi kolację, a Tom mnie nakarmił. Było przy tym trochę śmiechu, ale się najadłam. Gdy już zjedliśmy kolację poszliśmy spać. Tom spał obok na łóżku, ja nie mogłam spać, patrzyłam się na gwiazdy za oknem. Wyjęłam MP3 z szuflady i włączyłam wolną piosenkę „Avril Lavigne – My happy ending”. Po jakimś czasie zasnęłam. W nocy przyszła pielęgniarka i położyła sprzęt na szafce, żebym się nie udusiła przez kabelki od słuchawek. Następnego dnia rano o szóstej zdjęli mi trochę kabelków. Mogłam już sama jeść.

Minął tydzień pobytu w szpitalu, wkońcu mnie wypisali, był to czwartek. w szpitalu byłam trzy tygodnie a spałam dwa. Przyjechał po mnie Mateusz, Tom poszedł do domu. Gdy weszliśmy do lokalu (była to noc) chciałam zapalić światło, ale się nie dało:
- Mateusz, co jest ze światłem?? – spytałam bawiąc się pstryczkiem.
- Nie wiem… – położył moje walizki przy drzwiach i poszedł do kuchni.
- Zapal świeczkę! – krzyknęłam do niego.
- Chodź na chwilę do salonu!! – zawołał mnie.
- Myślałam, że jesteś w kuchni! – poszłam za głosem Mateusza, po drodze miałam kilka przeszkód ale pokonałam je bez żadnej przewrotki. Kiedy już doszłam do salonu, szłam przed siebie nie myśląc o niczym. Nagle poczułam coś uderzającego mnie w pasie. Była to kanapa, zrobiłam na niej fikołka i zalałam się podłodze po drugiej stronie. Nagle światło zapaliło się.
- Witamy w domu!!!!!! – krzyknęli wszyscy (Kasia, Mateusz, Ania, Magda, Bill, Tom, Gustav, Georg). Nie widzieli mnie. Popatrzyli po sobie.
- Ała… – powiedziałam wstając trzymając się za plecy. A wszyscy zaczęli się śmiać. – Bardzo śmieszne… Przed chwilą byłam w szpitalu i bym musiała jeszcze raz iść!
- A stało się coś?? – zaniepokoiła się Kasia.
- Nie… wszystko wporządku. – uśmiechnęłam się.
- No to bierzemy się za jedzenie! – krzyknęła Ania. Spojrzałam się na stół. Bardzo się ucieszyłam, bo było tak dużo pysznego jedzonka czego nie było w szpitalu. Gdy już zjedliśmy kolację wybraliśmy się na spacer do parku z chłopakami, a Kasia została posprzątać. Usiedliśmy na ławce i patrzyliśmy w gwizdy. Zrobiło się późno i wróciliśmy do domu. Uszykowałyśmy się do spania i zgasiłyśmy lampkę. Zasnęłam od razu, bardzo wygodnie mi się spało, bez żadnych kabelków i takich różnych pierdółek. Obudziłam się ok. 11. Dziewczyny były w szkole, poszłam do łazienki. Załatwiłam pewne sprawy i poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki, gdy poczułam zapach tego jedzenia od razu ją zamknęłam i poszłam do salonu na TV. Po kilku minutach przyszła Kasia z zakupów.
- Sylwia! Pomożesz mi zrobić obiad??
- Dobrze… a co będziemy robić??
- Schabowego z frytkami.
- No to już idę… – poszłam do kuchni rozpakowałam zakupy i zabrałyśmy się do roboty. Szybko nam to poszło, akurat dziewczyny wróciły ze szkoły, bo mamy w piątki 5 lekcji.
- Jak miło, że jesteś w domu. – oznajmiła Anka, a ja tylko się do niej uśmiechnęłam. – Idziesz z nami do centrum z chłopakami??
- No mogę iść. A o której?
- Po obiedzie do nas zadzwonią.
- Dobra. – zasiedliśmy do stołu. Gdy już skończyłyśmy wrócił do domu Mateusz. Odeszłyśmy od stołu i poszłyśmy do swojego pokoju. Przepisałam zeszyty i położyłyśmy się na łóżku (jednym) czekając na telefon od chłopaków. Była cisza nikt się nie odzywał nagle zadzwonił telefon w salonie.
- Sylwia to do Was!!! – krzyczał Mateusz.
- Już idę…!! – przeszłam przez Ankę i zeszłam z łóżka.
*- Halo. – ja.
*- No cześć. – odezwał się Bill. – My przyjdziemy do… po Was za chwilkę tylko Tom się musi uszykować. – powiedział wesołym głosem.
*- Ok… – powiedziałam szybko.
*- No to do zobaczenia.
*- Pa… – i odłożyłam słuchawkę. Poszłam do pokoju i ubrałam się w ciuchy, (bo byłam jeszcze piżamie) Byłyśmy już gotowe czekałyśmy aż zadzwoni dzwonek do drzwi, wkońcu się doczekałyśmy.
- Ja otworzę! – pobiegłam do drzwi i je otworzyłam.
- Cześć kochanie. – ujrzałam w nich Bobbiego. Nie czekając na nic zamknęłam mu drzwi przed nosem, ale on je zatrzymał.
- Co chcesz?!?
- Przyszedłem Cię odwiedzić… Nie cieszysz się??
- Cieszę się. Ale nie mogłeś zadzwonić?? – z końca korytarza wyszedł Tom z paczką. Gdy zobaczył Bobbiego zaczął biec w naszą stronę (ale on śmiesznie wyglądał w tych ciuchach biegnąć :P P). Rzucił się na Bobbiego i nawalał po twarzy.
- Tom!!! Przestań!! – zaczęłam się drzeć. Gdy Bill to zobaczył zerwał się i podbiegł z Gustavem i odciągnęli ich od siebie.
- Tom!! Uspokój się do cholery!! – Bill.
- Weźcie go z moich oczu, bo mu coś zrobię!!! – Tom.
- Uspokój się!! – Bill mu ścisnął ręce biorąc do tyłu (tak jak policjanci robią :D ) on tylko się skrzywił z bólu.
- Co tu się dzieje?? – przybiegł Mateusz. Niestety nie zastał ich w dobrym stanie. Tom miał rozciętą wargę koło kolczyka i Bobby brew. Spojrzał na mnie.
- Co się tak na mnie patrzysz?? – ja.
Wszyscy przechodni patrzyli się na nas z zaciekawieniem. Mateusz zaprosił chłopców (wszystkich) do domu i zrobił im opatrunki.
- Zachowaliście się jak dzieci. – śmiał się Mateusz z Kasią.
- To on zaczął!. – Kasia przyłożyła Bobbiemu do brwi lód. – Ałł… – syknął. Bobby poszedł do domu a Tom został z paczką. Wzięłam Toma na balkon, postaliśmy patrząc się na miasto.
- O co ci chodziło?? – spytałam po chwili.
- To przez niego byłaś w szpitalu… Musi coś mu się należeć za to.
- Ale nie w taki sposób! A wiesz, co się wydarzyło wtedy na trybunach??
- Nie, wiem tylko tyle, że to przez niego. I to wystarczy żeby…
- Nie musisz mu nic robić poradzę sobie sama!
- Jak chcesz. – spojrzał się na mnie i poszedł do pokoju, ja zostałam. Po chwili przyszedł Gustav.
- Co tam?? Nie kłóćcie się przez Bobbiego.
- To on zaczął! Nie potrzebnie się z nim lał! – zdenerwowałam się.
- Ale jemu nie jest łatwo, on Cię jeszcze kocha i nie mógł tego znieść. Powiedział mi, że poniosłoby go w szpitalu jak się dowiedział o tym, że to przez niego. Powiedz mu żeby już o tym zapomniał, albo nawet poproś… – wytłumaczył mi spokojnym głosem. Nie odpowiedziałam. Po poliku spłynęła mi łza, wtuliłam się w Gucia ramię, w drzwiach pojawił się Tom (ja go nie widziałam), lecz Gustav go wygonił machając ręką.

i dopiero to co jest pod tamtą notką :)

…opowiadanie #30…
18:30
Dobrze mi było w jego ramionach, ale nie tak jak u Toma, po kilku minutach mi przeszło i przestałam płakać:
- Już dobrze. – blondynek zrobił mi żółwika na głowie i uśmiechnął się.
- No. Idziemy do pokoju??
- Nie Ty tu zostań ja zawołam Toma. – po chwili stał obok mnie dredziaż.
– Przepraszam, Cię. – ja.
- Ale za co…?? – on.
- Nie wiem, ale zapomnij o tym, co się wydarzyło na trybunach i o tym że to było przez Bobbiego. – Tom złożył dłoń w piąstkę i wziął jedną z nich do buzi i ugryzł delikatnie.
- Nie będzie łatwo… – westchnął.
- Ale spróbuj.
- Spróbować zawsze można.
- No to?? – wzięłam go za rękę i spojrzałam mu w oczy. – Zrób to dla mnie. – gdy to mówiłam czułam się jak jego dziewczyna i w głowie pokazywał mi się tylko jeden obraz „jak go całuję”. Nie mogłam się powstrzymać i to zrobiłam. On się zdziwił na początku nie wykonywał żadnych ruchów rękoma, ale po chwili doszło do niego to, co się dzieje. Tylko odwzajemnił namiętny pocałunek i złapał mnie za pośladki i podniósł do góry wszyscy, co byli w pokoju wynieśli się do salonu, Tom to wiedział i zaniósł mnie do pokoju wchodząc przez drzwi pociągnął za sznurek i zasłoniły się żaluzje i położyliśmy się na moje łóżko. Dredziaż po woli zdejmował mi bluzkę, gdy już byłam bez niej ja mu zdjęłam bluzę i koszulkę. To, co się działo nie było kontrolowane przez żadne z nas. Jego ręka kierowała się do rozpięcia spodni, Lecz na kontynuacje tego czynu nie pozwolił nam Bill, bo zapukał do drzwi, po czym wszedł bez naszej odpowiedzi:
- Wychoddddzzzziiiiimmmmyyyy… – przedłużał widząc Toma leżącego na mnie bez koszulek.
- Bill to nie jest tak jak myślisz. – próbowałam mu to wytłumaczyć ubierając bluzkę.
- Później porozmawiamy! – zamknął za sobą drzwi, był bardzo zdenerwowany po tym co zobaczył. Gdy już wyszliśmy z pokoju nie wiedziałam jak się zachowywać w stosunku do Billa. Wkońcu wzięłam go na bok i powiedziałam:
- Nie mów tego nikomu. – poprosiłam.
- Bardzo mnie zaskoczyłaś tym, co zobaczyłem. Jak bym nie wszedł to nie wiem do czego by doszło.
- Do niczego by nie doszło ja znam granice.
- Jak Was zastałem w takiej sytuacji to na to nie wyglądało. – skrzywił się.
- Proszę nie mów tego nikomu. Dziewczynom sama powiem.
- Dobra. Jak nie powiesz tego w ciągu tygodnia to ja to zrobię.
- Co Wy tak tam szepczecie?? – zapytała Anka.
- Dobra. – odpowiedziałam Billowi. – A nic… – machnęłam ręką i wszyscy poszliśmy w kierunku naszego parku.
19.00
Tym razem nie było wolnych ławek, postanowiliśmy iść do baru na rogu skrzyżowania. Usiedliśmy na dworze pod parasolem, po kilku minutach przyszła kelnerka.
- Co podać?? – spytała przygotowując sobie karteczkę, żeby zanotować.
- Ja poproszę dwie Warki. – Georg. – Dziewczyny chcecie coś do picia?? – spytał.
- Nom. Po jednym Kasztelanie. – uśmiechnęłam się do niego.
- No to dwie Warki i trzy Kasztelany. – potwierdził.
- A dla panów. – spojrzała się na Gustava. Wiedziała, że on jest już pełnoletni.
- Ja poproszę pięć Żubrów. – pani się uśmiechnęła i poszła po zamówienie.
- Proszę. I poproszę Was, żebyście puszki wyrzucili do tego śmietnika. – pokazała nam na specjalny pojemnik na puszki.
- Dobrze… – Gucio.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się na koniec gdy już odeszła wszyscy otworzyli sobie puszkę.
- Ten, kto pierwszy wypije… śpi dzisiaj ze mną! – ogłosił Tom. Nikt nie zareagował. – Fajnie… – posmucił się, nagle ja zaczęłam pić i ze mną dziewczyny. Nie wypiłam do końca ani Anka ani Magda. Chłopcy sprawdzili, kto wypił najwięcej wypadło, że Magda.
- Sylwia, odstąpcie Ci moje miejsce, ja wolę z Guciem się przespać. – puściła mu oczko.
- Mi też to pasuje. – wtrącił Tom popijając z puszki. Gdy już opróżniliśmy wszystko Georg poszedł ślaczkiem wyrzucić puszki. Wszyscy mu się przyglądali, a my się śmialiśmy. Bill, aż się położył na stole ze śmiechu. Byliśmy bardzo głośno i nas wyproszono z baru, poszliśmy do parku, wkońcu zwolniła się jedna ławka, ale nie wszyscy się zmieścili. Gustav stał.
- Nudzi mi się. Chcecie piwo jeszcze?? – blondynek.
- Ja chce… – uśmiechnęłam się do niego.
- Ok. Ktoś jeszcze??
- Ja. – Anka.
- I ja… – Magda.
- Ja zaraz wracam. – Gucio wstąpił do najbliższego sklepu i po chwili zjawił się. Wręczył nam picie i po chwili go już nie było.
20.30
Robiło się po woli ciemno. Mi się ostro kręciło w głowie. Jednym zdaniem upiłam się (:PP).
21.15
Już mi było troszeczkę lepiej, więc wstałam, ale zakręciło mi się w głowie, o mało się nie przewróciłam. Postałam chwile:
- Ale mi się chce spać. – i przewróciłam się. Nikt nie zareagował, oczywiście Bobbiego nie mogło nigdzie zabraknąć. Zauważył chłopaków siedzących na ławce i dziewczyny, niestety mnie nie widział, bo leżałam pod krzakami. Powiedział kolegom i podeszli do nas.
- Sylwia, co się stało?? – podniósł mi głowę.
- Śpię… śpię… śpię. – cały czas to powtarzałam z wielkim uśmiechem.
- Obudź się. – poklepał mnie po polikach i obudziłam się (;))
- Cześć. Co Ty tutaj robisz?? – spytałam podnosząc się.
- Dobrze się czujesz?? – próbował mi pomóc lecz ja na to nie wyraziłam zgody i go kopałam w nogę. – O boże, sorry nie chciałam. – złapałam się za głowę i zakręciło mi się znów w głowie. Nagle poczułam się jak w śnie, nogi mi się ugięły na szczęście jego koledzy byli mnie w stanie złapać nad ziemią.
- Chodźmy je zaprowadzimy do domu. – zaproponował Doug (jeden z kolegów Bobbiego).
- Co z wypłoszami?? – zapytał drugi.
- Nie przezywajcie ich! – pokiwałam palcem i przekręciłam oczami. – To są moi przyjaciele.
- Dobra, bierzemy ich. – wzięli wszystkich i odprowadzili do nas.
22.00
Otworzyła drzwi Kasia. Bardzo się zdziwiła to, co zobaczyła.
- Co to ma być?? – zapytała Bobbiego niosącego mnie na rękach, gdy przeszedł ze mną koło Kasi zajechało jej alkoholem. – Jak Ty ją tu przyniosłeś w takim stanie. – Bobby popatrzył po sobie, był cały czysty.
- Słucham?? – spytał po chwili.
- No przecież czuję, że wypiłeś. – Kasia chciała zamknąć drzwi, lecz zatamował je Doug. – Przepraszam, ale co się dzieje?!? – wkurzyła się Kasia, otwierając po raz kolejny drzwi.
- Znaleźliśmy ich w parku na ławce w takim stanie. I postanowiliśmy ich przynieść do domu.
- Ale połowa z nich to nie do mnie należą.
- Wiem, ale nie wiedzieliśmy gdzie mieszkają. – Bobby podszedł do drzwi. – Przepraszamy za zamieszanie. Do widzenia. – wszyscy wyszli i Kasia zamknęła za nimi drzwi. Gdy weszła do salonu zobaczyła ciała leżące na łóżkach i na podłodze.
- Boże, co oni wzięli. – zdziwiła się Kasia.
Położyła na oddzielnych łóżkach i tak nas zostawiła.
23.30
- Cześć kochanie!! – krzyczał Mateusz z drzwi, podchodząc do Kasi całując ją w policzek.
- Cześć. – odpowiedziała. – A jak tam w pracy??
- Dobrze. – spojrzał się na fotel, był na nim Georg. – Co on tu robi??
- Jest ich więcej. – zaśmiała się. Mateusz skrzywił się. – Chodź ci pokaże. – Kasia wstała, wzięła go pod pachę i zaprowadziła do naszego pokoju. Gdy otworzyła pokuj, Mateusz nie wiedział, o co chodzi.
- Co się im stało??
- Chyba coś wzięli albo wypili. Koledzy przynieśli ich do domu w takim stanie. – Mateusz podszedł do mnie i otworzył jedno oko.
- Upili się. – zaśmiał się.
- Niech wytrzeźwieją to z nimi porozmawiamy.
- Z wszystkimi?? – zdziwił się.
- Nie tylko z naszymi dziewczynkami.
- Ciekawe, co teraz sąsiedzi o nas powiedzą, raz chłopcy się pobili a teraz przyszli upici. Chyba musimy im to wszystko ograniczyć. – postanowił Mateusz wychodząc z pokoju. Kasia popędziła za nim.
0.10 w nocy
Zrobili sobie kolację przy świecach i ja się obudziłam. Weszłam do salonu, paliły się tylko świeczki.
- Dzień dobry. – powiedziałam wracając się do łazienki.
- Chyba dobry wieczór. – Kasia. Po mnie ślad zniknął. Mateusz zaniepokoił się i zapukał do drzwi.
- Coś się stało?? Odezwij się czy żyjesz??! – zaśmiał się.
- Biorę prysznic. – odkręciłam wodę. Usiadłam w wannie i woda leciała mi po twarzy. Musiałam się trochę orzeźwić. Pomogło mi to trochę. Zakręciłam wodę i ubrałam się w piżamę Mateusza. Później poszłam do kuchni.
- Sylwia… no bez przesady zdejmij moją piżamę. – narzekał Mateusz.
- Ciiiicho. Proszę Cię. – zamknęłam oczy z bólu głowy.
- Teraz ona będzie leczyła kaca. – powiedział pod nosem. Ja sięgnęłam po szklankę i nalałam sobie wody owocowej. Ze szklanką powędrowałam do pokoju. Postawiłam ją na szafce i zarzuciłam na siebie i Toma kołdrę (bo z nim spałam :P ) przez przypadek pościel zahaczyła o szklankę z wodą. Gdy już znalazła się na podłodze złapałam się za uszy i wszyscy się pobudzili. Po chwili w pokoju zjawili się Kasia i Mateusz.
- Co się stało?? – spytał Mateusz.
- Nic, chyba… – odpowiedziała Anka z przymrużonymi oczami.
- Gdzie Sylwia?? – Kasia.
- Tutaj. – wtrącił zaspany Tom, pokazując na mnie schowaną pod pościel. Kasia podeszła do naszego łóżka, w tym czasie Tom położył się z powrotem spać. Opiekunka delikatnie podniosła pościel, zobaczyła tam mnie już z zamkniętymi oczami.
- Już śpi… – uśmiechnęła się i wyszli z Mateuszem z pokoju.

2010
01.16

opowiadanie #29

Dobrze mi było w jego ramionach, ale nie tak jak u Toma, po kilku minutach mi przeszło i przestałam płakać:
- Już dobrze. – blondynek zrobił mi żółwika na głowie i uśmiechnął się.
- No. Idziemy do pokoju??
- Nie Ty tu zostań ja zawołam Toma. – po chwili stał obok mnie. – Przepraszam, Cię.
- Ale za co…??
- Nie wiem, ale zapomnij o tym, co się wydarzyło na trybunach i o tym że to było przez Bobbiego. – Tom złożył dłoń w piąstkę i ugryzł jedną z nich.
- Nie będzie łatwo… – westchnął.
- Ale spróbuj.
- Spróbować zawsze można.
- No to?? – wzięłam go za rękę i spojrzałam mu w oczy. – Zrób to dla mnie. – gdy to mówiłam czułam się jak jego dziewczyna i w głowie pokazywał mi się tylko jeden obraz „jak go całuję”. Nie mogłam się powstrzymać i to zrobiłam. On się zdziwił na początku nie wykonywał żadnych ruchów rękoma, ale po chwili doszło do niego to, co się dzieje. Tylko odwzajemnił namiętny pocałunek i złapał mnie za pośladki i podniósł do góry wszyscy, co byli w pokoju wynieśli się do salonu, Tom to wiedział i zaniósł mnie do pokoju wchodząc przez drzwi pociągnął za sznurek i zasłoniły się żaluzje i położyliśmy się na moje łóżko. Dredziaż po woli zdejmował mi bluzkę, gdy już byłam bez niej ja mu zdjęłam bluzę i koszulkę. To, co się działo nie było kontrolowane przez żadne z nas. Jego ręka kierowała się do rozpięcia spodni, Lecz na kontynuacje tego czynu nie pozwolił na Bill, bo zapukał do drzwi, po czym wszedł bez naszej odpowiedzi:
- Wychoddddzzzziiiiimmmmyyyy… – przedłużał widząc Tom na mnie bez koszulek.
- Bil to nie jest tak jak myślisz. – próbowałam mu to wytłumaczyć ubierając bluzkę.
- Później porozmawiamy! – zamknął za sobą drzwi, był bardzo zdenerwowany po tym co zobaczył. Gdy już wyszliśmy z pokoju nie wiedziałam jak się zachowywać w stosunku to Billa. Wkońcu wzięłam go na bok i powiedziałam:
- Nie mów tego nikomu. – szepnęłam.
- Bardzo mnie zaskoczyłaś tym, co zrobiliśmy. Jak bym nie wszedł to nie wiem do czego by doszło.
- Do niczego by nie doszło ja znam granice.
- Jak Was zastałem w takiej sytuacji to na to nie wyglądało. – skrzywił się.
- Proszę nie mów tego nikomu. Dziewczynom sama powiem.
- Dobra. Jak nie powiesz tego w ciągu tygodnia to ja to zrobię.
- Co Wy tak tam szepczecie?? – zapytała Anka.
- Dobra. – odpowiedziałam Billowi. – A nic… – machnęłam ręką i wszyscy poszliśmy w kierunku naszego parku. Tym razem nie było wolnych ławek, postanowiliśmy iść do baru na rogu skrzyżowania. Usiedliśmy na dworze pod parasolem, po kilku minutach przyszła kelnerka.
- Co podać?? – spytała przygotowując sobie karteczkę, żeby zanotować.
- Ja poproszę dwie Warki. – Georg. – Dziewczyny chcecie coś do picia?? – spytał.
- Nom. Po jednym Kasztelanie. – uśmiechnęłam się do niego.
- No to dwie Warki i trzy Kasztelany. – potwierdził.
- A dla panów. – spojrzała się na Gustava. Wiedziała, że on jest już pełnoletni.
- Ja poproszę pięć Żubrów. – pani się uśmiechnęła i poszła po zamówienie.
- Proszę. I poproszę Was, żebyście puszki wyrzucili do tego śmietnika. – pokazała nam na specjalny pojemnik na puszki.
- Dobrze… – Gucio.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się na koniec gdy już odeszła wszyscy otworzyli sobie puszkę.
- Ten, kto pierwszy wypije… śpi dzisiaj ze mną! – ogłosił Tom. Nikt nie zareagował. – Fajnie… – posmucił się, nagle ja zaczęłam pić i ze mną dziewczyny. Nie wypiłam do końca ani Anka ani Magda. Chłopcy sprawdzili, kto wypił najwięcej wypadło, że Magda.
- Sylwia, odstąpcie Ci moje miejsce, ja wolę z Guciem się przespać. – puściła mu oczko.
- Mi też to pasuje. – wtrącił Tom popijając z puszki. Gdy już opróżniliśmy wszystko Georg poszedł ślaczkiem wyrzucić puszki. Wszyscy mu się przyglądali, a my się śmialiśmy. Bill, aż się położył na stole od śmiechu. Byliśmy bardzo głośno i nas wyproszono z baru, poszliśmy do parku wkońcu zwolniła się jedna ławka ale nie wszyscy się zmieścili. Gustav stał.
- Nudzi mi się. Chcecie piwo jeszcze??
- Ja chce… – uśmiechnęłam się do niego.
- Ok. Ktoś jeszcze??
- Ja. – Anka.
- I ja… – Magda.
- Ja zaraz wracam. – Gucio wstąpił do najbliższego sklepu i po chwili zjawił się. Robiło się po woli ciemno. Wręczył nam picie i po chwili go już nie było. Mi się ostro kręciło w głowie. Jednym zdaniem upiłam się (:PP) Dochodziła godzina 20:30. Już mi było troszeczkę lepiej, więc wstałam, ale zakręciło mi się w głowie, o mało się nie przewróciłam. Postałam chwile.
- Ale mi się chce spać. – i przewróciłam się. Nikt nie zareagował, oczywiście Bobbiego nie mogło nigdzie zabraknąć. Zauważył chłopaków siedzących na ławce i dziewczyny, niestety mnie nie widział, bo leżałam pod krzakami. Powiedział kolegom i podeszli do nas.
- Sylwia, co się stało?? – podniósł mi głowę.
- Śpię… śpię… śpię. – cały czas to powtarzałam z wielkim uśmiechem.
- Obudź się. – poklepał mnie po polikach i obudziłam się (;))
- Cześć. Co Ty tutaj robisz?? – spytałam podnosząc się.
- Dobrze się czujesz?? – próbował mi pomóc lecz ja na to nie wyraziłam zgody i go kopałam w nogę. – O boże, sorry nie chciałam. – złapałam się za głowę i zakręciło mi się znów w głowie. Nagle poczułam się jak w śnie, nogi mi się ugięły na szczęście jego koledzy byli mnie w stanie złapać nad ziemią.
- Chodźmy je zaprowadzimy do domu. – zaproponował Doug (jeden z kolegów Bobbiego).
- Co z wypłoszami?? – zapytał drugi.
- Nie przezywajcie ich! – pokiwałam palcem i przekręciłam oczami. – To są moi przyjaciele.
- Dobra, bierzemy ich. – wzięli wszystkich i odprowadzili do nas. Otworzyła drzwi Kasia. Bardzo się zdziwiła to, co zobaczyła.
- Co to ma być?? – zapytała Bobbiego niosącego mnie na rękach, gdy przeszedł ze mną koło Kasi zajechało jej alkoholem. – Jak Ty ją tu przyniosłeś w takim stanie. – Bobby popatrzył po sobie, był cały czysty.
- Słucham?? – spytał po chwili.
- No przecież czuję, że wypiłeś. – Kasia chciała zamknąć drzwi, lecz zatamował je Doug. – Przepraszam, ale co się dzieje?!? – wkurzyła się Kasia.
- Znaleźliśmy ich w parku na ławce w takim stanie. I postanowiliśmy ich przynieść do domu.
- Ale połowa z nich to nie do mnie należą.
- Wiem, ale nie wiedzieliśmy gdzie mieszkają. – Bobby podszedł do drzwi. – Przepraszamy za zamieszanie. Do widzenia. – wszyscy wyszli i Kasia zamknęła za nimi drzwi. Gdy weszła do salonu zobaczyła ciała leżące na łóżkach i na podłodze.
- Boże, co oni wzięli. – zdziwiła się Kasia.
Położyła na oddzielnych łóżkach i tak nas zostawiła.
- Cześć kochanie!! – krzyczał Mateusz z drzwi, podchodząc do Kasi całując ją w policzek.
- Cześć. – odpowiedziała. – A jak tam w pracy??
- Dobrze. – spojrzał się na fotel, był na nim Georg. – Co on tu robi??
- Jest ich więcej. – zaśmiała się. Mateusz skrzywił się. – Chodź ci pokaże. – Kasia wstała, wzięła go pod pachę i zaprowadziła do naszego pokoju. Gdy otworzyła pokuj, Mateusz nie wiedział, o co chodzi.
- Co się im stało??
- Chyba coś wzięli albo wypili. Koledzy przynieśli ich do domu w takim stanie. – Mateusz podszedł do mnie i otworzył jedno oko.
- Upili się. – zaśmiał się.
- Niech wytrzeźwieją to z nimi porozmawiamy.
- Z wszystkimi?? – zdziwił się.
- Nie tylko z naszymi dziewczynkami.
- Ciekawe, co teraz sąsiedzi o nas powiedzą, raz chłopcy się pobili a teraz przyszli upici. Chyba musimy im to wszystko ograniczyć. – postanowił Mateusz wychodząc z pokoju. Kasia popędziła za nim. Zrobili sobie kolację przy świecach i ja się obudziłam. Weszłam do salonu, paliły się tylko świeczki.
- Dzień dobry. – powiedziałam wracając się do łazienki.
- Chyba dobry wieczór. – Kasia. Po mnie ślad zniknął. Mateusz zaniepokoił się i zapukał do drzwi.
- Coś się stało?? Odezwij się czy żyjesz??! – zaśmiał się.
- Biorę prysznic. – odkręciłam wodę. Usiadłam w wannie i woda leciała mi po twarzy. Musiałam się trochę orzeźwić. Pomogło mi to trochę. Zakręciłam wodę i ubrałam się w piżamę Mateusza. Później poszłam do kuchni.
- Sylwia… no bez przesady zdejmij moją piżamę. – narzekał Mateusz.
- Ciiiicho. Proszę Cię. – zamknęłam oczy z bólu głowy.
- Teraz ona będzie leczyła kaca. – powiedział pod nosem. Ja sięgnęłam po szklankę i nalałam sobie wody owocowej. Ze szklanką powędrowałam do pokoju. Postawiłam ją na szafce i zarzuciłam na siebie i Toma kołdrę (bo z nim spałam :P ) przez przypadek pościel zahaczyła o szklankę z wodą. Gdy już znalazła się na podłodze złapałam się za uszy i wszyscy się pobudzili. Po chwili w pokoju zjawili się Kasia i Mateusz.
- Co się stało?? – spytał Mateusz.
- Nic, chyba… – odpowiedziała Anka z przymrużonymi oczami.
- Gdzie Sylwia?? – Kasia.
- Tutaj. – wtrącił zaspany Tom, pokazując na mnie schowaną pod pościel. Kasie podeszła do naszego łóżka, w tym czasie Tom położył się z powrotem spać. Opiekunka delikatnie podniosła pościel, zobaczyła tam mnie już z zamkniętymi oczami.
- Już śpi… – uśmiechnęła się i wyszli z Mateuszem z pokoju.

2010
01.13

opowiadanie #28

Siedzieliśmy tak do późna w nocy. Gdy już wszyli, przygotowałyśmy się do spania i poszłyśmy spać. Musiałyśmy wstać, na 9, więc się troszkę wyspałyśmy. Kasia nam przygotowała śniadanie:
- Dziś po Was przyjedzie szofer. Nie umawiaj się z chłopcami. – powiedziała Kasia, pokazując szofera na zdjęciu.
- Co?? Jaki szofer?? – zdziwiłam się.
- Nie mówiłam Ci?? – zdziwiła się. – Mówiłam, pamiętam.- przypomniała sobie.
- Może i tak, ale ja nie pamiętam…
- Ale musicie z nim jeździć.
- Dlaczego??
- No, bo mama za niego płaci i chyba nie chciałabyś żeby te pieniądze przepadły.
- No nie chce, ale nie wiedziałam, że nas na coś takiego stać. – skrzywiłam się i wyszłam z kuchni.
- Masz bułkę do szkoły!!
- Nie chcę. – zamknęłam się w łazience i siedziałam tam resztę czasu dopóki nie przyjechał szofer.
- Sylwia!! Wychodź z tej łazienki!! – Kasia ustała przy drzwiach i słuchała, co tam robię. Usłyszała tylko ciszę. – Sylwia jesteś tam??!! – szarpnęła za klamkę. Nadal się nikt nie odzywał, Kasia pobiegła po Mateusza do sypialni. On otworzył drzwi i zobaczyli mnie leżącą na podłodze przy wannie. – Boże Sylwia. Obudź się!! – nie chciałam się obudzić.
- Zadzwonię na pogotowie. – Mateusz wybiegł z łazienki i po chwili zjawili się lekarze.
- Co się stało?!? – weszła do łazienki Ania i Magda.
- Nie wiem… weszłam i zobaczyłam ją w takim stanie.
- Kurdem. Wiedziałam, że tak będzie. – szepnęła Anka. – Ona powinna więcej jeść! – wkurzyła się podnosząc głos.
- Przecież jadła. – w tej chwili wparowali lekarze do łazienki, zabrali mnie do wozu i Kasia ze mną, a Mateusz z dziewczynami samochodem.

U lekarzy:
- Co się stało?? – Kasia.
- Podajże upadła i straciła przytomność. Nie wiem, kiedy się obudzi, to musiał być silny upadek. – lekarz wytłumaczył robiąc mi jakieś badanie.
- Aha… – Kasia usiadła koło mnie wzięła mnie za rękę i mocno ścisnęła.
Lekarze wnieśli mnie do szpitala zrobili znów małe badanie, Kasia czekała na wyniki przed salą. Lekarza wyszedł, Kasia zerwała się z siedzenia:
- Wyniki wykryły mocne uderzenie w głowę.
- Ale przecież w łazience leżała na środku, więc nie mogła się w nic uderzyć. – Kasia spojrzała na Ankę i Magdę. – Co się wydarzyło po lekcjach na trybunach??
- No… Sylwia spadła z trybun. Gdzieś z trzech schodków.
- I pielęgniarka tylko jej zrobiła okład pewnie!! – zdenerwowała się.
- Nie byłyśmy z nią w środku, nie wiem. – spojrzała na dziewczyny ze złością dziewczyny przestraszyły się i usiadły.
- Co z nią teraz będzie?? – kontynuowała rozmowę Kasia z lekarzem.
- No nie wiadomo, kiedy się obudzi. I miejmy nadzieję, że będzie wszystko pamiętać. – westchnął lekarz odchodząc już od nas.
- O matko… – zdenerwowana usiadła na krześle u boku miała Mateusza, który ją pocieszał.
Zbliżała się godzina obiadowa, Kasia siedziała na korytarzu i czekała aż się obudzę.
- Chodźmy już do domu. – narzekał Mateusz.
- Nie…
- Jak się obudzi to zdzwonią do nas. – pomyślała chwilkę i ruszyła się z miejsca, wkońcu.
- Nareszcie!! – Anka. – Jedziemy do domu?? – podeszła do Mateusza.
- Tak… – odpowiedział jej i poszedł porozmawiać z lekarzem.
Wsiedli do samochodu i pojechali. Weszli do lokalu i zrobili sobie coś do jedzenia.
- Ale ja jestem głodna. – Kasia.
- No to może zamówimy pizze?? – zaproponowała Magda.
- Wykręć numer. Ja zamówię. – Mateusz.
- Ok… ale z pieczarkami. – Magda wzięła słuchawkę do ręki i wykręciła numer. Mateusz zrobił resztę. Przywieźli pizze i zjedli. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Był to oczywiście Tom. Nikt nie odbierał dredziaż zaczął się martwić. Dziewczyny chodziły normalnie do szkoły przez cały tydzień, gadały z chłopakami. Tom o niczym nie wiedział, a reszta wiedziała, nie mówili mu, bo się martwili, że coś się stanie z Bobbim. Wkońcu nadszedł ten dzień, było to już po lekcjach, oglądali trening drużyny piłkarskiej reprezentującej naszej szkoły (w tym Bobby):
- Dlaczego Sylwia nie chodzi do szkoły?? – zaczął Tom.
- Siedzi w domu, bo jest chora. – odpowiedziała Anka sięgając po telefon.
- A co się stało??
- Przeziębiła się…
- A czemu jej nigdy nie ma w domu jak u Was jesteśmy??
- Tom…?? – wkurzyła się Anka.
- No, co. – Anka spojrzała się na Billa, pomyślała, że to on mu powiedział, lecz on zaprzeczył kiwnięciem głowy.
- Powiem Ci, ale jak będziesz miał lepszy humor.
- Przecież mam dobry humor… – uśmiechnął się.
- Bo ona leży w szpitalu i w śpiączce jest… – rzekła niepewnie Anka.
- Że co?!? – Tom zaczął robić kółka wokół Gucia. – I Wy to wiedzieliście?!!!! – wydarł się patrząc na Billa.
- Sorry, ale nie mogliśmy Ci powiedzieć… – Gustav.
- Dlaczego?? Dlaczego ja zawsze się dowiaduje ostatni!! – wkurzył się.
- Zrozum nas… – Magda.
- Właśnie nie mogę. I nie mówcie, że ten głupek o tym wie!! – pokazał palcem na boisko patrząc się na Ankę.
- Nie wie… Ale chyba się domyślił, bo on przy tym wypadku był i to było przez…
- Po prostu nie wie. – przerwał jej Bill.
- Szpital który w nim jest?? – złapał się za usta. – W którym szpitalu leży. Sorry zdenerwowałem się.
- Spoko. Pójdziemy, ale to później, bo jeszcze trzeba zajrzeć do domu. – Anka.
- Ja chce teraz! Mogę sam iść, ale powiedźcie mi gdzie ona leży!!!!
- W naszym. – powiedział Bill.
- Aha… – zarzucił plecak na ramię i zbiegł po schodach.
- Tom po woli!! – ostrzegała go Anka, a on tylko im pomachał na pożegnanie. Jak już dotarł wbiegł obijając się o wszystkich i spytał pielęgniarki gdzie leże. Gdy już dowiedział się poszedł w tamtym kierunku. Pociągnął za klamkę od drzwi podszedł do mnie i złapał za rękę.
- Boże… jak Ty wyglądasz. – po poliku spłynęła mu łza (wcale tak źle nie wyglądałam ;P) – Obudź się proszę… – nagle wszedł do sali doktor.
- A co pan tu robi?? – zapytał i Tom się odwrócił. – Możesz zostać. – uśmiechnął się do niego.
- A co się jej tak w ogóle dolega?? – spytał Tom nadal trzymając mnie za rękę.
- No mi, jako doktorowi zdaje się, że upadła i to był dość silny upadek. Organizm nie zareagował od razu i nie pojawił się ten problem po kilku dniach… i to też z osłabienia. – wyjaśnił.
- A długo będzie w śpiączce??
- Chciałbym Ci powiedzieć, ale nie wiem, ale miejmy nadzieję, że to już niedługo.
- Aha… a są podejrzenia, że już nie obudzi??
- Nie no, co pan. – zaśmiał się doktorek, a Tom odwrócił się do mnie. – Widać, że nie w humorze pan jest. Nie martw się niedługo powinna się obudzić. – uśmiechnął się do niego i wyszedł. Tom siedział u mnie cały dzień, wreszcie przyszła Kasia, gdy go zobaczyła zdziwiła się, że o tym wie.
- Cześć Tom! – powiedziała podchodząc do łóżka.
- Dzień dobry. – odpowiedział szybko.
- Długo tu siedzisz?? – położyła torebkę na stoliku i przysunęła sobie krzesełko do łóżka.
- Od 14…
- Ooo… to już dosyć długo. – spojrzała na zegarek. – No nieźle 7 godzin, bo jest przed 21…
- Nom…
- Może idź do domu, prześpij się i do szkoły musisz wstać ja tu z nią posiedzę.
- Nie, nie ja tu z nią będę cały czas dopóki się nie obudzi.
- A jak się obudzi to nie będziesz przy niej??
- No też będę…
- No to chyba lepiej jak się obudzi żebyś przy niej był, a nie jak jest w śpiączce. – popatrzyła na jego rękę, trzymał mnie cały czas od pory gdy przyszedł.
- Ale ja chce przy niej zostać…!
- Jak chcesz… ja zaraz przyjdę tylko porozmawiam z lekarzem.
- Dobrze. – Kasia poszła porozmawiać z doktorem i zrobiła sobie kawę. Posiedziała trochę z Tomem i pojechała do domu ok. 23, ale Tom został. Gdy pojechała nudził się trochę i przysnął. Obudziło go ruch mojej ręki. Otworzył szybko oczy popatrzył się na mnie, widział, że próbuję otworzyć oczy:
- Sylwia. Słyszysz mnie?? – ukucnął przy mnie. Próbowałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. – Doktorze!! – wydarł się Tom.
- Co się stało?? – wleciał zdenerwowany. – O obudziła się nasza śpiąca królewna. – uspokoił się i uśmiechnął się. Przyłożył rękę do mojego czoła. – Ale jest zgrzana. Co zrobiłeś, że się obudziła??
- Wszystko…
- Możesz iść już do domu przespać się, ja się nią zajmę.
- Nie ja chcę z nią zostać! – zaprzeczał.
- Jak chcesz… Twój wybór. – doktor mówił sobie coś pod nosem, a Tom musiał tego słuchać. – Sylwia. Dobrze się czujesz?? – pytał mnie doktor. Pokiwałam głową na „tak” – Synuś… nie przemęczaj jej za bardzo. Chyba wiesz, o co mi chodzi. – spojrzał na Toma spoko oka.
- Oczywiście… – uśmiechnął się i spuścił głowę.
- Trzymam Cię chłopcze za słowo. – poprawił mi poduszkę i wyszedł. Tom cały czas się do mnie uśmiechał, ładnie wyglądał.
- Dobrze się czujesz?? – poprawił mi włosy i zbliżył się do mnie.
- Dobrze… – powiedziałam z trudnością.
- No to dobrze. – pocałował mnie w policzek i usiadł z powrotem na krzesło. Siedział przy mnie cały czas aż zasnęłam, on też się trochę zdrzemną, ale gdy tylko słońce wpadło do sali obudził się. Pocałował mnie w czoło i wyszedł do łazienki, po drodze spotkał Ankę i Magdę z Mateuszem i Kasią.
- Tom?!? Co Ty tu jeszcze robisz?? – Kasia.
- Zostałem z Sylwią. Obudziła się dziś nad ranem. – powiedział uradowany. Kasia szybko pobiegła do mnie. Ustała nad łóżkiem
- Kochanie! Dobrze się czujesz?? – wszedł do pokoju doktor.
- Proszę jej nie przemęczać, teraz musi odpocząć. Bo jest wyczerpana i nie do końca się obudziła.
- Dobrze… A kiedy będzie mogła wyjść?? – Kasia.
- Jak wyzdrowieje. Przepraszam, ale muszę jej zmienić kroplówkę, mogę panią przeprosić. – Kasia odeszła od łóżka. Dziewczyny poszły do szkoły a Kasia, Mateusz i Tom zostali ze mną. Gadali cały czas coś do mnie, a ja na połowę rzeczy nie odpowiadałam, bo nie miałam siły. Tak minęło pół dnia później Kasia poszła do pracy i przyszły do mnie dziewczyny prosto ze szkoły.
- Cześć Sylwuś! – ucałowały mnie i położyły plecaki koło łóżka. – Jak tam się czujesz?? – Anka.
- Nie jest tak źle…- uśmiechnęłam się.
- No to dobrze. – Ania.
- A Ty Tom tu cały czas tu siedzisz?? – Magda.
- Odkąd się dowiedziałem… – odpowiedział.
Pogadaliśmy trochę, pośmialiśmy się. Nagle zobaczyłam w drzwiach Bobbiego z kwiatami w ręku. Tom aż wstał z krzesła, a ja pokiwałam głową na „nie”.

2010
01.07

opowiadanie #27

Podeszłam do nich jakaś taka smutna, Tom to pierwszy zauważył:
- Co się stało?? – wziął mnie na bok.
- Nic… – i odeszłam.
Doszliśmy szczęśliwie do szkoły chłopcy nas odprowadzili pod naszą klasę. Nawet nie zapoznałam się z planem lekcji na cały tydzień. Zadzwonił dzwonek, chłopcy poszli pod swoją klasę i przyszła nasza pani. Otworzyła klasę i wpuściła nas do niej:
- Dzień dobry moje kochane żabcie. Witam Was na lekcji biologii. Chciałam Was zapoznać z nowymi koleżankami, które zapisały się do naszej klasy, bo bardzo lubią się uczyć. – gdy to mówiła nie mogłam wyrobić ze śmiechu. – Proszę Was do siebie dziewczynki. – podeszłyśmy do biurka. – Przedstawcie się, proszę. – popatrzyłam na nią trochę. – No proszę…
- Ja jestem Sylwia i pochodzę z Polski. Mam… 15 lat. – powiedziałam niepewnie.
- A ja jestem Ania i też jestem z Polski. Także mam 15 lat. – odeszła krok do tyłu i czekała aż Magda coś powie.
- Ja jestem Magda i mam 15 lat i również pochodzę z Polski. – uśmiechnęła się i poszłyśmy do swoich ławek.
- Otwórzcie proszę zeszyciki i zapiszcie temat. – pani podała temat i dała nam zadania które zrobiliśmy na lekcji i zadzwonił dzwonek. Wszyscy spakowali się i wybiegli na przerwę. Ja z dziewczynami wyszłyśmy na dwór. Czekali tam na nas chłopaki.
- Jak tam po pierwszej lekcji?? – Tom.
- Spoko… – odpowiedziałyśmy siadając na ławce.
- No to dobrze. – westchnął.
- Nie musicie dla nas chodzić do szkoły, jeśli nie chcecie. Poradzimy sobie. – Anka.
- Ale my chcemy!! – Bill.
- Nie musisz krzyczeć. – nagle podbiegła do nas jakaś dziewczyna.
- Bill!! Bill, Bill! Możesz mi dać swój autograf?? – zapytała podając mu karteczkę.
- Jasne. – podpisał i oddał dziewczynie karteczkę.
- A może jeszcze zdjęcie sobie ze mną zrobisz?? – zrobiła ładne oczka.
- Ok. – Bill podniecony zapolował do zdjęcia.
- Ale ja dawno tego nie robiłem. – wrócił do nas czarnowłosy i włożył ręce do kieszeni, a my zaczęliśmy się z niego śmiać. – O co Wam chodzi?!?
- Dawno tego nie robiłeś… – powiedziałam ledwo przez śmiech.
- Ale śmieszne… – odwrócił się i poszedł.
- Bill, przestań… – złapałam go za rękę, on się odwrócił i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Na następnej przerwie pogadamy. Idę do łazienki. – poszedł, a my zostaliśmy na ławce.
Wkońcu przerwa się skończyła i poszliśmy na lekcje. Teraz mieliśmy matematykę później muzyka, niemiecki i angielski. Klasa jest bardzo fajna, lecz nie zapamiętam wszystkich imion (:PP) Gdy już wychodziłyśmy ze szkoły Gustav do nas podbiegł zdyszany:
- Poczekajcie na nas przed szkołą chwileczkę. – i już go nie było.
- Spoko. – powiedziałam chyba do ściany, bo go już nie było. Poszłyśmy przed szkołę i usiadłyśmy na trybunach przy boisku. Jakaś klasa miała wtedy WF. Oczywiście byli to nasi chłopcy, Bobby i reszta. Grali w nogę. Kibicowałyśmy im jak na prawdziwym meczu. Na przerwę przybiegli do nas, Bobby chciał się popisać przed kolegami i mnie pocałował:
- Co to miało być?!? – krzyknęłam, a dziewczyny się na nas patrzyły.
- Sorry. Nie chciałem.
- Dobrze… wiem. Chciałeś się mną zabawić!! – wkurzyłam się na niego bardzo i zeszłam z trybun.
- Co Ty wogóle gadasz??!!! – Bobby.
Nieszczęście chciało i spadłam z trzech ostatnich schodków. Wszyscy czekali aż się podniosę, ale coś za długo to trwało. Dziewczyny, Bobby i pan od WF podbiegli do mnie. Zaczęli mnie pukać po twarzy. Otworzyłam oczy.
- Co się stało? – obudziłam się na kolanach Bobbiego u pielęgniarki szkolnej.
- Spadłaś i walnęłaś się w głowę. – spojrzałam na moje prawe kolano, miałam bardo starte i jeszcze krew leciała.
- O matko… jaka ja niezdara. – próbowałam wstać, ale mi na to nie pozwolił.
- Nie możesz wstać, odpocznij trochę. – położył rękę na mój brzuch i spojrzał uroczo.
- Nie mogę. Pani Kasia się będzie martwić! – wstałam i wybiegłam z pomieszczenia. Trzasnęłam za sobą drzwiami, a dziewczyny czekały przed gabinetem.
- Nic Ci nie jest?? – zapytały biorąc mnie pod pachę.
- Dlaczego Wy ze mną nie weszłyście do środka??
- No, bo Bobby Cię przyniósł do niej a my już nie mogłyśmy wejść. – posmuciła się Magda.
- Spoko…! – krzyknęłam i pociągnęłam sobie spodnie bo mnie w ranę na kolanu uwierały. I szłam jak ta parolitka przez korytarz, ciągnąc za sobą lewą nogę.
W gabinecie:
- Bardzo mi się podoba jak dbasz o swoją dziewczynę Bobby. – pani uśmiechnęła się do niego.
- Dziękuję… ja już pójdę, bo muszę ją odprowadzić do domu. Do widzenia. – wyszedł z gabinetu i pobiegł za mną. – Sylwia!!! Zaczekaj!! – darł się z drugiego końca korytarza.
- Zostaw mnie… Dziewczyny mnie odprowadzą!! – nawet na niego nie spojrzałam.
- Nie mogę z Wami iść??
- No dobra chodź… Sorry, ale to wszystko mnie przeraża. Pierwszy dzień w szkole… – zacięłam się. – I nieszczęście na mnie spadło.
- No nie wiem. Masz mnie… – wziął mnie za rękę a ja się jakoś od niego uwolniłam.
Gdy już byłyśmy przed hotelem Bobby się z nami pożegnał. Weszłyśmy ledwo na górę, bo ja nieszczęśliwa nogę miałam poturbowaną a windy były zajęte. Jakoś dotarłyśmy na górę. Anka otworzyła drzwi zawitała nas w nich Kasia ze szmatką w ręku.
- Gdzie Wy się podziewałyście!!!??? – krzyczała, że aż sąsiedzi z lokalów powychodzili. – Martwiłam się o Was!!!!!!
- Kasiu… przepraszam, ale był drobny wypadek. – Kasia spojrzała najpierw na Ankę później na Magdę ni i wkońcu na mnie.
- O boże, co się stało?? – podbiegła do mnie.
- Nic poważnego… – położyłam plecak na ziemi i kulałam do salonu.
- Właśnie widzę.
- Tylko spadłam z trybun. – pocieszałam ją.
- Tylko?? Mi to wygląda jak byś spadała z dachu. – zaśmiała się.
- Bardzo śmieszne… najgorsze jest to, że nie pamiętam, co się stało przed tym.
- Może i to dobrze. – powiedziała cicho Anka.
- Co?? – ja.
- Nie nic, nic…
- Dobra odrabiajcie lekcje i podam obiad.
- Ok. – rzekłam i poszłam po plecak no i później do pokoju robić lekcje. Miałyśmy tylko jedno biurko i takie nie za bardzo, więc wszystkie robiłyśmy lekcje na łóżku. Gdy skończyłyśmy poszłyśmy na obiad.
- Boli Cię ta noga, bo wygląda okropnie?? – Kasia zamartwiała się.
- No szczypie troszeczkę.
- A jak to się stało??
- Na WF przewróciłam się na trybunach.
- Dziś chyba nie macie WF… – Kasia podała talerz z zupą.
- No po lekcjach się przewróciłam.
- A jak doszłaś do pielęgniarki??
- Kolega mi pomógł…
- Jaki??
- Kasia! To tylko mój kolega…
- Chce tylko wiedzieć, z kim się zadajesz. – podała mi kromkę chleba i wszyła z kuchni, do salonu. Ja wzięłam się za jedzenie zupy i po chwili pojawiły się dziewczyny.
- Czujesz coś do Bobbiego?? – Anka wysunęła sobie krzesełko żeby usiąść.
- Nie wiem… – rzekłam bawiąc się zupą.
- Bo mi się wydaje, że on do Ciebie nic nie czuje, a udaje, że tak.
- Proszę nie mów mi tego. – powiedziałam wychodząc z kuchni nie kończąc zupy.
- Sylwia…! – Anka spojrzała na Magdę, nie wiedziały, co się stało. Ja poszłam do pokoju robić lekcje. Gdy dziewczyny się naradziły w kuchni przyszły do mnie. – Idziesz z nami na miasto na zakupy??
- Nie chce mi się… – odpowiedziałam dalej patrząc w zeszyt.
- Sylwia. Przestań. Wiesz jak nam to przeszkadza jak nie masz humoru?? Mam nadzieję, że nie… – uśmiechnęła się. – No to szykuj się, później odrobisz lekcje.
- Już. – wstałam i ubrałam inne spodnie, bo tamte były brudne od krwi (:P)
- No to fajnie. – uszykowałyśmy się i poszłyśmy do Kasi po pieniądze. Dała nam niezłą sumkę. Zamówiłyśmy taxówkę ze względu na mnie, bo nie za bardzo mogłam chodzić, ale na mieście jakoś dawałam sobie radę. Wchodząc do pierwszego sklepu zobaczyłam Bobbiego.
- Nie on tu jest… – zaczęłam się chować za straganami z ciuchami.
- Kto?? – dziewczyny mnie naśladowały (chowając się :P P)
- Bobby.
- Aha. – Magda.
Gdy już wszedł ze sklepu poczekałam aż się oddali i dopiero wtedy wyszłam z ukrycia. Wszyscy się na nas patrzyli jak na jakieś chore, ale nam to nie przeszkadzało. Obejrzałyśmy kilka ciuchów i wyszłyśmy ze sklepu.
- Teraz idziemy tam… – Anka pokazała na nasz ulubiony sklep (:PP)
- Ja nigdy w Housie nie byłam. – Magda wytknęła nam język.
- Heh… – wzruszyłam ramionami i poszłam za dziewczynami z kulawą nogą, oczywiście szedł Bobby. Ja się złapałam za głowę i chciałam się wrócić, ale dziewczyny mnie złapały.
- Cześć dziewczyny! Sylwia jak tam noga??
- Siemanko! A trochę boli, ale da się chodzić. My musimy iść, bo się umówiłyśmy. – powiedziałam nie zatrzymując się i ani nie spojrzałam na niego. Ale on mnie dogonił, bo szłam wolno ze względu na nogę (:PP)
- Dobra pogadamy jutro w szkole…
- Ale ja jutro nie idę do szkoły! – mówiłam szybko.
- No to jak będzie okazja słonko. – uśmiechnął się, ja słysząc to zatrzymałam się, ale poszłam dalej, bo nie chciałam już z nim gadać.
- Teraz będziesz go unikać?? – Anka.
- Tak, bo chcę o nim zapomnieć!!
- No ale nie w taki sposób.
- A w jaki?!?
- Nie wiem… ale tak na pewno o nim nie zapomnisz.
- Dobra nie kłóćmy się. To jest bez sensu. Ja muszę sobie sama poradzić. Przynajmniej spróbuję. – weszłyśmy do tego sklepu i tam się obkupiłyśmy! Anka sobie kupiła spodnie zielone i bluzkę żółtą i do tego bluzę zieloną, Magda spodnie dżinsy bluzę białą i koszulkę też białą. Ja sobie kupiłam dżinsy, siwą bluzę i niebieską podkoszulkę. Bardzo dużo zapłaciłyśmy. Już więcej się nie wybierzemy same na zakupy. Wróciłyśmy pieszo, ja ledwo doszłam do domu. Zawitał nas w domu Tom i Bill:
- Cześć dziewczyny! Jak tam?? – Bill.
- O cześć. – ja.
- Cześć, co Wy tu robicie?? – Anka.
- Przyszliśmy do Was. – uśmiechnął się Gucio.
- Fajnie… – ja.
- Gdzie byłyście?? – Tom zapytał z pewnością, że się umówiłyśmy z Bobbim.
- Na mieście. – Magda. Weszłyśmy do pokoju, był niezły burdel. Wszystkie ciuchy z szafy leżały na łóżkach i książki porozwalane po całym pokoju, a najgorsze było to, że leżała też nasza bielizna.
- Uuuuu…! Co tu się działo?? – Tom klasnął w dłonie i usiadł na moim łóżku.
- Ostro! – syknął Bill.
- Przepraszamy za ten bałagan. – wszystko wepchałyśmy do szafy i rozpakowałyśmy zakupy.
- Nie ma sprawy. – Każdy się rozsiadł na łóżkach, a Georg n a fotelu. Bill na Anki, Gucio na Magdy, a Tom na moim (:))

2010
01.02

opowiadanie #26

Rano obudziłam się z głową tam gdzie powinny być nogi. Była to godzina dokładnie 12. Weszła do pokoju Kasia:
- Wstawajcie idziecie do kościoła na 13:30!! – krzyczała wchodząc do pokoju.
- Przecież mieliśmy jechać nad morze. – powiedziałam..
- Wstawajcie!!
- A jak nie jesteśmy wierzące? – powiedziałam głupio.
- A nie jesteście?? – zdziwiła się Kasia.
- No to pójdziemy do tego kościoła. Jak nam karzesz. – zażartowałam.
- Nie karze Wam tylko proszę, bo chce, żebyście były…- nie wiedziała, co powiedzieć. – Mądrzejsze. – dokończyła niepewnie. Ja się tylko do niej uśmiechnęłam.
Szybko ubrałyśmy się i bez śniadania popędziłyśmy na mszę. Gdy już byłyśmy w kościele, chórek zaczął śpiewać niemieckie kolędy. My oczywiście nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu, więc ksiądz się wkurzył i wyprosił nas w połowie mszy z kościoła.
- Lepiej nie wracajmy do domu, bo msza jeszcze trwa… – ja.
- No to idziemy do naszego parku! – Magda.
- No to idziemy… – zgodziłam się z nią.
Poszłyśmy w kierunku parku, szłyśmy bardzo wolno śmiejąc się do utraty tchu. Wkońcu dotarłyśmy do parku, rozsiadłyśmy się na ławce i zapadła wielka cisza. Każda miała swój punkt, w który się patrzyła, Anka jakiś sklep, Magda drzewo, a ja ławkę naprzeciwko. Nagle ktoś na niej usiadł, więc zmieniłam punkt, który obserwowałam przez dłuższy czas. Po kilku minutach skapnęłam się, że to jest ten przystojniak z centrum:
- O boże dziewczyny to on! – podnieciłam się.
- Kto?? Gdzie?? – Anka.
- No ten z centrum! – odwróciłam się w jego stronę, puścił mi oczko. Po chwili pojawili się jego koledzy. Gadali coś o nas. Szli w naszą stronę. Przestraszyłam się.
- Cześć dziewczyny. – zagadał jeden z kolegów.
- Cześć. – odpowiedziałyśmy.
- Jak macie na imię?? – zapytał ten sam koleś, jakby innym odjęło mowę.
- Ja jestem Anka.
- Ja Magda.
- A ja Sylwia. – podałyśmy rękę. – To może Wy też się przedstawicie??
- Ja jestem Pluto. – przedstawił się pierwszy (było ich czterech)
- Ja Doug.
- Ja Adam.
- A ja jestem Bobby. – no i na końcu przystojniak z centrum (:D) Wszyscy byli przystojni, ale Bobby najpiękniejszy. – Skąd jesteście, bo nie wyglądacie na tutejszych. – zaśmiał się.
- My jesteśmy z Polski. – odpowiedziałam śmiejąc się.
- Aha… A co Wy tu robicie w środku roku szkolnego. – dopytywał Bobby.
- YyYyY… nie znamy się, nie możemy Wam wszystkiego o sobie powiedzieć. – Anka.
- Spoko. – Bobby włożył ręce do spodni i puknął Pluta.
- Może się kiedyś spotkamy poznać się bliżej??
- No… – spojrzałam na dziewczyny pokiwały głową na „tak”. – Pewnie. – dokończyłam.
- No to może być jutro o 20 w tym miejscu?? – kontynuował Pluto.
- Ok…
- My musimy spadać. – Pluto.
- Na razie laski. – Adam.
- Nom, cześć. – ja.
- Narazie. – Magda.
- Narazie. – Anka. – Łał… ale z nas laski. – szepnęła Anka i zaczęła się śmiać.
Gdy już się trochę oddalili, a my ochłonęłyśmy opowiadałyśmy, co wyłapałyśmy z ich zachowania.
- My to chyba musimy spadać, bo już pół godziny po mszy. – ja.
- No… to chodźmy. – Anka.
Dotarłyśmy szczęśliwie do hotelu. Wyjęłam klucz z kieszeni, gdy drzwi same się otworzyły.
- Słyszałam jak gadacie i pomyślałam, że nie macie klucza. – powiedział szybko Mateusz.
- Dzięki… – weszłyśmy grzecznie do lokalu. Było sporo ludzi. – Kto to jest?? – szepnęłam.
- Moja ciocia, wujek, babcia, dziadek, drugi wujek i druga ciocia i ich dzieci. – odpowiedział. – Nie wychodźcie nigdzie zajmiecie się ich dziećmi…
- Dobra… Spoko, ale chłopaki chyba dziś do nas przychodzą.
- No to, co. Poznają Tokio Hotel, wkońcu. Bardzo ich lubią.
- No to fajnie… ale oni im nie dadzą normalnie… – zacięłam się. – No wiesz nie dadzą im spokoju.
- Oj tam. Wytrzymają. – zaprowadził nas do salonu i zapoznał ze swoją rodziną. Zjadłyśmy pyszny obiad i poszłyśmy z towarzystwem do naszego pokoju.
- Wy tu macie we tsy potuj?? – zapytał najmłodszy.
- Tak… – Anka.
- Ja bym nie wytsymał. – rozejrzał się na wszystkie strony. My się do siebie śmiałyśmy, co jakiś czas.
- A jak macie na imię?? – ja.
- Mateus… – najmłodszy podał nam grzecznie rączkę.
- Ja mam na imię Karolinka. – podeszła do nas wilka pani w bucikach na obcasach.
- A ja mam Marcin. – podszedł do mnie najstarszy chyba.
- A Ty?? – Magda zapytała zawstydzonego chłopca chowającego się za Karolinę.
- Głupku nie wstydź się! – krzyknęła na niego a on wyszedł.
- Ja mam na imię Arecek.
- Fajne imię. – powiedziała Anka a on się bardziej zawstydził, a my się zaczęłyśmy śmiać dyskretnie.
- A Wy jak macie na imię? – Marcin.
Przedstawiłyśmy się i gadaliśmy sobie tak o wszystkim i śmialiśmy się z tych najmłodszych, gdy wkońcu zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! – krzyknęłam wybiegając z pokoju jak najszybciej. – Cześć. Uratowaliście nam życie, jest u nas rodzina Mateusza i musimy gdzieś wyjść!
- Ja chce ich poznać! – Gucio ucieszył się, że pozna kogoś nowego.
- No jak chcecie. Wejdźcie. – otworzyłam szerzej drzwi i rozebrali się. Szliśmy przez salon na szczęście nikt nas nie zauważył. Gdy weszliśmy do pokoju zaczęło się piekło. Karolina i Mateus (;)) skakali Gustawowi i Tomowi na głowę. Musieli uciekać na balkon, ale i tak ich złapali. A Bill i Georg odpowiadali na tysiące pytań, wkońcu Georg się trochę wkurzył:
- A może my Wam pozadajemy kilka pytań?? – skrzywił się do Marcina.
- No dobra. – wykrztusił z siebie.
- Możesz już skończyć z tymi durnymi pytaniami?? Bo jestem tak wkurwiony, że zaraz stąd sobie pójdę. – to było ostre, Marcin zrobił wielkie oczy na niego, bo nie spodziewał się tego po nim i Bill też był tym zaskoczony, a my uciekłyśmy na balkon, bo nie mogłyśmy wytrzymać ze śmiechu, a tam Tom i Gucio męczyli się z małymi.
- Co tu się dzieje!!!? – wydarłam się, a oni odwrócili się i zrobili niewinne buźki.
- Nic, zupełnie nic. – Karolina.
- Dlaczego im dokuczacie?!? – nie odpowiedzieli nam tylko uciekli do salonu razem z Areckiem i Marcinem. Przyszli do nas Bill i Georg.
- Ale oni są okropni, mogliśmy iść na dwór. – powiedział wkurzony na maksa Georg.
- A nie mówiłam! – zaśmiałam się. – Wychodzimy gdzieś, bo mogą zaraz przyjść.
- Ale, Sylwia, mieliśmy się nimi zająć przecież. – Magda.
- No to weźmiemy ich ze sobą. – gdy to powiedziałam od razu weszłam do pokoju, bo się bałam co mi zrobią chłopcy, ale nie mieliśmy wyjścia, musieli iść z nimi. Wszyscy się uszykowali. Chłopcy wyszli pierwsi, czekali na nas na dole. Karolina, Arecek i Mateus musieli iść z nami za rękę, trochę siara, ale jakoś się wytrzymało.
- Jak oni będę się tak zachowywać w miejscu publicznym jak w domu, to idziesz z nimi do domu! – powiedziałam podniesionym głosem do Marcina.
- To może my już pójdziemy?? – skrzywił się.
- Sorry… – przyśpieszyłam w kroku i zostawiłam Arka Marcinowi. Doszłam do chłopaków. – Niech oni już sobie stąd idą!
- Ja nie chciałem ich brać ze sobą. – Bill.
- Ja też ale musiałam…
- Spoko. Gdzie pójdziemy?? – Tom.
- A która godzina??
- Jest 16:34. A co umówiłaś się z kimś??
- Taaa… – westchnęłam i odwróciłam się.
Gdy już do nas doszli poszliśmy jakimiś ścieżkami do lasu. Dzieciaki miały zajęcie i zbierały szyszki, a my mieliśmy chwilę spokoju tylko Marcin za nami łaził, ale nie przeszkadzało to nikomu. Doszliśmy do jakiejś szosy. Bill, który nas tu przyprowadził nie wiedział gdzie my jesteśmy. Zdenerwowałam się, bo była już 18. Gdy wyszliśmy już z lasu była 19, a jeszcze musieliśmy przejść przez całe miasto. Trochę przyśpieszyłam w kroku:
- Gdzie się tak śpieszysz?? – Tom podbiegł do mnie.
- Nie musisz wiedzieć. – nawet na niego nie spojrzałam.
- Wiem, że się z kimś spotykasz. To jest ten z centrum?? Tak?? – spojrzałam mu w oczy. – Aha… Mogłaś powiedzieć to byśmy nie szli tak daleko od d…
- Dobrze wiem! Mój błąd! Ty nie powinieneś o tym w ogóle wiedzieć… – zatrzymałam się i poszłam przypomnieć dziewczyną o naszym spotkaniu. Postanowiliśmy jechać taxówką. Gdy byliśmy już w domu była 19:30. Szybko przebrałyśmy się i zrobiłyśmy lekki makijaż, no i dochodziła 20.
- Chyba źle robimy spóźniając się na pierwszą randkę. – Magda.
- Magda! To nie jest randka! – pokrzyczałam ją na żarty (;))
- Spoko. Dojdziemy tam w pięć minut, a jest 20. Więc musimy się bujnąć.
- Dobrze już dobrze… – założyłyśmy buty i popędziłyśmy do parku. Z oddali widziałam tylko trzy postacie. – Co ich tak mało?? – zaśmiałam się. Zbliżaliśmy się do nich powoli, trzymałam kontakt wzrokowy z Bobbym. Gdy już do nich doszliśmy podałam mu rękę on pocałował delikatnie. – A gdzie jest Wasz czwarty kolega??
- Niestety nie mógł przyjść, bo ma rodzinę z Anglii. – Bobby.
- No to gdzie nas zabieracie?? – Magda.
- Może pójdziemy do kina?? – Bobby.
- Fajnie… – Magda.
Poszliśmy do tego kina, nawet nie wiedziałam, na jaki film, ale dowiedziałam się w trakcie (;P). Usiedliśmy tak: Doug, Magda, Anka, Adam (odstęp) Bobby i ja. Jak była scena, że się całują Bobby nachylił się nade mną i mnie namiętnie pocałował.
- Świetnie całujesz. – rzekł kontynuując pocałunek.
Gdy film się już skończył odprowadzili nas do domu.
- Ale się nagadaliśmy! – Anka.
- Następnym razem nie idziemy do kina… – Doug.
- Spoko. To na razie. – pożegnałyśmy się grzecznie i poszłyśmy już do domu po całym dniu na nogach.
Poszłyśmy się umyć i położyłyśmy się spać. Gdy już prawie spałyśmy przyszła do nas Kasia.
- Dziewczyny wiecie, że jutro idziecie do szkoły?? – zapytałam zapalając światło. – Musicie się denerwować, ale zapisałam Was do jednej klasy.
- No to fajnie. – wymamrotałam pod nosem.
- Macie jutro, na 10 więc się wyśpicie. – uśmiechnęła się do mnie, ja oczywiście odwzajemniłam uśmiechach. – Kupiłam Wam książki mam nadzieję, ze nie będzie to Wasz najgorszy dzień w szkole. Dobranoc. – zasiała światło i poszła.
- Ej… słyszałyście „ mam nadzieję, że to nie będzie Wasz najgorszy dzień w szkole” – nikt mi nie odpowiedział. – Fajnie. Dobranoc! – niestety dziewczyny spały. Obudziły mnie dziewczyny, żebym się szybko szykowała do nowej szkoły. Tylko my zostałyśmy w domu, wszyscy gdzieś musieli wyjść.
- Boże jak mi się nie chce iść… – narzekała Anka chrupiąc kanapkę.
- Mi też. – ja.
- Zjedz coś i wychodzimy, bo chłopaki mają nas zaprowadzić. – i wybiegła z kuchni. Ja siedziałam wpatrując się w podłogę i tak minęło mi dziesięć minut. Oczywiście nie zjadłam śniadania. Wyszłyśmy przed hotel czekali tam już chłopcy.